Radio Opole » Radiowy Radar Rocka » Felietony

Felietony

2016-07-09, 09:04

Taylor Swift i Paul McCartney za sprawiedliwym traktowaniem artystów na rynku cyfrowym

[Fot.flickr.com]
[Fot.flickr.com]
Taylor Swift i Paul McCartney znaleźli się z gronie 160 artystów i przedstawicieli wytwórni płytowych, którzy podpisali specjalną petycję za reformą egzekwowania praw autorskich na rynku cyfrowym.

Akt prawny regulujący te kwestie wszedł w życie jeszcze w 1998 roku, sporo przed ‘streamingową rewolucją’ w muzyce i jak twierdzą sygnatariusze petycji, wymaga solidnego zaktualizowania.

Inicjatorem przedsięwzięcia (według Rolling Stone), którego celem jest zwrócenie uwagi na powagę problemu praw autorskich, jest jeden z managerów rynku muzycznego Irving Azoff.

Wskazał m.in. na portal YouTube jako ‘bezpieczną przystań’, w której w oparciu o obowiązujące dziś prawo łatwo naruszyć przywileje artystów i agencji wydawniczych.

W petycji napisano, że dziś w obliczu prawa pozwala się na generowanie ogromnych zysków różnym technologicznym pośrednikom bez uwzględnienia praw autorskich samych twórców i sytuacja ta cały czas ulega pogorszeniu.

Wraca zatem co jakiś czas problem wartości i własności tego, co ktoś skomponował i mimo różnych prób ogarnięcia tego w ramach jasnego prawa sukcesy, delikatnie mówiąc, są ‘umiarkowane’.

Jak to regulować w dobie internetu, wycieków z ‘supertajnych sesji nagraniowych’?

Przecież zawsze ktoś gdzieś tam był, coś słyszał, nagrał, ‘wrzucił w obieg’ i się kręci. On ma swoje kilka chwil, oni znów liczą straty...

Streaming jest dziś częścią naszej rzeczywistości, a muzyka zawsze była inspiracją przede wszystkim dla młodego pokolenia, które nie ma jeszcze dużej świadomości, że film, muzyka, gry to efekt czyjejś pracy, nie rzadko też zainwestowania pokaźnego budżetu.

Przygotowanie tu dobrych i sprawiedliwych rozwiązań stało się już dawno najważniejszym wyzwaniem rynku fonograficznego i niestety pozostaje nim do dziś.
2016-06-30, 08:22

Open'er 2016 awansował nas do koncertowej elity Europy

[Fot. Michał Bielecki]
[Fot. Michał Bielecki]
Florence And The Machine, Tame Impala, The Last Shadow Puppets oraz PJ Harvey - między innymi oczywiście, rozpoczęli największe tegoroczne święto muzyczne w Polsce: Open’er 2016 na scenach ustawionych na lotnisku Kosakowo w Gdyni.

Na kilku scenach aż do niedzieli będzie można zobaczyć w akcji tak znanych i uznanych, jak chociażby The Foals, Red Hot Chilli Peppers oraz niezwykle interesujący Beirut - to w czwartek (30.06). W piątek polecam reaktywowany ostatnio przez Jamesa Murphy’ego nowojorski LCD Soundsystem na głównej scenie Orange, a weekend to już ostra jazda przy At The Drive In na scenie pod namiotem oraz Pharell Williams dla tych, co chcą być na bieżąco z najbardziej zaawansowanym popem na świecie.

Jesteśmy dzięki Open’er w europejskiej elicie wydarzeń muzycznych na wolnym powietrzu i coraz częściej zdarza się, że to muzyczna elita Europy rezerwuje sobie przełom czerwca i lipca, żeby wystąpić w Polsce.

Piękny początek wakacji i wrażenia, które pozostają na kolejnych 12 miesięcy, a nie brakuje też takich, dla których koncertowy rok zamyka się i otwiera właśnie Open’erami.

Pogoda? Who cares? W takim towarzystwie!
2016-06-23, 07:48

Najdłużej oczekiwana płyta? Gorillaz jednak nie w tym roku!

[Fot. Wonker/flickr.com]
[Fot. Wonker/flickr.com]
Współpracownik grupy Jamie Hewlett podsyca atmosferę oczekiwania na piąty krążek, twierdząc, że usłyszymy go dopiero wiosną 2017 roku.

Płyta nie ma jeszcze tytułu i pierwotnie miała się ukazać po wakacjach, ale nagrania przedłużają się - czytamy na amerykańskiej stronie fanów GorillazNorthAmerica.

‘…nowy projekt będzie specjalny, dlatego nie warto ich pospieszać, jeśli nie chcecie spadku jakości’ - napisano.

Lider Gorillaz Damon Albarn powiedział w jednym z wywiadów: Niech wam się nie wydaje, że leniuchujemy. Mamy sporo ‘energetycznego’ podejścia do rzeczy, nowe idee, ale ich wprowadzenie wymaga czasu. Od kilku lat tkwię przy fortepianie w jednym miejscu i komponuję, potrzebuję innego otoczenia, odświeżenia miejsca, klimatu i to się właśnie dzieje….’.

Sfotografowanie na wspólnej sesji Albarna z amerykańskim raperem Vic Mensą pozwala sądzić, że faktycznie chłopaki planują solidny odjazd w nieco inne obszary.

Wiadomo też, że produkcją zajmie się najprawdopodobniej ponownie Remi Kabaka, który od lat dostarcza partie wokalne i deklamacyjne fikcyjnej animowanej postaci zespołu - Russelowi Hobbsowi (to przypomnijmy także nazwa popularnego brytyjskiego producenta sprzętu rtv i agd).

Wizerunkowo będzie znów nieco żartobliwie, z dystansem, ale muzycznie, rytmicznie Gorillaz mają solidną markę, od lat trzymają poziom i co najważniejsze są ‘one of the kind’.
2016-06-15, 13:01

4 października trafi do księgarń biografia Jacka White’a

Jack White [fot. M.Himmelrich/flickr.com]
Jack White [fot. M.Himmelrich/flickr.com]
Autorem 320-stronicowego opracowania ‘Obywatel Jack: Jak Jack White zbudował imperium na fundamentach bluesa?’ jest bardzo doświadczony dokumentalista Nick Hasted.

Opowieść o jednym z najbardziej wpływowych muzyków świata zilustrował też bogato fotografiami z sesji, koncertów i życia prywatnego muzyka.

Opisywana przez amerykańskich dziennikarzy jako ‘jedyna książka pokazująca tak kompleksowo historię White’a‘ zawiera też sporo wywiadów, których założyciel White Stripes udzielił koledze z zespołu Brendanowi Bensonowi oraz muzykom związanym z jego wytwórnią Third Man Records jak chociażby Neil Young oraz Seaside Steve.

Ważnym aspektem biografii będzie też pokazanie rozwoju sceny rockowej w Detroit, gdzie White Stripes debiutowali. Słowem: niesamowity materiał nie tylko dla dziennikarzy muzycznych, ale w ogóle entuzjastów amerykańskiego rocka.

Autor tej obowiązkowej lektury każdego szanującego się fana muzyki rockowej, Nick Hasted, napisał już wysoko ocenione biografie Eminema i The Kinks, co pozwala sądzić, że i tym razem stanie na wysokości zadania.

Jack White tymczasem odkrył ostatnio w sobie pasję producencką i w swoich studiach Third Man Records przygotowuje brzmieniowo bardzo różne rzeczy, jak chociażby nowe ‘countrowe’ wersje przebojów The Monkees w interpretacji Dwight’a Yoakama.

Nie stroni też od cięższego brzmienia i korzystając z własnego doświadczenia ‘poleruje’ pomysły debiutujących grup – te najczęściej nie mają dużych pieniędzy, by wynająć profesjonalne studio.

Jest White jest dla mnie niekłamaną nadzieją, dowodem na to, że teza ’wszystko już było’ może być przedwczesna. Nie mam wątpliwości, że jego wizjonerskie podejście do brzmienia już zapisało się w historii rocka. A co jeszcze przed nami?
2016-06-07, 21:11

Nick Cave And The Bad Seeds wydają we wrześniu płytę i film z koncertami

[Fot.flickr/com]
[Fot.flickr/com]
Na efekty najnowszej sesji nagraniowej Cave'a czekamy już 3 lata i wiele wskazuje na to, że ta cierpliwość zostanie wynagrodzona.

Niepotwierdzone wcześniej informacje nabierają konkretnego wymiaru po tym jak film zatytułowany "Nick Cave And The Bad Seeds" pojawił się w zapowiedziach premier jesieni, które zwykle o tej porze roku drukuje niezależna agencja kinematograficzna Laemmle z Los Angels, podając nawet datę premiery: 8 września.

Paradokument będzie pierwszą okazją do posłuchania nowych nagrań Cave’a i jego zespołu, ale na samo wydawnictwo nie trzeba będzie długo czekać -
amerykańska premiera już 9 września, czyli najpóźniej po tygodniu krążek będzie w Polsce.

Obrazki z nowymi nagraniami Cave’a zostały zrealizowane zarówno w konwencji czarno-białej, kolorowej, jak i 3D, tak by sprostać oczekiwaniom wszystkich fanów artysty.

Agencja wydawnicza Nick Cave and The Bad Seeds zapowiedziała, że przed premierą płyty nie przewiduje wydania żadnego z nagrań na singlu, co nie poprawia nam humoru, niestety, ot taki zamysł.

Po raz ostatni efektów nowej sesji nagraniowej Nick Cave And The Bad Seeds słuchaliśmy w 2013 roku na płycie 'Push The Sky Away’ - wtedy też czekaliśmy i było warto.
2016-06-01, 08:23

Iggy Pop i Jim Jarmush autorami dokumentu "Gimme Danger" pokazanego poza konkursem w Cannes

[Fot.Taekwood/flickr.com]
[Fot.Taekwood/flickr.com]
Przesłanie pokazanego poza konkursem projektu jest jasne: nie daj się narkotykom! Stoi za nim jeden z najbardziej rozpoznawalnych rockmanów, dlatego też komunikat powinien dotrzeć ze zdwojoną siłą.

Kiedy zastanawiamy się na siłą przekazu filmów dokumentalnych, zwłaszcza tych, które mają wpłynąć na młode pokolenie, zwykle największą skuteczność osiągają te, za którymi stoją idole młodzieży.

Przedstawiony poza konkursem w Cannes dokument "Gimme Danger" został kadrowo przygotowany przez Jimmego Jarmusha, a ilustruje m.in. problemy z narkotykami, które naznaczyły ważny okres działalności Iggiego Popa.

Na konferencji przed nocnymi pokazami lider Iggy and The Stooges mówił o podatności młodzieży na takie ‘pozornie mocne wrażenia’ i braku wokół nich tych, którzy już tam byli i zmarnowali najważniejszą część swojego życia, by wyjść z nałogu.

To zawsze jest błąd - dodał - argumentacja, że trzeba spróbować, by się przekonać, że to faktycznie złe najczęściej prowadzi do uzależnienia, chęci oderwania się od rzeczywistości, a to już nie iluzoryczne, a najprawdziwsze zniszczenie człowieka w ‘realu’.

Dziś mam swoje lata i wiedzę, do której wielu młodych może nie dojść, chcę wam to przekazać, by skrócić waszą drogę do zrozumienia tego… bez próbowania - argumentował Iggy Pop.

Dobra to rzecz - myślę sobie - że tacy jak Iggy Pop, mimo dość ‘pokręconych’ - najczęściej na własne życzenie - losów i dzielą się pewną ‘konkluzją’, która poza muzyką też po nich pozostanie.

Dokument Gimme Danger, którego tytuł odnosi się do kulminacyjnej produkcji Popa ‘Raw Power’ spotkał się z bardzo przychylną reakcją krytyki i zawieraż niepublikowane dotąd ujęcia z życia i koncertów jednego z najbardziej rozpoznawalnych rockmanów świata.

Jarmush określa film jako ‘…nieokiełznany, emocjonalny, zabawny i na swój sposób też wyszukany kadr z życia artysty, który ukształtował w części także jego filmową wrażliwość'.

Dwaj piękni ludzie łączą siły w pięknej sprawie...
2016-05-25, 13:49

Zamknięto listę głównych wykonawców festiwalu Open’er w Gdyni!!!

[PJ Harvey/flickr.com]
[PJ Harvey/flickr.com]
Ostatnią z gwiazd rosnącego w siłę Open’era został Pharell Williams. Wystąpi w Gdyni 2 lipca. Laureat 11 nagród Grammy rozpoczynał karierę jako połowa producenckiego super-duetu The Neptunes.

Przez dwie dekady swojej działalności pomógł skomponować takie klasyki jak „Get Lucky” Daft Punk, „Blured Lines” Robina Thicke, „Hot in Herre” Nelly’ego, czy „Like I Love You” Justina Timberlake’a.

Open’er to dziś już elita koncertowych przedsięwzięć w Europie i z każdym rokiem Gdynia przyjmuje coraz większą liczbę entuzjastów różnego rodzaju brzmień, także zza granicy.
Walka o zakontraktowanie kogoś z ekstraklasy wykonawców odbywa się zwykle z bardzo dużym wyprzedzeniem, a efekty pracy profesjonalnej grupy managerskiej pokazują, że my też możemy mieć imprezę na tak wysokim poziomie.

Wśród wykonawców, na których warto w tym roku zwrócić uwagę, są na pewno LCD Soundsystem, Florence and the Machine oraz Last Shadow Puppets

Zespół Alexa Turnera i Miles’a Kane's pojawi się na lotnisku Kosakowo w Gdyni 29 czerwca, natomiast reaktywowany ostatnio przez Jamesa Murphy’ego nowojorski LCD Soundsystem wejdzie na scenę w 1 lipca.

Z dużym zainteresowaniem jest także oczekiwany u nas występ grupy At The Drive In, która zapowiedziała wydanie w tym roku nowej płyty i mamy duże szanse część tego premierowego materiału usłyszeć właśnie na Open’erze.

Jeśli dodać do tego jeszcze Red Hot Chili Peppers, Florence and The Machine, Tame Impala, oraz PJ Harvey, to nie ma wątpliwości, że przełom czerwca i lipca trzeba sobie zarezerwować na Gdynię!!!
2016-05-18, 08:01

Radiohead? Wystarczy, że są i nagrywają

Radiohead [fot.roninzero/flickr.com]
Radiohead [fot.roninzero/flickr.com]
Dziewiąta płyta w trwającej już 31 lat i ciągle eksperymentalnej działalności muzycznej Radiohead nie rozczarowuje, choć jeszcze przed jej premierą przeczuwaliśmy jaki może mieć klimat, cieszymy się, że nie spróbowali czegoś kosmicznego, nie przystającego do stylistyki Thoma Yorke’a.

Brytyjczycy przypominają się krążkiem, który może trafić na 'krótką listę' płyt roku i w żadnym przypadku nie powinno się zignorować tego wydawnictwa, nawet jeśli nie trafi w sedno naszych oczekiwań - trzeba choć wiedzieć w jakim miejscu Radiohead są dziś i co jeszcze może się wydarzyć w ich dyskografii.

Można zaryzykować, że to najlepsza propozycja Brytyjczyków od wydanej w 2007 płyty In Rainbows, choć trzeba zaznaczyć, że poza opublikowanym jako pre-release Daydreaming mamy tu jedynie trzy zupełnie nowe utwory, bo reszta istniała w takiej czy innej formie w obiegu, zasadniczo koncertowym.

Poskładali to w całość i mamy całkiem mocną pozycję katalogu. Kończy long play kompozycja "True Love Waits" grana przez Radiohead na koncertach od 20 lat.

Tych z Państwa, którzy obawiają się, że zespół decydując się na tę bądź co bądź retrospektywę może zakończyć działalność, uspokajam… biorąc pod uwagę kondycję lidera i to po ostatnich dość poważnych problemach sercowych, raczej na to nie wygląda.

Od lat są uznawani przez brytyjską prasę branżową za "Beatlesów XXI wieku", a inspirują się ich pomysłami m in Muse, Coldplay, Foals, Alt-J czy The xx oraz James Blake.

Ich trudny do zmierzenia potencjał zdradziła już np. podstawowa pozycja w światowej muzyce undergroundowej "OK Computer", ale mamy też drugi biegun ponadprzeciętnych twórców: solidnie osadzona w elektronice "Kid A", czy niemniej zaskakujący "Amnesiac.

To zaszczyt, myślę sobie że Yorke tworzy w naszych czasach. Poprzeczkę stawia nawet nie tyle wysoko , co bezceremonialnie niby tak, że można temu jakoś dorównać, ale dobrze wie, że to oni właśnie byli w tym miejscu pierwsi.

Płytę Moon Shaped Pool gorąco polecam , także nieco młodszym słuchaczom Radaru , warto wiedzieć, jak zgrabnie można się wymknąć schematowi zarabiającego gigantyczne pieniądze popu i zaproponować rzeczy, które wielu z nas pozwoliły ..reach out and grab another level of perception.
Radiohead
2016-05-10, 20:36

The Monkees wracają z nową płytą i trasą koncertową!

[Fot.bret jordan/flickr.com]
[Fot.bret jordan/flickr.com]
Nowe nagranie ‘She Makes Me Laugh’ skomponował dla nich lider grupy Weezer Rivers Cuomo i jest to już oficjalnie pierwszy singiel płyty ‘Good Times!’, która trafi do sprzedaży 27 maja.

Powstały jeszcze w drugiej połowie lat 60. amerykański kwartet zasłynął przede wszystkim dzięki piosence ‘I’am a believer’ napisanej przez Neila Diamonda i młodsi słuchacze Radaru mogą to kojarzyć z całkiem zgrabną przeróbką, którą dla potrzeb ścieżki dźwiękowej filmu Shrek przygotowali Smash Mouth.

Wydawana pod koniec maja ‘Good Times’ powstaje po 20 latach od ostatniego krążka Justus i po 4 latach od śmierci Dave’go Jonesa, a upamiętniając 50-lecie działalności, grupa zdecydowała się na zorganizowanie specjalnej trasy koncertowej i to już w czerwcu.

Powodzenie tych koncertów będzie najpewniej spore, zważywszy, że podczas występów jeszcze w 2011 zagrali m.in. przy pełnej frekwencji w londyńskiej Royal Albert Hall, a teraz w planach mają także występ w słynnej Hammersmith Apollo 4 września.

W wywiadzie dla Rolling Stone Rivers Cuomo wyjaśnił, że zawsze bliska mu była estetyka Monkees, stąd propozycje współpracy przyjął z wielkim entuzjazmem, ale na nowym long playu weteranów niegdyś popularnego programu muzycznego dla TV NBC mamy też utwory Bena Gibbarda z grupy Death Cab for Cutie oraz Zacha Rouge z nagrywającej w Oakland formacji Rogue Wave.

Wiele wskazuje na to, że z oryginalnego składu Monkees na koncertach zaprezentują się jedynie Micky Dolenz oraz Peter Tork, ale The Monkees na scenie teraz w 2016 to i tak spora gratka dla fanów. I am a believer they are gonna make it!
2016-04-27, 14:05

Powrót Stone Roses wydarzeniem muzycznym roku?

[Fot.Frank/flickr.com]
[Fot.Frank/flickr.com]
Lider Oasis twierdzi, że nowy materiał muzyczny Stone Roses przypomni najlepsze lata brytyjskiej fonografii. Wracamy to magicznego przekazu krążka ‘Second Coming’, ale na jeszcze wyższym poziomie. Nie wiem jak oni to robią – dodał Noel Gallagher.

Stone Roses mają przedstawić nowe nagrania podczas koncertów latem. Gallagher i Ian Brown spotkali się ostatnio w jednym z supermarketów i Noel nie omieszkał pogratulować liderowi Stone Roses dobrego materiału, choć z tej nowej płyty to jak na razie można znać zaledwie kilka akordów. Czyżby Noel chciał się jakoś wkupić w łaski jednego z najważniejszych brytyjskich zespołów ostatnich lat?

Brown z kolei był mocno podekscytowany zbliżającą się mini trasą koncertową, mówił o wielkiej odpowiedzialności przed publicznością i takie tam.

Fakt nagrywania w Londynie trzeciej płyty Stone Roses został już potwierdzony przez dziennikarzy NME, także sprawa wygląda bardzo poważnie.

Tabloidy sugerują, że trzeci long play zespołu pojawi się latem przy okazji serii występów na żywo przede wszystkim na stadionie Etihad w rodzinnym Manchesterze, gdzie zaplanowano aż 4 występy.

Stone Roses mają już potwierdzone występy w Dublinie, Nowym Jorku i w Japonii – a będą ponadto jedną z największych gwiazd festiwalu T In The Park, ale rozpoczną mega występem 2 i 3 czerwca w Nippon Budokhan w Tokio.

Stone Roses to niewątpliwie jedna z najbardziej tajemniczych niedokończonych historii w brytyjskiej fonografii.

Wokalista Ian Brown ma co prawda na swoim koncie trochę całkiem przyzwoitego autorskiego materiału, ale nie daje się tym zastąpić soczystego brzmienia kwartetu, który podczas koncertów wchodzi na właściwy latom 90. poziom, rozwijając 4-minutowe single do 12-minutowych elaboratów, często zgrabnie łącząc je w większe kolaże… słowem: zjawisko.

To dzięki nim Manchester stał się bardziej Madchester, pojawili się Oasis i cała zadymka z britpopem.

Za tym drugim nie przepadam, ale przełom lat 80. i 90. wyglądał na Wyspach prawdziwie inspirująco. Jak to ewoluowało dziś? Do they still want to be adored? Trzeba zaglądać na 'przecieki' z sesji nagraniowej.
2345678
Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej »