Radio Opole » Radiowy Radar Rocka » Felietony

Felietony

2016-09-20, 21:03

Bruce Springsteen będzie promował w trasie swoją biografię "Born To Run"

Bruce Springsteen [fot. swimfinfan/Flickr.com]
Bruce Springsteen [fot. swimfinfan/Flickr.com]
Pieczołowice spisana historia jednego z najbardziej znanych amerykańskich solistów trafi do księgarń 27 września.

Autor jednej z ważniejszych płyt lat 80. mocno promuje tę opowieść, pojawiając się z gitarą przed największymi sklepami muzycznymi w USA począwszy od rodzinnego New Jersey, poprzez Nowy York, Philadelphię, Los Angeles, na San Francisco skończywszy.

W ostatnim wywiadzie dla Vanity Fair tłumaczył, że czuł potrzebę podzielenia się swoimi doświadczeniami, które – zdarzało się – były źródłem poważnych problemów, z drugiej jednak strony chciał opowiedzieć o determinacji faceta w średnim wieku w poszukiwaniu inspiracji, nie tylko przy tworzeniu muzyki, ale przede wszystkim by ‘ogarniać rzeczywistość, ze wszystkimi jej pułapkami'.

W książce jeden z ważniejszych głosów pamiętnej sesji Band Aid po raz pierwszy mówi otwarcie o swojej walce z depresją, która wraca w momentach kiedy wydaje się, że udało się ją przezwyciężyć, ale pokazuje też jak wiele można zdziałać kiedy ma się motywację, osobę na której można polegać, kiedy bezinteresowność wygrywa z pieniądzem, kiedy wygrywa człowieczeństwo…

Biografii "Born To Run" będzie towarzyszyć kompilacyjny album ‘Chapter And Verse’ zawierający 5 premierowych piosenek. Oczywiście w specjalnym zestawie będzie to można dostać w bardzo dobrej cenie.

Pamiętam, kiedy w dobie trudnego dostępu do płyt kumpel dostał ten krążek od jakiegoś wujka, który pracował na zachodzie Europy.

Ta okładka, legendarne niedostępne w Polsce wtedy jeansy Springsteena i wykrzyczana wolność, która wzmacniała nadzieję, że może tu też się wydarzy… Kawał czasu, wiem, że spisana historia wokalisty pokaże teraz nowe aspekty tamtego czasu widzianego z perspektywy kogoś komu tak zazdrościliśmy…
2016-09-13, 20:17

Nick Cave i jego "Skeleton Tree" - analiza najważniejszych treści po stracie syna

[Fot.Vladimir/flickr.com]
[Fot.Vladimir/flickr.com]
Parę słów o premierze i wielkim wrażeniu, jakie zrobił na publiczności festiwalu w Wenecji dokument „One More Time With Feeling” Andrew Dominika. Film został wyświetlony w zeszłym tygodniu tylko jednego wieczoru w tysiącu kin na całym świecie. Więcej projekcji nie będzie.

Nick Cave opowiada w nim, milczy, zastanawia się i przystaje w bezsilności po stracie swojego 15-letniego syna Arthura. Dzieciak po zażyciu środków halucynogennych spadł z klifu i nie udało się go uratować.

„Są takie chwile, kiedy idziesz po fajki, sprzedawca pyta, jak się masz, a ty nie wiesz, co odpowiedzieć. Kiedy w piekarni wszyscy patrzą na ciebie serdecznym wzrokiem, jeden facet mówi: 'Jestem z tobą', a ty zastanawiasz się, kiedy stałeś się nagle obiektem litości?” – mówi w filmie muzyk.

Film powstał pół roku po tragicznym wypadku, w ciągu 10 dni, w Londynie i w domu Cave'a w Brighton. Jest w całości improwizowany. Reżyser Andrew Dominik w czerni i bieli i w 3D zapisuje powrót artysty do studia i próbę zmierzenia się z przygnębiającą utratą ukochanej osoby.

„One More Time With Feeling” to w pewnym sensie rozliczenie z mitem artysty czerpiącego inspirację z własnego nieszczęścia. - Nic nigdy tak nie zniszczyło mojej kreatywności – mówi Cave. - Sztukę tworzy się w wyobraźni. Gdy człowieka wypełnia trauma, nie zostaje w nim miejsce na cokolwiek innego.

A jednak płyta "Skeleton Tree" została dokończona choć ma się wrażenie, że Cave obdarzony gigantyczną wrażliwością na szczegóły tym razem poszedł na pewien kompromis. Uznał, iż przekaz jest skończony i perfekcjonizm nie poprawi już niczego.

Nie ma sensu tego rozbierać, dostajemy w nutach wrażliwość człowieka, który przecież nieraz wyciągał nas z dołka i to nie dlatego, że świat jest piękny, ale dlatego, że 'poważne przystanki w zadumie' dotyczą wszystkich bez wyjątku.
2016-09-07, 11:39

Rockowa oferta all inclusive na festiwalu Desert Trip w Kalifornii

[Fot.3FM/flickr.com]
[Fot.3FM/flickr.com]
Jeśli mają Państwo trochę wolnej gotówki i chęć wzięcia udziału w nietypowych koncertach, jest niezła sposobność - rockowa oferta 'wszystko w jednym', czyli Bob Dylan, Paul Mc Cartney, The Rolling Stones, The Who oraz Neil Young na trzydniowym festiwalu Desert Trip w Kalifornii.

70 tysięcy trzydniowych karnetów na festiwal, który rozpocznie się 7 października rozeszło się jeszcze w maju w kilka dni, stąd organizatorzy przygotowali coś na kształt dogrywki, czyli praktycznie powtórkę tego zestawu artystów tydzień później.

Można mówić o najszybciej zarobionych pieniądzach w show-biznesie, gdyż wpływy organizatorów zostały wycenione na 150 mln dolarów.

Podczas festiwalu będzie dostępnych około 30 różnych menu stworzonych przez szefów kuchni, a oferta koncert plus posiłek (na poziomie co najmniej jednej gwiazdy Michelin) będzie kosztować dziennie 129 dolarów.

Ceny żywności w Kalifornii należą do najwyższych w USA, a w modzie są tam dania zgodne z trendami eko- i bio-, co zostanie uwzględnione w przygotowanych przez mistrzów potrawach.

Zdecydowanie największą popularnością - co pokazuje zainteresowanie biletami w tzw. drugim obiegu - cieszą się występy Mc Cartneya oraz Neila Younga.

Warto zaznaczyć, że nigdy wcześniej chyba nie udało się zebrać w ramach jednego festiwalu gwiazd tak dużego formatu.

Na festiwalu, który odbędzie się w klubie Polo Empire w miejscowości Indio od 7 do 9 październik dominują Anglosasi - tylko Bob Dylan i Neil Young bronią honoru gospodarzy.

Trzeba mieć nadzieję, że te koncerty zostaną jakość uwiecznione, sfilmowane, a
może jakaś... zgrabna koncertówka z zaśpiewanym wspólnie na finał "We Are The Champions" powstanie?
2016-09-01, 07:48

Metallica przypomni o sobie 18 listopada. Nowe utwory już grają na koncertach!

[Fot.Andrew Skudder/flickr.com]
[Fot.Andrew Skudder/flickr.com]
Będzie nowa płyta grupy Metallica! Są już pewne kontrowersje wokół projektu okładki, mamy też solidny zwiastun – singiel "Hardwired" dowodzący, że muzyczna emerytura członków jednego z najsłynniejszych zespołów świata to jeszcze melodia dalekiej przyszłości.

8 lat mija od czasu, kiedy słuchaliśmy efektów pracy studyjnej Metallicy na płycie "Death Magnetic" i trzeba przyznać, że Lars Ulrich liczy na dużą lojalność swoich fanów, którzy ‘i tak poczekają’.

Płyta zatytułowana „Hardwired… To Self-Destruct” trafi na rynek 18 listopada i promuje ją pierwszy singiel "Hardwired".

Zespół zagrał kawałek po raz pierwszy na żywo w trakcie występu w Minneapolis 20 sierpnia 2016 roku. Teraz udostępnił na swoich oficjalnych kanałach profesjonalną rejestrację z tego wieczoru.

Zagrany dość schematycznie jak na Metallicę i poparty niewybrednym tekstem numer nie rozczaruje jednak nikogo, bo dziś od tego konkretnie zespołu nikt rozsądny nie będzie wymagał wytyczania nowych kierunków.

Oni i tak dzięki milowej "Master Of Puppets" wydanej 30 lat temu zapisali się na zawsze w historii rocka, dziś mogą robić co chcą i jak chcą, a nowy krążek dla wielu nieco młodszych odbiorców stanie się zapewne pretekstem do tego, by sięgnąć do wcześniejszej dyskografii.

Będziecie koleżanki i koledzy zdumieni, ‘że takie rzeczy to tylko na początku drogi najprawdziwszego heavy metalu’, a ja jestem dumny, że w tamtym czasie byłem świadkiem tego, jak tworzy się historia.

Pierwsza solówka Jamesa Hatfielda w utworze tytułowym dała do myślenia, a w zasadzie to pozwoliła nie myśleć o niczym innym…

Pewnie, że czekam na "Hardwired", ale nie klikam tak często w te nowe utwory, jakoś z automatu tylko "Master", "Master"…
2016-08-24, 08:41

Chodzenie na koncerty sprawia, że jesteśmy szczęśliwsi!

[Fot.EDM News/flickr.com]
[Fot.EDM News/flickr.com]
Są ciekawe wnioski z naukowej analizy odnośnie wpływu ‘muzyki na żywo’ na naszą wrażliwość i poziom optymizmu.

Przeprowadzone na wyspach brytyjskich na Uniwersytecie Victoria Deakin badanie sugeruje wyraźnie, że nasze subiektywne odczucie lepszego postrzegania świata zależy od tego, czy chodzimy na koncerty, festiwale czy nie.

Co więcej, jeśli oglądamy koncerty na żywo, dając się porwać tłumowi żywo reagującemu na to co dzieje się na scenie, to wpływa to podobno bardzo dobrze na umiejętne radzenie sobie z sytuacjami stresującymi. Biorąc pod uwagę nasz zwykle napięty program dnia już warto się nad tym zastanowić.

O tym, że słuchanie muzyki i to niezależnie od gatunku - byle nie głośno, tak by nie osłabić sobie słuchu - dobrze wpływa na nasze usposobienie wiadomo nie od dziś. Stajemy się bardziej wrażliwi i otwarci także na innych.

Jeśli koncerty, to wcale niekoniecznie wielotysięczne przedsięwzięcia plenerowe, mogą to być też mniejsze kameralne występy. Byle był choć elementarny kontakt z wykonawcą.

Myślę sobie, że dawne powiedzenie ‘muzyka łagodzi obyczaje’ nabiera trochę innego wymiaru. To czego słuchamy i na jakim etapie naszego życia, sporo o nas mówi - o tym jak reagujemy na świat, jaki jest poziom naszego rozwoju emocjonalnego.

Albo w zaciszu własnego pokoju nastrojowe nuty z ponadczasowym tekstem albo razem z innymi pod sceną na wielkim koncercie, blisko samych wykonawców, oni też w wolnych chwilach ładują akumulatory i moglibyśmy się solidnie zdziwić… czego wtedy słuchają.

Dobrych koncertów zatem na trudny - zdarza się - emocjonalnie jesienny czas!
2016-08-17, 14:44

Limp Bizkit wystąpią 27 sierpnia w ramach Capital of Rock we Wrocławiu!!!

[Fot. Carlos Varela/flickr.com]
[Fot. Carlos Varela/flickr.com]
Amerykański zespół wystąpi obok głównej gwiazdy festiwalu Rammstein, a ponadto w mocno rockowym menu mamy też Bullet For My Vallentine oraz RED i OCN.

Fred Durst i spółka mają dość duże wymagania jeśli chodzi o warunki techniczno-organizacyjne występu - ich garderoby mają być wyposażone w ogromne, dobrze oświetlone lustra oraz lampy umożliwiające regulację światła. Oprócz tego Amerykanie chcą zajadać się zupą z soczewicy i mieć u boku sztab lekarzy - od lekarza pierwszego kontaktu, po dentystę, masażystę i kręgarza.

Organizatorzy muszą się z tym jakoś zmierzyć, chyba warto - Limp Bizkit zwykle pozostawiają dużo dobrych wspomnień jeśli chodzi o solidne, post-punkowo-rave-rockowe granie.

Poprzedni materiał Amerykanów "Gold Cobra" ukazał się w czerwcu 2011 r., a pięcioletnia przerwa w pracy studyjnej pozwala sądzić, że na nowym krążku nie zabraknie solidnego rap-rockowego łomotu ze znaczkiem ‘premium’.

W czerwcu zeszłego roku przedstawiciele rapcore and nu metal – jak są najczęściej klasyfikowani – zagrali przyzwoity set w Hali Wisły w Krakowie. Kto był, ten pewnie zarezerwuje sobie wolny wieczór 27 sierpnia i pojedzie na Capitol Of Rock do Wrocławia.

Koncert na Stadionie Wrocław odbędzie się w ramach Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016, a Limp Bizkit najpewniej zagrają u nas część materiału na przygotowywaną siódmą płytę "Stampede Of The Disco Elephants".
2016-08-10, 15:03

U2 zapowiadają na 2017 nową płytę i dużą trasę koncertową!

[Fot.U2start/flickr.com]
[Fot.U2start/flickr.com]
Irlandzka grupa przygotowała około 50 nagrań, z których powstanie ‘Songs Of Experience’ następca ‘Songs Of Innocence’ wydanej w 2014. The Edge porównuje ten nowy przekaz do słynnej produkcji ‘Zooropa’ z 1993.

Obszerny wywiad z U2 przeprowadzili ostatnio założyciele hiszpańskiego fanpage’u U2 en Espana, a w jego trakcie Bono powiedział, że płyta koncepcyjnie wprawdzie nie jest jeszcze skończona, ale tekstowo będzie mieć mocniejszy przekaz niż ‘WAR’ z 1983 r. - Nasze spostrzeżenia będą tam ‘bardzo dosadne’ - dodał lider U2.

- Drugą część trasy koncertowej planujemy na 2017, ale bądźcie gotowi na jakieś nowości z naszej strony już we wrześniu i październiku w tym roku - powiedział Bono.

Basista Adam Clayton w innym z wywiadów mówił o szansach na rozpoczęcie trasy już w ciągu 6 najbliższych miesięcy, ale biorąc pod uwagę rozmach z jakim zwykle to realizują i czas potrzebny na przygotowania, wydaje się to mało prawdopodobne.

Jakby na to nie spojrzeć, coś dobrego się dzieje i trzeba dokładnie śledzić w różnych miejscach wszelkie nowinki z obozu U2 dotyczące tego, co przygotowali na sesjach.

Minęły 2 lata od wydania ‘Songs Of Innocence’, zagrali sporo koncertów, są głodni nowych rzeczy, niech będą wreszcie mniej ‘ugrzecznione’, mniej ‘przewidywalne’, niech to będzie ‘a real new experience for all of us’.
2016-08-04, 08:42

Muse wystąpią podczas dodatkowego dnia zamykającego Kraków Live Festival 2016.

[Fot.Rebecca Honts/flickr.com]
[Fot.Rebecca Honts/flickr.com]
Brytyjskie trio zagra 21 sierpnia na terenie lotniska Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie, a występ zakończy trasę koncertową promującą ich najnowszy long play Drones.

Muse znani są z bardzo energetycznych występów i rozbudowanych światłem widowisk na żywo. Od debiutu w 1994 roku zespół wydał siedem albumów studyjnych i sprzedał ponad 17 milionów płyt.

Siódmy album „Drones” utrzymywał się na 1. miejscu brytyjskiej listy albumów przez dwa tygodnie, ale był też pierwszym albumem grupy, który dotarł na szczyt amerykańskiego zestawienia sprzedaży. Łącznie krążek zdystansował rywali w 23 krajach, m.in. we Francji, Japonii, Australii, Holandii i Szwajcarii, co pokazuje , że Matthew Bellamy i spółka mają jeszcze sporo do zaoferowania.

Muse w studiu to jedno, ale koncerty to kompletnie inna bajka – umieć zrealizować spotkania z fanami na takim poziomie to zdecydowanie światowa extraklasa.

‘..to nasza najlepsza jak na razie płyta –powiedział w wywiadzie dla NME lider brytyjskiej grupy Matthew Bellamy- ...przez całkiem długi czas nie mogłem tego powiedzieć o efektach wcześniejszych sesji... –dodał.

'...tym , którzy chcieliby nas poznać zalecam przesłuchiwanie naszego dorobku począwszy właśnie od Drones. Na produkcji The Second Law z 2012 za dużo eksperymentowaliśmy z elektroniką teraz wracamy do surowego rockowego brzmienia, a to najbardziej zgodne z tym co w nas siedzi...- konkluduje Bellamy.

Kawał solidnego rockowego grania w Krakowie, obecność takiej ekipy nobilituje organizatorów coraz bardziej prestiżowego festiwalu. Szacun!!!
2016-07-27, 08:34

Będzie nowa kompilacja nagrań Led Zeppelin z historycznych sesji dla BBC z 1969 roku!!!

[Fot.Dina Regine/flickr.com]
[Fot.Dina Regine/flickr.com]
Do 'cyfrowo oczyszczonego' zestawu nagrań wydawca dołączy Stairway To Heaven w wersji, w jakiej zabrzmiało w trakcie pierwszej transmisji radiowej w 1969 roku - a to prawdziwy rarytas, bo nie ma tego nigdzie w dotychczasowej dyskografii.

Kompletne sesje dla brytyjskiego nadawcy publicznego zawierają 33 nagrania z marca 1969 roku, a 'Schody do nieba' udało się oczyścić cyfrowo z nagrania radiowego zarejestrowanego przez jednego z fanów Roberta Planta i spółki.

Mężczyzna nagrał premierę jednego z najważniejszych dokonań w muzyce rozrywkowej na falach AM i dostarczył to do studia producenckiego, gdzie zajął się nagraniem gitarzysta Led Zeppelin Jimmi Page.

Podczas pamiętnej sesji zapisano też na taśmie matce oryginalne wykonanie niezwykle rzadkiego Sunshine Woman oraz zapisane już zdecydowanie mocniej w naszej pamięci nuty ‘I Can’t Quit You Baby’ and ‘You Shook Me’.

Przypomnę, że BBC wydała pierwszą kompilację zarejestrowanych w swoich studiach utworów Led Zeppelin dopiero w 1997 roku, ale teraz to nabiera innego wymiaru dzięki dołączeniu 8 niepublikowanych wcześniej utworów, które przy sugestiach Page’a opracował dźwiękowo znakomity inżynier dźwięku John Davis.

Premierę wydawnictwa zaplanowano na 16 września, a będzie ono dostępne zarówno w standardowej wersji dwupłytowej na kompakcie, będzie czeropłytowy analog oraz pięknie wydana wersja deluxe - czyli 3 CD i 5 płyt analogowych z 48-stronnicową książeczką ze zdjęciami z sesji oraz tekstami piosenek.

Dla entuzjastów formatu ‘szybko, łatwo i bez okładek' agencja wydawnicza przygotuje profesjonalny download.

Akcja promocyjna nabiera tempa, już wiadomo, że pierwszych 20 tysięcy fonogramów dostanie indywidualne numery i kolekcjonerzy już pewnie zacierają ręce.

Cieszę się na tę kompilację i zastanawiam się, co tam jeszcze skrywają przepastne archiwa przy studiach Maide Vale?
2016-07-20, 08:04

Królowa brytyjskiej muzyki alternatywnej, PJ Harvey, wraca do Polski z samodzielnym koncertem

[Fot. Juan Bendana/flickr.com]
[Fot. Juan Bendana/flickr.com]
Wokalistka wystąpi 12 października na Torwarze i wiele wskazuje na to, że to właśnie sentyment artystki do polskich fanów zaowocował decyzją o kolejnym koncercie u nas podczas jesiennego tournée.

PJ Harvey promuje obecnie swój kwietniowy album The Hope Six Demolition Project.

Nowe utwory poruszają m.in. kwestie wojen, biedy, niesprawiedliwości i rozwarstwienia społeczeństw, a swoje inspiracje artystka zaczerpnęła, między innymi, z podróży do Kosowa, Afganistanu i Waszyngtonu.

Polly Jean Harvey jest obecna na scenie od ponad 20 lat. Wychowana przez rodziców - artystów multiinstrumentalistka i wokalistka wypełnia swoje kompozycje niezwykłą wrażliwością.

Jej solowej karierze od samego początku towarzyszyły spore sukcesy. Współpracowała m.in. z Tricky’m, Nickiem Cavem, Thomem Yorkiem oraz Marianne Faithfull. Zdobyła dwukrotnie prestiżową nagrodę Mercury Music Prize, w kapitule której decydujący głos mają dziennikarze i krytycy muzyczni.

PJ Harvey wydaje płyty raczej rzadko, lubi inteligentnie eksponować swój wizerunek, przykłada wielką wagę do strony artystycznej swoich projektów i nieustannie eksperymentuje muzycznie.

Pamiętam, kiedy w 1992 r. Polly Jean Harvey zadebiutowała z własnym zespołem, wydając longplay Dry w małej wytwórni Too Pure. Dominowało na niej mocne, surowe granie – sama Harvey zagrała na gitarze i skrzypcach od razu dając to zrozumienia, że jej karierę wyznaczy oryginalność i tak potrzebna ‘autonomia tworzenia’.

Warto zarezerwować sobie 12 października na Torwar i ‘mocne muzyczne otwarcie jesieni’, bo The Hope Six Demolition Project na żywo zostanie rozbudowany, wzmocniony. Kiedy później sięgniemy po płytę, to ta będzie już mieć zdecydowanie mocniejsze oddziaływanie...
1234567
Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej »