Radio Opole » Radiowy Radar Rocka » Felietony

Felietony

2016-04-21, 07:55

Aerosmith coraz bliżej decyzji o zakończeniu działalności?

[Fot.Paddiee/flickr.com]
[Fot.Paddiee/flickr.com]
Lider grupy Steven Tyler zasugerował w wywiadzie dla Rolling Stone, iż zespół może zakończyć działalność w przyszłym roku.

Po raz ostatni koncertowali jesienią, a punktem kulminacyjnym trasy był występ w Moskwie. W wywiadzie dla Rolling Stone Tyler powiedział: zagram jeszcze około 30 solowych występów od maja do sierpnia, a w 2017 trzeba poważnie podejść do tematu zakończenia działalności Aerosmith.

- Na pewno rozważymy jakąś dużą trasę koncertową - to się fanom należy, w końcu tyle lat na scenie i to w bardzo różnych miejscach świata. Nie wiem jeszcze, ale nie wykluczyłbym jakieś ostatniej płyty z częścią nowego materiału - dodał Tyler.

Warto przypomnieć, że poza The Rolling Stones, którzy dali ostatnio historyczny (bo pierwszy na Kubie) występ, to właśnie jeszcze tylko Aerosmith praktycznie od samego początku występują w oryginalnym składzie.

Steven Tyler pracuje obecnie nad pobocznym projektem dotyczącym muzyki country, natomiast gitarzysta Joe Perry razem z Alicem Cooperem i Johnym Deppem założyli zespół Hollywood Vampires.

Widać i słychać, że muzyka jest dla nich treścią życia, choć poruszanie się w ramach jednej tylko stylistyki może być nieco nużące.

Warto dodać, że to inteligentne połączenie rocka z bluesem pozwoliło Aerosmith sprzedać na całym świecie ponad 150 mln płyt, plasując ich w ścisłej czołówce zespołów, które uzyskały największe dochody w branży.

Może to jakiś żart z tym zakończeniem kariery? Przecież my także trzymamy się lepiej, czekając na nowe płyty tych, przy których dorastaliśmy… Niech to trwa!
2016-04-13, 08:56

Alex Turner: 'The Last Shadow Puppets pozwala mi próbować nowych rzeczy’

[Fot. Liz/flickr.com]
[Fot. Liz/flickr.com]
Lider Arctic Monkeys zdradza, że współpraca z Milesem Kane jest dla niego niezbędną odskocznią od tego co robi w zespole. Uniknąć zaszufladkowania w dzisiejszych czasach to wyzwanie nie mniejsze niż zagranie dobrego, dużego koncertu….

W wywiadzie dla BBC 4 Turner wyjaśnił, że debiut Last Shadow Puppets z 2007 t. pozwolił na bardzo ważne w tym momencie kariery szersze spojrzenie na muzykę, zwłaszcza w kontekście często poddawanych krytyce tekstów jego macierzystego zespołu Arctic Monkeys.

- W Arctics wszystkie teksty jakie napisałem opierały się na rzeczywistych wydarzeniach, doznaniach, natomiast Puppets pozwala trochę ‘odlecieć’ w nieznane mi dotąd terytoria, umożliwiając też inne wykorzystanie wokalu - tłumaczy artysta.

- Zamykanie się w sferze jednej stylistyki nawet nie wiesz kiedy zacznie cię ograniczać, a stąd już prosta droga do wpadnięcia w rutynę - twierdzi posiadacz jednego z najbardziej rozpoznawalnych głosów na wyspach Brytyjskich.

Turner to niezły przykład młodego pokolenia twórców, którzy odrzucają filozofię "wydamy ze trzy single, które wejdą do Hot 40 i będziemy z tego odcinać kupony", choć biorąc pod uwagę niesłabnącą popularność marki Arctic Monkeys spokojnie mógłby tak postąpić.

Mam szacunek do faceta i nie mogę na to nic poradzić, w samochodzie przy dłuższych trasach słucham każdego z jego wcieleń. Jednego dnia masz apetyt na ‘I bet you look good on the dancefloor’, innego zaś na ‘Bad Habits’… it really makes you fly high!!!
2016-04-06, 08:31

Sprzedaż płyt winylowych w USA przynosi większe dochody niż streaming!

Fot. [flickr.com]
Fot. [flickr.com]
Zrzeszenie amerykańskich wydawców muzyki: ‘mamy do czynienia z jakimś zaburzeniem trendu’.

Najnowsze dane Zrzeszenia Amerykańskich Wydawców Muzyki (RIAA) pokazują wyraźnie, że dochody ze sprzedaży płyt i singli winylowych za 2015 rok przewyższyły wpływy z reklam umieszczanych w darmowym streamingu na portalach YouTube oraz Spotify.

Odnotowane w zeszłym roku wyniki sprzedaży muzyki na nośnikach winylowych w USA osiągnęły najwyższy poziom od 1988 roku, zwiększając się o 32 procent do pułapu 416 mln złotych.

Dochody z reklam towarzyszących odsłuchiwaniu muzyki w ramach darmowego streamingu też wzrosły, ale poziom 385 mln dolarów nie robi już wrażenia na właścicielach coraz częściej odwiedzanych sklepów specjalizujących się w sprzedaży winyli także z najnowszą muzyką.

Najpoważniejsi gracze na rynku pop (tu obroty są największe) coraz częściej traktują jako standard wydanie najnowszych nagrań na czarnych krążkach. Nie tylko dlatego, że tak jest trendy, ale także dla potencjalnie niezłego zysku.

Dorastałem w dobie płyt czarnych właśnie, a w momencie pojawienia się kompaktów najpierw chodziło się na specjalnie organizowane odsłuchiwania w czytelniach.

Zachwyt nad czystością dźwięku i ciszą między utworami był ogromny, choć piękny duży analog w twardej okładce kręcący się na dobrej klasy gramofonie podpiętym pod wzmacniacz lampowy... to robi różnicę!

Słucha się uważniej, z większym szacunkiem, z jakimś takim zatrzymaniem w biegu codziennych spraw. Klikanie w ‘zerojedynkowe’ pliki - z całym szacunkiem dla technologii - to nie ta liga. A najpiękniejsze jest to, że możemy mieć i jedno i drugie.
2016-03-30, 20:35

Pamiątki po kulturze punk rocka za 5 mln funtów zostaną w proteście spalone!

[Fot.Tiffany Terry/flickr.com]
[Fot.Tiffany Terry/flickr.com]
Kto zamierza puścić z dymem tak cenne ‘kulturowo’ rzeczy? Joe Corre, syn Malcolma McLarena i Vivien Westwood, a chce to zrobić w proteście przeciwko próbom zawłaszczenia przez szeroko rozumiany brytyjski establishment - kultury buntu młodego pokolenia.

Ceremonialny gest będzie mieć miejsce w Camden 26 listopada, w 40-lecie wydania singla ‘Anarchy in the UK' grupy Sex Pistols.

Obchodzona w tym roku seria wydarzeń upamiętniających rozwój brytyjskiego punka pod nazwą Punk London ma nawet oficjalne przyzwolenie królowej i to mimo wydania przez Sex Pistols mocno kontrowersyjnego singla ‘God Save The Queen’, w którym w niewybredny sposób grupa skrytykowała ówczesny establishment władzy zajętej wyłącznie sobą.

Poparcia zresztą za królową udzieliły także brytyjskie muzeum i biblioteka narodowa.

Joe Corre powiedział w wywiadzie dla NME: uznanie przez królową 2016 roku jako Rok Punka jest największym paradoksem z jakim możemy mieć do czynienia. Próbuję wyobrazić sobie jak reaguje na to środowisko twórców, którzy buntowali się wtedy przeciwko porządkowi rzeczy w Zjednoczonym Królestwie.

Adoptowanie punk rocka przez mainstream to jakieś kompletne nieporozumienie!

Podczas tego ceremonialnego palenia pamiątek po punk rocku będzie nad czym zapłakać – spora część dotyczy właśnie Sex Pistols i są tam także prawdziwe rarytasy.

Wielka szkoda, że Corre decyduje się na tak mało wyrafinowaną formę protestu.

Skoro w Punk London angażują się także duże agencje wydawnicze jak Rough Trade oraz Roundhouse, mogłyby przecież spokojnie wyprodukować jakieś zgrabne kopie ‘historycznych singielków’, puścić to z dymem, a oryginały zostawić dla potomnych!!

Niech wiedzą jak ‘social inequality’ potrafiło inspirować do buntu na scenie.
2016-03-23, 11:14

Roger Waters przygotowuje operę opartą na płycie Pink Floyd ‘The Wall’!

Roger Waters [fot.Erik. F.Brandsborg/flickr.com]
Roger Waters [fot.Erik. F.Brandsborg/flickr.com]
Wielkie muzyczne wydarzenie - opera ‘Another Brick In The Wall’ będzie mieć swoją premierę w Montrealu za rok, a sam Waters wystąpi w przedstawieniu z bardzo precyzyjne przygotowanym libretto.

Całość będzie oparta o materiał muzyczny płyty Pink Floyd z 1979 roku, a prace z zespołem opery w Montrealu już trwają. Wszystko uświetni 375. rocznicę powstania miasta.

- Z własnego doświadczenia wiem, że eksperymenty łączenia światów rocka i opery, w ogóle muzyki symfonicznej, nie należą do łatwych i wymagają ogromnej wyrozumiałości z obu stron - powiedział Waters podczas ostatniej wizyty w Montrealu.

- W tym przypadku jednak determinacja, by wspólnie zrealizować coś wyjątkowego, jest bardzo budująca i chcę z tego skorzystać - dodał.

Początkowo muzyk odrzucił propozycję Kanadyjczyków, ale kiedy dostał robocze opracowanie fragmentów, zmienił zdanie. - Nie spodziewałem się, że coś tu może mnie zaskoczyć, ale tak się jednak stało stąd decyzja, działamy razem!!! - skomentował.

Waters będzie oczywiście autorem libretto, muzykę napisze Julien Bilodeau, a orkiestrę Metropolitian poprowadzi Alain Trudel - premiera 11 marca 2017 roku. Scenariusz opiera się częściowo na pamiętnym koncercie z 1977 roku na stadionie olimpijskim w Montrealu.

Roger Waters, przypomnijmy, wydał w grudniu DVD oraz Blue Ray z koncertem i filmem dokumentującym jego solowe tournée, podczas którego wykonywał cały materiał z legendarnej płyty Pink Floyd.

Jedna z najważniejszych produkcji w historii muzyki rozrywkowej w tak poważnym operowym wydaniu?

Przekonujący dowód na to, że materiał, który ukształtował wrażliwość co najmniej jednego pokolenia, wybrzmiał na pamiętnym koncercie, kiedy upadł mur w Berlinie, to coś wyjątkowego, co zdarzyło się mojemu pokoleniu i wzmacnia nas także dziś równie skutecznie…
2016-03-17, 08:07

Metallica na 30-lecie wydania płyty ‘Master of Puppets’: byliśmy dzieciakami!

[Metallica, fot. Tony/flickr.com]
[Metallica, fot. Tony/flickr.com]
- Kiedy dziś słucham 'Master of Puppets', próbuję przypomnieć sobie jak powstał ten jeden z najbardziej rozpoznawalnych metalowych riffów na świecie - mówi w wywiadzie dla Rolling Stone Lars Ulrich - to po tylu latach wciąż odważnie brzmiące nagranie.

Mija właśnie 30 lat od momentu, kiedy fenomenalny perkusista wraz ze swoimi kolegami wydali jedną z najważniejszych płyt w historii rocka. To ‘mind-blowing’, jak mówią angielscy dziennikarze, wydawnictwo ukazało się w Europie 3 marca 1986 roku i do dziś dla wielu rockowych grup świata tych 8 nagrań pozostaje niedoścignionym odniesieniem.

Zastanawia jak w ramach jednego long playa daje się spakować taki ładunek warsztatu i siły przekazu, do której wracamy już nie przez lata, a przez 10-lecia?

Warto przypomnieć, że 'Master Of Puppets' ukazała się w piątym roku kariery zespołu, prekursora thrash metalu (od czasu wydania w 1983 roku krążka 'Kill Them All') i stanowiła jednocześnie solidną podbudowę pod wydaną rok później ‘Ride The Lightning’ .

Członkowie grupy Metallica, wtedy ze średnią wieku 23 lata, urastają do rangi nieprzeciętnie zdolnych reprezentantów tamtejszego pokolenia, którzy takim strzałem jak 'Master Of Puppets' pozostaną w historii muzyki rockowej także na kolejne dekady.

Piękne jest to, że wiele młodych zespołów wraca do takich milowych rzeczy i to mimo że w momencie wydania 'Master Of Puppets' nie było ich jeszcze na świecie.

Szacun Koleżanki i Koledzy, zdmuchnijmy 30 świeczek, przekręćcie klucz w zamku i dajcie to głośniej, dziś właśnie... zasłużyli na to!!!
2016-03-09, 07:56

Damon Albarn z tytułem królewskim republiki Mali

[Damon Albarn, fot. Bruce/flickr.com]
[Damon Albarn, fot. Bruce/flickr.com]
‘Nie jestem przyzwyczajony do takich honorów, ale to całkiem miłe’ – powiedział Brytyjczyk w wywiadzie dla BBC.

Damon Albarn od 2002 r. często podróżuje w ten rejon świata, spotykając się i czerpiąc inspirację ze współpracy z miejscowymi muzykami. Zaszczytny królewski tytuł otrzymał podczas organizowanego w lutym akustycznego festiwalu Bamako promującego artystów tego zachodnio-afrykańskiego kraju.

Jak informuje BBC, poza honorowym tytułem dla lidera Blur i siły sprawczej, która stoi za powołaniem Gorillaz, nazwisko Albarna widnieje także przy wejściu do jednej ze szkół muzycznych.

– Na pewno tam też jest całkiem sporo mojego muzycznego serca – mówi Anglik – w tej szkole uczą muzyki i tańca, pokazują młodym ludziom w jakich kierunkach mogą się edukować. Zadanie w jakimś sensie ułatwione, bo w tej części świata rytm mają zapisany w genach.

Wokalista Blur i Gorillaz nagrał w 2002 roku long play ‘Mali Music’, ale wziął też udział w sesjach Africa Express, przykład znakomitej współpracy z Brianem Eno, Nickiem Zinnerem z grupy Yeah Yeah Yeahs oraz afrykańskimi muzykami.

Spotkania z przedstawicielami afrykańskiego środowiska muzycznego mają dla Albarna ogromne znaczenie, a obecność na festiwalu Acoustic Bamako, mimo obowiązującego w Mali stanu wyjątkowego po zamachu terrorystycznym w listopadzie zeszłego roku, dowodzi, że wyjątkowo wysoko ocenia ich wartość.

– Muzyka, rytm, taniec są dla nich wszystkim, a z racji swojej sytuacji wiele rzeczy oceniają w sposób dla Europejczyków niepojęty – ocenia Damon Albarn. – Taka pokora, przewartościowanie sobie pewnych spraw pozwala tworzyć spokojniej, uczę się od nich nieustannie, będę tam wracał – konkluduje.

Afryka to ostatnio bardzo modny 'muzycznie' region wpływów, zresztą twórcy, którzy mieli taką możliwość, korzystają z tego od lat. Piękne jest to, że facet, którego jeszcze w latach 90. w okresie tworzenia się Britpopu nie podejrzewalibyśmy o takie rzeczy, dziś zaszedł tak daleko. Choć szczerze mówiąc już powołanie Gorillaz pokazało, iż Albarn potrzebuje czegoś 'nicely refreshing to boost up things'... teraz Czarny Ląd... cudnie, wypada poczekać na efekty.
2016-03-02, 08:54

Spór o rodowód punk rocka – Londyn czy Manchester?

[Fot. Brian Marks/flickr.com]
[Fot. Brian Marks/flickr.com]
Kontrowersje pojawiły się po tym, jak gitarzysta Buzzcocks stwierdził, że korzeni "zbuntowanego brzmienia" trzeba szukać w Manchesterze, a nie w Londynie.

Temat pochodzenia punk rocka pojawił się podczas wywiadu, jakiego Steve Diggle udzielił w związku z programem muzycznych wydarzeń w ramach Punk London, upamiętniającego 40-lecie powstania tego nurtu muzycznego.

W rozmowie z dziennikarzem SideStory członek Buzzcocks zasugerował, że za początek punk rocka trzeba przyjąć pamiętny koncert Sex Pistols w Lesser Free Trade Hall, który odbył się w Manchesterze w 1976 roku.

– Sprowadziliśmy The Pistols do Manchesteru i to od tamtego czasu nasze prowincje mocniej zaistniały na muzycznej mapie Anglii – powiedział Diggle – wiele ludzi sądziło, że punk to przede wszystkim Londyn, że to tam Pistolsi pokazali nowe brzmienie, ale kiedy przyjechali do nas przekonali się, że to wcale nie takie oczywiste.

– Te wczesne koncerty skrystalizowały markę punk rocka, tak powszechnie później obecną na różnego rodzaju festiwalach – dodał Diggle.

Przypominając koncert Pistolsów z Manchesteru z 1976 gitarzysta przyznał, że choć wzięło w nim udział niewiele zespołów (mocniejsze uderzenie nastąpiło dopiero na kolejnym występie trzy tygodnie później), to właśnie podczas tego wydarzenia do Manchesteru zjechali też m in Joy Division, The Smiths, co potwierdzało, że zaczyna się coś zupełnie nowego w ofercie brytyjskiego rocka.

– Kiedy po raz pierwszy przyjechaliśmy do Londynu na Oxford do miejscówki 100 Club, punk rock dopiero się rozkręcał – powiedział gitarzysta Buzzcocks – mieliśmy zagrać dwa sety, ale skończyło się na jednym, a propozycje kolejnych występów pojawiły się dopiero jakiś czas później. Managerowie byli przerażeni siłą z jaką punk wciąga, uzależnia od rytmu, prostego przekazu.

– Bomba poszła w górę, każdego tygodnia powstawało kilka nowych zespołów zdolnych zagrać w miarę składnie kilka numerów. Punk stał się marką, czymś co przyciąga, choć na tej fali też próbowało pokazać się sporo bezwartościowego chłamu – ot naturalna kolej rzeczy – konkluduje Diggle.

Manifest rozczarowanego pokolenia, obecny także dziś, po 40 latach, na wielu koncertach także w Polsce – pewnie, że trochę słabiej – w innych warunkach, ale z jednoznacznym rodowodem buntu, braku zgody na porządek rzeczy. Kto by tam się zastanawiał czy to Londyn czy Manchester?
2345678
Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej »