Radio Opole » Radiowy Radar Rocka » Felietony

Felietony

2016-03-17, 08:07

Metallica na 30-lecie wydania płyty ‘Master of Puppets’: byliśmy dzieciakami!

[Metallica, fot. Tony/flickr.com]
[Metallica, fot. Tony/flickr.com]
- Kiedy dziś słucham 'Master of Puppets', próbuję przypomnieć sobie jak powstał ten jeden z najbardziej rozpoznawalnych metalowych riffów na świecie - mówi w wywiadzie dla Rolling Stone Lars Ulrich - to po tylu latach wciąż odważnie brzmiące nagranie.

Mija właśnie 30 lat od momentu, kiedy fenomenalny perkusista wraz ze swoimi kolegami wydali jedną z najważniejszych płyt w historii rocka. To ‘mind-blowing’, jak mówią angielscy dziennikarze, wydawnictwo ukazało się w Europie 3 marca 1986 roku i do dziś dla wielu rockowych grup świata tych 8 nagrań pozostaje niedoścignionym odniesieniem.

Zastanawia jak w ramach jednego long playa daje się spakować taki ładunek warsztatu i siły przekazu, do której wracamy już nie przez lata, a przez 10-lecia?

Warto przypomnieć, że 'Master Of Puppets' ukazała się w piątym roku kariery zespołu, prekursora thrash metalu (od czasu wydania w 1983 roku krążka 'Kill Them All') i stanowiła jednocześnie solidną podbudowę pod wydaną rok później ‘Ride The Lightning’ .

Członkowie grupy Metallica, wtedy ze średnią wieku 23 lata, urastają do rangi nieprzeciętnie zdolnych reprezentantów tamtejszego pokolenia, którzy takim strzałem jak 'Master Of Puppets' pozostaną w historii muzyki rockowej także na kolejne dekady.

Piękne jest to, że wiele młodych zespołów wraca do takich milowych rzeczy i to mimo że w momencie wydania 'Master Of Puppets' nie było ich jeszcze na świecie.

Szacun Koleżanki i Koledzy, zdmuchnijmy 30 świeczek, przekręćcie klucz w zamku i dajcie to głośniej, dziś właśnie... zasłużyli na to!!!
2016-03-09, 07:56

Damon Albarn z tytułem królewskim republiki Mali

[Damon Albarn, fot. Bruce/flickr.com]
[Damon Albarn, fot. Bruce/flickr.com]
‘Nie jestem przyzwyczajony do takich honorów, ale to całkiem miłe’ – powiedział Brytyjczyk w wywiadzie dla BBC.

Damon Albarn od 2002 r. często podróżuje w ten rejon świata, spotykając się i czerpiąc inspirację ze współpracy z miejscowymi muzykami. Zaszczytny królewski tytuł otrzymał podczas organizowanego w lutym akustycznego festiwalu Bamako promującego artystów tego zachodnio-afrykańskiego kraju.

Jak informuje BBC, poza honorowym tytułem dla lidera Blur i siły sprawczej, która stoi za powołaniem Gorillaz, nazwisko Albarna widnieje także przy wejściu do jednej ze szkół muzycznych.

– Na pewno tam też jest całkiem sporo mojego muzycznego serca – mówi Anglik – w tej szkole uczą muzyki i tańca, pokazują młodym ludziom w jakich kierunkach mogą się edukować. Zadanie w jakimś sensie ułatwione, bo w tej części świata rytm mają zapisany w genach.

Wokalista Blur i Gorillaz nagrał w 2002 roku long play ‘Mali Music’, ale wziął też udział w sesjach Africa Express, przykład znakomitej współpracy z Brianem Eno, Nickiem Zinnerem z grupy Yeah Yeah Yeahs oraz afrykańskimi muzykami.

Spotkania z przedstawicielami afrykańskiego środowiska muzycznego mają dla Albarna ogromne znaczenie, a obecność na festiwalu Acoustic Bamako, mimo obowiązującego w Mali stanu wyjątkowego po zamachu terrorystycznym w listopadzie zeszłego roku, dowodzi, że wyjątkowo wysoko ocenia ich wartość.

– Muzyka, rytm, taniec są dla nich wszystkim, a z racji swojej sytuacji wiele rzeczy oceniają w sposób dla Europejczyków niepojęty – ocenia Damon Albarn. – Taka pokora, przewartościowanie sobie pewnych spraw pozwala tworzyć spokojniej, uczę się od nich nieustannie, będę tam wracał – konkluduje.

Afryka to ostatnio bardzo modny 'muzycznie' region wpływów, zresztą twórcy, którzy mieli taką możliwość, korzystają z tego od lat. Piękne jest to, że facet, którego jeszcze w latach 90. w okresie tworzenia się Britpopu nie podejrzewalibyśmy o takie rzeczy, dziś zaszedł tak daleko. Choć szczerze mówiąc już powołanie Gorillaz pokazało, iż Albarn potrzebuje czegoś 'nicely refreshing to boost up things'... teraz Czarny Ląd... cudnie, wypada poczekać na efekty.
2016-03-02, 08:54

Spór o rodowód punk rocka – Londyn czy Manchester?

[Fot. Brian Marks/flickr.com]
[Fot. Brian Marks/flickr.com]
Kontrowersje pojawiły się po tym, jak gitarzysta Buzzcocks stwierdził, że korzeni "zbuntowanego brzmienia" trzeba szukać w Manchesterze, a nie w Londynie.

Temat pochodzenia punk rocka pojawił się podczas wywiadu, jakiego Steve Diggle udzielił w związku z programem muzycznych wydarzeń w ramach Punk London, upamiętniającego 40-lecie powstania tego nurtu muzycznego.

W rozmowie z dziennikarzem SideStory członek Buzzcocks zasugerował, że za początek punk rocka trzeba przyjąć pamiętny koncert Sex Pistols w Lesser Free Trade Hall, który odbył się w Manchesterze w 1976 roku.

– Sprowadziliśmy The Pistols do Manchesteru i to od tamtego czasu nasze prowincje mocniej zaistniały na muzycznej mapie Anglii – powiedział Diggle – wiele ludzi sądziło, że punk to przede wszystkim Londyn, że to tam Pistolsi pokazali nowe brzmienie, ale kiedy przyjechali do nas przekonali się, że to wcale nie takie oczywiste.

– Te wczesne koncerty skrystalizowały markę punk rocka, tak powszechnie później obecną na różnego rodzaju festiwalach – dodał Diggle.

Przypominając koncert Pistolsów z Manchesteru z 1976 gitarzysta przyznał, że choć wzięło w nim udział niewiele zespołów (mocniejsze uderzenie nastąpiło dopiero na kolejnym występie trzy tygodnie później), to właśnie podczas tego wydarzenia do Manchesteru zjechali też m in Joy Division, The Smiths, co potwierdzało, że zaczyna się coś zupełnie nowego w ofercie brytyjskiego rocka.

– Kiedy po raz pierwszy przyjechaliśmy do Londynu na Oxford do miejscówki 100 Club, punk rock dopiero się rozkręcał – powiedział gitarzysta Buzzcocks – mieliśmy zagrać dwa sety, ale skończyło się na jednym, a propozycje kolejnych występów pojawiły się dopiero jakiś czas później. Managerowie byli przerażeni siłą z jaką punk wciąga, uzależnia od rytmu, prostego przekazu.

– Bomba poszła w górę, każdego tygodnia powstawało kilka nowych zespołów zdolnych zagrać w miarę składnie kilka numerów. Punk stał się marką, czymś co przyciąga, choć na tej fali też próbowało pokazać się sporo bezwartościowego chłamu – ot naturalna kolej rzeczy – konkluduje Diggle.

Manifest rozczarowanego pokolenia, obecny także dziś, po 40 latach, na wielu koncertach także w Polsce – pewnie, że trochę słabiej – w innych warunkach, ale z jednoznacznym rodowodem buntu, braku zgody na porządek rzeczy. Kto by tam się zastanawiał czy to Londyn czy Manchester?
2016-01-14, 12:48

Wzrost popularności nagrań Bowiego

David Bowie [fot. Rosana Prada/ flickr.com]
David Bowie [fot. Rosana Prada/ flickr.com]
Zmienił nas, zmieniła nas jego muzyka, jakaś niewiarygodna wrażliwość, inny sposób pojmowania rzeczy, które uważaliśmy już za oczywiste…więcej »
2345678
Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej »