Radio Opole » Muzyka

Felietony muzyczne

2017-03-23, 13:51

Nowy singiel Sabiny SAGO - "Wolna". Krok w stronę nowych brzmień

Posłuchaj nowego singla Sabiny SAGO - "Wolna"
Mamy energetyczną zapowiedź płyty Sabiny SAGO. Wybrana na singiel piosenka „Wolna” trafiła do stacji radiowych i wyostrza apetyt na cały album pochodzącej z Opola wokalistki.
Sabina Golanowska jest obdarzona charakterystyczną barwą głosu, ostrą, z lekką chrypką, jednym słowem - nietuzinkową.

Potrafi łączyć w muzyce „ogień z wodą”, sprawdza się zarówno w stylistyce muzyki rockowej, soulowej, jak i popowej. Kiedy rozmawiałem z nią kilka dni temu powiedziała, że stara się przełamać muzyczne schematy, ale jednocześnie tworzyć muzykę atrakcyjną i przystępną. Trzeba przyznać, że nie brakuje jej wyobraźni i świadomości nowych brzmień, co słychać nie tylko w piosence "Wolna", ale też w drugim singlu „Feeling”.

SAGO współpracowała między innymi z takimi artystami jak: zespół BRACIA, Jacek MEZO Mejer, DJ Adamus, Opole Gospel Choir (Nagroda Dziennikarzy na KFPP w Opolu 2006) czy Patrycja Markowska. Nad autorskim solowym albumem pracuje z gitarzystą Marcinem Juszczyszynem.

W sierpniu 2014 roku ukazała się jej płyta „ACOUSTIC”, na której można usłyszeć nagrane w wersjach akustycznych wybrane utwory z repertuarów innych wykonawców oraz kilka autorskich kompozycji Sabiny. Wystąpiła również w popularnym programie THE VOICE OF POLAND, w którym swoimi występami podbiła serca jurorów i zdobyła wielu wiernych fanów.

Jej artystyczna ofensywa jest dowodem na to, że z naszego regionu pochodzą naprawdę świetne wokalistki. Są zdecydowane, pewne siebie i swoich możliwości. Nie boją się manifestować poglądów i nie mają żadnych kompleksów. A my radiowcy, czekamy na ich nowe piosenki z nadzieją na ogólnopolski przebój.
2017-03-14, 13:29

Hey faworytem tegorocznych Fryderyków!

Kasia Nosowska i zespół Hey [fot. Marcin Skomudek]
Kasia Nosowska i zespół Hey [fot. Marcin Skomudek]
Rodzima legenda rocka została nominowana przez Związek Producentów Audio - Video w trzech kategoriach. Zespół ma szansę na statuetki za teledysk roku, utwór roku i rockowy album roku. Wyróżnienie grupy umacnia ją na pozycji najbardziej utytułowanego wykonawcy w 22-letniej historii Fryderyków. Hey ma bowiem na koncie aż 29 statuetek i 69 nominacji do nagrody ZPAV!

Dla nieprzychylnych polskiej branży muzycznej to kolejny dowód na to, że stanowi ona skostniałe środowisko, które nagradza swoich kolegów po fachu. Należy jednak pamiętać o tym, że Hey nigdy nie był zespołem, który odcinał kupony od sławy, konsumując status legendy. Najlepszym dowodem ich kreatywnej postawy jest ewolucja, którą przeszedł zespół.

Kiedy prawie 25 lat temu Piotr Banach powoływał do życia Hey nie krył swojej fascynacji królującym w latach 90. grungem. Jako główny kompozytor repertuaru grupy, Banach stał się autorem największych hitów młodzieńczego, jak przyznaje sam muzyk, lekko hippisowskiego oblicza zespołu. Choć ostatecznie gitarzysta opuścił formację, a Hey porczucił stylistykę Seatle na rzecz alternatywnego rocka, pozostali członkowie zespołu szanują dorobek Banacha. Nie dali się jednak nigdy stłamsić statusowi ikony. Już w trakcie ostatniej dekady XX w. Katarzyna Nosowska sięgała do dokonań muzyki elektronicznej. „Puk. Puk”, debiutancka płyta wokalistki Hey, stanowi mocno inspirowany Massive Attack triphopowy manifest. Jej twórcza odwaga zainspirowała kolegów z zespołu. Ewolucję grupy niektórzy porównują nawet do muzycznych poszukiwań Radiohead. Ukoronowaniem artystycznej drogi formacji są nagrane z producentem Maricnem Borsem płyty „Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!” i „Do rycerzy, do szlachty, doo mieszczan”. Przepełnione elektroniką i eksperymentalnymi rozwiązaniami albumy świadczą o odwadze twórczej i bezkompromisowości Szczecinian.

O dojrzałości stylistycznej zespołu mogli również przekonać się opolscy widzowie, którzy szczelnie wypełnili Amfiteatr NCPP podczas zeszłorocznego koncertu Hey w ramach otwarcia Muzeum Polskiej Piosenki. Kultowy zespół wsparli gościnnymi występami tak uznani artyści jak Marek Piekarczyk, Grażyna Łobaszewska czy Natalia Przybysz. Każdy z nich wziął na warsztat wybraną piosenkę Hey. Mi najmocniej utkwiła w głowie interpretacja post- punkowej „Wody”, której brawurowo dokonała Łobaszewska. Najbardziej jednak urzekało wzruszenie Nosowskiej. Artystka wydawała się przytłoczona nieformalnym benefisem swojego zespołu. Na każdym kroku podkreślała, że czuje się zaszczycona, że tak uznani wykonawcy mierzą się z jej repertuarem. Mam nadzieję, że przez wrodzoną skromność nie umknęło jej, ile satysfakcji z tej współpracy czerpały tuzy polskiej muzyki rozrywkowej.
2017-03-03, 14:29

Chopin obdarty z fortepianu

[fot. Malgorzata Slusarczyk - Radio Opole]
[fot. Malgorzata Slusarczyk - Radio Opole]
Czy potrzeba ogłuszenia, by nauczyć się słuchać? Taka myśl zrodziła się pod wpływem rozmowy z Michałem Zadarą, reżyserem spektaklu muzycznego „Chopin bez fortepianu” wystawionego w Filharmonii Opolskiej.

Sztuka polega na przedstawieniu koncertów fortepianowych Fryderyka Chopina… pozbawionych partii solowej. A właściwie partia fortepianu zostaje zastąpiona skrupulatnie przygotowaną opowieścią o tym, co dzieje się we fragmentach powierzonych soliście. Słowo zastępuje muzykę i jednocześnie z muzyką współgra, ponieważ opowieść musi zgrać się w czasie z akompaniamentem orkiestry. Paranoja lub wręcz absurd! Czy na pewno?

Gdy pomyślimy o tym zabiegu jak o interpretacji muzyki, to rzeczywiście mamy do czynienia z próbą zamachu na muzyczną świętość narodową. I nie zamierzam nikogo przekonywać, że pomysł jest świetny. Każdy ma prawo do własnych odczuć. Nie chodzi o wartościowanie, ale o zastanowienie się nad naszym myśleniem o tym, czego doświadczamy dźwiękowo.

Co mamy w głowie, gdy idziemy na koncert lub sięgamy po płytę? Czasem kieruje nami głód. Dźwiękowy głód – podobny do tego fizycznego. Pustka, którą próbujemy zapełnić. Czasem to ciekawość, bo ktoś polecił jakiś utwór, twórczość jakiegoś kompozytora, tak jak poleca się książkę, film lub… nieznaną potrawę. Innym razem to może być odpowiedź dla poszukującej natury – odkryć nieznany ląd, zbadać uchem nieznane obszary.

Jak smakować muzyczne „potrawy”, które pochodzą z polskiej spiżarni? Pochłonąć bezmyślnie, czy kroić, analizując każdą warstwę? Jeśli zastanawiamy się nad składnikami znajomej potrawy, to dlaczego słuchać muzyki bez znajomości formy, gatunku, budowy, zamysłu twórczego i warunków w jakich powstawała?

„Nie umiemy słuchać Chopina” – powiedział reżyser spektaklu przekonując, że słyszymy utwory naszego rodaka bez przygotowania i bez zaangażowania. Słyszeć czy słuchać, oto jest pytanie! I nagle, koncerty fortepianowe obdarte z partii fortepianu, za to wzbogacone skrupulatnymi objaśnieniami – bez muzykologicznego zadęcia (!) – zmuszają, by wsłuchać się w Chopina na nowo.

Tylko czy można porównać odbiór sztuki muzycznej do świadomego rozkoszowania się potrawą? Muzyka to przecież „strawa” dla duszy. Ocena pozostaje sprawą indywidualną.
2017-02-24, 11:12

Girls On Fire sięgają po najlepsze tradycje współczesnego R&B. Rezultat jest obiecujący

Girls On Fire [fot. GoF]
Girls On Fire [fot. GoF]
Mieszanka pop, funky, R&B, i kobiecej energii, tak można opisać trio Girls on Fire, które w jednej trzeciej (Marta Dzwonkowska) pochodzi z Opola. Ich muzyka zapowiada się nieźle i wyostrza apetyt na przyszłe produkcje.

Do stacji radiowych trafiły właśnie dwie debiutanckie piosenki G.o.F.: „Siła kobiet” i „Kto da więcej”. Dwa single jednocześnie stają się powoli regułą w biznesie muzycznym. Media mogą same wybierać te utwory, które bardziej pasują do formatu. Pierwszy singiel przywołuje dobre wspomnienia amerykańskich, żeńskich grup R&B z lat 90. w stylu En Vogue. Drugi, to motoryczne i matematycznie precyzyjne funky z charakterystycznym motywem elektro.

Girls on Fire tworzą – jak same o sobie piszą - kobiety z pasją i przyjaciółki. Finalistki III edycji programu X Factor związane ze środowiskiem teatralno-muzycznym Wrocławia. Piszą, komponują, koncertują po całej Polsce. Wyróżnia je magnetyzm, niepowtarzalne brzmienie i charyzma sceniczna. Łączą w sobie dynamikę, temperament, liryczność i wrażliwość.

Wokalistki przekonują, że ich pierwsza płyta - „Siła kobiet” to projekt nie tylko o muzyce, sile przyjaźni, determinacji, spełnianiu marzeń, ale także o działaniu na rzecz kobiet. Kiedy słuchamy ich piosenek, poznajemy kobiece spojrzenie na muzykę i rzeczywistość opisaną w autorskich tekstach. To spojrzenie jest jak kobieta: zmienne, dynamiczne, pełne energii, zmysłowe, sentymentalne i zaskakujące.

Premiera albumu "Siła kobiet" już 8 marca 2017.
2017-02-13, 14:57

Fair Weather Friends promują w Opolu nowe utwory

Fair-Weather-Friends Fot Maciej Gapinski edit
Fair-Weather-Friends Fot Maciej Gapinski edit
Młode polskie zespoły funkcjonują dzisiaj w trudnych realiach rynkowych. Na zysk z fizycznych nośników nie można liczyć. Jedynie winyle notują wzrosty sprzedaży, ale nie każdego wykonawcę stać na ich wydanie. Skutecznym modelem biznesowym jest oparcie dochodów o koncerty i płatny dostęp do strumieniowanej muzyki w Internecie. Obecność w serwisach muzycznych to już konieczność. Niezłe zyski może też przynieść oglądalność teledysków, ale warunkiem jest wielomilionowa widownia.

Stąd wykonawcy dużą wagę przykładają do koncertów. Właściwie to klubowe tournée i festiwale stają się najpoważniejszym źródłem utrzymania. Pretekstem do zagrania na żywo może być np. wydanie EP-ki lub promocja nowej muzyki jeszcze przed wydaniem płyty. Tak jest w przypadku zespołów Fair Weather Friends i JÓGA, którzy zagrają w piątek 17.02, w Narodowym Centrum Polskiej Piosenki w Opolu, by promować swoje najnowsze wydawnictwa.

Wydawać by się mogło, że ich style znajdują się na przeciwległych biegunach – jedni rozpalają parkiety przebojowością, która porywa tłum do tańca, drudzy stawiają na budowanie intymnego, hipnotyzującego klimatu. To zespoły, które zdążyły już zaliczyć największe polskie festiwale plenerowe.

Fair Weather Friends to jeden z najciekawszych zespołów polskiej sceny, o czym świadczą m.in. uznanie najbardziej opiniotwórczych dziennikarzy muzycznych, grono fanów w całym kraju oraz występy na największych festiwalach. Teraz prezentują nowe utwory, zapowiadające drugi długogrający album.

Premiera najnowszej EP-ki „Hello Sunday" miała miejsce w połowie września. Jednak podczas koncertu nie zabraknie dobrze znanych fanom FWF utworów jak – „Fortune Player” czy „Fake Love”. Ich autorskie brzmienie to połączenie współczesnej elektroniki, klimatu 70 'soulu i funku, elektropopowych melodii i punkowej wręcz energii.
2017-02-06, 08:41

Czas zaklęty w muzyce

Orkiestra pokolen 2017 [fot. Małgorzata Ślusarczyk]
Orkiestra pokolen 2017 [fot. Małgorzata Ślusarczyk]
Żadne słowa nie oddadzą tego, co wydarzyło się 3 lutego 2017 roku w Filharmonii Opolskiej. Można jednak spróbować nakreślić parę faktów.

Takiego wydarzenia nie było w całej, 70-letniej historii Państwowej Szkoły Muzycznej I i II st. im. F. Chopina w Opolu. Ponad siedemdziesięciu absolwentów, dawnych orkiestrowych wychowanków Huberta Prochoty, odpowiedziało na zaproszenie Katarzyny Karwaczyńskiej i Piotra Kosargi. Idea w założeniu banalna: stworzyć "Orkiestrę Pokoleń". Pod jedyną możliwą dyrekcją: niezastąpionego Huberta Prochoty. Na tydzień "porzucili" więc najlepsze orkiestry kraju i zagranicy, by jak za dawnych czasów uczestniczyć w wielogodzinnych, intensywnych próbach podczas warsztatów w Głuchołazach. A wszystko po to, by po latach wystąpić wspólnie na jednej scenie, uświetniając jubileusz szkoły muzycznej, ale i 800-letniego Opola. Miejsca by nie starczyło, by zacytować tęskne wyznania tych, którzy nie mogli dołączyć do tego niecodziennego składu.

A dlaczego "Orkiestra Pokoleń"? Bo obok siebie zasiedli muzycy różnych roczników, o rozmaitych doświadczeniach muzycznych. Jedni rozpoczynali przygodę ze szkolna orkiestrą w czasach, kiedy Hubert Prochota (także absolwent opolskiej PSM) stawiał pierwsze kroki jako nauczyciel. Inni opuścili mury szkoły zaledwie parę lat temu, choć wielu z nich na pytanie "zagrasz ze mną?" reaguje pozytywnie i to bez chwili namysłu. W tej masie brzmieniowej znaleźli się także obecni nauczyciele szkoły, zasiadając na scenie obok swoich dawnych uczniów. Wszyscy wpatrzeni w ręce i błyszczące oczy "Pana" - bowiem dla każdego z nich, dyrygent orkiestry (także dyrektor szkoły w latach 1992-1997), Hubert Prochota, to po prostu "Pan". Oni mówią z uśmiechem "Pan z nami", a pan odpowiada "Action!". I znowu wszystko gra. Ale nie jak rok czy 10 lat temu. Gra jak nigdy.

Dla większości postronnych ludzi to dziwne i niezrozumiałe hasła. Dla orkiestrowiczów wszechroczników to morze wspomnień, ocean wrażeń i doświadczeń, które ukształtowały dojrzałych dziś muzyków. To przygoda życia, która doczekała się swojego festiwalu w ramach siedemdziesiątych urodzin szkoły.

Wszyscy znamy powiedzenie, że muzyka łagodzi obyczaje. Jak się okazuje, potrafi też zakrzywić czasoprzestrzeń. A ponadto skumulować niewyobrażalny ładunek emocjonalny, bo piątkowy koncert to było apogeum wrażeń, zsumowanych z niemal 30-letniej historii i pomnożony przez liczbę uczestników. A jeśli dodamy, że na widowni również zasiedli absolwenci, wychowani w orkiestrze "Pana" - cóż więcej dodać?
2017-01-17, 11:31

Profesjonalny twórca - kto to taki?

© (fot. sxc.hu)
© (fot. sxc.hu)
"Inspirujemy się wzajemnie" - mówili uczestnicy tegorocznego spotkania opłatkowego opolskich środowisk twórczych. Mówili to samo, choć na różne sposoby. "Nie ma znaczenia, czy ktoś się zajmuje twórczością ludową, czy jest bardziej profesjonalnym artystą" - to kolejny głos nad łamanym opłatkiem.

Jaka właściwie jest granica między profesjonalizmem, a... no właśnie: czym!? Kim był Fryderyk Chopin wie niemal każdy - kompozytorem i pianistą. Czy był profesjonalnym, a zatem wykształconym i zawodowo czynnym artystą? Oczywiście! A jednak pochylał się nad muzyką ludową. Znał ją, chłonął od dzieciństwa i wplatał misternie w "salonowe" kompozycje.

Sztuczne podziały na muzykę "profesjonalną" czyli tzw. kulturę wysoką i sztukę ludową to raczej wymysł teoretyków, pragnących uporządkować świat, odmierzyć i podzielić na kategorie. Wspomniany Chopin ze szczerym zainteresowaniem przysłuchiwał się ludowemu muzykowaniu spędzając wakacyjne miesiące w Szafarnii (i innych wsiach ziemi dobrzyńskiej czy chełmińskiej). Echa tych fascynacji najsilniej słychać w jego mazurkach. A przecież nawet niezbyt wprawne ucho jest w stanie wyłowić finezję tych dzieł.

Kolejnym przykładem mistrzowskiego połączenia tradycji i "sztuki wysokich lotów" jest choćby zbiór pieśni kurpiowskich w opracowaniu artystycznym na chór mieszany, dokonanym przez Karola Szymanowskiego. Kunszt inspirowany folklorem.

Z drugiej strony, czy człowiek bez wykształcenia muzycznego, zajmujący się twórczością ludową jest nieprofesjonalny w tym, co robi? Zapis nutowy i teoria muzyki mają się nijak do tradycji muzycznych przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Co więcej, bywa, że ingerencja wykształconych muzyków lub choćby próba odtwarzania przez nich tradycyjnych pieśni, melodii, staje się karykaturą.

Może czasem warto odłożyć wartościowanie na bok, zwyczajnie zamknąć oczy i słuchać...
2017-01-12, 13:34

…Ale to już było. I nie wróci więcej?

Amfiteatr opolski © (fot. Małgorzata Lis-Skupińska/AFRO)
Amfiteatr opolski © (fot. Małgorzata Lis-Skupińska/AFRO)
„Za chwilę zespół, który – jak niesie wieść gminna - sprzedał ponad milion kaset” – tak brzmiała jedna z zapowiedzi podczas 29. KFPP w Opolu w 1992 roku. Na scenę opolskiego amfiteatru miała wyjść grupa, która rozpalała emocje, negatywne i pozytywne, co było słychać na widowni.

To epizod z koncertu pod tytułem „Nie tylko rock”. Tak szumnie zapowiedzianą gwiazdą był zespół disco polo - Top One. Tego wieczoru na scenie pojawili się jeszcze inni wykonawcy grający polską muzykę taneczną tacy jak: Fanatic, czy Mr Dance. Decyzja o umieszczeniu zespołów disco polo w programie koncertu o profilu pop-rockowym wywołała skrajne reakcje publiczności. Aplauz mieszał się z gwizdami dezaprobaty, co zostało utrwalone na naszych radiowych taśmach z festiwalu.

Dzisiaj, kiedy disco polo powraca do mediów publicznych za sprawą sylwestrowego występu Zenona Martyniuka w TVP oraz planów zorganizowania dużej imprezy jubileuszowej disco polo transmitowanej przez TVP2, pojawiły się spekulacje, czy ta muzyka pojawi się na festiwalu w Opolu. Jeśli tak, to nie będzie pierwszy raz, a więc nie ma mowy o przełamaniu tabu, bo zostało już złamane 25 lat temu. Jeśli nie, odetchną wszyscy, którzy Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu wolą kojarzyć z piosenką literacką, rockową, popem środka, Młynarskim, Przyborą, Osiecką, Koftą i Cyganem.

Trudnym zadaniem dla organizatorów tegorocznego festiwalu będzie jednak zbalansowanie tych masowych gustów, które z jednej strony oczekują trzymania wysokiego poziomu artystycznego, a z drugiej, dobrej zabawy przy muzyce „lekkiej, łatwej i przyjemnej”. W tle pozostaje jeszcze walka o oglądalność, a w ostatnich miesiącach, badania bezlitośnie pokazują znaczną przewagę stacji disco polo nad resztą muzycznych formatów telewizyjnych.
2017-01-03, 22:02

„Wygląda na to, że będzie ciąg dalszy projektu Kayah i Bregovic!”

Kayah podczas rozmowy z Radiem Opole
Kayah podczas rozmowy z Radiem Opole
Ten nagłówek to nie clickbait, czyli próba naciągnięcia internauty na odwiedzenie strony poprzez zastosowanie sensacyjnego tytułu artykułu mającego mało wspólnego z rzeczywistością. Podczas krótkiego wywiadu, którego Kayah udzieliła mi w Sylwestra, musiałem spytać o jej współpracę z Goranem Bregovicem. Duet, którego jedyny do tej pory album sprzedał się w nakładzie przekraczającym 700 tysięcy egzemplarzy, spotkał się w zeszłym roku po raz pierwszy od kilkunastu lat na scenie. Nagrania z koncertu w warszawskiej Hali Koło pokazują, jak ważną pozycją w historii polskiej fonografii jest płyta „Kayah i Bregovic”. Publiczność znała utwory na pamięć i śpiewała na tyle głośno, że momentami zagłuszała artystów występujących na scenie. - Przypominało mi to koncerty, które widziałam w Brazylii i Izraelu. To bardzo miłe przeżycie, szczególnie jeśli się jest autorem tekstów – nie kryła podekscytowania Kayah. Reakcja publiczności zrobiła też kolosalne wrażenie na Goranie Bregovicu. Zgodnie z deklaracją Kayah możemy się spodziewać dalszej współpracy muzyków.

Kayah potrzebowała artystycznego impulsu, aby podjąć decyzję o powrocie do przeszłości. Mimo że wokalistka z jej rozpoznawalnością i dorobkiem mogłaby odcinać kupony od gigantycznego sukcesu, Kayah nie jest zaintersowana statusem gwiazdy. Zamiast odkurzać cały czas stare przeboje, woli angażować się w ambitne przedsięwzięcia artystyczne. Takie jak Transoriental Orchestra, w którym musiała zmierzyć się ze skomplikowanymi podziałami rytmicznymi i tak wymagającymi językami jak hebrajski, jidysz, ladino czy arabski. Jednym z muzyków zaangażowanych w projekt jest Marta Zalewska, która reprezentowała Opole podczas zeszłorocznego konkursu Debiutów na Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej. -To utalentowana multinstrumentalistka, a do tego cudowna i przemiła osoba- zachwalała artystkę Kayah.

Pomaganie młodym i zdolnym to misja, która przyświecała Kayah, kiedy w 2001 roku zakładała własną wytwórnię płytową. - Zebrałem pewne doświadczenia i uznałam, że czas się nimi podzielić i umożliwić artystom egzystowanie na płaszczyźnie zgodnej z ich wizją” – wspominała początki Kayaxu wokalistka. Dla wytwórni nagrywają tak uznani muzycy jak Organek, Monika Brodka czy Krzysztof Zalewski. Ich kreatywność jest źródłem inspiracji dla Kayah „To ludzie, którzy nie boją się iść pod prąd. Uczą mnie wielkiej odwagi. Jestem nimi zachwycona”- przynała artystka.
2016-12-22, 12:17

Nowa piosenka świąteczna opolanki Kamili Dauksz w Radiu Opole

[fot. archiwum Kamili Dauksz]
[fot. archiwum Kamili Dauksz]
Do Radia Opole trafiła w ostatnich dniach wyjątkowa piosenka świąteczna Kamili Dauksz - "W ten zimowy, piękny czas". To jedna z najciekawszych piosenek o świętach, jakie wyszły spod ręki regionalnego, opolskiego artysty. Kamila zaśpiewała ją z dużym wyczuciem, wspartym wyważoną produkcją. Utwór chyba zadomowi się na świątecznych playlistach nie tylko Radia Opole, ale też innych stacji radiowych.

Kamila od zawsze występuje w autorskim duecie z gitarzystą Dariuszem Daukszem, prywatnie ojcem piosenkarki. Razem skomponowali już ponad 30 utworów. Ostatnio do współpracy zaprosili Tomasza Borucha.

Wokalistka powiedziała, że sama melodia powstała szybko, tekst przybierał różne formy, a jego wersji było wiele. Nagrania zostały zrealizowane w Red Mic Studio oraz Mateusz Krautwurst Production.

Wśród inspiracji, Kamila wymienia rodzinny charakter świąt: "Zawsze obchodzimy święta rodzinnie, w Opolu. Dzielimy się opłatkiem, składamy sobie życzenia. Nie wiem, czy co roku mamy dwanaście potraw na stole, ale jedzenia jest zawsze dużo".

Nową piosenkę świąteczną Kamili Dauksz można również usłyszeć w specjalnym, świątecznym programie internetowym Radio Opole Extra, obok wielu innych kolęd i pastorałek w wykonaniu opolskich artystów.
12345
Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej »