Gogolin: dąb Karlik zostanie wycięty. Samorząd i ekolodzy chcą uratować drzewo
Do końca lutego przyszłego roku ogromny, stary dąb rosnący w centrum Gogolina ma być ścięty. Karlik, bo takie imię nosi drzewo, rośnie zaraz przy torach. Według kolejarzy zagraża bezpieczeństwu pasażerów i pociągów. Nie zgadzają się z tym mieszkańcy Gogolina i ekolodzy. Gmina znalazła sposób na ochronę Karlika, ale nic nie wskazuje na to, żeby ten pomysł miał zostać wcielony w życie.
- Zarządca infrastruktury w 2017 roku uzyskał zgodę na usunięcie tego drzewa - mówi Mirosław Siemieniec, rzecznik PKP PLK. - Od 2017 nie przedstawiono zarządcy infrastruktury żadnego konkretnego programu zabezpieczenia drzewa oraz utrzymania zabezpieczenia przez kolejne lata.
Gmina na swój koszt wykonała ekspertyzę drzewa. Dendrolodzy orzekli, że zamontowanie specjalnych szelek uchroni konary przed połamaniem w czasie większego wiatru.
- Deklarowałem, i podtrzymuję to, że gmina jest w stanie za to zapłacić. Ale to nie my decydujemy, ale przedstawiciele PKP – mówi Joachim Wojtala, burmistrz Gogolina. - Pan starosta rozpatrzył wniosek zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa, wydał zgodę na wycięcie bo uznał, że kwestie bezpieczeństwa osób poruszających się i korzystających z tej magistrali kolejowej, są najistotniejsze.
Brakiem porozumienia i chęci ochrony drzewa przez kolejarzy oburzeni są mieszkańcy Gogolina i ekolodzy.
- Tłumaczenia, dlaczego trzeba wyciąć Karlika są kuriozalne – mówi ekolog Marek Zarankiewicz. - W wielkich miastach maja potężne drzewa i potrafią wszystko zrobić a tu nagle nie można zbudować ściany szklanej, czy czegokolwiek, żeby osłonić linię kolejową, jeżeli ona rzeczywiście jest w takim polu rażenia. Jeśli ktoś widział to drzewo, to ono rzeczywiście zostało jak nożem odcięte od torów, więc na tej samej płaszczyźnie można zbudować niewielki szklany mur, który spowoduje, że drzewo będzie osłonięte od torowiska i zostawić temu drzewu życie, a nie wycinać go.
Gdy w Gogolinie trwa batalia o zachowanie Karlika, w Mosznej samorządowcy, ekolodzy i prywatni przedsiębiorcy zwarli szeregi, żeby ratować ponad 200-letnią sosnę wejmutkę. Drzewo zostało zabezpieczone, żeby w razie wichury konary nie zostały połamane.
Gmina na swój koszt wykonała ekspertyzę drzewa. Dendrolodzy orzekli, że zamontowanie specjalnych szelek uchroni konary przed połamaniem w czasie większego wiatru.
- Deklarowałem, i podtrzymuję to, że gmina jest w stanie za to zapłacić. Ale to nie my decydujemy, ale przedstawiciele PKP – mówi Joachim Wojtala, burmistrz Gogolina. - Pan starosta rozpatrzył wniosek zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa, wydał zgodę na wycięcie bo uznał, że kwestie bezpieczeństwa osób poruszających się i korzystających z tej magistrali kolejowej, są najistotniejsze.
Brakiem porozumienia i chęci ochrony drzewa przez kolejarzy oburzeni są mieszkańcy Gogolina i ekolodzy.
- Tłumaczenia, dlaczego trzeba wyciąć Karlika są kuriozalne – mówi ekolog Marek Zarankiewicz. - W wielkich miastach maja potężne drzewa i potrafią wszystko zrobić a tu nagle nie można zbudować ściany szklanej, czy czegokolwiek, żeby osłonić linię kolejową, jeżeli ona rzeczywiście jest w takim polu rażenia. Jeśli ktoś widział to drzewo, to ono rzeczywiście zostało jak nożem odcięte od torów, więc na tej samej płaszczyźnie można zbudować niewielki szklany mur, który spowoduje, że drzewo będzie osłonięte od torowiska i zostawić temu drzewu życie, a nie wycinać go.
Gdy w Gogolinie trwa batalia o zachowanie Karlika, w Mosznej samorządowcy, ekolodzy i prywatni przedsiębiorcy zwarli szeregi, żeby ratować ponad 200-letnią sosnę wejmutkę. Drzewo zostało zabezpieczone, żeby w razie wichury konary nie zostały połamane.