Radio Opole » Radiowy Radar Rocka » Felietony

Felietony

2018-10-19, 08:41

Reedycja poszerzonego 'Białego Albumu' The Beatles już w listopadzie

[Fot.BadGreeb Records/flickr.com]
[Fot.BadGreeb Records/flickr.com]
W listopadzie ukaże się reedycja dziewiątej płyty The Beatles 'The White Album', z której pochodzą 'klasyczne' dokonania czwórki z Liverpoolu jak chociażby 'Back in the U.S.S.R.', 'Helter Skelter' , czy 'While My Guitar Gently Weeps'.

Ponowne wydanie dwupłytówki z 30 utworami będzie upamiętniać półwiecze od debiutu i zostanie wzbogacone o różne kolekcjonerskie gadżety.

W jednym z zestawów dostaniemy też 27 utworów w wersji akustycznego demo oraz około 50 'próbnych nagrań', które nie były wcześniej publikowane.

Cztery formaty tego wydawnictwa mają trafić do sklepów 9 listopada.

Giles Martin, syn producenta nagrań The Beatles George'a Martina przypomina , że pretekst 'technicznego wskrzeszania' największych dokonań czwórki z Liverpoolu jest niebagatelny - to 50 rocznica wydania krążka ‘Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band’, co upamiętniono już ponownym przygotowaniem płyty w najbardziej zaawansowanym obecnie standardzie stereo.

Za techniczne przygotowanie płyty odpowiada znakomity inżynier dźwięku Sam Okell - etatowy pracownik w studiach Abbey Road w Londynie, perkusista, pianista i gitarzysta z doświadczeniem symfonicznym oraz wielokrotny laureat Grammy.

- Motywacja by pokazać White Album na maksymalnie zaawansowanym technicznie poziomie wynika z tego, że wydana w 1968 roku studyjna płyta Beatlesów zmieniła bieg muzycznej historii i jeśli ktoś usłyszy taką tezę za kilkanaście, kilkadziesiąt lat na pewno zechce tego posłuchać i musi to mieć w należytej jakości - wyjaśniał jeszcze w trakcie 'polerowania' nagrań.

Pierwsze piosenki na The White Album powstały w mieście Rishikesh w Indiach pomiędzy lutym a kwietniem 1968.

Lennon, McCartney, Harrison i Starr wybrali się do słynnej akademii medytacji transcendentalnej. Ringo, który wrócił do Wielkiej Brytanii najwcześniej, otrzymał pocztówkę od kolegów z zespołu:

- Mamy materiał na dwa albumy długogrające. Szykuj perkusję!!!

Biały Album był pierwszym długogrającym wydawnictwem The Beatles zarejestrowanym we własnej wytwórni, Apple Records.

Przypomnę , że w 2015 roku egzemplarz The White Album należący do perkusisty zespołu Ringo Starra, o numerze 0000001, został sprzedany na aukcji za 790 000 USD.

Krążek utrzymywał się na szczycie listy sprzedaży w Wielkiej Brytanii przez 22 tygodnie, ale zyskał też sporo zwolenników za oceanem pozostając 8 tygodni na pierwszym miejscu w podsumowaniu tygodnika Billboard.
2018-10-15, 08:47

Co dalej z Soundgarden?

Soundgarden - Been Away Too Long
- Zdecydowanie chcielibyśmy spróbować - mówią członkowie Soundgarden pytani , czy po śmierci Chrisa Cornella będą jeszcze nagrywać i koncertować.

Kim Thayil, Ben Shepherd i Matt Cameron udzielili wywiadu magazynowi Rolling Stone - pierwszego od zeszłorocznej śmierci założyciela i lidera fenomenalnej amerykańskiej grupy i nie wykluczyli, że będą jeszcze wspólnie występować pod jedną z bardziej rozpoznawalnych marek amerykańskiego rocka ostatnich lat.

Matt Cameron nie ma wątpliwości: Ciągle wspominamy stare dobre czasy, ale też dajemy sobie trochę przestrzeni, by każdy z nas mógł na spokojnie to wszystko sobie poukładać.

Ben Shepherd dodał: Na poziomie osobistym nawet nie mieliśmy okazji, by się spotkać, tylko nas trzech. Przechodzimy chyba naturalny proces leczenia ran, wychodzenia z tego na prostą, dopiero kolejnym etapem jest podjęcie jakiegoś kroku co do naszej przyszłości.

W ostatnim czasie z dziennikarzem magazynu Billboard rozmawiał też Kim Thayil: Odnosimy się do różnych momentów w historii rocka, komentujemy decyzje innych zespołów, które były w podobnej sytuacji, straciły lidera, analizujemy jak sobie poradziły, a wyglądało to bardzo różnie.

W rodzinnym mieście Cornella - Seattle - odsłonięto właśnie jego pomnik. Lider Soundgarden oraz Audioslave popełnił samobójstwo 18 maja zeszłego roku mając zaledwie 52 lata.

Jego żona Vicky Cornell w wypowiedzi dla Seattle Times mówiła, że chciała upamiętnić go za wkład w historię muzyki właśnie tu w Seattle, gdzie ta przygoda z rockiem ma swój początek. - To wyjątkowe miasto miało na niego spory wpływ, w pewnym sensie go zdefiniowało, zmotywowało twórczo do tego co robił w zespołach jakie zakładał - wyjaśniała Vicky Cornell.

Kiedy dalsze losy Soundgarden? To ciągle stoi pod znakiem zapytania. Jeszcze pod koniec roku trafi do nas zestaw najwspanialszych dokonań Cornella - taki 'career spanning box' zawierający 62 nagrania zarówno z jego autorskiego dorobku, jak i z okresu kiedy działał w zespołach Temple Of The Dog, Soundgarden oraz Audioslave.
2018-10-11, 08:07

White Lies przygotowani na piątą płytę i wystąpią z nią także w Polsce

white-lies
White Lies zdradzili wreszcie więcej informacji o swojej piątej płycie i pokazali w rozgłośniach radiowych pierwsze nagranie 'Time To Give’.

- Rozpoczyna się nowy i bardzo ekscytujący dla nas rozdział - mówią w wywiadzie dla New Musical Express.

Krążek Brytyjczyków trafi do sprzedaży 1 lutego 2019 r., czyli prawie dokładnie dekadę od wydania debiutu.

Materiał nagrywano po dwóch stronach Atlantyku i White Lies ponownie skorzystali z pomocy tekściarza Ed Bullera, który miał znaczący udział w powstawaniu pierwszego krążka.

- Ta sesja ma dla nas szczególne znaczenie, wyznacza dekadę naszej działalności, w której rozwinęliśmy brzmienie i poruszaliśmy się w różnych terytoriach, rozpoczyna się nowy etap - mówi basista i autor tekstów Charles Cave.

- Piątka to faktycznie jakaś niesamowita liczba, nasza piąta płyta, w naszym przypadku to się sprawdza - dodaje.

Początkowo występowali jako Fear of Flying, od razu jako trio: Harry McVeigh (śpiew, gitara rytmiczna, keyboard), Charles Cave (gitara basowa, wokal wspierający) i Jack Lawrence-Brown (perkusja).

Warto pamiętać, że ich pierwszy album To Lose My Life wydany 19 stycznia 2009 roku zadebiutował na pierwszym miejscu zestawienia najlepszych long playów na Wyspach Brytyjskich.

Ich styl muzyczny nie odznacza się niczym bardzo szczególnym, ale wokal Harry McVeigh'a rzeczywiście jest trudny do podrobienia, co w moim odczuciu jest mocnym punktem stanowiącym o rozpoznawalności.

Barwa głosu wokalisty często jest porównywana do takich sław jak chociażby Ian Curtis z Joy Division, czy Julian Cope - z pochodzącego z Liverpoolu post punkowego zespołu The Teardrop Explodes. Warto odsłuchać sobie jak brzmią i przekonać, czy takie porównania są zasadne.
Pochodzą z Ealing. Mając w początkowym okresie sporo propozycji wydawniczych, zdecydowali się na Fiction Records, agencję, która nie zwykła ograniczać swobody twórczej, choć z wyników sprzedaży rozlicza bez taryfy ulgowej.

Czy to będzie piątka na piątkę? Przekonamy się 19 stycznia 2019.

Bezpośrednio po premierze będzie można ich zobaczyć na koncercie w Polsce 22 stycznia w klubie Proxima w Warszawie.

W ramach dużej europejskiej trasy wrócą jeszcze do Proximy 5 marca po występie w Berlinie. Sprzedaż biletów już trwa.

2018-10-06, 10:15

Rekordowe wpływy z koncertów Coldplay - na trasę wrócą dopiero w 2021

Coldplay - Viva La Vida
Bardzo popularne w rozgłośniach radiowych nagrania, znakomite koncerty i efekt - godne pozazdroszczenia wpływy na konto członków grupy Coldplay.

Prowadzona przez Chrisa Martina grupa dała w 2017 roku 63 duże koncerty, odwiedzając Azję, Europę i Amerykę Północną, a ostatni występ pamiętnej trasy odbył się na stadionie Ciudad de La Plata w Argentynie.

Jak podaje The Mirror, agencja koncertowa Flock Of Birds, zajmująca się rozliczeniami występów, poinformowała o obrocie na poziomie prawie 64 mln funtów, co jest równoznaczne z dochodami netto 38,5 mln funtów.

Dochody całkowite będą oczywiście większe, gdyż doszły jeszcze kampanie reklamowe, sprzedaż gadżetów i tantiemy.

Sama europejska trasa koncertowa "A Head Full Of Dreams" przyniosła dochód przekraczający 32,4 miliony funtów. The Mirror podaje, że gdyby rozłożyć zarobki Coldplay regularnie na całą dobę, to na ich konto co godzinę wpływało prawie 2000 funtów.

Manager zespołu Dave Holmes twierdzi, że do realizowanych z tak dużym rozmachem koncertów zespół wróci najwcześniej w 2021 roku, także ci, którzy widzieli ich w akcji teraz, będą musieli zachować te wspomnienia na kilka lat, bo wydawane co jakiś czas płyty nie oddają atmosfery występu na żywo dla 80 tysięcy osób.

Tymczasem kilka miesięcy temu była żona Chrisa Martina, aktorka Gwyneth Paltrow, pokazała na Instagramie jak lider Coldplay uczy ich 13-letnią córeczkę Apple gry na gitarze. Chris Martin pokazuje jej bardzo cierpliwie, z ojcowską troską, chwyty do nagrania "Blackbird" z repertuaru The Beatles.

The Beatles - to warto pamiętać - jedna z częściej wspominanych przez Martina muzycznych inspiracji i melodie Coldplay w wielu przypadkach nawiązują to klasycznej szkoły chwytliwych refrenów, choć oczywiście na współczesnym zaawansowanym poziomie.

Łatwo wpadają w ucho i bez trudu stają się przebojami, co potwierdzają rankingi sprzedaży.

Liam Gallagher, z mega popularnego w latach 90. Oasis drwił trochę ostatnio z Chrisa Martina, twierdząc, że ubiera się i wygląda jak nauczyciel geografii, ale z drugiej strony potrafi docenić poziom grupy.

Najwyżej w jego ocenie znalazły się jednak płyty z wcześniejszego katalogu zespołu, czyli "Parachuttes" z 2000 oraz "A Rush Of Blood To The Head" zarejestrowana w 2002 roku.

- Ostatnio balowaliśmy trochę u mnie na chacie i jeden z moich znajomych - zagorzały fan Coldplay - zagrał na gitarze akustycznej parę utworów z tamtego okresu, faktycznie pierwsze dwie płyty są 'mega' - powiedział nieskory do chwalenia innych Gallagher.
2018-10-02, 08:58

Jack White z koncertami w Polsce

[Fot.banalities/flickr.com]
[Fot.banalities/flickr.com]
Po raz pierwszy amerykański artysta zdecydował się na zagranie w Polsce nie jednego, a aż czterech koncertów w ramach promocji najnowszej płyty „Boarding House Reach”, z której pochodzą m.in. świetne single "Connected By Love" oraz "Respect Commander".

Wszyscy fani powinni pamiętać, że podczas koncertów nie będzie można korzystać z telefonów komórkowych czy innych urządzeń rejestrujących.

W jednym z wywiadów Jack White tak to wyjaśniał:

- Dzisiaj ludzie nie potrafią klaskać, bo mają w rękach telefony. Ja nie mam setlisty. Nie mówię tych samych rzeczy na każdym koncercie. Jeśli ludzie nie potrafią mi oddać energii to może marnuję czas?

Nie ma wątpliwości, że White to jedna z najważniejszych obecnie postaci szeroko pojętego rocka, stawiająca przede wszystkim na bardzo indywidualny odbiór swojej muzyki.

Artysta trochę "starej daty", ale z nowoczesnym i bardzo pojemnym rozumieniem twórczości. Ma duży wpływ na innych twórców i w najbliższym czasie raczej nie grozi mu syndrom "wypalenia zawodowego".

W wypowiedzi dla Rolling Stone White tak opowiadał o tworzeniu utworu "Connected By Love":

- Zacząłem coś nucić pod nosem, wpatrując się w okno. Zawsze fascynował mnie proces tworzenia nowych utworów i do dziś nie potrafię wyjaśnić jak to się dzieje. Nagle jakoś tak zupełnie naturalnie pojawia się linia melodyczna, zaczynasz to słyszeć jako całość.

- Początkowo myślałem, że napiszę coś w oparciu o starsze rzeczy takie sprzed 40 lat, bo jak wiecie mam takie inklinacje, choć osadzam to we właściwych współczesności realiach, ale to poszło w inną stronę.

Amerykański muzyk, kompozytor, wokalista i producent muzyczny, szef wytwórni Third Man Records jest znany nie tylko z solowej działalności, ale także pamiętany z duetu The White Stripes - na przełomie XX i XXI wieku jednego z kluczowych zespołów tzw. Nowej Rockowej Rewolucji.

W 2011 roku, po wydaniu 6 albumów, formacja zakończyła działalność, a Jack White skoncentrował się na karierze solowej, umieszczając wszystkie swoje autorskie albumy na szczycie listy Billboardu.

Jack White jest laureatem 12 nagród Grammy, wielkim entuzjastą płyt winylowych i cenionym producentem. Chętnie podejmuje się współpracy z teoretycznie odległymi muzycznymi światami - słychać go zarówno na płytach Beyonce, jak i legendarnej hip-hopowej formacji A Tribe Called Quest.

Razem z Alicią Keys nagrał utwór do jednego z Bondów, komponował muzykę do filmów, a sam pojawił się w blisko 20 produkcjach filmowych i telewizyjnych.

Obydwa prowadzone przez niego zespoły – The Raconteurs i The Dead Weather wystąpiły w Polsce gromadząc wielotysięczną publiczność.

W ramach "Boarding House Reach tour" Jack White wystąpi w sobotę (06.10) w Arenie
Gdynia, w niedzielę (07.10) w poznańskiej Hali nr 2 MTP, we wtorek (09.10) na warszawskim Torwarze, a występy zakończy w środę (10.10) w Tauron Arenie Kraków.

Welcome Jack and feel yourself at home!!!
2018-09-28, 09:15

Wolf Alice zwycięzcami Mercury Music Prize 2018

Wolf Alice - Don't Delete The Kisses (Hyundai Mercury Prize 2018) BBC Music
Wolf Alice okazali się zwycięzcami prestiżowej Mercury Music Prize za swój drugi krążek - ‘Visions Of A Life’. Ceremonia finałowa odbyła się (20.09) w Evetim Apollo w Hammersmith w Londynie.

Ogromna waga wyróżnienia polega m.in. na tym, że na bardzo zróżnicowanym i atrakcyjnym brytyjskim rynku muzycznym przyznaje się tylko jedną nagrodę, doceniając wyjątkowy aspekt wykonawczy konkretnego wydawnictwa.

Odbierając statuetkę wokalistka i gitarzystka zespołu Ellie Rowsell powiedziała:
- Wygrana dla mnie i trojga moich przyjaciół znaczy bardzo wiele i jest ukoronowaniem naszej pracy.

Gitarzysta Theo Ellis przypomniał, że zespół stracił kontrakt z agencją płytową z powodu swojego wyglądu:

- Ale teraz tu jesteśmy odbieramy nagrodę, więc może dać sobie spokój - podsumował.

Powstały jeszcze w 2010 roku Wolf Alice początkowo składał się jedynie z dwóch osób, czyli Ellie Rowsell oraz gitarzysty Joffa Oddiego, a następnie dołączyli kolejno Joel Amey na bębnach i wreszcie gitarzysta Theo Ellis, co umożliwiło znaczne uatrakcyjnienie brzmienia.

Warto pamiętać, że już ich debiutancka płyta ‘My Love Is Cool’ była nominowana do najważniejszego brytyjskiego wyróżnienia w 2015, ale w głosowaniu finałowym musieli oddać pole Benjaminowi Clementine.

Choć w tym roku faworytami bookmacherów była Nadine Shah za znakomicie przygotowaną zeszłoroczną płytę – ‘Holiday Destination’, a w gronie nie pozbawionych szans znaleźli się też Jorja Smith, Sons Of Kemet, King Krule, czy nawet Arctic Monkeys, to właśnie sesję Wolf Alice uznano za najbardziej inspirującą w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Rezydujący w Londynie zespół odebrał czek na 25 000 funtów i jak mówią zamierzają te kwotę 'twórczo wykorzystać'.

Na scenie Eventim Apollo wykonali najbardziej znane nagranie nagrodzonego krążka ‘Don’t Delete the Kisses’ i dostali ogromną owację, a od przedstawicieli jurorów uzasadnienie:

- Mamy im za co dziękować, z jednej strony mają znakomite utwory wyśpiewywane przez fanów na największych festiwalach, a z drugiej nagrania bardziej subtelne, definiujące ich styl podczas pracy w studiu. Dziś do nich właśnie świat należy.

Galę finałową Mercury Music Prize prowadziła prezenterka BBC Radio 1 Annie Mac, a wieczór wypełniły występy m.in. Everything Everything, Lily Allen, Florence + The Machine, King Krule, Nadine Shah oraz obiecującej jazzowej grupy Sons Of Kemet.

Wszyscy wykonywali po jednym nagraniu z nominowanych albumów.





2018-09-23, 11:05

Kaiser Chiefs nagrywają płytę i zapowiadają pierwsze koncerty na 2019 r.

Kaiser Chiefs - Everyday I Love You Less and Less
Kaiser Chiefs potwierdzili, że wydadzą niebawem nową płytę, a będą ją promować na długiej trasie koncertowej na Wyspach Brytyjskich.

Pochodzący z Leeds weterani brzmienia indie następcę krążka 'Stay Together' z 2016 roku wydadzą ponownie w swojej macierzystej agencji Polydor.

- Odsłaniamy wreszcie karty, komponujemy i koncertujemy, tak jak zawsze koncertujemy. Podpisujemy nowy kontrakt, nagrywamy nowy krążek, a jak się już ukaże, to pewnie tak jak zwykle powiemy, że jest najlepszy z dotychczasowych – mówi lider Ricky Wilson.


Grupa na razie nie chce określać, jakiego brzmienia możemy się spodziewać po zorientowanym bardziej na pop krążku ‘Stay Together‘.

- Zobaczymy jak to się poukłada, nie mamy jakiegoś szczególnego planu, a w wytwórni nie ma też zwykle żadnych wytycznych, robimy swoje - mówią członkowie Kaiser Chiefs.
Około 20 koncertów w Wielkiej Brytanii zaplanowano na styczeń i luty 2019 roku.
Za wcześnie, by mówić o występach w innych częściach Europy, przyjdzie na to czas po zakończeniu pierwszej serii występów, kiedy będzie jasne, czy efekty najnowszej sesji spodobają się publiczności.

Kaiser Chiefs, przypomnę, funkcjonują na scenie od mniej więcej 20 lat, a na koncie mają sporo znaczących dokonań, np. kapitalne radiowo single "I Predict A Riot" oraz 'Everyday I Love You Less and Less' z wydanego przed 13 laty krążka 'Employment', czy szalenie popularny także w naszych rozgłośniach radiowych "Ruby" (numer 1 brytyjskiej listy singli), pochodzący z podwójnie platynowej na Wyspach płyty "Yours Truly, Angry Mob', a wydanej w 2007 roku.

Cudne jest to, że występujący w sześcioosobowym składzie zespół trudno jest jednoznacznie sklasyfikować, a najczęściej przykładane im łatki to indie rock, post-punk revival, czy najbardziej chyba pojemna w naszym wyobrażeniu - nowa fala.

Od lat są mocno rozpoznawalnym filarem brytyjskiej fonografii, świetni warsztatowo, atrakcyjni na koncertach – zawodowcy, na których nowe pomysły zdecydowanie warto czekać.
2018-09-20, 08:46

Massive Attack wracają z reedycją 'Mezzanine'

Massive Attack - Inertia Creeps
Massive Attack ogłosili reedycję emblematycznej w ich dorobku płyty Mezzanine z 1998 roku, upamiętniając 20-lecie wyjątkową sesją.

Trzecia płyta w katalogu pochodzącego z Bristolu zespołu zawiera tak ważne w ich dorobku single, jak chociażby ‘Teardrop’ czy ‘Angel’, ale na jubileuszowym krążku, który dostaniemy w kilku wersjach, pojawią się ich specjalne wersje.

Wydawnictwo Mezzaninie 2018 będzie też zawierać specjalnie przygotowane na tę okoliczność ilustracje, których autorami są założyciel grupy Robert Del Naja oraz znakomity artysta fotografik Nick Knight.

Ten drugi zajmuje się zasadniczo fotografowaniem dla potrzeb branży modowej i współpracuje m.in. z tak uznanymi projektantami jak Yohji Yamamoto, John Galliano, Alexander McQueen, ale jego prace to coś znacznie więcej, niż pstrykanie odważnych kreacji na najbardziej prestiżowych wybiegach świata.

Wśród zestawów, jakie przygotowano z okazji tego rocznicowego wydarzenia, zwracam uwagę na dwupłytowy winyl oraz trzypłytowy kompakt, na który trafią niepublikowane wcześniej remiksy oryginalnych nagrań przygotowane przez Neila Frasera znanego jako Mad Professor.

Wsławił się przede wszystkim bardzo ciekawie przygotowanymi wersjami nagrań z repertuaru wykonawców reggae takimi jaki chociażby Sly and Robbie, czy Horace Andy oraz oczywiście Lee 'Scratch' Perry.

Poprzez oficjalne strony dystrybutorów można już zamawiać box set oraz płyty kompaktowe, a ich wysyłka rozpocznie się w listopadzie. Na winyle trzeba będzie poczekać do grudnia.

Wersja 2 CD, poza remiksami, będzie też zawierać reprodukcję oryginalnego wydania Mezzanine w formacie digipack - zgrabnie pomyślane dla największych entuzjastów Massive Attack.

Dla wielu słuchaczy, także dla mnie, Massive Attack to przede wszystkim niezrównane nagranie Karmacoma z płyty Protection w 1994 roku, w którym wystąpił też Trickie.

Kiedy wracałem z tą płytą zakupioną dla radia w jednym z największych wtedy sklepów płytowych w Warszawie, nie mogłem uwierzyć, że ten klimat jakiejś trudnej do zdefiniowania hipnozy, kapitalnie proste, a z drugiej strony wnikające w podświadomość nagranie ustawi ich tak mocno w przestrzeni nowatorskiego grania.

Wcześniej przecież na debiutanckiej sesji Blue Lines z 1991 dostaliśmy kompletnie inne Unfinished Sympathy, uwzględnione przez czytelników magazynu NME w setce najważniejszych dokonań wszechczasów.

Jak większość zespołów mieli lepsze i gorsze okresy, ale nie ma co ukrywać, że twórcy nurtu trip hop to jedna z najsolidniejszych marek brytyjskiej fonografii lat 90.
2018-09-13, 22:59

Feniks odradza się z popiołów. Riverside wracają z nową płytą

Mariusz Duda z Riverside [fot. Andre/flickr.com]
Mariusz Duda z Riverside [fot. Andre/flickr.com]
Wielkimi krokami zbliża się triumfalny powrót Riverside. Nowy album naszego progresywnego towaru eksportowego będzie nazywać „Wasteland” i ukaże się 28 września. Na płycie znajdzie się dziewięć utworów, które mają dotyczyć świata postapokaliptycznego. Frontman zespołu Mariusz Duda zapowiedział, że wydawnictwo będzie najbardziej dojrzałym i emocjonalnym albumem w karierze Warszawiaków.

Taka deklaracja nie dziwi, biorąc pod uwagę, że to pierwsza płyta nagrana po tragedii, która wstrząsnęła Riverside dwa lata temu. W lutym 2016 roku wskutek nagłego zatrzymania krążenia zmarł grający w grupie na gitarze Piotr Grudziński. Dalsza kariera zespołu stanęła pod znakiem zapytania. Na szczęście po kilku miesiącach pojawiło się oświadczenie Mariusza Dudy, Piotra Kozieradzkiego i Michała Łapaja, w którym poinformowali, że zamierzają kontynuować działalność jako trio. Pod koniec feralnego roku wydali kompilacyjny album „Eye of the Soundscape”, na którym znalazły się instrumentalne kompozycje zespołu nagrane jeszcze z Grudzińskim.

Z kolei rok po tragedii ruszyli w trasę, na której pomagał im Maciej Meller, którego gitarowe partie są znane fanom Quidam. Choć koncerty wypadły fantastycznie i miały dla zespołu terapeutyczny charakter, a muzycy Riverside nazywają Mellera „bratnią duszą”, na razie nie zdecydowali się na włączenie go do swojego składu. Artysta pojawia się co prawda na „Wasteland”, ale tylko jako jeden z kilku zaproszonych gitarzystów.

Postapokaliptyczna tematyka albumu to z jednej strony komentarz do aktualnej sytuacji na świecie, a z drugiej nawiązanie do nieszczęścia, jakie spotkało zespół. Fani Riverside pomogli zresztą Dudzie w opracowaniu myśli przewodniej wydawnictwa. Wokalista poprosił w kwietniu, aby słuchacze nadesłali odpowiedzi na następujące pytania: 1. Co się właśnie skończyło 2. Czego nie ma już od dawna? 3. Co należy odbudować/naprawić? Zebrane odpowiedzi pomogły mu w odniesieniu się do współczesności za pomocą postapokaliptycznych obrazów.

Jesienią Riverside wyruszy oczywiście w trasę koncertową promującą Wasteland, która poza Polską obejmie m.in. Niemcy, Portugalię czy Hiszpanię. Najbliżej nas zespół wystąpi we wrocławskim A2 14.10.

Do tej pory ukazały się dwa single zapowiadające nowy album. Ciężki, riffowy „Vale Of Tears” I balladowo – akustyczny „River Down Below”.
2018-09-10, 23:36

Triumf sceny Seattle. Alice in Chains nigdy nie zawodzi

William DuVall w trakcie koncertu [fot. ·S/flickr.com]
William DuVall w trakcie koncertu [fot. ·S/flickr.com]
„Grunge nie umarł”, „Wyjmijcie z szafy flanelowe koszule i wypastujcie martensy”, „Znowu Nadajemy z Seattle”. To nagłówki tylko niektórych artykułów zawierających recenzję powrotu fonograficznego Alice in Chains. Bez wątpienia świetnie przyjęty „Rainier Fog” to jedna z najgorętszych premier rockowych ostatnich miesięcy.

Chociaż muzycy zespołu nigdy nie przepadali za grunge’ową łatką, zawsze podkreślali swoje przywiązanie do Seattle i do muzycznej sceny, które narodziła się w tym mieście. Szósta płyta Amerykanów to jawny hołd złożony ich korzeniom. Tytuł albumu to określenie mgły okalającej górę Rainier, czyli najwyższy szczyt w Waszyngtonie. Ulokowany na południowym wschodzie stanu stratowulkan jest w słoneczne dni dobrze widziany z Seattle.

Nazwa albumu nie jest pustą deklaracją. „Rainier Fog” to bowiem pierwszy od 1995 roku album zespołu częściowo nagrany w ich rodzinnym mieście. Muzycy powrócili do Studia X (niegdyś znanego jako Bad Animals Studio), w którym wcześniej nagrali płytę zatytułowaną po prostu „Alice in Chains”. Chociaż część materiału zarejestrowano również w Los Angeles i Nashville, zdaniem basisty Mike’a Ineza to właśnie powrót do rodzinnego miasta nadał płycie jej charakter. „Musieliśmy napić się tej wody, pooddychać tym powietrzem. Z tym miastem związanych jest tyle historii. Każdy zaułek przywołuje jakieś wspomnienia” - stwierdził muzyk, przyznając jednocześnie, że inicjatorem nagrań w Seattle był Sean Kinney grający w zespole na perkusji.

O brzmienie albumu po raz trzeci z rzędu zadbał z kolei Nick Raskulinecz, który wyrósł w ciągu ostatnich kilkunastu lat na czołowego producenta muzyki rockowej. Współpracował do tej pory m.in. z Foo Fighters, Rush czy Deftones.

I tym razem spisał się na medal, doskonale uwypuklając atuty brzmieniowe Alice in Chains. Z miejsca rozpoznawalne riffy dowodzącego zespołem Jerry’ego Cantrella brzmią potężnie i mięsiście. „The One You Know”, „Reinier Dog” czy „Red Giant” mogą bez kompleksów stawać w szranki z największymi hitami zespołu.

Na płycie równie przekonująco wypadł William DuVall, któremu już dawno udało się zerwać łatkę zastępcy Layne’a Staleya. Muzyk jest już składzie 12 lat i zdążył nagrać z Alice in Chains tyle samo długogrających płyt, co tragicznie zmarły poprzedni frontman. I co najważniejsze jego głos równie pięknie brzmi w harmoniach wokalnych nagrywanych z Jerrym, które odgrywają w muzyce Amerykanów tak samo ważną rolę, co gitarowy ciężar.

DuVall rozkręcił się poza tym jako kompozytor. „So Far Under” to bowiem pierwszy utwór Alice in Chains w całości stworzony przez wokalistę i gitarzystę rytmicznego. Muzyk współkomponował poza tym „Never Fade”, czyli wzruszający hołd dla nieodżałowanego Chrisa Cornella z Soundgarden. Duch tragicznie zmarłego muzyka jest zresztą obecny na płycie za sprawą należącej do niego akustycznej gitary, którą z Jerrym i Williamem podzieliła się siostra Chrisa. Muzycy postanowili wykorzystać instrument w nagraniach.
1234567
Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej »