Radio Opole » Radiowy Radar Rocka » Felietony

Felietony

2017-10-21, 13:51

Roger Waters z koncertem w Gdańsku

[Fot.Michel Curi/flickr.com]
[Fot.Michel Curi/flickr.com]
Klasyki Pink Floyd, nowe piosenki i solowa twórczość podczas europejskiej trasy koncertowej Rogera Watersa zaplanowanej na 2018 rok, a w jej ramach także występ 5 sierpnia 2018 w gdańskiej Ergo Arenie.

Przedsprzedaż biletów na koncerty w ramach tournee Us + Them prowadzą portale Live Nation, Ticketmaster oraz salony sieci Empik.
Będzie okazja by na żywo zapoznać się z utworami nie tylko z najważniejszych autorskich płyt Rogera Watersa, ale przede wszystkim nagrań Pink Floyd z tak znaczących wydawnictw jak Wish You Were Here, The Wall, czy Dark Side of The Moon.
Nie ma wątpliwości , że w trakcie sierpniowego występu w Gdańsku nie zabraknie też utworów z nowego, zbierającego doskonałe recenzje albumu “Is This the Life We Really Want?”.
Nazwa trasy nawiązuje do utworu z 1974 roku “Us And Them,” ze sprzedanego w wielomilionowym nakładzie albumu Pink Floyd ‘Dark Side of The Moon’.

“Wyruszamy z nowym show w trasę” powiedział Roger Waters. “To będzie mieszanka rzeczy z mojej długiej kariery, z moich lat z Pink Floyd i nowości. Najprawdopodobniej 80% to będzie stary materiał, a 20% nowy – ale wszystko połączone tematem ogólnym. Obiecuję, że czeka Was świetne show. Spektakularne – tak jak wszystkie moje poprzednie”.

Koncerty Rogera Watersa zwykle na długo pozostają w pamięci dzięki bardzo zaawansowanej produkcji audiowizualnej oraz kwadrofonicznemu systemu dźwiękowemu. Ta trasa nie będzie odbiegać od reguły, po miesiącach starannych przygotowań i wizjonerskich pracach, będzie inspirować tłumy swoją siłą i zabierze publiczność w muzyczną podróż - czytamy na stronie organizatora.

Roger Waters ‘Us + Them’ to pierwsza europejska trasa artysty od wyprzedanej The Wall Live (2010-2013), którą widziało ponad 4 miliony fanów na całym świecie w tym także w Polsce .

Warto dodać, że zorganizowanych wtedy 219 koncertów osiągnęło łącznie największy sukces komercyjny ze wszystkich tras solowych artystów w historii.
2017-10-12, 22:14

Mariusz Duda trzyma formę. "Lunatic Soul" powrócił z płytą "Fractured"

Mariusz Duda [fot. Jaime Pérez / flickr.com]
Mariusz Duda [fot. Jaime Pérez / flickr.com]
- Na tym albumie nie ma elektrycznych gitar ani żadnych żeńskich wokali. Deklaracja zawarta we wkładce do płyty „Fractured” Lunatic Soul nie powinna dziwić fanów Mariusza Dudy. Kiedy prawie 10 lat temu lider Riverside powołał do życia swój solowy projekt, postanowił pokazać nieznaną stronę swojej muzycznej wrażliwości.

Jednym z założeń, które mu wtedy przyświecały było niewykorzystywanie gitary elektrycznej. Dzięki temu muzyka na debiucie Lunatic Soul ma mocno ilustracyjny charakter. Płyta zdradza fascynację Dudy muzyką świata. Pełna ambientowych pogłosów, przestrzenna produkcja przywodzi na myśl dokonania Dead Can Dance i twórczość Petera Gabriela ze ścieżki dźwiękowej do „Ostatniego kuszenia Chrystusa”. W 2010 roku ukazał się drugi album Lunatic Soul, który był utrzymany w podobnej konwencji do debiutu. Płyty dopełniło wydawnictwo „Impressions” z muzyką instrumentalną.

„Walking on a Flashlight Beam” z 2014 roku stanowił nowe otwarcie dla Lunatic Soul. Po pierwsze Duda zrezygnował ze współpracy z multiinstrumentalistą Maciejem Szalenbaumem, który pomagał mu przy wcześniejszych nagraniach projektu. Po drugie lider Riverside postanowił zminimalizować etniczne wpływy. Na czwartej płycie Lunatic Soul akustyczne brzmienia ustępują miejsca elektronice. Duda wielokrotnie przyznawał, że w latach 90. dużo słuchał królującego wtedy trip hopu. Dlatego na „Walking on a Flashlight Beam” wyraźnie słychać echa twórczości Massive Attack, Archive czy Hooverphonic.

Tegoroczny „Fractured” wydaje się podążać ścieżką wytyczoną przez poprzedni album. Elektronika jeszcze mocniej zdominowała nową płytę Lunatic Soul, a utwory takie jak „Anymore” to jawny ukłon w stronę brzmienia lat 80. spod znaku Depeche Mode. Lider Riverside nie zrezygnował na szczęście z wpadających w ucho melodii. Wszystkie płyty Lunatic Soul opowiadają spójną historię o podróży w zaświatach. Najnowsze wydawnictwo stanowi w tej narracji swojego rodzaju prequel, bo zdradza co działo się z głównym z bohaterem za życia. Na albumie nie brakuje również wątków autobiograficznych. Płyta powstawała bowiem w bardzo trudnym okresie dla artysty. W 2016 roku w przeciągu kilku miesięcy zmarli grający w Riverside na gitarze Piotr Grudziński i ojciec Mariusza Dudy. Mimo to na albumie obok sporej melancholii jest miejsce na optymizm i nadzieję.
2017-10-05, 19:43

„Niebezpieczne czasy wymagają niebezpiecznych dźwięków”. Prophets of Rage debiutują z przytupem

[fot. Jash Grafstein / flickr.com]
[fot. Jash Grafstein / flickr.com]
Debiutancki album Prophets of Rage odnotowuje bardzo dobre wyniki sprzedaży. W pierwszym tygodniu po premierze płyta znalazła 21 tysięcy odbiorców w samych Stanach Zjednoczonych, plasując się na 16. miejscu notowania Billboard’s Top 200.

Zespół tworzą instrumentaliści kultowych Rage Against The Machine, czyli perkusista Brad Wilk, basista Tim Commerfold i wizjoner gitary Tom Morello. W skład grupy wchodzą również raper Chuck D i Dj Lord z Public Enemy oraz B – Real, znany jako frontman Cypress Hill.

Trudno takiej konstelacji nie nazwać supergrupą. Innego zdania jest jednak Morello. Muzyk określa formację jako „jednostkę specjalną rewolucyjnych muzyków zdeterminowanych, żeby walczyć z Himalajami powyborczej hipokryzji za pomocą hałasu ze wzmacniaczy Marshalla”.

Choć artyści stworzyli wspólny skład dopiero w trakcie kampanii prezydenckiej Donalda Trumpa, ich muzyczne spotkanie wydaje się czymś zupełnie naturalnym. W swojej pełnej wściekłości i społecznego zaangażowania twórczości Public Enemy bardzo często samplowali rockowe nagrania. Z kolei drugi album Cypress Hill, zatytułowany Black Sunday, miał ogromny wpływ na rodzący się wtedy nurt rap metalu. Muzycy Rage Against The Machine bardzo często wymienili właśnie te dwie grupy jako swoje ulubione rapowe formacje. Starsi koledzy z kolei szybko poznali się na talencie rockowego zespołu i już na początku lat 90. zabierali go w trasy koncertowe.

Nie dziwi więc, że wspólna kolaboracja, którą muzycy stworzyli pod szyldem Prophets of Rage brzmi bardzo naturalnie. Debiutancka płyta zespołu przesiąknięta jest klasycznymi, przywodzącymi na myśl lata 70. gitarowymi riffami. Obecność raperów powoduje jednak, że muzyka ma jeszcze więcej groovu od dokonań Rage Against The Machine. Utwory jak „Living On The 110”, „Fire A Shot” czy „Take Me Higher” cechuje wręcz funkowy puls.

Zespół zdążył odwiedzić Polskę w ramach tegorocznej edycji Open’er Festival. W repertuarze ich elektryzującego koncertu dominowały przede wszystkim kompozycje Rage Against The Machine. Podczas kolejnej wizyty nad Wisłą będą mogli bez wstydu prezentować autorskie numery.
2017-10-01, 09:55

Co nowego w sprawie nowej płyty Guns N' Roses?

Getty Images
Getty Images
Ma być "magiczna", jak określa to w wywiadzie gitarzysta Richard Fortus i bezpośrednio po zakończeniu światowej trasy koncertowej "Not In This Lifetime" 29 listopada w Los Angeles mają zabrać się do pracy!

Oczekiwanie na pierwszą sesję nagraniową z prawdziwego zdarzenia od czasu zarejestrowania w 2008 roku "Chinese Democracy" jest ogromne.

Fortus, który dołączył do grupy w 2002 roku, powiedział w wywiadzie dla Post-Dispatch, że podekscytowanie w zespole przed tą sesją jest też ogromne i ma się wrażenie, że jak tylko odpoczną po wyczerpującym tournée, "naładowani pomysłami" znów zarejestrują rzeczy na miarę jednego z bardziej cenionych zespołów rockowych na świecie.

Na początku września członkowie hip hopowej NWA DJ Yella i MC Ren zdradzili, że niewiele brakowało, a jeszcze w latach 90. pojechaliby w trasę z Gunsami, ale ich ówcześni managerowie postawili zbyt wygórowane warunki i do wspólnych koncertów nie doszło.

Powrót Slasha i Duffa McKagana do składu Guns N' Roses był ogromnym wydarzeniem dla wszystkich fanów formacji.

Kolejne miesiące, wyprzedane koncerty i ogromne zyski potwierdzały, że muzycy dobrze się dogadują, a nam pozostaje mieć nadzieję, że nowy LP w ich dorobku to jedynie kwestia czasu i że zarejestrowanie materiału zajmie trochę mniej niż prawie 14 lat, jak miało to miejsce w przypadku osławionej "Chinese Democracy".

8 października w Philadelphii wznawiają trasę po Ameryce Północnej, w ramach której w czerwcu odwiedzili też Gdańsk, a finał występów - 29 listopada w sali The Forum w Los Angeles.
2017-09-24, 12:30

Czy to już koniec Black Sabbath?

[Fot.Robert Nyman/flickr.com]
[Fot.Robert Nyman/flickr.com]
28 września w 1500 kinach na świecie zostanie pokazany paradokument "The End Of The End" ilustrujący ostatni koncert zespołu zarejestrowany w Genting Arena w Birmingham.

W ramach tournée "The End" grupa zagrała 81 koncertów na czterech kontynentach, a gitarzysta Black Sabbath Tony Iommi ujawnił, że z ostatnich występów zostanie przygotowana też płyta koncertowa.

Finałowy koncert zagrali w rodzinnym Birmingham, prezentując 15 nagrań z całego przekroju swojego muzycznego dorobku, zamykając to fenomenalnie wykonanym "Paranoid" - tytułowym utworem z wydanej w 1970 roku płyty. Nie zabrakło takich klasyków jak "War Pigs", "Iron Man" oraz "Children of the Grave".

Kiedy na scenie pojawiają się Ozzy Osbourne, Tony Iommi oraz Geezer Butler, którzy współtworzyli legendarną grupę w 1968 roku i dziś grają takie rzeczy, to bez wątpienia ma się poczucie uczestniczenia w czymś wyjątkowym.

W wywiadzie dla NBC Iommi powiedział też, że zakończenie koncertów wcale nie oznacza definitywnego zawieszenia działalności grupy. - Kończymy koncertowanie, nie zaś istnienie jako Black Sabbath, a to duża różnica - powiedział.

W wywiadzie dla Planet Rock mamy tego potwierdzenie: Jeszcze nie precyzowaliśmy co dalej, byłbym jednak daleki od stwierdzenia, że to koniec Sabbathów.

Iommi zdradził też, że ma odłożonych sporo ciekawych riffów gitarowych, które mogą trafić na jego solową płytę.

W listopadzie 2016 podczas jednego z wywiadów Osborne mówił, że po ostatnich koncertach jest gotów nadal funkcjonować muzyczne nagrywając nowe rzeczy. - To nie ja przechodzę na emeryturę, to Black Sabbath - podkreślił w wywiadzie dla Ultimate Classic Rock.

Przypomnę, że w styczniu w wieku 68 lat zmarł klawiszowiec Sabbathów Geoff Nicholls, który występował w Black Sabbath przez 25 lat.

Po Black Sabbath nic już nie będzie takie same - powiedzą Państwo - kto dziś tak gra, czy w dobie smartfonów, tabletów i studyjnych gadżetów, które czynią cuda z bardzo przeciętnego brzmienia zespołów, dostajemy na scenie równie duży ładunek emocji?

Moi rówieśnicy powiedzą: wszystko już było, dziś żyjemy w świecie coverów, nowych opracowań starych rzeczy... ale młodsi odbiorcy nawet nie zatrzymają się nad taką konkluzją. Oni mają swoich bohaterów, żyją pewnie szybciej, w wielu przypadkach jednak niesie ich witalność, prawo wieku i zaznaczenia swojej obecności właśnie teraz, kiedy mają po dwadzieścia kilka lat.

Życzę, by tworzyli i mogli odbierać rzeczy równie doniosłe.

Kiedy powstawał "Paranoid" Osbourne też miał 22 lata.
2017-09-16, 13:29

David Byrne pracuje nad nowym materiałem z Brianem Eno

[Fot. Alterna 2/flickr.com]
[Fot. Alterna 2/flickr.com]
David Byrne pracuje nad nowym materiałem z Brianem Eno oraz Daniele Lopatinem znanym bardziej jako Oneohtrix Point Never.

W trakcie jednego z ostatnich spotkań dyskusyjnych z internautami założyciel Talking Heads potwierdził, że nagrania w znakomitej większości są praktycznie na ukończeniu i ma nadzieję, iż long play trafi do sprzedaży w przyszłym roku.

Wiadomo też, że premierze wydawnictwa ma towarzyszyć trasa koncertowa choć dziś ten plan jest jeszcze zdecydowanie 'up in the air'.

Jeden z internautów zapytał, czy są na horyzoncie jakiekolwiek szanse na nowy materiał Talking Heads? Byrne odparł, iż o ile mu wiadomo mogą to być najwyżej jakieś nowe opracowania już znanych rzeczy, bo źródełko pomysłów z emblematem TH jest raczej wyschnięte.

W dyskusji poruszano też temat obecnego funkcjonowania rynku muzycznego i w opinii Byrne'a - wciąż jednego z najtrudniejszych do sklasyfikowania twórców - jest dziś bardzo dużo młodych ludzi dysponujących talentem na miarę gwiazd lat 60 czy 70, mają nowe możliwości pokazania tego co robią, a co za tym idzie, większe szanse na zaistnienie.

Zmienia się także odbiór muzyki - staje się bardziej fragmentaryczny i trudno powiedzieć, czy wrócą jeszcze czasy analitycznego podejścia do nowych nagrań, chyba nie pomaga w tym mnogość nurtów muzycznych i tempo w jakim powstają nowe utwory.

Potencjał takich artystów jak chociażby Bon Iver, Lambchop, Sinkane czy PJ Harvey jest imponujący i zazdroszczę im witalności - ocenił Byrne.

Dla mnie David Byrne jest synonimem kompletnej osobowości twórczej - a taka płyta jak "My Life In The Bush Of Ghosts" nagrana wspólnie z Brianem Eno potwierdza, że dla takich umysłów nie ma ograniczeń stylistycznych i zacieram ręce w oczekiwaniu na ten nowy projekt.

Do spotkania tych dwóch panów doszło jeszcze w roku 1977, kiedy to zaintrygowany debiutem Talking Heads Eno przyjął posadę producenta drugiej płyty zespołu. Od razu znalazł wspólny język z Byrnem i zostali dobrymi przyjaciółmi.

Amerykanin szkockiego pochodzenia, ikona awangardy, producent, właściciel wytwórni płytowej, od czasów "Psycho Killer" wydanego 40 lat temu nie wolno go tracić z oczu i tym razem też nie radzę.
2017-09-08, 21:12

Nowy Foo Fighters z odniesieniami politycznymi?

[Fot.Ed Vill/flickr.com]
[Fot.Ed Vill/flickr.com]
Foo Fighters wydają 15 września płytę "Concrete and Gold" i bezpośrednio przed premierą dadzą jeden tylko koncert w sali O2 w Londynie. W wywiadzie dla magazynu Kerrang Dave Grohl potwierdził, że w tekstach nagrań nie zabraknie odniesień 'politycznych' do wyniku wyborczego w USA.

Wielokrotnie w moich tekstach odnosiłem się do spraw bieżących dotyczących polityki, teraz jednak jestem nie tylko muzykiem, ale także ojcem trzech córek i widzę, w jakim żyjemy kraju i jak to wpływa na nasze dzieci. Nie wiem ile osób podzieli moją ocenę, ale zasadniczo nie dbam o to - powiedział lider zespołu.

Grohl dodał też, że obserwując całą falę powrotu konserwatyzmu w Ameryce przypomniał sobie czasy młodości, której podobnie jak teraz towarzyszyło pewne wyalienowanie się i ucieczka w nurt nacechowanego buntem punk rocka.

Dziś Foo Fighters mają za sobą ponad dwie dekady sukcesów artystycznych i sprzedażowych i ciągle im mało, choć mam wrażenie, że to właśnie swoisty dystans do tego co robią paradoksalnie sprzyja tworzeniu znaczących dla rocka rzeczy, a to dla tego, że warsztatowo jest to absolutnie przekonujące i wciąż inspirujące.

Od końca lat 90. nagrywają i koncertują praktycznie w tym samym składzie - regularnie wydają albumy, nie przeżywają kryzysów twórczych i nie zmieniają swojego brzmienia, by przyciągnąć nowego słuchacza. To jest pewna marka, która broni się bez zbędnych ozdobników.

Efekty sesji "Concrete and Gold" poznamy 15 września i nie mam wątpliwości, że warto będzie przejrzeć teksty nagrań, swoistego manifestu faceta, któremu osobiście sporo zawdzięczam jeśli chodzi o przekonywanie mnie do grungu - przynajmniej w początkowym okresie popularności tego co wychodziło w świat główne z Seattle.

Od pewnego czasu Grohl coraz bardziej staje się obserwatorem zjawisk, a o swoich spostrzeżeniach opowiada ścianą zgrabnie poukładanych dźwięków i tym razem nie powinno być inaczej...
2017-09-02, 10:30

Koncert Mike & The Mechanics w Krakowie

[Fot.Mark Kent /flickr.com]
[Fot.Mark Kent /flickr.com]
Zespół Mike + The Mechanics, twórcy przeboju "The Living Years", wystąpią w niedzielę (03.09) w centrum kongresowym ICE w Krakowie. Mike Rutheford razem z Mechanikami wylansowali m.in. tak znane rzeczy jak chociażby "Silent Running", "All I Need Is A Miracle", "Over My Shoulder" oraz "The Living Years".

W tym roku grupa, która sprzedała na świecie ponad 10 mln egzemplarzy swoich płyt, obchodzi 32 lata na muzycznej scenie i pokaże się w trasie koncertowej "Let Me Fly" promującej wydany na początku kwietnia nowy krążek.

Mike Rutherford (gitara/bas), Luke Juby (klawisze), Gary Wallis (perkusja), Anthony Drennan (gitara) oraz wokaliści: Andrew Roachford i Tim Howar przypomną w stolicy Małopolski największe przeboje.

Brytyjska grupa stworzona przez Mike'a Rutheforda - gitarzystę i basistę Genesis - odniosła największe sukcesy pierwszymi płytami "Mike + the Mechanics" z 1985 roku oraz "The Living Years" z 1988, z których pochodzą m.in. utwory "Silent Running" i "The Living Years".

Choć próżno szukać w katalogu Mechaników rzeczy odkrywczych na miarę Genesis, trzeba przyznać, że prezentowanych przez nich bardzo zgrabnie wyprodukowany pop-rock może się podobać.

Rutheford korzysta ze swojej wszechstronności i niesamowitego obycia na koncertach. Jest jednym z dwóch członków zespołu Genesis, którzy znaleźli się w jego składzie od początku istnienia grupy.

Początkowo pełnił głównie funkcję basisty i gitarzysty rytmicznego, a na koncertach występował z charakterystycznym dwugryfowym instrumentem, co pozwalało na wykonywanie obu partii bez konieczności zmieniania sprzętu.

Będzie widowiskowo, będzie głośno i trochę też pewne sentymentalnie.
2017-08-27, 17:31

Czy jesteśmy gotowi na nowy krążek Franz Ferdinand?

[Fot.Surreal Name Given/flickr.com]
[Fot.Surreal Name Given/flickr.com]
Na pytanie jednego z fanów na Twitterze - Kiedy wreszcie nowy materiał zespołu? - lider grupy Alex Kapranos odpowiedział: Tak, to już całkiem niebawem.

Od wydania krążka "Right Thoughts, Right Words, Right Action" mijają cztery lata, co prawda jeszcze w 2015 mieliśmy materiał wydany pod marką FFS (wspólne przedsięwzięcie z weteranami glamu The Sparks, w którym Kapranos też się udziela), ale nam chodzi o najzwyklejszy w świecie katalogowy long play całego zespołu, a to dopiero przed nami.

Na sesji nagraniowej nie było już wieloletniego gitarzysty zespołu Nicka McCarthyego, który opuścił grupę zeszłego lata i zdołał nagrać nawet coś niezależnie razem ze swoją żoną Manuelą Gernendel, ale nie sądzę byśmy musieli przygotowywać się na proces 'odcinania kuponów' jednego z bardziej wyrazistych zespołów ostatnich lat.

Nowa płyta może się okazać lekko zaangażowaną politycznie, gdyż wydany w zeszłym roku singiel "Demagogue" to dość niewybredny komentarz do wyników wyborów w USA i samego prezydenta Donalda Trumpa, co mogło pozbawić ich trochę pro-republikańskich fanów, ale czy tak będzie - dopiero się przekonamy.

Nick McCarthy opuścił zespół w zeszłym roku, podając jako przyczynę względy rodzinne, a odświeżona grupa dała w tym roku już serię koncertów w USA.

Do oryginalnych członków grupy Alexa Kapranosa, basisty Boba Hardy'iego oraz perkusisty Paula Thomsona dołączyli Dino Bardot oraz Julian Corrie.

To może być inspirujące wzmocnienie - Bardot występował jeszcze w latach 90. w trzyosobowej grupie indie-pop, natomiast Julian Corrie produkuje muzykę zasadniczo elektroniczną pod nazwą Miaoux Miaoux. Także można mieć nadzieję, że Franz Ferdinand włączą "drugi bieg", potwierdzając swoją nietuzinkowość na rynku muzycznym.
2017-08-18, 23:18

Nowa płyta Becka zatytułowana "Colors" w październiku

[Fot. Barry Mulling/flickr.com]
[Fot. Barry Mulling/flickr.com]
Jest data i tytuł nowej płyty Becka . Dalej opóźniać tego wydawnictwa już chyba nie można.

Czy wydane dotąd dwa single "Wow" oraz "Dreams" , a także piosenka jaką napisał na ścieżkę dźwiękową do gry FIFA mogą oddawać klimat następcy - nagrodzonej Grammy "Morning Phase"?

W wywiadzie dla Rolling Stone Beck przyznaje, że płyta mogła się ukazać już rok, czy nawet dwa lata temu, ale nagrania są dość złożone w klimacie, którego nie daje się określić ani jako retro, ani jako modern, stąd też poskładanie tego do wersji końcowej okazało się czasochłonnym wyzwaniem.

- Zawsze zajmowałem się muzyką na swój sposób, to tak jakbyś miał umożliwiający wjazd do wszystkich krajów paszport, wyjeżdżał kiedy chciał i dokąd chciał, ale najczęściej pozostawał z dala od miejsc, które wzbudzają największe zainteresowanie - dodał w wywiadzie dla Rolling Stone.

Autor słynnego singla "Loser" z 1994 roku, czy "Devil's Haircut" w rozmowie z dziennikarzem New York Times mówił wcześniej, że 10 utworów, które trafią na płytę jest napędzanych prostym, ale podnoszącym na duchu przekazem, jak pozostać prawdziwym wobec tylu szablonów do naśladowania?


Beck inspirował się ostatnio nagraniami Strokesów pozostając pod sporym wpływem ich twórczości od czasu wspólnego letniego koncertu w Hyde Parku w 2015 roku .

Najważniejsze albumy Becka to przypomnę młodszym słuchaczom Radaru "Odelay" oraz "Sea Change", a magazyn "Rolling Stone" obydwa zamieścił w rankingu najważniejszych płyt wszechczasów.

Dorobek Amerykanina zamyka nagrodzony Grammy longplay "Morning Phase", który miał premierę 21 lutego 2014 roku.
1234567
Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej »