Radio Opole » Radiowy Radar Rocka » Felietony

Felietony

2016-06-01, 08:23

Iggy Pop i Jim Jarmush autorami dokumentu "Gimme Danger" pokazanego poza konkursem w Cannes

[Fot.Taekwood/flickr.com]
[Fot.Taekwood/flickr.com]
Przesłanie pokazanego poza konkursem projektu jest jasne: nie daj się narkotykom! Stoi za nim jeden z najbardziej rozpoznawalnych rockmanów, dlatego też komunikat powinien dotrzeć ze zdwojoną siłą.

Kiedy zastanawiamy się na siłą przekazu filmów dokumentalnych, zwłaszcza tych, które mają wpłynąć na młode pokolenie, zwykle największą skuteczność osiągają te, za którymi stoją idole młodzieży.

Przedstawiony poza konkursem w Cannes dokument "Gimme Danger" został kadrowo przygotowany przez Jimmego Jarmusha, a ilustruje m.in. problemy z narkotykami, które naznaczyły ważny okres działalności Iggiego Popa.

Na konferencji przed nocnymi pokazami lider Iggy and The Stooges mówił o podatności młodzieży na takie ‘pozornie mocne wrażenia’ i braku wokół nich tych, którzy już tam byli i zmarnowali najważniejszą część swojego życia, by wyjść z nałogu.

To zawsze jest błąd - dodał - argumentacja, że trzeba spróbować, by się przekonać, że to faktycznie złe najczęściej prowadzi do uzależnienia, chęci oderwania się od rzeczywistości, a to już nie iluzoryczne, a najprawdziwsze zniszczenie człowieka w ‘realu’.

Dziś mam swoje lata i wiedzę, do której wielu młodych może nie dojść, chcę wam to przekazać, by skrócić waszą drogę do zrozumienia tego… bez próbowania - argumentował Iggy Pop.

Dobra to rzecz - myślę sobie - że tacy jak Iggy Pop, mimo dość ‘pokręconych’ - najczęściej na własne życzenie - losów i dzielą się pewną ‘konkluzją’, która poza muzyką też po nich pozostanie.

Dokument Gimme Danger, którego tytuł odnosi się do kulminacyjnej produkcji Popa ‘Raw Power’ spotkał się z bardzo przychylną reakcją krytyki i zawieraż niepublikowane dotąd ujęcia z życia i koncertów jednego z najbardziej rozpoznawalnych rockmanów świata.

Jarmush określa film jako ‘…nieokiełznany, emocjonalny, zabawny i na swój sposób też wyszukany kadr z życia artysty, który ukształtował w części także jego filmową wrażliwość'.

Dwaj piękni ludzie łączą siły w pięknej sprawie...
2016-05-25, 13:49

Zamknięto listę głównych wykonawców festiwalu Open’er w Gdyni!!!

[PJ Harvey/flickr.com]
[PJ Harvey/flickr.com]
Ostatnią z gwiazd rosnącego w siłę Open’era został Pharell Williams. Wystąpi w Gdyni 2 lipca. Laureat 11 nagród Grammy rozpoczynał karierę jako połowa producenckiego super-duetu The Neptunes.

Przez dwie dekady swojej działalności pomógł skomponować takie klasyki jak „Get Lucky” Daft Punk, „Blured Lines” Robina Thicke, „Hot in Herre” Nelly’ego, czy „Like I Love You” Justina Timberlake’a.

Open’er to dziś już elita koncertowych przedsięwzięć w Europie i z każdym rokiem Gdynia przyjmuje coraz większą liczbę entuzjastów różnego rodzaju brzmień, także zza granicy.
Walka o zakontraktowanie kogoś z ekstraklasy wykonawców odbywa się zwykle z bardzo dużym wyprzedzeniem, a efekty pracy profesjonalnej grupy managerskiej pokazują, że my też możemy mieć imprezę na tak wysokim poziomie.

Wśród wykonawców, na których warto w tym roku zwrócić uwagę, są na pewno LCD Soundsystem, Florence and the Machine oraz Last Shadow Puppets

Zespół Alexa Turnera i Miles’a Kane's pojawi się na lotnisku Kosakowo w Gdyni 29 czerwca, natomiast reaktywowany ostatnio przez Jamesa Murphy’ego nowojorski LCD Soundsystem wejdzie na scenę w 1 lipca.

Z dużym zainteresowaniem jest także oczekiwany u nas występ grupy At The Drive In, która zapowiedziała wydanie w tym roku nowej płyty i mamy duże szanse część tego premierowego materiału usłyszeć właśnie na Open’erze.

Jeśli dodać do tego jeszcze Red Hot Chili Peppers, Florence and The Machine, Tame Impala, oraz PJ Harvey, to nie ma wątpliwości, że przełom czerwca i lipca trzeba sobie zarezerwować na Gdynię!!!
2016-05-18, 08:01

Radiohead? Wystarczy, że są i nagrywają

Radiohead [fot.roninzero/flickr.com]
Radiohead [fot.roninzero/flickr.com]
Dziewiąta płyta w trwającej już 31 lat i ciągle eksperymentalnej działalności muzycznej Radiohead nie rozczarowuje, choć jeszcze przed jej premierą przeczuwaliśmy jaki może mieć klimat, cieszymy się, że nie spróbowali czegoś kosmicznego, nie przystającego do stylistyki Thoma Yorke’a.

Brytyjczycy przypominają się krążkiem, który może trafić na 'krótką listę' płyt roku i w żadnym przypadku nie powinno się zignorować tego wydawnictwa, nawet jeśli nie trafi w sedno naszych oczekiwań - trzeba choć wiedzieć w jakim miejscu Radiohead są dziś i co jeszcze może się wydarzyć w ich dyskografii.

Można zaryzykować, że to najlepsza propozycja Brytyjczyków od wydanej w 2007 płyty In Rainbows, choć trzeba zaznaczyć, że poza opublikowanym jako pre-release Daydreaming mamy tu jedynie trzy zupełnie nowe utwory, bo reszta istniała w takiej czy innej formie w obiegu, zasadniczo koncertowym.

Poskładali to w całość i mamy całkiem mocną pozycję katalogu. Kończy long play kompozycja "True Love Waits" grana przez Radiohead na koncertach od 20 lat.

Tych z Państwa, którzy obawiają się, że zespół decydując się na tę bądź co bądź retrospektywę może zakończyć działalność, uspokajam… biorąc pod uwagę kondycję lidera i to po ostatnich dość poważnych problemach sercowych, raczej na to nie wygląda.

Od lat są uznawani przez brytyjską prasę branżową za "Beatlesów XXI wieku", a inspirują się ich pomysłami m in Muse, Coldplay, Foals, Alt-J czy The xx oraz James Blake.

Ich trudny do zmierzenia potencjał zdradziła już np. podstawowa pozycja w światowej muzyce undergroundowej "OK Computer", ale mamy też drugi biegun ponadprzeciętnych twórców: solidnie osadzona w elektronice "Kid A", czy niemniej zaskakujący "Amnesiac.

To zaszczyt, myślę sobie że Yorke tworzy w naszych czasach. Poprzeczkę stawia nawet nie tyle wysoko , co bezceremonialnie niby tak, że można temu jakoś dorównać, ale dobrze wie, że to oni właśnie byli w tym miejscu pierwsi.

Płytę Moon Shaped Pool gorąco polecam , także nieco młodszym słuchaczom Radaru , warto wiedzieć, jak zgrabnie można się wymknąć schematowi zarabiającego gigantyczne pieniądze popu i zaproponować rzeczy, które wielu z nas pozwoliły ..reach out and grab another level of perception.
Radiohead
2016-05-10, 20:36

The Monkees wracają z nową płytą i trasą koncertową!

[Fot.bret jordan/flickr.com]
[Fot.bret jordan/flickr.com]
Nowe nagranie ‘She Makes Me Laugh’ skomponował dla nich lider grupy Weezer Rivers Cuomo i jest to już oficjalnie pierwszy singiel płyty ‘Good Times!’, która trafi do sprzedaży 27 maja.

Powstały jeszcze w drugiej połowie lat 60. amerykański kwartet zasłynął przede wszystkim dzięki piosence ‘I’am a believer’ napisanej przez Neila Diamonda i młodsi słuchacze Radaru mogą to kojarzyć z całkiem zgrabną przeróbką, którą dla potrzeb ścieżki dźwiękowej filmu Shrek przygotowali Smash Mouth.

Wydawana pod koniec maja ‘Good Times’ powstaje po 20 latach od ostatniego krążka Justus i po 4 latach od śmierci Dave’go Jonesa, a upamiętniając 50-lecie działalności, grupa zdecydowała się na zorganizowanie specjalnej trasy koncertowej i to już w czerwcu.

Powodzenie tych koncertów będzie najpewniej spore, zważywszy, że podczas występów jeszcze w 2011 zagrali m.in. przy pełnej frekwencji w londyńskiej Royal Albert Hall, a teraz w planach mają także występ w słynnej Hammersmith Apollo 4 września.

W wywiadzie dla Rolling Stone Rivers Cuomo wyjaśnił, że zawsze bliska mu była estetyka Monkees, stąd propozycje współpracy przyjął z wielkim entuzjazmem, ale na nowym long playu weteranów niegdyś popularnego programu muzycznego dla TV NBC mamy też utwory Bena Gibbarda z grupy Death Cab for Cutie oraz Zacha Rouge z nagrywającej w Oakland formacji Rogue Wave.

Wiele wskazuje na to, że z oryginalnego składu Monkees na koncertach zaprezentują się jedynie Micky Dolenz oraz Peter Tork, ale The Monkees na scenie teraz w 2016 to i tak spora gratka dla fanów. I am a believer they are gonna make it!
2016-04-27, 14:05

Powrót Stone Roses wydarzeniem muzycznym roku?

[Fot.Frank/flickr.com]
[Fot.Frank/flickr.com]
Lider Oasis twierdzi, że nowy materiał muzyczny Stone Roses przypomni najlepsze lata brytyjskiej fonografii. Wracamy to magicznego przekazu krążka ‘Second Coming’, ale na jeszcze wyższym poziomie. Nie wiem jak oni to robią – dodał Noel Gallagher.

Stone Roses mają przedstawić nowe nagrania podczas koncertów latem. Gallagher i Ian Brown spotkali się ostatnio w jednym z supermarketów i Noel nie omieszkał pogratulować liderowi Stone Roses dobrego materiału, choć z tej nowej płyty to jak na razie można znać zaledwie kilka akordów. Czyżby Noel chciał się jakoś wkupić w łaski jednego z najważniejszych brytyjskich zespołów ostatnich lat?

Brown z kolei był mocno podekscytowany zbliżającą się mini trasą koncertową, mówił o wielkiej odpowiedzialności przed publicznością i takie tam.

Fakt nagrywania w Londynie trzeciej płyty Stone Roses został już potwierdzony przez dziennikarzy NME, także sprawa wygląda bardzo poważnie.

Tabloidy sugerują, że trzeci long play zespołu pojawi się latem przy okazji serii występów na żywo przede wszystkim na stadionie Etihad w rodzinnym Manchesterze, gdzie zaplanowano aż 4 występy.

Stone Roses mają już potwierdzone występy w Dublinie, Nowym Jorku i w Japonii – a będą ponadto jedną z największych gwiazd festiwalu T In The Park, ale rozpoczną mega występem 2 i 3 czerwca w Nippon Budokhan w Tokio.

Stone Roses to niewątpliwie jedna z najbardziej tajemniczych niedokończonych historii w brytyjskiej fonografii.

Wokalista Ian Brown ma co prawda na swoim koncie trochę całkiem przyzwoitego autorskiego materiału, ale nie daje się tym zastąpić soczystego brzmienia kwartetu, który podczas koncertów wchodzi na właściwy latom 90. poziom, rozwijając 4-minutowe single do 12-minutowych elaboratów, często zgrabnie łącząc je w większe kolaże… słowem: zjawisko.

To dzięki nim Manchester stał się bardziej Madchester, pojawili się Oasis i cała zadymka z britpopem.

Za tym drugim nie przepadam, ale przełom lat 80. i 90. wyglądał na Wyspach prawdziwie inspirująco. Jak to ewoluowało dziś? Do they still want to be adored? Trzeba zaglądać na 'przecieki' z sesji nagraniowej.
2016-04-21, 07:55

Aerosmith coraz bliżej decyzji o zakończeniu działalności?

[Fot.Paddiee/flickr.com]
[Fot.Paddiee/flickr.com]
Lider grupy Steven Tyler zasugerował w wywiadzie dla Rolling Stone, iż zespół może zakończyć działalność w przyszłym roku.

Po raz ostatni koncertowali jesienią, a punktem kulminacyjnym trasy był występ w Moskwie. W wywiadzie dla Rolling Stone Tyler powiedział: zagram jeszcze około 30 solowych występów od maja do sierpnia, a w 2017 trzeba poważnie podejść do tematu zakończenia działalności Aerosmith.

- Na pewno rozważymy jakąś dużą trasę koncertową - to się fanom należy, w końcu tyle lat na scenie i to w bardzo różnych miejscach świata. Nie wiem jeszcze, ale nie wykluczyłbym jakieś ostatniej płyty z częścią nowego materiału - dodał Tyler.

Warto przypomnieć, że poza The Rolling Stones, którzy dali ostatnio historyczny (bo pierwszy na Kubie) występ, to właśnie jeszcze tylko Aerosmith praktycznie od samego początku występują w oryginalnym składzie.

Steven Tyler pracuje obecnie nad pobocznym projektem dotyczącym muzyki country, natomiast gitarzysta Joe Perry razem z Alicem Cooperem i Johnym Deppem założyli zespół Hollywood Vampires.

Widać i słychać, że muzyka jest dla nich treścią życia, choć poruszanie się w ramach jednej tylko stylistyki może być nieco nużące.

Warto dodać, że to inteligentne połączenie rocka z bluesem pozwoliło Aerosmith sprzedać na całym świecie ponad 150 mln płyt, plasując ich w ścisłej czołówce zespołów, które uzyskały największe dochody w branży.

Może to jakiś żart z tym zakończeniem kariery? Przecież my także trzymamy się lepiej, czekając na nowe płyty tych, przy których dorastaliśmy… Niech to trwa!
2016-04-13, 08:56

Alex Turner: 'The Last Shadow Puppets pozwala mi próbować nowych rzeczy’

[Fot. Liz/flickr.com]
[Fot. Liz/flickr.com]
Lider Arctic Monkeys zdradza, że współpraca z Milesem Kane jest dla niego niezbędną odskocznią od tego co robi w zespole. Uniknąć zaszufladkowania w dzisiejszych czasach to wyzwanie nie mniejsze niż zagranie dobrego, dużego koncertu….

W wywiadzie dla BBC 4 Turner wyjaśnił, że debiut Last Shadow Puppets z 2007 t. pozwolił na bardzo ważne w tym momencie kariery szersze spojrzenie na muzykę, zwłaszcza w kontekście często poddawanych krytyce tekstów jego macierzystego zespołu Arctic Monkeys.

- W Arctics wszystkie teksty jakie napisałem opierały się na rzeczywistych wydarzeniach, doznaniach, natomiast Puppets pozwala trochę ‘odlecieć’ w nieznane mi dotąd terytoria, umożliwiając też inne wykorzystanie wokalu - tłumaczy artysta.

- Zamykanie się w sferze jednej stylistyki nawet nie wiesz kiedy zacznie cię ograniczać, a stąd już prosta droga do wpadnięcia w rutynę - twierdzi posiadacz jednego z najbardziej rozpoznawalnych głosów na wyspach Brytyjskich.

Turner to niezły przykład młodego pokolenia twórców, którzy odrzucają filozofię "wydamy ze trzy single, które wejdą do Hot 40 i będziemy z tego odcinać kupony", choć biorąc pod uwagę niesłabnącą popularność marki Arctic Monkeys spokojnie mógłby tak postąpić.

Mam szacunek do faceta i nie mogę na to nic poradzić, w samochodzie przy dłuższych trasach słucham każdego z jego wcieleń. Jednego dnia masz apetyt na ‘I bet you look good on the dancefloor’, innego zaś na ‘Bad Habits’… it really makes you fly high!!!
2016-04-06, 08:31

Sprzedaż płyt winylowych w USA przynosi większe dochody niż streaming!

Fot. [flickr.com]
Fot. [flickr.com]
Zrzeszenie amerykańskich wydawców muzyki: ‘mamy do czynienia z jakimś zaburzeniem trendu’.

Najnowsze dane Zrzeszenia Amerykańskich Wydawców Muzyki (RIAA) pokazują wyraźnie, że dochody ze sprzedaży płyt i singli winylowych za 2015 rok przewyższyły wpływy z reklam umieszczanych w darmowym streamingu na portalach YouTube oraz Spotify.

Odnotowane w zeszłym roku wyniki sprzedaży muzyki na nośnikach winylowych w USA osiągnęły najwyższy poziom od 1988 roku, zwiększając się o 32 procent do pułapu 416 mln złotych.

Dochody z reklam towarzyszących odsłuchiwaniu muzyki w ramach darmowego streamingu też wzrosły, ale poziom 385 mln dolarów nie robi już wrażenia na właścicielach coraz częściej odwiedzanych sklepów specjalizujących się w sprzedaży winyli także z najnowszą muzyką.

Najpoważniejsi gracze na rynku pop (tu obroty są największe) coraz częściej traktują jako standard wydanie najnowszych nagrań na czarnych krążkach. Nie tylko dlatego, że tak jest trendy, ale także dla potencjalnie niezłego zysku.

Dorastałem w dobie płyt czarnych właśnie, a w momencie pojawienia się kompaktów najpierw chodziło się na specjalnie organizowane odsłuchiwania w czytelniach.

Zachwyt nad czystością dźwięku i ciszą między utworami był ogromny, choć piękny duży analog w twardej okładce kręcący się na dobrej klasy gramofonie podpiętym pod wzmacniacz lampowy... to robi różnicę!

Słucha się uważniej, z większym szacunkiem, z jakimś takim zatrzymaniem w biegu codziennych spraw. Klikanie w ‘zerojedynkowe’ pliki - z całym szacunkiem dla technologii - to nie ta liga. A najpiękniejsze jest to, że możemy mieć i jedno i drugie.
2016-03-30, 20:35

Pamiątki po kulturze punk rocka za 5 mln funtów zostaną w proteście spalone!

[Fot.Tiffany Terry/flickr.com]
[Fot.Tiffany Terry/flickr.com]
Kto zamierza puścić z dymem tak cenne ‘kulturowo’ rzeczy? Joe Corre, syn Malcolma McLarena i Vivien Westwood, a chce to zrobić w proteście przeciwko próbom zawłaszczenia przez szeroko rozumiany brytyjski establishment - kultury buntu młodego pokolenia.

Ceremonialny gest będzie mieć miejsce w Camden 26 listopada, w 40-lecie wydania singla ‘Anarchy in the UK' grupy Sex Pistols.

Obchodzona w tym roku seria wydarzeń upamiętniających rozwój brytyjskiego punka pod nazwą Punk London ma nawet oficjalne przyzwolenie królowej i to mimo wydania przez Sex Pistols mocno kontrowersyjnego singla ‘God Save The Queen’, w którym w niewybredny sposób grupa skrytykowała ówczesny establishment władzy zajętej wyłącznie sobą.

Poparcia zresztą za królową udzieliły także brytyjskie muzeum i biblioteka narodowa.

Joe Corre powiedział w wywiadzie dla NME: uznanie przez królową 2016 roku jako Rok Punka jest największym paradoksem z jakim możemy mieć do czynienia. Próbuję wyobrazić sobie jak reaguje na to środowisko twórców, którzy buntowali się wtedy przeciwko porządkowi rzeczy w Zjednoczonym Królestwie.

Adoptowanie punk rocka przez mainstream to jakieś kompletne nieporozumienie!

Podczas tego ceremonialnego palenia pamiątek po punk rocku będzie nad czym zapłakać – spora część dotyczy właśnie Sex Pistols i są tam także prawdziwe rarytasy.

Wielka szkoda, że Corre decyduje się na tak mało wyrafinowaną formę protestu.

Skoro w Punk London angażują się także duże agencje wydawnicze jak Rough Trade oraz Roundhouse, mogłyby przecież spokojnie wyprodukować jakieś zgrabne kopie ‘historycznych singielków’, puścić to z dymem, a oryginały zostawić dla potomnych!!

Niech wiedzą jak ‘social inequality’ potrafiło inspirować do buntu na scenie.
2016-03-23, 11:14

Roger Waters przygotowuje operę opartą na płycie Pink Floyd ‘The Wall’!

Roger Waters [fot.Erik. F.Brandsborg/flickr.com]
Roger Waters [fot.Erik. F.Brandsborg/flickr.com]
Wielkie muzyczne wydarzenie - opera ‘Another Brick In The Wall’ będzie mieć swoją premierę w Montrealu za rok, a sam Waters wystąpi w przedstawieniu z bardzo precyzyjne przygotowanym libretto.

Całość będzie oparta o materiał muzyczny płyty Pink Floyd z 1979 roku, a prace z zespołem opery w Montrealu już trwają. Wszystko uświetni 375. rocznicę powstania miasta.

- Z własnego doświadczenia wiem, że eksperymenty łączenia światów rocka i opery, w ogóle muzyki symfonicznej, nie należą do łatwych i wymagają ogromnej wyrozumiałości z obu stron - powiedział Waters podczas ostatniej wizyty w Montrealu.

- W tym przypadku jednak determinacja, by wspólnie zrealizować coś wyjątkowego, jest bardzo budująca i chcę z tego skorzystać - dodał.

Początkowo muzyk odrzucił propozycję Kanadyjczyków, ale kiedy dostał robocze opracowanie fragmentów, zmienił zdanie. - Nie spodziewałem się, że coś tu może mnie zaskoczyć, ale tak się jednak stało stąd decyzja, działamy razem!!! - skomentował.

Waters będzie oczywiście autorem libretto, muzykę napisze Julien Bilodeau, a orkiestrę Metropolitian poprowadzi Alain Trudel - premiera 11 marca 2017 roku. Scenariusz opiera się częściowo na pamiętnym koncercie z 1977 roku na stadionie olimpijskim w Montrealu.

Roger Waters, przypomnijmy, wydał w grudniu DVD oraz Blue Ray z koncertem i filmem dokumentującym jego solowe tournée, podczas którego wykonywał cały materiał z legendarnej płyty Pink Floyd.

Jedna z najważniejszych produkcji w historii muzyki rozrywkowej w tak poważnym operowym wydaniu?

Przekonujący dowód na to, że materiał, który ukształtował wrażliwość co najmniej jednego pokolenia, wybrzmiał na pamiętnym koncercie, kiedy upadł mur w Berlinie, to coś wyjątkowego, co zdarzyło się mojemu pokoleniu i wzmacnia nas także dziś równie skutecznie…
2345678
Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej »