Radio Opole » Muzyka

Felietony muzyczne

2018-02-18, 21:52

Welcome SBB na żywo w Filharmonii Opolskiej. Koncert w 40. rocznicę powstania płyty

SBB Welcome na żywo 13 marca w Filharmonii Opolskiej
SBB Welcome na żywo 13 marca w Filharmonii Opolskiej
Lata 70. chyliły ku końcowi. Dziennikarze muzyczni zachłysnęli się punkową rewolucją. Prasa światowa zajęta młodymi, niepokornymi zespołami, odwróciła się od "starego" rocka progresywnego, zarzucając mu przerost formy nad treścią. Nie potwierdzała tego frekwencja na koncertach i sprzedaż płyt. W takiej atmosferze, legendarne trio rockowe - SBB nagrało w Opolu jedną z najlepszych płyt w historii polskiej muzyki - "Welcome”.

Gdy spojrzymy na muzykę tamtych czasów z dzisiejszej perspektywy, można stwierdzić z przekonaniem, że wyszła ona zwycięsko z wielu dziejowych zakrętów. Broni się muzycznie i produkcyjnie. Weterani tego stylu wciąż zapełniają sale koncertowe, przypominając najważniejsze utwory ich młodości, a kolejne zespoły podążają wytyczoną przez nich ścieżką.

SBB postanowiło wykonać obszerne fragmenty płyty "Welcome” z okazji 40. rocznicy jej wydania. Już 13 marca w Filharmonii Opolskiej usłyszymy największe kompozycje z tej płyty. Jest ona nam, Radiu Opole szczególnie bliska. To właśnie nasze studio posłużyło do zarejestrowania ścieżek poszczególnych instrumentów. Studio nagraniowe przy Piastowskiej miało świetne warunki i zespół korzystał z niego też w przyszłości (cały album "Memento z banalnym tryptykiem” powstał w Radiu Opole). Potem Józef Skrzek pojechał z taśmami do Niemiec, gdzie ostatecznie zmiksowano płytę.

Dzisiaj nie trzeba się już nikomu zachwalać tego albumu. Po prostu, wszedł do żelaznego kanonu polskiego rocka i w opinii fanów, stanowi apogeum twórczości SBB. Czym dla Polaków była ta muzyka w epoce schyłkowego Gierka i szarego PRL-u, niech mówią za siebie fragmenty komentarzy pod albumem w serwisie YouTube: "pierwsza kaseta jaką kupiłem w życiu… najpiękniejsza muzyczna inicjacja”, "nie zapomnę najpiękniejszej muzyki z najlepszego okresu polskiego rocka”, "ta muzyka leczy i uzależnia”, "pamiętam jak słuchaliśmy w akademiku... to zmieniło nasz obraz muzyki”. Wszystkie wpisy utrzymane w podobnym tonie. Trudno o lepszy komentarz.

Odgrywanie całych lub znacznych partii płyt na koncertach było zawsze domeną zespołów tzw. rocka albumowego: Pink Floyd, The Who jeszcze w latach 70. Już współcześnie, zespoły często robią fanom niespodzianki i wykonują na żywo cały materiał ze swoich największych wydawnictw. Tak zrobiła Metallica z identycznie zatytułowanym albumem, Aerosmith z "Toys In The Attic”, czy Rush z "Moving Pictures”, by wymienić tylko kilka przykładów.

Teraz Józef Skrzek, Antymos Apostolis i Jerzy Piotrowski sięgają jeszcze raz po ten historyczny, zaśpiewany po angielsku album. Płyta miała być wizytówką polskiego rocka za granicą i stała się nią. Wielu fanów muzyki spoza Polski powtarza, że SBB mogło być tak znane jak Pink Floyd, jedyną przeszkodą było to, że tworzyli za "żelazną kurtyną”, choć przekraczali ją wielokrotnie.

Opolska publiczność będzie miała niepowtarzalną okazję przeżyć szczególną podróż w czasie 13 marca, kiedy w sali Filharmonii Opolskiej, SBB wykona najmocniejsze utwory ze znakomitego albumu "Welcome”.

Bilety do nabycia: tutaj


2018-02-14, 00:00

Zawsze black & white?

fortepian © [fot. Małgorzata Ślusarczyk]
fortepian © [fot. Małgorzata Ślusarczyk]
Muzyka rozrywkowa to ocean niewyczerpanych możliwości. Przez lata wiedzę o tzw. rozrywce zdobywało się przez doświadczenia brzmieniowe, udziały w koncertach, dyskusje. Do niedawna nie było szkół (takich formalnych, systemowych, ze świadectwami i indeksami). Dlatego ludzie siedzący w rozrywce, są chodzącymi leksykonami. Szacun! Bez cienia złośliwości.

A czy koledzy-rozrywkowcy mogą to samo powiedzieć o klasykach? Oczywiście mam na myśli umowny podział wypływający wyłącznie z ilości czasu i energii poświęconych jednej z muzycznych osi, bo klasycy sięgają po rozrywkę i odwrotnie.

Czy wydaje Wam się, że studia podczas koncertów, podążanie śladami ikon, zabawy z przekraczaniem granic i wyścig w poszukiwaniu nowych brzmień to wynalazek XX wieku? Świat klasyki (dawniej będący rozrywką swoich czasów) zna takie numery odkąd trwa ludzkość. I kto tu jest oryginalny?

Poza tym jeśli powszechnym szacunkiem cieszy się ten, który zna trendy od początku XX wieku....to czemu traktuje się jak ograniczonego kogoś, kto musi jednocześnie tkwić w teraźniejszości życia muzycznego, a w dodatku mieć w głowie przekrój przez co najmniej kilkanaście stuleci? To, że jeszcze w pakiecie radzi sobie zwyczajowo z co najmniej jednym instrumentem, potraktujmy jako nic nie znaczący bonus.

Wcale nie chodzi jednak o udowadnianie wyższości jednych nad drugimi i wojnę stylów. To tylko dzwoneczek nawołujący do refleksji, że świat muzyki nie lubi generalizacji. Czarno-białe, to są klawisze w fortepianie. Chociaż Skriabin z pewnością miałby inne zdanie...
2018-02-02, 12:27

Trio Girls On Fire w eliminacjach do festiwalu Eurowizja 2018

Girls On Fire
Girls On Fire
Trzymamy kciuki za dziewczyny z Girls On Fire, które walczą o udział w Eurowizji 2018. Ich konkursowy utwór „Break the Walls” niesie ważne, pojednawcze przesłanie:
- Jesteśmy coraz bardziej zabiegani, nerwowi. Budujemy jeszcze więcej zamkniętych osiedli. Inność, różnorodność zamiast nas ciekawić, inspirować, wyzwala obawy i lęki, a świat coraz bardziej przypomina ponure wizje futurystyczne – tłumaczą wokalistki z Girls on Fire. Chcemy jednoczyć Polaków do wspólnego działania - dodają.

Zespół tworzą: Marta Dzwonkowska (pochodząca z Opola), Joanna Cholewa oraz Monika Wiśniowska-Basel. Utalentowane przyjaciółki są związane z wrocławskim środowiskiem muzycznym i teatralnym. Rozpoznawalność przyniósł im utwór „Siła kobiet”, który był często grany w Radiu Opole. Wystawiliśmy im wtedy bardzo wysokie oceny i przewidzieliśmy, że kariera będzie nabierała tempa.

Kiedy dowiedziały się, że hasłem 63. edycji Eurowizji będzie „All aboard”, czyli „Wszyscy na pokład”, postanowiły z pomocą Kamila Barańskiego (pianisty Maryli Rodowicz) napisać utwór „Break the Walls” i zgłosić go do konkursu. - Muzyka ma moc dotarcia, chcemy więc wykorzystać tę okazję do próby zjednoczenia ludzi, choćby w skromnym wymiarze – mówi Marta Dzwonkowska.

Finaliści eurowizyjnych selekcji zostaną ujawnieni najpóźniej 6 lutego 2018 roku. Uczestników wybierze komisja jurorska, powołana przez TVP. W finale eliminacji zmierzy się od pięciu do dziesięciu artystów. O tym, kto wygra krajowe eliminacje do Eurowizji 2018, zdecydują telewidzowie oraz jury, którego skład zostanie dopiero ujawniony.
2018-01-13, 14:53

Podsumowanie roku: "A Polish Kaleidoscope 2" czyli muzyczna zabawka dla ambitnych i ciekawych świata

Okładka płyty "A Polish Kaleidoscope 2" [fot. http://ravelduo.pl]
Okładka płyty "A Polish Kaleidoscope 2" [fot. http://ravelduo.pl]
Kalejdoskop to zmyślna zabawka, ale też swoiste zestawienie różnorodnych obrazów czy wrażeń. Wyśmienity polskich duet fortepianowy, który ma opolskie korzenie, proponuje nam już drugi zestaw niezwykłych obrazów dźwiękowych rodem z Polski. Muzyczna pocztówka wysłana w świat w minionym roku (2017) przedstawia nie tylko unikatową literaturę muzyczną, bo napisaną na duet fortepianowy czyli zestaw wciąż mało popularny, przynajmniej w zestawieniu z innymi duetami instrumentalnymi. Przede wszystkim jednak to muzyczne świadectwo polskiego dorobku kompozytorskiego czasów najnowszych. O ile jednak pierwsza płyta z serii "A Polish Kaleidoscope" prezentowała utwory grane na cztery ręce, o tyle tym razem możemy doświadczyć subtelności i potęgi dwóch fortepianów - brzmiących jak jeden instrument o stu odcieniach. Co najmniej stu!

"A Polish Kaleidoscope 2" to także kolejna płyta Ravel Piano Duo przedstawiająca muzykę zapomnianą, nieznaną, odkrywaną na nowo, a dla wielu - po raz pierwszy w życiu. To nie tylko zestaw utworów pokazujących piękno polskiej muzyki współczesnej i głębię brzmienia fortepianów, głaskanych przez dwie pary, niezwykle sprawnych technicznie dłoni. Jeśli gdzieś może łączyć się siła z subtelnością i precyzja z dodatkiem niezwykłej muzykalności i intuicji muzycznej, to właśnie w dźwiękach zapisanych na tej płycie. Dodatkową wartością tego typu wydawnictw jest także książeczka, zawierająca krótki komentarz do każdego z utworów.

Już od pierwszego utworu powstaje wrażenie, że to kalejdoskop w kalejdoskopie, a co najmniej zestaw zadziwiających witraży zamkniętych w niepozornym opakowaniu. Jeśli ktoś spodziewa się muzyki "łatwej, lekkiej i przyjemnej", to będzie musiał pozostać przy Mozarcie i "innych chłopakach", choć mówi się, że muzyka "łatwa" nie istnieje. Muzyka prezentowana na płycie jest wymagająca - przede wszystkim otwartości i pewnego zasłuchania. Ma w sobie sporo głębi, choć lekkości też nie można jej odmówić. Nie jest to jednak lekkość naiwna, a jednak sporo w tych utworach momentów błyskotliwych i promiennych. Ta muzyka wymaga pewnego przygotowania i stopnia wrażliwości muzycznej, potrafi się jednak odpłacić oceanem doznań. Płyta pań z Ravel Piano Duo pokazuje, że warto więc dać szansę - zarówno sobie, jak i muzyce, o której zwykło się mówić, że jest obca, nieprzystępna i niezrozumiała. A może właśnie dlatego wydaje się obca, bo daliśmy to sobie wmówić, zaś do niedawna mało komu chciało się szperać w archiwach nutowych? Szczęśliwie ostatnie lata przynoszą coraz więcej pozytywnych owoców. Jednym z nich jest "A Polish Kaleidoscope 2".

Pozostawiając wrażenia akustyczno-estetyczne (bo o doznaniach brzmieniowych naprawdę można by pisać sporo, tylko po co?), omawiany krążek to także (a może przede wszystkim!) panorama polskiej szkoły kompozytorskiej i historia muzyki rodzimej w wersji dźwiękowej zarazem. Można pisać wiele książek i rozpraw na temat różnorodności kierunków, gatunków i trendów w podejściu do muzyki XX wieku. Żadne książki nie oddadzą jednak wrażeń dźwiękowych wywołanych mozaiką użytych środków, pieczołowicie i z pasją zrealizowanych przez doceniany na całym świecie duet pianistek tworzących Ravel Piano Duo. Jeśli mielibyśmy wskazywać ambasadorów polskiej muzyki niedocenianej, to z pewnością są nimi właśnie Agnieszka Kozło i Katarzyna Ewa Sokołowska. Tym większa duma i radość, że obie panie są absolwentkami opolskiej szkoły muzycznej, a ich talent pianistyczny i pedagogiczny można rokrocznie podziwiać także w trakcie Międzynarodowych Kursów Muzycznych w Opolu. W międzyczasie warto natomiast odkrywać uroki polskiej muzyki w domowym zaciszu, z płytami tego uroczego duetu w odtwarzaczu. Moc muzycznych doznań - gwarantowana!
2018-01-05, 12:30

Podsumowanie roku: opolska grupa Sen kieruje się zdecydowanie "W dobrą stronę"

Sen - W dobrą stronę
Sen - W dobrą stronę
Do najciekawszych płyt minionego roku, nagranych przez wykonawców wywodzących się z Opolszczyzny, zaliczyłbym album „W dobrą stronę” zespołu Sen. Ten debiutancki krążek zawiera 12 autorskich kompozycji. Kiedy muzycy wybrali utwory singlowe do promocji, nie miałem wątpliwości, że warto promować tę grupę również w Radiu Opole.

Nie są nowicjuszami i mają za sobą doświadczenia sceniczne zdobyte u boku gwiazd polskiego rocka. Sen powstał w maju 2014 roku z inicjatywy trzech przyjaciół: Waldka Orłowskiego (gitara, wcześniej w zespole Patrycji Markowskiej), Wojtka Sitnika (perkusja, ex-Ewelina Lisowska) i wokalisty Pawła Kwaśnego. W 2015 do zespołu dołączyli: basista Paweł Mrocheń i Marcin "Joseph" Bracichowicz.

Zadebiutowali singlem "Nad ranem", w którym pobrzmiewają echa zauroczenia ostatnimi dokonaniami Kings Of Leon. Piosenka zagościła na playlistach regionalnych oraz ogólnopolskich rozgłośni radiowych. Zainteresowanie dziennikarzy muzycznych zmotywowało grupę do dalszej twórczości i kolejnych decyzji promocyjnych. Wystąpili miedzy innymi w koncercie debiutantów podczas 54. KFPP w Opolu i zostali gorąco przyjęci przez opolską publiczność.

Grają muzykę rockową z gęstymi gitarami i dynamiczną sekcją. Brzmienie zostało wzbogacone o sporo przestrzeni, którą często słyszymy w nowoczesnych, światowych produkcjach. Muzycy starają się połączyć ten rockowy temperament z melodiami, które będą przepustką do stacji radiowych. Nie robią nic na siłę. Wychodzi im to bardzo naturalnie. Wierzę, że debiut jest dopiero początkiem drogi na listy przebojów.

Warto dodać, że zespół mocno pracuje nad tym, by się pokazać. W 2016 wystąpił jako support przed: grupą LemOn, Dawidem Podsiadło, Urszulą, Natalią Szroeder, Rafałem Brzozowskim i Kamilem Bednarkiem.
Sen, KFPP
2017-12-20, 12:26

Podsumowanie roku: Maria Ołdak i Tomasz Pokrzywiński w "(Nie)zapomnianych melodiach". Dźwięki przeszłości, które dostały nowe życie

Okładka płyty "(nie)zapomniana melodia" [fot. materiały Towarzystwa Muzycznego w Opolu]
Okładka płyty "(nie)zapomniana melodia" [fot. materiały Towarzystwa Muzycznego w Opolu]
Piosenki koncentrujące się wokół niełatwego czasu lat 30. i 40. ubiegłego wieku, przez dwoje muzyków "bezczelnie pozbawione tekstu i własnoręcznie zaaranżowane na skrzypce i wiolonczelę" - jak sami twierdzą - to materiał, który ukazał się jesienią tego roku nakładem Towarzystwa Muzycznego w Opolu. Płyta jest efektem muzycznej przyjaźni Marii Ołdak (skrzypce) i Tomasza Pokrzywińskiego (wiolonczela).

- Jako dwie muzyczne i od lat bardzo przyjaźniące się dusze robimy, co możemy, żeby w życiach naszych i naszego otoczenia nie zabrakło dźwięków i inspiracji - piszą o swojej działalności artyści. - A to coś zagramy, a to coś zaaranżujemy, a to coś zorganizujemy, napiszemy, o czymś muzycznym opowiemy. Najchętniej zaś dłubiemy w przeszłości – w melodiach, których siła i piękno dostarczały wzruszeń i dodawały sił wielu pokoleniom, patrzącym na ten świat na długo przed naszą na tej planecie obecnością.

W nagraniu biorą udział nie tylko wspomniani muzycy. Zgodnie z opisem z płyty "w pozostałych rolach" występują m.in. Azor, Fafik i Burek - czyli 3 psy, których odgłosy zakłócały nagranie. Jak przyznaje Maria Ołdak, udział niektórych dźwięków, jak przejeżdżający pociąg czy szczekanie psów, nie był specjalnie planowany. Kiedy jednak dźwięki te mimowolnie towarzyszyły w trakcie sesji nagraniowej, przyszła do głowy myśl, że w warunkach powstańczych koncerty i nagrania wcale nie odbywały się w sterylnych akustycznie warunkach. Takie efekty w istocie nadają płycie autentyczności i dźwiękowej namiastki minionych czasów. Wrażenia potęgują także wplecione w nagrania autentyczne nagrania odgłosów wojny i inne dźwiękowe efekty, których nie warto zdradzać przedwcześnie.

Jak twierdzą muzycy, ich marzeniem było "przekazanie trwałej muzycznej pamiątki nie tylko żyjącym wciąż powstańcom i wszystkim tym, którym serca biją szybciej na dźwięk melodii z dawnych lat, ale i duszom, które do tej pory z melodiami okołowojennymi zetknąć się nie miały okazji". Z tego marzenia zrodziła się "(Nie)zapomniana melodia" – płyta zawierająca 14 piosenek, budujących historię. Zaczyna się bowiem pogodnie. Stopniowo emocje narastają, by w połowie płyty nastąpił punkt kulminacyjny, w którym jest najwięcej wojennej zawieruchy. Im bliżej finału - tym więcej spokoju, jakby powracała nadzieja. Zresztą płytę zamyka aranżacja piosenki "Już nie zapomnisz mnie". A więc (nie)zapomnienie.

Dodatkową ciekawostką jest graficzne opracowanie płyty. Tło stanowi skan starych kartek z bloku rysunkowego Marii - kartek, po których widać upływ czasu. Widać też skany autentycznych ogłoszeń sprzed 1945 roku. Niektóre tytuły nawiązują do innych projektów Towarzystwa Muzycznego (w tym Muzycyny, realizowanej wspólnie z Januszem Stasiakiem). Na każdym kroku można odkryć jakieś ukryte tropy, przemycone znaki. Na okładce umieszczone zostało zdjęcie Kawiarni "U aktorek" (udostępnione przez Muzeum Powstania Warszawskiego), która przed wojną tętniła życiem artystycznym, a w trakcie powstania została zniszczona. W środku możemy odnaleźć natomiast skan ogłoszenia o otwarciu tego obiektu. To jeden z wielu przykładów przeplatania się historii, na którą wpływały działania wojenne. Historii pełnej życia, choć zawieszonej gdzieś w czasoprzestrzeni.

"(Nie)zapomniana melodia" nie jest typową płytą z piosenkami czasów okołowojennych. To raczej dźwiękowa pocztówka, łącząca historię i coś nieuchwytnego z teraźniejszością i światem bardziej namacalnym. Biorąc pod uwagę przeplatanie się oryginalnych aranżacji z dźwiękowymi "duchami przeszłości", można by się pokusić nawet o określenie tej produkcji spektaklem dźwiękowym. Tym bardziej, że prócz skrzypiec, wiolonczeli i efektów dźwiękowych, występują także: mandolina, dzwonki, gwizdek i głos. W niektórych utworach jawi się się nam wręcz kawiarniany klimat, a z gwaru wyłania się rozmowa. Tak przynajmniej się wydaje. Nie są to jednak przypadkowe rozmowy, lecz niebanalne teksty. Pojawiają się tu fragmenty historii Andrzeja Panufnika i Witolda Lutosławskiego - kompozytorów, którzy koncertowali w duecie fortepianowym i którym udało się uniknąć wywózki na Pawiak. Jest też wątek z biografii Eugenii Umińskiej (wybitnej skrzypaczki i pedagoga), która organizowała tajne koncerty w czasie Powstania Warszawskiego. Zresztą nazwiska tych osób pojawiają się także w mozaice gazetowych wycinków, skrytych na opakowaniu, tuż pod płytą.

Spytacie jak określić gatunkowo tę płytę? Jest to klasyka i muzyka autentyczna. Nie pasuje jednak do kategorii "poważna", a co najwyżej zadumana. To unikatowe wydawnictwo, obok którego nie da się przejść obojętnie i które z każdym kolejnym odsłuchaniem, przynosi nowe, zaskakujące odkrycia i doznania dźwiękowe. Na swój sposób to lekcja historii zamknięta między nutami, choć tak naprawdę to zbiór nut, które otwierają album nieznanych zakamarków historii i wyobraźni.
2017-12-14, 10:41

Podsumowanie roku: "Eurarium" Opiłków jedną z najciekawszych płyt w regionie

Płyta Eurarium opolskiego zespołu Opiłki miała premierę w lipcu 2017.
Płyta Eurarium opolskiego zespołu Opiłki miała premierę w lipcu 2017.
Koniec roku to czas podsumowań muzycznych i dobra okazja, by w tych ostatnich tygodniach roku spojrzeć na najciekawsze płyty, które ukazały się na rynku. Kilka tygodni temu zakończyła się jesienna trasa koncertowa pochodzącego z Opola zespołu Opiłki, który wydał swoją pierwszą płytę Eurarium. Grupę założoną przez Marka Kapłona - perkusistę TSA, Dżem, Tadeusza Nalepy i wielu innych zespołów, tworzą ludzie o podobnych zainteresowaniach muzycznych.

Już nazwisko Marka Kapłona sugeruje z czym mamy do czynienia. To zdecydowane, ostre, rockowe granie, ale z ambicjami. Nie brakuje tu skomplikowanych rytmów, zaskakujących zmian tempa i melodii. Całość utrzymana jest w estetyce wyrastającej z klasycznego, rockowego grania, jednak erudycja muzyków sięga nie tylko do najlepszych lat hard-rocka, ale też do grunge, a nawet współczesnych brzmień.

Atmosfera w czasie nagrania sprzyjała pomysłowości i kreatywności wszystkich instrumentalistów. „Warunkiem udanego nagrania jest swoboda. Muzykom trzeba ją dać. Nie mam takiej wiedzy, żeby terroryzować człowieka w studiu. Dając swobodę, chcemy odbiorcom pokazać to, co najlepsze”, mówi Marek Kapłon.

Zespół brzmi bardzo spójnie i zdecydowanie. Ogromne doświadczenie Kapłona scala ten ambitny projekt. Warto też podkreślić talent i potencjał młodego wokalisty Damiana Michalskiego oraz umiejętności basisty Przemysława Hoszowskiego i gitarzysty Czarka Błażewicza, który miał swój ogromny wkład w powstanie materiału na płytę.

Obok mocnych utworów z płyty takich jak: Sprawiedliwy Pan i Kotłowy, Opiłki ogrywają na koncertach nowe piosenki. Mamy nadzieję, że kolejną płytę usłyszymy już w przyszłym roku. Tymczasem, na półce warto postawić jeden z najciekawszych rockowych albumów tego roku, i to produkt opolski – Eurarium zespołu Opiłki.
2017-12-02, 18:41

Między nutami: muzyka jest najważniejsza

Antoni Wit podczas koncertu w Opolu © [fot. Małgorzata Ślusarczyk]
Antoni Wit podczas koncertu w Opolu © [fot. Małgorzata Ślusarczyk]
Wielu młodych adeptów sztuki muzycznej dzielnie walczy o zagranie każdej nuty i zrealizowanie wszystkich tajemnych znaków, jakimi posługują się kompozytorzy. Gorzej, jeśli dojrzali muzycy także poprzestają na odgrywaniu tego co w nutach, na graniu nut. A przecież prawdziwa muzyka ukryta jest między nutami.

Oczywiście w muzyce wiele spraw jest umownych i bardzo subiektywnych. Początkujący odkrywcy świata klasyki mogą dostać zawrotu głowy od wszelakich rozbieżności. Raz każą grać dokładnie jak w nutach i nie wychylać się poza kreskę taktową, ani w żaden inny sposób nie dokładać własnych pomysłów, bo będzie "niestylistycznie". Za chwilę jednak mówią "dołóż coś od siebie, daj się porwać i nie graj bezmyślnie jak maszyna". Nie jest łatwo poruszać się w tym zawiłym świecie, ale właśnie dlatego tak wiele lat wymaga poznanie różnych tajników, by wiedzieć gdzie można sobie pozwolić na swobodę, a gdzie nie. I na tym też polega piękno, niepowtarzalność i wieczna przygoda z muzyką.

Okazuje się, że nie inaczej jest choćby w świecie spod znaku batuty. Gest dyrygencki, technika dyrygencka - istota zawodu i znak rozpoznawczy (bo przecież dla zbyt wielu dyrygent to "ten co macha przed orkiestrą") - to wszystko jest ważne, ale z pewnością nie najważniejsze. Muzyk nie może skupić się wyłącznie na graniu, zapominając o słuchaniu! Podobnie (a może tym bardziej!?) dyrygent. Śpiewak czy instrumentalista ma utrudnione zadanie i przez bliski kontakt z instrumentem brak mu odpowiedniego dystansu. Stąd pojawia się potrzeba obecności tzw. trzeciego ucha - osoby (profesora, innego muzyka), która podpowie, wskaże kierunek pracy, wyłowi nieścisłości lub podzieli się wrażeniami z perspektywy słuchacza. Na swój sposób trzecim uchem orkiestry jest właśnie dyrygent.

- Słuchanie orkiestry, dla młodego dyrygenta, który zaczyna dyrygować, to naprawdę jest problem - przyznaje wybitny dyrygent Antoni Wit. - Z biegiem lat przekonałem się, że dobrze jest słuchać jaki jest rezultat, który wychodzi z orkiestry, żeby to porównywać z tym, co jest we mnie, z tą moją jakąś wizją.

Muzyka wymaga tego, aby w nią wejść głęboko i zaangażować się bez reszty. To sztuka zazdrosna, która jednak potrafi się bardzo pięknie odpłacić wiernym i otwartym na nią ludziom. Oczywiście o ile nie stanowi dla nas wyłącznie "muzycznej tapety", tła dla codzienności. Co ciekawe, ta sztuka wymaga zaangażowania od każdego słuchacza - zarówno tego, który ją tworzy, kreuje (byle nie "odtwarza"!), jak i tego, który jest wyłącznie odbiorcą. Nie wystarczy sama technika, warsztat, nawet w przypadku dyrygentów, od których zależy przecież przebieg utworów orkiestrowych czy chóralnych.

- W dyrygowaniu najważniejsza jest muzyka - mówi Antoni Wit. - Wszystko co się robi, gesty dyrygenta i jego uwagi, ma służyć nadrzędnemu celowi: żeby muzyka, którą kreujemy, była piękna.

Nie zapominajmy więc o słuchaniu - przy graniu, śpiewaniu i dyrygowaniu, ale także - paradoksalnie - przy samym słuchaniu muzyki. A od czasu do czasu pozwólmy też swoim uszom nasycić się brzmieniem ciszy...
2017-11-22, 11:13

Przychodzi skrzypaczka do lekarza...

Janusz Stasiak i Maria Ołdak [fot. archiwum własne]
Janusz Stasiak i Maria Ołdak [fot. archiwum własne]
Nie chodzi o kolejny żarcik z białym fartuchem w tle, a raczej o to co się dzieje, kiedy zawodowy muzyk interesujący się medycyną trafi na muzykującego lekarza. A co się dzieje? Powstaje Muzycyna! Jest w tym wszystkim sporo uśmiechu, dobrego humoru i ciekawostek. Nie brak jednak także i bolesnych zwierzeń, które tak naprawdę prowadzą do... nadziei! A wszystko zaczęło się w momencie, kiedy spotkały się dwie artystyczne dusze, doświadczone na gruncie medycyny Maria Ołdak, skrzypaczka, pedagog i prezes Towarzystwa Muzycznego w Opolu i Janusz Stasiak, znakomity lekarz (gastroenterolog i gastrolog). Temat jest niezwykle ciekawy i dotyka wielu płaszczyzn ludzkiego funkcjonowania, a z drugiej strony nie daje się łatwo zdefiniować. Czym więc jest muzycyna? Janusz Stasiak pisze: "Jak medycyna przenika się z muzyką, jakie muzyka ma znaczenie w medycynie? Wszystko to połączyło się dla nas we wspólnie przez nas odkrytą MUZYCYNĘ". Niby jasne, a dalej nie wiadomo o co chodzi. Muzycyna nie jest dyscypliną naukową, choć zawiera wiedzę interdyscyplinarną. Jednocześnie wychodzi poza sztywne ramy nauki i dotyka najczulszych sfer ludzkiego ducha. Zaczęło się od wspólnych rozmów Marii i Janusza, od wielu pytań i wspólnych rozważań. Co się dzieje w mózgu człowieka, kiedy słucha muzyki? Czy mózg zachowa się inaczej gdy muzyka będzie nie tylko słuchana, ale też wykonywana? Jak dolegliwości słuchowe kompozytora oddziałują na jego twórczość i z jakimi problemami zdrowotnymi borykają się muzycy? Wreszcie jak brzmi nasz organizm, który sam jest instrumentem i czy muzyka może pomóc w terapii ciężkich schorzeń? Pytań jest wiele i różne są kierunki rozważań. Większość zrodziła się jednak z własnych doświadczeń i przeżyć odkrywców muzycyny. Z czasem te rozważania przeniosły się na karty książki pod wymownym tytułem "Muzycyna stosowana". Książka jest jednocześnie wyjaśnieniem i wstępem do muzycynowego świata. Jest także nośnikiem myśli, dzięki któremu muzycyna może dotrzeć do innych ludzi. Wreszcie jest także rodzajem zaproszenia do własnych rozważań i rozmów. Z tego całego zamętu zrodziła się - jak pisze Marysia - "(...) cudna przygoda na planecie muzycyny, ulepionej z muzyczno-medycznych myśli, pytań, marzeń, lęków, przeżyć, kroplówek i hektolitrów dobrej kawy". Dziś nasi opolscy muzycystycy mają już na swoim koncie 3 książki ("Muzycyna stosowana", "Muzycyna zmysłów" i "Muzycynya w garnku") i pierwszą odsłonę festiwalu. Przed nami (25.11) II Festiwal Muzycyny i premiera książki "Muzycyna kryminalna". To okazja, żeby przyjść, posłuchać i skosztować - samemu doświadczyć czym jest muzycyna. Muzycynę trzeba poczuć, trzeba jej doświadczyć, żeby zrozumieć. Może okaże się, że w każdym z nas jest coś z muzycystyka?
2017-11-03, 10:42

Sportowe oblicze muzyki

Muzyczne pasje sportowców [fot. http://www.classicfm.com]
Muzyczne pasje sportowców [fot. http://www.classicfm.com]
Rozbiegane palce przemierzające klawiaturę fortepianu przypominają pająka startującego w biegu przez płotki. Może jest to pocieszne porównanie, ale przecież żaden pianista nie rodzi się z tak sprawnymi palcami. Brak odpowiedniego, regularnego treningu (Ba, rozgrzewki!) nie tylko zagraża efektom muzyczno-estetycznym, ale przede wszystkim może powodować dolegliwości zdrowotne. Kontuzje u muzyków też się zdarzają i mogą zagrozić karierze - zupełnie jak u sportowców. A jeśli sport to krew, pot i łzy, to niejeden pianista mógłby założyć "koszulkę reprezentacji" czy inne... "barwy klubowe". Wszystkie te określenia i porównania wydawać się mogą komiczne lub naciągane i oczywiście jak zawsze należy zachować umiar i dystans, ale niezaprzeczalnie coś jest na rzeczy. I pewnie bardziej wiarygodnie zabrzmiałoby to wszystko, gdyby w temacie wypowiedział się pianista - najlepiej taki, który sam chętnie "kopie w piłkę" pomiędzy pianistycznymi treningami - niż gdy opowiada to skrzypek czy inny radiowy ktoś. Mówiąc jednak całkiem serio - po samym tym wstępie widać, że muzyka ma swoje sportowe oblicze. Związków sportowo-muzycznych tych klasycznych i alternatywnych, poważnych i dowcipnych, będziemy szukać w audycji "Opolskie klasycznie. Słowem - klasyka!" (DAB+). Stali słuchacze audycji znają już jeden związek muzyczno-sportowy i to w królewsko-mistrzowskich barwach. Chodzi oczywiście o hymn UEFA powiązany z muzyką Georga Friedricha Händla (Händel był pierwszy!), na inaugurację sportowego cyklu w świecie klasyki powrócimy jednak do tych dźwięków...
1234567
Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej »