Radio Opole » Aktualności historyczne » Aktualności historyczne » Powstanie Warszawskie 1. sierpnia 1944.PAMIĘTAMY…
2021-08-01, 07:00 Autor: Bolesław Bezeg / Amadeusz Lipczak / Radio Opole 4 HISTORIA

Powstanie Warszawskie 1. sierpnia 1944. PAMIĘTAMY (specjalna audycja polsko-niemiecka z okazji 77. rocznicy powstania)

Powstańcza czujka w ruinach kościoła św. Krzyża przy Krakowskim Przedmieściu [www.wikipedia.pl]
Powstańcza czujka w ruinach kościoła św. Krzyża przy Krakowskim Przedmieściu [www.wikipedia.pl]

1 sierpnia 1944 roku o godz. 17.00 oddziały Warszawskiego Okręgu działającej w konspiracji Armii Krajowej rozpoczęły akcję zbrojną mającą na celu wyzwolenie Warszawy spod niemieckiej okupacji. Przeciwko niemieckiemu garnizonowi liczącemu w szczytowym momencie około 50 000 dobrze uzbrojonych żołnierzy Armia Krajowa wystawiła 32 500 zaprzysiężonych konspiratorów (w tym ok. 5000 kobiet).


Tylko około 3500 powstańców w chwili wybuchu powstania miało jakąkolwiek broń. Mimo to blisko 600 konspiracyjnych plutonów zaatakowało kilkadziesiąt najważniejszych obiektów w Warszawie. Były to dworce, magazyny, urzędy, placówki pocztowe, centrale telefoniczne, położone w strategicznych miejscach budynki, koszary i posterunki policji. Ze względu na ogromną dysproporcję sił i słabe uzbrojenie powstańców, a także rozproszenie tych sił na zbyt wiele obiektów, większości strategicznych celów nie udało się zdobyć. Powstańcy stanęli wobec świetnego uzbrojenia i wyszkolenia oddziałów okupacyjnych, które na dodatek o wybuchu powstania ostrzeżone zostały przez konfidentów i już od godz. 16.30 postawione zostały w stan gotowości bojowej. Mimo to powstańcom udało się zdobyć kilka zamienionych na koszary szkół, wielkie magazyny żywności i mundurów na Stawkach, najwyższy budynek w mieście tzw. Prudential, elektrownię na Powiślu, gmach sądów na Lesznie, Wojskowy Instytut Geograficzny, Ratusz czy areszt śledczy przy ul. Daniłowiczowskiej. Opanowano też duży obszar dzielnic mieszkalnych: Wola, Śródmieście, Stare Miasto, Żoliborz, Mokotów czy Powiśle, stały się na dłuższy czas powstańczymi bastionami.

Powstańcom nie udało się za to zdobyć żadnego z dworców kolejowych, lotniska, ani mostów na Wiśle, w efekcie czego obszar objęty Powstaniem stał się odciętą od reszty świata enklawą. Jedynie poprzez Żoliborz – dzielnicę domków jednorodzinnych i ogrodów, prowadziła nie zawsze możliwa do przebycia droga łącząca powstańców z silnym zgrupowaniem partyzanckim stacjonującym w Puszczy Kampinoskiej. Tędy, częściowo przenikając wśród ogrodów, a część drogi pokonując kanałami ściekowymi dostarczano do miasta bron, żywność i leki, tędy też dotarło na Żoliborz 900 partyzantów, którzy wzięli udział w wielkim lecz niestety zakończonym klęską szturmie na Dworzec Gdański.

Mimo to w pierwszych dniach powstania entuzjazm mieszkańców dzielnic objętych powstaniem był wielki, a do powstańczych oddziałów stale przybywali ochotnicy. W trakcie trwania powstania ogólna liczba powstańców wzrosła według różnych źródeł do ok. 50 -60 tysięcy ludzi, wśród których było też ok. 11 000 kobiet. Kobiety najczęściej pełniły funkcje sanitariuszek i łączniczek, których znaczenie w braku łączności radiowej czy telefonicznej stało się bardzo ważne, bo zapewniały one koordynację działań poszczególnych powstańczych oddziałów. Nie brakowało też kobiet, które walczyły z bronią w ręku.

W opanowanych przez powstańców dzielnicach po pięciu latach niemieckiej okupacji mieszkańcy wreszcie oddychali pełną piersią. Powszechnie wywieszano zabronione wcześniej narodowe flagi, organizowano uroczystości, odczyty i koncerty, a nawet uruchomiono kino, w którym wyświetlano wyciągnięte z ukrycia przedwojenne polskie filmy oraz kręcone na barykadach reportaże powstańczych kronikarzy filmowych.

W oddalonym początkowo od powstańczych linii frontu Śródmieściu, czy w centrum Mokotowa, życie pozornie toczyło się normalnym rytmem, ale realia dzielnic wystawionych na niemieckie ataki były zupełnie inne. Najszybciej i najboleśniej niemieckiej zemsty doświadczyły Ochota i Wola, gdzie od pierwszych dni powstania niemieckie oddziały realizowały rozkaz Adolfa Hitlera, który nakazał zburzyć zbuntowaną Warszawę, a jej mieszkańców co do jednego rozstrzelać. Różnego rodzaju niemieckie jednostki skwapliwie przystąpiły do dokładnej realizacji rozkazu Führera.

Apogeum rzezi Woli przypadło na dni 5-7 sierpnia, a dokonały go oddziały SS i policji niemieckiej dowodzone przez SS-Gruppenführera Heinza Reinefartha. Jego żołnierze wchodzili do każdego domu, wyprowadzali wszystkich mieszkańców na podwórze i tam wszystkich rozstrzeliwali. Ginęli wszyscy: kobiety, dzieci, starcy, młodzież i ludzie w pełni sił. Ocenia się, że w ciągu pierwszego tygodnia Powstania Warszawskiego na Woli zamordowano do 65 tys. osób cywilnych. Większość z nich nigdy nie miała nic wspólnego z żadną antyniemiecką konspiracją. Ich jedyną winą było zamieszkiwanie w Warszawie.


Antyniemieckie powstanie, które wybuchło 77 lat temu w Warszawie, było częścią opracowanego przez dowództwo konspiracyjnej Armii Krajowej planu „Burza”. Celem „Burzy” miało być samodzielne wyzwolenie spod niemieckiej okupacji poszczególnych polskich miejscowości i regionów i wystąpienie wobec nadciagającej ze wschodu armii sowieckiej w roli gospodarza.

Życie dramatycznie zweryfikowało tę planowaną od wiosny 1944 roku operację wojskową, której założenia były jednak stricte polityczne. Trzymający zwierzchność nad Armią Krajową działający w Londynie Polski Rząd Emigracyjny od czasu zerwania stosunków z rządem Związku Sowieckiego po odkryciu Zbrodni Katyńskiej był w trudnej sytuacji. Z jednej strony podlegające mu wojska sformowane na Zachodzie ale również licząca w swym szczytowym momencie około 600 tys. ludzi konspiracyjna armia w kraju, były przez aliantów oficjalnie uznawane za armie sojusznicze, z drugiej strony władze sowieckie, od czasu ewakuacji polskiej armii generała Andersa z Rosji do Persji, ostentacyjnie ignorowały istnienie polskich sił zbrojnych i jakiejkolwiek władzy emigracyjnej. Istniało poważne zagrożenie, że związek sowiecki po pobiciu armii niemieckiej wchłonie Polskę. Z tego powodu postanowiono stworzyć fakty dokonane licząc, że armia sowiecka nie będzie atakować oddziałów sojuszniczych. Była to swoista ostra licytacja i jak to bywa w tego typu rozgrywkach została ona przegrana.

Jedną z najbardziej udanych akowsko-sowieckich akcji była przeprowadzona wspólnie operacja Ostra Brama czyli siedmiodniowa bitwa w efekcie której wyzwolono Wilno. Do akcji wyzwolenia Wilna skierowano jednostki zgrupowane w dwu okręgach AK wileńskim i nowogródzkim. W walce wzięło udział 12,5 tysiąca żołnierzy AK i bliżej nieokreślona liczba żołnierzy sowieckich. Niemiecki garnizon Wilna liczył około 30 tysięcy żołnierzy.

Powstanie wileńskie rozpoczęto 7 lipca 1944 roku, a 13 lipca zdobyto ostatnie bronione przez Niemców dzielnice miasta. Był to wielki sukces. Tego samego wieczoru dowódca akcji ppłk Aleksander Krzyżanowski Wilk spotkał się z dowództwem sowieckim i zaproponował utworzenie ze swoich żołnierzy w ramach sowieckiej armii samodzielnej polskiej jednostki w sile dwóch dywizji piechoty i brygady kawalerii zmechanizowanej. Rosjanie przystali na ten projekt zobowiązując się do dostarczenia niezbędnego wyposażenia i żywności dla polskiej jednostki.

Trzy dni później ppłk Wilk został przez sowietów zaproszony na spotkanie podczas którego miało być podpisane stosowne porozumienie. Podczas spotkania dowódca wileńskiego AK został aresztowany i wraz z oficerami, którzy mu towarzyszyli uwięziony w wileńskim więzieniu. Równocześnie aresztowano grupę oficerów zaproszonych na rozmowy w sprawie wyposażenia polskich dywizji, a także delegata rządu na Wileńszczyznę oraz pracowników delegatury.

Zgrupowane w puszczy rudnickiej oddziały AK zostały zaatakowane przez sowieckie myśliwce, toteż na rozkaz nowego dowódcy zgrupowania zostały rozproszone, Rozpoczęło się kilkudniowe polowanie na polskich partyzantów. Sowieci zdołali aresztować około 5700 żołnierzy AK, których osadzono w obozie w Miednikach, a następnie wielu wywieziono do Riazania.

Wileński przypadek sowieckiej zdrady sojuszników nie był odosobniony. Praktycznie wszędzie, gdzie Armia Krajowa wywołała lokalne powstania kończyło się rozbrojeniem, a w najlepszym razie wcieleniem do armii Berlinga lub do armii sowieckiej. Wielu trafiło na katorgę, skąd wracali nieliczni.

Wydaje się, że konsekwencje operacji wileńskiej powinny zniechęcić dowództwo Armii Krajowej do wywoływania kolejnych powstań przeciwko Niemcom. Paradoksalnie jednak sowiecka zdrada w Wilnie jeszcze bardziej zmotywowała dowódców AK do wywołania powstania warszawskiego, uznali oni bowiem, że w przypadku stolicy Sowieci nie odważą się na lekceważenie sojuszy. Jak się okazało rachuby te były błędne.

Na wieść o wybuchu powstania w Warszawie armie sowieckie spowolniły marsz, a po zajęciu prawobrzeżnej części polskiej stolicy, zatrzymały się na pięć miesięcy. Nikt nie miał wątpliwości, że Stalin postanowił dać Niemcom czas na zlikwidowanie powstania w Warszawie. W ten sposób strona sowiecka uniknęła konieczności podejmowania rozmów z jakimkolwiek polskim ośrodkiem lokalnej władzy.
Powstanie Warszawskie nie było jedynym zrywem niepodległościowym w okupowanych przez Niemców krajach podczas II wojny światowej. Do walki zrywała się także ludność Paryża, Rzymu, Pragi czy niemal cała Słowacja. Wszędzie tam podczas tłumienia zrywów niepodległościowych doszło do zbrodni wojennych, jednak ich skali nie da się porównać do tego czego okupanci dokonali w Warszawie.

Jak już wcześniej wspominaliśmy na wieść o wybuchu Powstania Warszawskiego wódz III Rzeszy Adolf Hitler wydał rozkaz zburzenia polskiej stolicy i wymordowania jej mieszkańców. Wielu dowódców jednostek zaangażowanych w tłumienie powstania w Warszawie przystąpiło skwapliwie do realizacji tego rozkazu. Opisaliśmy już zbrodnie dokonane w dzielnicach Ochota i Wola, ale wg badań historyków liczbę ofiar planowych egzekucji mieszkańców oblicza się na jedną trzecią spośród wszystkich ofiar Powstania Warszawskiego. Pozostali zginęli w efekcie działań zbrojnych do jakich zalicza się bombardowania lotnicze i artyleryjskie objętych powstaniem dzielnic. Liczbę wszystkich zabitych cywilnych mieszkańców Warszawy szacuje się na ok. 200 tysięcy osób.

Z pamiętników i opracowań historycznych znane są liczne przypadki używania grup ludności cywilnej jako żywe tarcze przed atakującymi powstańcze barykady niemieckimi czołgami. O ile ludobójstwo dokonywane przez żołnierzy formacji niemieckich przerażało swoją skalą i nieuchronnością, to na szczyty okrucieństwa wspięli się w Warszawie żołnierze różnego rodzaju jednostek pomocniczych. Począwszy od słynnej brygady SS Oskara Dirlewangera złożonej z wyciągniętych z więzień skazańców – kłusowników i żołnierzy Wehrmachtu, aż po jednostki rosyjskiej armii kolaboracyjnej RONA – wszyscy oni mają na sumieniu tysiące gwałtów i zabójstw często dokonywanych ze szczególnym okrucieństwem.

5 sierpnia 1944 roku głównodowodzący niemieckimi siłami generał SS Erich von dem Bach-Zelewski widząc niemożność wymordowania miliona mieszkańców złagodził rozkaz Hitlera najpierw pozwalając wyjść z miasta kobietom i dzieciom, a potem także cywilnym mężczyznom. Od tego momentu aż do samego końca powstania z Warszawy zaczęły wylewać się tłumy uchodźców, spośród których niemieccy żołnierze wyciągali osoby podejrzewane o przynależność do narodu żydowskiego oraz podejrzanych o udział w powstaniu, co oznaczało niemal wszystkich mężczyzn. Na porządku dziennym było także wyciąganie z tłumu kobiet i gwałty, a później morderstwa.

Niezależnie od tego, mimo ogłoszenia przez aliantów faktu uznania Armii krajowej za armię sojuszniczą i niezależnie od tego, że powstańcy zwykle nosili oznaki przynależności do formacji zbrojnej, a także uczestniczyli w otwartej walce, wojska niemieckie nagminnie rozstrzeliwały wziętych do niewoli powstańców. Jedną z najsłynniejszych takich egzekucji było rozstrzelanie 140-osobowego oddziału, który ewakuując się z opanowanej przez Niemców części miasta przez pomyłkę wyszedł z kanałów wprost na niemieckich pozycjach. Wszyscy zostali rozstrzelani.

Uchodźcy z Warszawy kierowani byli do obozu przejściowego w Pruszkowie, gdzie selekcjonowano ludzi zdolnych do pracy, których wywożono do Niemiec jako robotników przymusowych oraz niezdolnych do pracy, których kierowano do obozów koncentracyjnych. Oblicza się, że w efekcie tych działań do obozów koncentracyjnych trafiło ok. 550 tys. mieszkańców Warszawy. Wielu z nich straciło tam życie.
Wśród rozważań o tragicznych konsekwencjach Powstania Warszawskiego dla ludności cywilnej nie rzadko można usłyszeć zdanie, że gdyby Polacy byli narodem zdyscyplinowanym i lojalnym wobec okupantów, nie byłoby tych wszystkich gwałtów, egzekucji i bombardowań. Dlaczego Polacy tak chętnie przystąpili do walki, której klęskę można było łatwo przewidzieć?

Prawda jest taka, że posłuszne wykonywanie poleceń okupacyjnych władz wcale nie gwarantowało mieszkańcom okupowanej Polski, a szczególnie Warszawy, przeżycia. Od pierwszych chwil wojny wkraczające do Polski wojska niemieckie jasno dały znać, że ludność cywilna jest celem ataku na równi z polskimi siłami zbrojnymi.

We wrześniu i październiku 1939 roku jednostki frontowe dokonały ponad 700 egzekucji rozstrzeliwując ponad szesnaście tysięcy osób cywilnych. Do tego należy doliczyć 57 tysięcy cywilnych ofiar bombardowań lotniczych i artyleryjskich. Niezależnie od tego „rycerski Wehrmacht” rozstrzelał około trzech tysięcy polskich jeńców. Po przejęciu podbitych terytoriów polskich z administracji wojskowej przez władze okupacyjne było tylko gorzej.

Już w początkach niemieckiej okupacji Polski eden z najważniejszych niemieckich przywódców - szef SS Heinrich Himmler powiedział publicznie, że zagłada Polaków jest podstawowym obowiązkiem narodu niemieckiego i do spełniania tego obowiązku gorliwie przystąpiono. Na objętych okupacją terenach wprowadzono rygorystyczne przepisy przewidujące za większość możliwych przewin karę śmierci.

Planową eksterminacją objęte zostały całe grupy społeczne, a rozpoczęto od inteligencji, której przedstawiciele uznani zostali za potencjalnych przywódców lub inicjatorów oporu wobec okupacyjnych władz. Podczas realizowanej przez pierwsze pół roku operacji „Intelligenzaktion” rozstrzelano 50 tysięcy przedstawicieli polskiej inteligencji: nauczycieli, naukowców, księży, ziemian, działaczy społecznych, samorządowców, przedstawicieli wolnych zawodów i szlachty. Drugie tyle wysłano do obozów koncentracyjnych, gdzie większość z nich straciła życie.

Mieszkańcy utworzonej z podbitych terytoriów polskich Generalnej Guberni każdego dnia mogli spodziewać się śmierci. Wychodząc z domu nigdy nie mieli pewności, że uda się im tam wrócić. Powszechnym zjawiskiem były tzw. łapanki, podczas których zamykano z dwóch stron ruchliwe ulice i aresztowano wszystkich przebywających na nich ludzi. Schwytany w ten sposób Polak nigdy nie wiedział czego może się spodziewać. Można było zostać natychmiast rozstrzelanym w ulicznej egzekucji będącej odwetem za akcję podziemia lub przypadkowy wypadek jakiego doświadczyli okupanci. Można było zostać uwięzionym jako zakładnik i czekać na egzekucję w jednym z licznych więzień. Można było zostać wysłanym do obozu zagłady lub na przymusowe roboty do Niemiec, które często oznaczały powolną eksterminację w niewolniczej pracy. Nic było zatem żadnej przesady w ulicznej przyśpiewce „co tu gadać, co tu kryć, Szkopy nam nie dają żyć, im kultura nie zabrania na ulicach polowania”.

Do tego wszystkiego należało doliczyć cały szereg szykan jakim poddawani byli Polacy w życiu codziennym. Sklepy, lokale gastronomiczne czy wagony tramwajowe przeznaczone tylko dla Niemców to ledwie czubek góry lodowej systemu codziennego upokarzania Polaków uważanych przez obowiązującą w Niemczech ideologię za „podludzi”.

Spotkawszy na ulicy Niemca należało zejść na chodnik, zdjąć czapkę i się ukłonić. Jeśli Niemcowi spodobał się jakiś należący do nas przedmiot czy sprzęt mógł go sobie zabrać. Każdy kontakt z osobą należącą do grupy „nadludzi” mógł się skończyć oskarżeniem o brak szacunku dla „człowieka niemieckiego” co również mogło się zakończyć karą śmierci.

Pięć lat życia w ciągłym strachu i nieustannym upokarzaniu wywołało powszechne pragnienie odwetu. Chwilowa wolność na opanowanym przez powstańców fragmencie ulicy była jak haust powietrza dla osoby zmuszonej do długiego przebywania pod wodą. Emocje te opisał niezwykle trafnie młody poeta - uczestnik Powstania Warszawskiego żołnierz batalionu „Parasol” Józef Szczeański w wierszu „Dziś idę walczyć mamo”: „Tak strasznie dobrze mieć Stena w ręku i śmiać się śmierci prosto w twarz! A potem zmierzyć - i prać - bez lęku za kraj! Za honor nasz!”.

Dla żołnierzy Powstania Warszawskiego często najważniejszym celem nie było zwycięstwo ale samo wyjście ze statusu człowieka zniewolonego.

Po początkowym zaskoczeniu skalą powstania niemieckie wojska przystąpiły do planowej akcji likwidacji powstania. W pierwszej kolejności podjęto działania by przywrócić drożność głównym szlakom komunikacyjnym, a jednocześnie podzielić teren objęty powstaniem na kilka odciętych od siebie obszarów. Wzmocniono też obsadę mostów i wybrzeża Wisły. Następnie przystąpiono do likwidacji powstania w poszczególnych dzielnicach.

Na pierwszy ogień poszła słynna z powstańczej piosenki „Pałacyk Michla” dzielnica Wola. Walczyły tam m.in. najsłynniejsze powstańcze bataliony „Zośka” i „Parasol” złożone z ideowej młodzieży wyszkolonej w konspiracyjnym harcerstwie – w Szarych Szeregach. To właśnie harcerze z batalionu „Zośka” zdobyli 2 sierpnia dwa niemieckie czołgi typu „Panther”, które przez 10 dni wspierały powstańcze działania na Woli. Jednakże Ataki niemieckie zmusiły powstańców do opuszczenia Woli i przejścia na Stare Miasto.

Wkrótce także ta dzielnica stała się celem zmasowanych ataków. Po ciężkich bojach 2 września okrążeni w ostatnich punktach oporu powstańcy przedostali się kanałami do innych walczących jeszcze dzielnic. 800 powstańców przeszło na Żoliborz, a 4,5 tys. przedostało się do Śródmieścia. Na Starówce pozostało 2,5 tys. rannych powstańców oraz 35 tys. cywili, w tym ok. 5 tys. rannych. Po zdobyciu Starówki Niemcy wymordowali rannych a ludność po polowaniu na powstańców, Żydów i młode kobiety wypędzono z miasta.

We wrześniu wysiłki powstańców skupiły się z jednej strony na utrzymaniu opanowanych jeszcze dzielnic, z drugiej zaś na wywalczeniu dostępu do Wisły. Na prawym brzegu rzeki stały u boku armii sowieckiej polskie oddziały armii generała Berliga. To one podjęły w dniach 16-19 września kilka prób przyjścia powstańcom z pomocą. Aby umożliwić im lądowanie powstańcy z wielkim trudem utrzymywali niewielki skrawek wybrzeża rzeki w dzielnicy Czerniaków. Do akcji skierowano dwa pułki piechoty tzw. Ludowego wojska polskiego, które jednak poniosły ogromne straty podczas forsowania rzeki, toteż oddziały, które dotarły do powstańców nie zmieniły sytuacji na lewym brzegu Wisły.

23 września po blisko miesiącu zaciętych walk o każdy budynek i podwórko Niemcom udało się zlikwidować powstańczy przyczółek nad Wisłą. Sytuacja powstańców stała się beznadziejna, tym bardziej, że dramatycznie brakowało żywności, amunicji, broni a nawet wody.

Wobec braku poważniejszej akcji ze strony wojsk sowieckich ostatnia nadzieja walczącej stolicy pokładana była w pomocy z Zachodu. Była ona możliwa wyłącznie drogą lotniczą. W sierpniu i wrześniu alianckie samoloty wykonały 280 lotów ze zrzutami zaopatrzenia dla powstania. Zrzucono 240 ton uzbrojenia i opatrunków, z czego do powstańców trafiło 107 ton. Pod koniec powstania do akcji zrzutowej włączyło się lotnictwo armii Berlinga, ale ponieważ zrzucano sprzęt w workach bez spadochronów najczęściej ulegał on zniszczeniu.

Mimo dramatycznej sytuacji i nieustannych ataków, a także klęsk na Powiślu czy Sadybie, były takie powstańcze placówki, które przez cały czas powstania utrzymały zajęte na początku pozycje. Do rangi symbolu urosła tzw. „reduta Witolda” – placówka w budynku przy ul. Starynkiewicza 10, którą dowodził słynny rotmistrz Witold Pilecki – człowiek, który dobrowolnie pozwolił się uwięzić w Auschwitz by zbadać co właściwie dzieje się w niemieckim obozie koncentracyjnym, a po dwóch latach uciekł i wysłał na zachód raport o niemieckim ludobójstwie.

Podczas powstania Pilecki był żołnierzem zgrupowania „Chrobry II” złożonego głównie z członków drugiej co do wielkości polskiej konspiracyjnej organizacji militarnej Narodowych Sił Zbrojnych. Placówka Witolda utrzymała się do końca powstania.

Wstępując do powstańczego wojska Witold Pilecki złamał rozkaz swoich przełożonych – wiosną 1944 r. przewidując konieczność walki z sowietami, którzy po pokonaniu Niemiec zajmą Polskę dowództwo Armii Krajowej powołało głęboko utajnioną organizację „NIE”, która miała zachować swoje struktury do walki z Sowietami. Jej członkom zabroniono uczestnictwa w planowanym antyniemieckim powstaniu, ale większość zlekceważyła ten zakaz.

Dlaczego?
Przede wszystkim należy przypomnieć, że Armię Krajową od początku tworzono właśnie po to by w dogodnym momencie wzniecić antyniemieckie powstanie. W udręczonym łapankami, publicznymi egzekucjami i codziennym upokarzaniem Polaków kraju narastała żądza odwetu. Nic więc dziwnego, że gdy w ostatniej dekadzie lipca 1944 roku przez Warszawę przelewały się strumienie niemieckich uciekinierów z Polski wschodniej, Warszawiacy powszechnie uznali, że teraz właśnie nadszedł dogodny moment dla wybuchu powstania.

Widok chwiejącej się w posadach okupacyjnej machiny sprawił, że Warszawiacy powszechnie zignorowali zarządzenie niemieckich władz nakazujące stawienie się 100 tysięcy mieszkańców miasta do budowy umocnień. Zarządzenie to było obwarowane groźbą krwawych represji gdyby ludzie do pracy się nie stawili i Niemcy faktycznie byli zdecydowani takie represje wprowadzić w życie. Mało kto w mieście wiedział, że w okolice miasta w ostatnich dniach lipca ściągnięto cztery doborowe dywizje Wehrmachtu, w tym słynną dywizję spadochronową „Herman Gering”.

Kilka lat temu w Londynie ujawniono dokumenty rzucające nowe światło na okoliczności podjęcia decyzji o wybuchu powstania właśnie w Warszawie. Bo dowództwo naczelne polskich sił zbrojnych w Londynie podjęło decyzję o tym, że powstanie w Warszawie wybuchnąć nie może. Aby nie dopuścić do powstania w stolicy zrzucono do Polski na spadochronie generała Leopolda Okulickiego. Ten jednak zamiast wykonać powierzoną mu misję skłonił warszawskie dowództwo Armii Krajowej, by powstanie wywołać w Warszawie zamiast na prowincji jak dotąd planowano.

W myśl ujawnionych ostatnio dokumentów Okulicki, który w 1940 roku trafił na moskiewską Łubiankę, podczas pobytu w sowieckim więzieniu miał się złamać podjąć współpracę z sowieckim wywiadem. Dwa lata później opuścił Rosję w szeregach Armii Andersa i został prominentnym politykiem londyńskiego rządu. Po powstaniu uciekł z niewoli i pełnił funkcję komendanta Armii Krajowej, którą w styczniu 1945 r. rozwiązał. Zmarł w sowieckim więzieniu prawdopodobnie w 1946 r.

Czy faktycznie był sowieckim agentem? Fakty, z jego życiorysu pozwalają wątpić w tę rewelację. Bardziej prawdopodobne, że jego determinacja do wywołania powstania w Warszawie wynikła raczej z błędnej oceny sytuacji niż z sowieckich podszeptów.

Warto tu przypomnieć, że nadająca z Moskwy dla okupowanej Polski radiostacja im. Tadeusza Kościuszki w ostatnich dniach lipca m.in. takimi słowami nawoływała do wybuchu powstania: „Ludu Warszawy! Do broni! Niech cała ludność stanie murem wokół Krajowej Rady Narodowej, wokół warszawskiej Armii Podziemnej. Uderzcie na Niemców! Udaremnijcie ich plany zburzenia budowli publicznych. Pomóżcie Czerwonej Armii w przeprawie przez Wisłę. Przysyłajcie wiadomości, pokazujcie drogi. Milion ludności Warszawy niech stanie się milionem żołnierzy, którzy wypędzą niemieckich najeźdźców i zdobędą wolność.” Także i to nawoływanie stało się jedną z przyczyn wybuchu powstania. Fakt, że nawołują do niego komuniści dawał złudną nadzieję, że nie pozostawią go samemu sobie.
W polskich mediach co roku w początkach sierpnia, oprócz relacji z uroczystości i przyczynków na temat mało znanych epizodów powstańczych, ciągle jeszcze można znaleźć zażarte spory o sens Powstania Warszawskiego. To typowe dyskusje akademickie będące dla uczestników raczej okazją do zaprezentowania erudycji i elokwencji. Nikomu nie zależy na przekonaniu adwersarzy, toteż strony sporu nie wsłuchują się w argumenty przeciwników. Przywódcy Armii Krajowej postawili powstaniu cele polityczne i militarne. Jedne i drugie okazały się nierealne.

W istocie trudno Powstanie Warszawskie nazwać militarnym sukcesem. Nie osiągnęło żadnych z postawionych mu celów militarnych ani politycznych. Nie zdobyto mostów, ani dworców kolejowych. Nie opanowano brzegu Wisły. Nie wytworzono sytuacji politycznej pozwalającej na podjęcie poważnych negocjacji ze stroną sowiecką. Z tych wszystkich powodów powstanie należy uznać za chybione.


Ale równocześnie gdy rozmawia się dziś z uczestnikami tamtych wydarzeń, to uderza nas w zasadzie w każdym przypadku jedno: jednoznaczna opinia, że czas powstania, pomimo ogromnych ofiar ponoszonych każdego dnia, wszyscy uważają za najpiękniejsze chwile swojego życia. Była w mieszkańcach Warszawy ogromna wola walki i odwetu za lata upokorzeń, w których na co dzień towarzyszył Polakom strach przed nie sprowokowanym niczym aresztowaniem, rozstrzelaniem, torturami lub w najlepszym razie wywózką do obozu koncentracyjnego. Dopiero gdy wybuchła walka odczuwali ulgę i tę chwilę wspominają najchętniej. Bo wybuch powstania warszawskiego przywrócił poczucie własnej godności tysiącom Polaków.


Bilans był straszliwy. Zginęło 16 tys. powstańców, straty niemieckie ocenia się na blisko 18 tys. żołnierzy, ale ofiary wśród ludności cywilnej to ponad 200 tys. osób. Skala ofiar przekroczyła wyobrażenia nawet wśród dowódców niemieckich. Chcąc jak najszybciej doprowadzić do zakończenia walk niemiecki głównodowodzący w Warszawie generał SS Erich von dem Bach-Zelewski zaproponował dowództwu powstania kapitulację na zasadach obowiązujących regularne armie.


Na polecenie dowódcy Armii Krajowej Tadeusza Komorowskiego pseudonim „Bór”, od 28 września delegacja dowództwa powstania pod komendą pułkownika Kazimierza Iranka-Osmeckiego rozpoczęła negocjacje z Niemcami w celu podpisania układu o zaprzestaniu działań wojennych w Warszawie. W istocie to jego wybitnym zdolnościom negocjacyjnym i uporowi strona polska zawdzięcza tak szerokie ustępstwa, na jakie poszedł wobec powstańców generał von dem Bach-Zelewski. To pułkownik Iranek-Osmecki doprowadził do tego, że tysiące ludzi wyszło z Warszawy z życiem. To przede wszystkim jemu powinniśmy stawiać pomniki.


Na mocy układu zawartego w nocy z 2 na 3 października 1944 roku, strona niemiecka zobowiązała się do potraktowania powstańców warszawskich jak żołnierzy jednej z alianckich armii, a więc powstańcy mogli zostać jeńcami i trafić do obozów jenieckich. Przypomnijmy, że do chwili zawarcia tego układu każdy powstaniec był traktowany jak bandyta i wszyscy schwytani przez Niemców powstańcy byli natychmiast rozstrzeliwani. Układ zagwarantował także bezpieczną ewakuację ludności cywilnej. Jednym z punktów porozumienia było stwierdzenie, że zaprzestanie działań wojennych następuje dla ochrony warszawskiej substancji zabytkowej.


Niestety, Niemcy nie wywiązali się do końca z żadnego z punktów porozumienia. Odnotowano przypadki rozstrzeliwań jeńców już po zawarciu układu, szczególnie w przejętych przez stronę niemiecką szpitalach polowych. Ludność cywilna w większości skierowana została do obozu przejściowego w Pruszkowie, skąd około 150 tysięcy osób deportowano do obozów koncentracyjnych lub do niewolniczej pracy w Niemczech.


A co do wspomnianej substancji zabytkowej – trzy miesiące bez walk od października do końca grudnia 1944 r. Niemcy wykorzystali do wywiezienia z Warszawy wszystkiego co przedstawiało jakąkolwiek wartość i do przeprowadzenia planowej akcji burzenia miasta.
We wspomnieniach osób ocalałych z powstania, czy to żołnierzy AK, czy to cywili, często powtarza się jedno zdanie: mimo otaczającego nas wówczas morza śmierci i zniszczenia, sierpień 1944 roku to było kilka najszczęśliwszych dni w naszym życiu. Przez kilka dni byliśmy naprawdę wolnymi ludźmi.

Nikt z tych, którzy w ten sposób wspominali swój udział w powstaniu warszawskim nie wyrażał wątpliwości, że za tę wolność warto było ginąć.


Posłuchaj: "Powstanie Warszawskie" Bolesław Bezeg, czyta Amadeusz Lipczak
2021-08-01, 20:15

Powstanie Warszawskie (wersja w języku niemieckim) Warschauer Aufstand


Am 1. August 1944 um 17 Uhr begannen die Abteilungen des Warschauer Bezirks der im Untergrund aktiven Polnischen Heimatarmee den Einsatz mit dem Ziel, Warschau von der deutschen Besetzung zu befreien. Gegen 50 000 sehr gut bewaffnete deutsche Soldaten gab es 32 500 vereidigte Verschwörer, darunter 5000 Frauen.

Nur circa 3500 Aufständischer verfügten beim Ausbruch des Aufstands über irgendwelche Waffen. Trotzdem haben fast 600 Verschöwrungszüge zig Gebäude in Warschau angegriffen. Das waren Bahnhöfe, Lager, Ämter, Postämter, Telefonzentralen, an strategischen Standorten gelegene Gebäude, Kasernen und Polizeiposten. In Anbetracht des immensen Machtunterschiedes, schwacher Bewaffnung der Aufstädischen und groβer Streuung der Truppen auf zu vielen Objekten, ist es nicht gelungen, die meisten strategischen Ziele zu erobern.

Den Aufstädischen gegenüber gab es hervorragend bewaffnete und geschullte Besatzungstruppen, die dazu noch von Konfidenten gewarnt wurden und schon um 16.30 Uhr zum Kampf bereit waren. Einige Sachen sind den Aufstädischen gelungen z.B. sie besetzten einige Schulen, die als Kasernen dienten, groβe Vorrats- und Uniformlager in der heutigen Stawkistraβe. Prudential - das gröβte Gebäde, das Kraftwerk in der Powiśle-Region, Gerichtsgebäude in der heutigen Leszno-Straβe, das Militärinstitut der Geographie, das Rathaus, die Untersuchungshaft in der Daniłowiczowska-Straβe, die folgenden Stadtviertel: Wola, Stadtmitte- Śródmieście, Altstadt - Stare Miasto, Żoliborz, Mokotów und Powiśle und die sind für eine längere Zeit zu aufständischen Festungen geworden.

Aufständische haben keinen Bahnhof, keinen Flughafen und keine Brücke über die Weichsel besetzt. Das hat dazu beigetragen, dass das Gebiet des Aufstands von dem restlichen Teil der Stadt isoliert wurde. Der einzige Weg, der auch nicht immer funktionierte, führte über das Stadtviertel Żoliborz, bekannt für Einfamilienhäuser und Gärten. Der Weg verband die Aufständischen mit einer starken Partisanenabteilung, welche in der Kampinos-Heide stationierte. Durch Gärten und teilweise Abwasserkanäle wurden Waffen, Lebensmittel und Medikamente in die Stadt geliefert. Dadurch begaben sich 900 Partisanen zum Stadviertel Żoliborz. Die Partisanen nahmen an einem nicht gelungenen Sturmangriff auf den Danziger Bahnhof teil.

Dennoch war die Begeisterung der Einwohner der betroffenen Bezirken groβ in den ersten Tagen des Aufstands. Freiwilige haben den aufständischen Einheiten angeschlossen. Nach verschiedenen Quellen wird geschätzt, dass insgesamt 50 bis 60 000 Aufständische, darunter 11 000 Frauen im Aufstand gekämpft haben.

Frauen arbeiteten oft als Krankenpflegerinnen und Vermittlerinnen. Ihre Rolle war von groβer Bedeutung, wenn es an Rundfunk- oder Telefonkommunikation fehlte. Dank ihrer Arbeit war die Koordinierung der Aktivitäten der aufständischen Truppen möglich. Einige Frauen haben auch mit dem Gewehr in der Hand gekämpft.

Nach 5 Jahren deutscher Besetzung haben sich die Einwohner der Stadtviertel, die von Aufstädischen beherrscht wurden, frei gefühlt.
Man hat früher verbotene Aktivitäten getan, wie Nationalfahnen aufgehängt und Festveranstaltungen, Vorlesungen und Konzerte organisiert. Man hat sogar ein Kino eröffnet, in dem man polnische Filme aus der Vorkriegszeit und die auf den Barrikaden gedrehte Reportagen gezeigt hat.

Anfangs war das Leben in der Stadtmitte – Śródmieście und im Zentrum des Stadviertels Mokotów ganz normal, denn die Frontlinie war entfernt. In anderen Stadtvierteln, in welchen es zu deutschen Angriffen kam, verlief das Leben ganz anders. Am schlechtesten war es in den Stadtvierteln Ochota und Wola, wo von den ersten Tagen des Aufstands der Behehl von Hitler realisiert wurde, nämlich das ganze rebellierende Warschau muss zerstört und jeder Einwohner erschossen werden.

Verschiedene deutsche Truppen haben begonnen, den Befehl von Hitler genau und mit Elan zu realisieren. Den Höhepunkt der Schlacht in Wola passiere in den Tagen vom 5. bis zum 7. August. Von der deutschen Seite waren das die SS-Abteilungen und deutsche Polizeigruppen unter der Führung vom SS-Gruppenführer Heinz Reinefarth.

Seine Soldaten haben jedes Haus betreten, alle Bewohner wurden auf den Hof geführt und dort wurden alle erschossen. Alle ohne Ausnahme: Frauen, Kinder, Ältere und Menschen in ihren besten Jahren. Man schätzt, dass in der ersten Woche des Warschauer Aufstands bis 65 000 Zivilisten nur im Stadtviertel Wola ermordet wurden. Die meisten hatten nichts Gemeinsames mit der antideutschen Konspiration. Ihre einzige Schuld war die Tatsache, dass sie einfach in Warschau lebten.





Der antideutsche Aufstand, der vor 77 Jahren in Warschau ausgebrochen ist, war ein Teil des Planes unter dem Titel „Sturm". Der Plan wurde von dem Kommando der konspirativen Heimatarmee bearbeitet. Die Operation „Sturm" hatte das Ziel, dass einzelne polnische Ortschaften und Regionen sich selbständig von der deutschen Besatzung befreien und als Gastgeber gegenüber der aus Osten kommenden sowjetischen Armee auftreten.

Die Realisierung der vom Frühling 1944 geplanten militärischen Operation sah dramatisch aus. Die Richtlinien der Aktion waren rein politisch. Die Polnische Exilregierung in London, welche die Oberherrschaft über die Heimatarmee ausübte, war in einer schwierigen Lage, nachdem die Beziehungen mit der Sowjetunion nach der Entdeckung des Massenmordes in Katyń waren abgebrochen worden. Einerseits verfügte die Exilregierung über die im Westen geformten Truppen und die Heimatarmee, die in der Kulmination circa 600 000 Menschen zählte und beide Organisationen wurden von den Alliierten offiziell als verbündete Armeen betrachtet. Andererseits hat die Sowjetunion das Dasein der polnischen Streitkräfte und irgendwelcher polnischer Macht im Exil provozierend ignoriert, besonders seitdem die polnische Anders-Armee nach Persien evakuiert wurde. Es gab eine große Gefahr, dass die Sowjetunion nach dem Sieg über die deutsche Armee Polen in sich einbezieht. Deswegen hat man darauf gerechnet, dass die sowjetische Armee keine verbündeten Militärgruppen angreift. Das war ein eigenartiger Bieterkrieg und - wie es oft dabei passiert - wurde er verloren.

Eine der meist gelungenen gemeinsamen Aktionen der Heimatarmee und der sowjetischen Armee war die Operation "scharfes Tor" – das war ein siebentägiger Kampf, dank dem Vilnius befreit wurde. An dieser Aktion nahmen Einheiten teil, die in zwei Bezirken der Heimatarmee gruppiert wurden d.h. Bezirk Vilnius und Bezirk Nowgorod. Das waren 12 500 Soldaten der Heimatarmee und eine unbestimmte Zahl der Soldaten der sowjetischen Armee. Von der deutschen Seite in Vilnius gab es circa 30 000 Soldaten. Der Aufstand in Vilnius begann am 7. Juli 1944 und am 13. Juli wurden die letzten von den Deutschen verteidigten Stadtviertel eingenommen. Das war ein großer Erfolg. An demselben Abend hat sich Oberstleutnant Aleksander Krzyżanowski Wilk mit dem sowjetischen Kommando getroffen und vorgeschlagen, eine selbständige polnische Armeeeinheit zu gründen, aber im Rahmen der sowjetischen Armee. Das sollten zwei Infanteriedivisionen und eine mechanisierte Kavallerie-Brigade sein. Die Russen haben dem Projekt zugestimmt und sich verpflichtet, polnische Soldaten mit der unentbehrlichen Ausrüstung und Lebensmitteln zu versorgen.

Drei Tage später wurde der Oberstleutnant Wilk von den Sowjets eingeladen und ein Vertrag sollte unterschrieben werden. Während der Begegnung wurde der Leiter der Heimatarmee Bezirk Vilnius verhaftet und gemeinsam mit ihm begleitenden Offizieren gefangen gehalten. Gleichzeitig wurde eine andere Gruppe von Offizieren, ein Regierungsdelegierter für das Vilniuser Gebiet und Mitarbeiter der Delegation verhaftet, die zu einem Treffen ankamen, an dem die Ausrüstung der polnischen Einheiten besprochen wurde. Die Einheiten der Heimatarmee, die im Urwald Puszcza Rudnicka stationierten, wurden von sowjetischen Jagdflugzeugen angegriffen. Der neue Leiter hat befehlt, dass sich die Soldaten der Heimatarmee zerstreuen sollten. Eine Jagd nach polnischen Partisanen hat angefangen und die hat ein paar Tage gedauert. Den Sowjets ist es gelungen 5700 Soldaten der Heimatarmee zu verhaften. Sie wurden im Lager in Miedniki eingesperrt, einige wurden später nach Riazan versetzt.

Der sowjetische Verrat gegenüber Verbündeten in Vilnius war nicht der einzige. Fast überall, wo die Heimatarmee einen lokalen Aufstand hervorgerufen hat, hat es mit der Entwaffnung geendet, allenfalls mit dem Einzug in die Berling-Armee oder in die sowjetische Armee. Viele haben Qual erlitten und nicht alle überlebten.

Es scheint, dass die Folgen der Vilniuser Operation die Leitung der Heimatarmee dazu entmutigen sollten, damit die nächsten antideutschen Aufstände nicht mehr hervorgerufen werden. Paradoxerweise hat der sowjetische Verrat in Vilnius das Kommando der Heimatarmee dazu motiviert, den Warschauer Aufstand hervorzurufen. Die Führungskräfte waren der Meinung, dass die Sowjets in der Hauptstadt Polens nicht wagen, Bündnisse leicht zu nehmen. Es hat sich aber erwiesen, dass die Annahmen falsch waren. Als die Sowjets von dem Ausbruch des Aufstands in Warschau gehört haben, haben sie ihren Marsch verlangsamt und für 5 Monate nach ihrer Besetzung des Gebiets am rechten Ufer der Weichsel hielten. Niemand hat gezweifelt, dass Stalin den Deutschen Zeit gegeben hat, den Aufstand zu beseitigen. Auf diese Art und Weise haben die Sowjets vermieden, mit irgendwelchem polnischen Zentrum der lokalen Verwaltung ins Gespräch zu kommen.


12

Zobacz także

2021-09-27, godz. 06:10 Zapowiedź historycznych audycji na bieżący tydzień (27 września - 1 października 2021 r.) Zapraszamy na audycje historyczne, które odbędą się w tym tygodniu w Radiu Opole! Poniedziałek-Piątek Godz. 6:20 "Kartka z kalendarza", na którą zaprasza… » więcej 2021-09-24, godz. 23:25 Ławeczka pełna poezji Przed urzędem miasta w Nysie można przysiąść na ławeczce z poetą Jerzym Kozarzewskim Kozarzewski ps. Konrad, twórca nyskiej szkoły muzycznej, poeta… » więcej 2021-09-23, godz. 15:31 W 75 rocznicę operacji "Lawina" Spotkanie z Maciejem Nowakiem w 75. rocznicę likwidacji zgrupowania NSZ Henryka Flamego "Bartka". Nowak jest autorem książek i audycji radiowych poświęconych… » więcej 2021-09-23, godz. 15:14 Rajd Pamięci Powstańców Śląskich Już w sobotę Stowarzyszenie Patriotyczny Kędzierzyn-Koźle organizuje Rajd Pamięci Powstańców Śląskich.Uczestnicy Rajdu wyjdą z Kędzierzyna i po przejściu… » więcej 2021-09-22, godz. 20:28 Jubileusz Pedagogicznej Biblioteki Wojewódzkiej w Opolu Jedna z wystaw pt. „Starodruki PBW w nowej odsłonie…” zostanie otwarta już w najbliższy piątek w Muzeum Śląska Opolskiego. Jeszcze tej jesieni w programie… » więcej 2021-09-21, godz. 21:38 Odzyskane, zagospodarowane i zdemitologizowane Do końca września w Opolu można oglądać wystawę poświęconą Ziemiom Odzyskanym , czyli obecnym województwom Polski północnej i zachodniej. Od dzisiaj… » więcej 2021-09-20, godz. 17:38 Patron narodowego pojednania Błogosławiony kardynał Stefan Wyszyński honorowym patronem Prudnika i całej gminy. Tytuł oficjalnie nadano wczoraj podczas uroczystej mszy św. w sanktuarium… » więcej 2021-09-20, godz. 17:13 Sto fotografii sprzed stu lat Muzeum Wsi Opolskiej zaprasza na wystawę, która jest pokłosiem badań historycznych i wywołania stu fotografii utrwalonych na szklanych kliszach przez Franciszka… » więcej 2021-09-20, godz. 17:00 Archiwa Rodzinne Niepodległej Naczelna Dyrekcja Archiwów Państwowych zaprasza do udziału w projekcie "Archiwa Rodzinne Niepodległej". W inicjatywie bierze udział także Archiwum Państwowe… » więcej 2021-09-19, godz. 14:55 W Starym Grodkowie upamiętniono żołnierzy NSZ pomordowanych 75 lat temu przez komunistów. "Ci ludzie zbliżyli nas… Na Polanie Śmierci pod Starym Grodkowem uczczono pamięć podkomendnych mjr. Henryka Flamego. Żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych zostali tam pomordowani 75… » więcej
12345
Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej »