Radio Opole » Radiowy Radar Rocka » Felietony

Felietony

2017-04-14, 12:48

Mike+The Mechanics wystąpią we wrześniu w Krakowie

[Fot.Mark Kent/flickr.com]
[Fot.Mark Kent/flickr.com]
Zespół Mike + The Mechanics, twórcy przeboju "The Living Years" wystąpią 3 września w centrum kongresowym ICE w Krakowie.

Mike Rutheford razem z mechanikami wylansowali m.in. tak znane rzeczy jak chociażby "Silent Running", "All I Need Is A Miracle", "Over My Shoulder" oraz "The Living Years".

W tym roku grupa, która sprzedała na świecie ponad 10 mln swoich płyt obchodzi może nie okrągłe, ale całkiem dźwięczne 32 lata na muzycznej scenie i pokaże się w trasie koncertowej "Let Me Fly", promującej wydany na początku kwietnia nowy krążek.

Prace nad tym long playem rozpoczęły się jeszcze podczas trasy w 2011 roku promującej krążek "The Road" - pierwszy nagrany w aktualnym składzie czyli: Mike Rutherford (gitara/bas), Luke Juby (klawisze), Gary Wallis (perkusja), Anthony Drennan (gitara) oraz wokaliści: Andrew Roachford i Tim Howar.

Brytyjska grupa stworzona przez Mike'a Rutheforda, gitarzystę i basistę Genesis w 1985 roku odniosła największe sukcesy pierwszymi płytami "Mike + the Mechanics" z 1985 roku oraz "The Living Years" z 1988, z których pochodzą m.in. utwory "Silent Running" i "The Living Years" - ulubione propozycje w samochodowych zmieniarkach w grupie wiekowej 50+.

Choć próżno szukać w katalogu Mechaników rzeczy odkrywczych na miarę Genesis trzeba przyznać, że prezentowany przez nich bardzo zgrabnie wyprodukowany pop-rock może się podobać.

Rutheford korzysta ze swojej wszechstronności i niesamowitego obycia na koncertach. Jest jednym z dwóch członków zespołu Genesis, którzy znajdują się w jego składzie od początku istnienia grupy.

Początkowo pełnił głównie funkcję basisty i gitarzysty rytmicznego, a na koncertach występował z charakterystycznym dwugryfowym instrumentem, co pozwalało na wykonywanie obu partii bez konieczności zmieniania sprzętu.

Po odejściu gitarzysty prowadzącego Steve'a Hacketta w 1977 roku - Rutheford przejał także i jego funkcję.

Bilety na koncert w Krakowie rozprowadza agencja LiveNation.pl
2017-04-07, 11:36

Składanka grupy The Kooks 'Best Of… So Far’ trafi do sprzedaży 19 maja.

[Fot.Rodrigo Diaz/flickr.com]
[Fot.Rodrigo Diaz/flickr.com]

20 kwietnia koncertem w Manchesterze The Kooks rozpoczną 'sentymentalną podróż wstecz' , choć nie ma wątpliwości, że pochodzący z nadmorskiego Brighton zespół po 11 latach kariery jeszcze nie myśli o jej zakończeniu.

Czyżby chwilowy brak inspiracji do nagrania nowych rzeczy?

W zestawie dostaniemy tak rozpoznawalne piosenki jak chociażby ‘Naive’, ‘She Moves In Her Own Way’, ‘Ooh La' oraz ‘Shine On’, ale jak to zwykle bywa przy okazji promocji takich retrospekcji The Kooks nagrali też dwa nowe utwory: ‘Be Who You Are’ oraz ‘Broken Vow’.
Pierwsza z piosenek została udostępniona w internecie - to taki stary dobry Kooks - zachęcał w komentarzu lider zespołu Luke Pritchard - niezłe tempo i tradycyjne miejsce na solówkę , jak na lekcjach muzyki, chyba się starzejemy.


Tekstowo dla mnie to była też jakaś retrospekcja , jak spojrzenie w lustro , ale bardzo twórcze, chyba po jakimś czasie wszyscy tego potrzebujemy
-powiedział w jednym z wywiadów wokalista.

Od debiutu The Kooks minęło już 10 lat , a fakt , że ich debiutancka płyta sprzedała się w nakładzie ponad 1,5 mln egzemplarzy uzyskując w wymagających zachodnich kryteriach status platyny trzeba uznać za sukces i choć próżno szukać w ich piosenkach jakiejś próby wytyczania nowych kierunków , trzeba przyznać , że Luke Pritchard , Hugh Harris, Pete Denton oraz od 2012 roku także Alexis Nunez, wiedzą jak przekonać do siebie odbiorców.

Dodatkowym atutem są bardzo przyzwoite koncerty, które rozpoczną 20 kwietnia w Manchesterze.

Ostatnich 10 lat to dla nas piękna przygoda, wspaniali ludzie , podróże, czasem też walka o to by wszystko właściwie pospinać - konkluduje lider The Kooks - nie zamierzamy się zatrzymywać...


2017-04-01, 08:42

Nowa płyta Kasabian "For Crying Out Loud" trafi do sprzedaży 28 kwietnia

[Fot.Steve Collis/flickr.com]
[Fot.Steve Collis/flickr.com]
Krążek zawierający 12 utworów, jest obecnie promowanym singlem "You’re In Love With A Psycho", a cały materiał to ukłon w stronę "nieśmiertelnego brzmienia gitary"- ocenił gitarzysta Serge Pizzorno.

Muzyk i zarazem producent Kasabian powiedział w jednym z wywiadów, że ostatnia sesja Kasabian to próba uratowania gitarowej muzyki przed zapomnieniem.

Kiedy słuchasz płyt np. "Talking Heads" czy "ESG" i odniesiesz to do tego, co dostajemy dziś na rynku muzycznym można faktycznie nieźle się sfrustrować.
- Chcieliśmy stworzyć płytę, po której coś pozostanie, do której będzie można wracać - argumentował Pizzorno.

Lider brytyjskiego sekstetu Tom Meighan jest zadowolony z efektów nagrań i jak zaznaczył w wywiadzie dla magazynu Q mamy na krążku sporo nagrań o wyraźnych liniach melodycznych, to się daje śpiewać.

Meighan przypomnę, zmagał się w zeszłym roku z dość poważnymi problemami psychicznymi po rozstaniu z przyjacielem, co postawiło nawet przyszłość grupy pod znakiem zapytania, także ten powrót do nagrań ma także dla niego symboliczne znaczenie.

W wywiadzie dla NME, członkowie grupy mówią, że gitary na płycie "For Crying Out Loud" mają nieco cięższe brzmienie niż zwykle, ale nie powinno to nikogo zniechęcić, chodzi raczej o pokazanie pewnej otwartości zespołu na nowe horyzonty.

- Zakochałem się ponownie w brzmieniu gitary –mówi Pizzorno – I to miłość na zabój, usłyszycie to 28 kwietnia.

Podbudowani efektami najnowszej sesji nagraniowej Kasabian, ruszą też z tym materiałem w krótką trasę koncertową od 12 do 22 kwietnia, proponując aż 3 występy w Londyńskim Forum, a na finał 22 grudnia - mocny akcent w Dublinie.
2017-03-25, 09:13

28 kwietnia 2018 r. w Tauron Arenie Kraków zagra Metallica

[Fot.Rev Slan/flickr.com]
[Fot.Rev Slan/flickr.com]
Zespół właśnie ogłosił szczegóły europejskiej części trasy promującej wydaną w listopadzie zeszłego roku płytę "Hardwired to Self-Destruct". Na następcę "Death Magnetic" fani musieli czekać aż osiem lat.

Album "Hardwired to Self-Destruct" grupy Metallica zadebiutował na 1 miejscu zestawień sprzedaży w 57 krajach.

- Cudownie jest mieć ludzi, którzy nadal chcą cię słuchać. Nie możemy dogodzić każdemu. Robimy co możemy" - podkreślał w jednym z wywiadów James Hetfield, wokalista i gitarzysta Metallicy.

Dwupłytowy "Hardwired to Self-Destruct" trafił na szczyt list przebojów w m.in. USA (ponad 280 tys. egzemplarzy), Polsce (Platynowa Płyta), Niemczech, Australii i Francji.

Metallica ma duży sentyment do naszego kraju i często w wywiadach, nawet z dziennikarzami z innych krajów, wspomina bardzo ciepło polską publiczność.

Słynny kwartet z Kalifornii dziewięć razy odwiedził Polskę, dając siedem niezapomnianych koncertów. Metallica w Polsce gościła po raz ostatni w lipcu 2014 roku- była gwiazdą warszawskiego festiwalu Sonisphere, gdzie zaprezentowała przekrój najbardziej znanych kawałków ze swojego dorobku.

Teraz jednak, kiedy po latach wyczekiwania fani doczekali się nowej płyty zespołu, będziemy mieli okazję do usłyszenia najnowszego materiału w Krakowie.

Bilety weszły do ogólnej sprzedaży 24 marca i są spersonalizowane.

Podczas składania zamówienia należy obowiązkowo podać imię i nazwisko każdego uczestnika, które później zostanie wydrukowane na bilecie. Bilety będą sprawdzane przy wejściu na koncert, aby porównać, czy dane zamieszczone na bilecie odpowiadają danym zawartym w dokumencie tożsamości, co ma być skuteczną bronią na tak zwanych „koników” skupujących bilety i sprzedających je znacznie drożej, gdy zabraknie ich już w oficjalnym obrocie.

Niestety ceny biletów nie są niskie. Za najgorsze możliwe miejsca na górnych trybunach trzeba wydać 236 złotych. Dobre miejsca siedzące lub płyta Tauron Areny to wydatek 440 złotych.

Dostępne są też różne wejściówki typu VIP zawierające dodatkowe atrakcje. Najtańsze to 899 złotych, najdroższe zaś, dzięki którym mamy okazję być bardzo blisko samego zespołu to wydatek kilku tysięcy złotych.

Trzeba mieć nadzieję, że z rejestrowanych koncertów wyjdzie coś na płycie, a może tak jeszcze być może ostatni raz plecaczek , zrzucić 20 lat i heja do Krakowa, może zagrają coś z Master Of Puppets?
2017-03-18, 09:16

U2 zapowiedzieli reedycję płyty "The Joshua Tree" w 30-lecie od daty wydania, czyli 2 czerwca

[Fot.Emilio Kuffer/flickr.com]
[Fot.Emilio Kuffer/flickr.com]
Irlandczycy przypomną też najważniejsze utwory z tego long playa, w trakcie specjalnie przygotowanej trasy koncertowej - "Joshua Tree Tour".

Możemy się spodziewać kilku wersji kultowej płyty, a w oprawie "super deluxe" poza oryginalnym zestawem 11 utworów, znajdą się także utwory ze stron B singli. Będzie pamiętny koncert z 1987 roku z Madison Square Garden, najciekawsze remiksy nagrań z emblematycznego krążka oraz 84 stronicowa książeczka w twardej oprawie z niepublikowanymi wcześniej zdjęciami zespołu.

- Słuchałem ostatnio tego materiału, chyba po raz pierwszy, tak dokładniej od 30 lat –mówi Bono – przy odrobinie zabiegów, to całkiem sensowny materiał na operę.
- Dużo zawartych na niej emocji, które po latach wciąż są aktualne... Miłość, utrata bliskiej osoby, zawiedzione marzenia.
- Na koncertach sięgaliśmy czasem do wybranych utworów z tej sesji, ale w całości, w określonej kolejności, to nabiera innego znaczenia – wspomina lider U2.

- Na koncertach powinno być ciekawie, o ile tylko publiczność, przynajmniej w większości będzie miała w głowie te rzeczy. Szczególnie mocno przygotowujemy się do występu w Croke Park, czyli tam gdzie powstał ten materiał.

Przed przypomnieniem na koncertach kultowego long playa, zaciera też ręce The Edge:
- Mam wrażenie, że z "The Joshua Tree" zatoczyliśmy wielkie koło, od momentu premiery, poprzez wysokie oceny, zachwyt fanów oraz polityczne odradzanie się skrajnie prawicowych sentymentów aż do zagrożenia podstawowych swobód obywatelskich.

- Napisane 30 lat temu nagrania dziś wydają się tak adekwatne do sytuacji, dlatego to gramy - konkluduje.

Koncerty rozpoczynają się 12 maja w Vancouver. Blisko Polski będzie można ich zobaczyć na stadionie olimpijskim w Berlinie 12 lipca. Wcześniej 8 i 9 lipca wystąpią na stadionie Twickenham w Londynie, a następnie udadzą się do Rzymu, gdzie zagrają 15 i 16 lipca. W Barcelonie pojawią się 18 lipca, a w Paryżu 25 i 26 lipca.

Europejski finał "The Joshua Tree Tour" 1 sierpnia w Brukseli

Mają już państwo plany na muzyczne wakacje?
2017-03-10, 11:23

Beck zakończył sesję na swoją 10 płytę, która ukaże się jeszcze wiosną

[Fot.Anima/flickr.com]
[Fot.Anima/flickr.com]
Czy wydane dotąd dwa single "Wow" oraz "Dreams" , a także piosenka jaką napisał na ścieżkę dźwiękową do gry FIFA mogą oddawać klimat następcy - nagrodzonej Grammy "Morning Phase"?

Pamiętając o wrodzonej tendencji solisty, do łamania schematów nie sądzę, by tak się stało.

Nowy zestaw nagrań miał trafić do sprzedaży jeszcze w 2015 roku. Po poprawkach płyta była gotowa na listopad zeszłego roku, ale coś nie zagrało tak, jak powinno i autor słynnego "Loser" z 1994 roku czy "Devil's Haircut" w rozmowie z dziennikarzem New York Times zapowiada premierę podrasowanego materiału dopiero teraz tzn. lada tydzień.

10 utworów - jak mówi Beck - jest napędzanych prostym, ale podnoszącym na duchu przekazem, jak pozostać prawdziwym wobec tylu szablonów do naśladowania?
Dziś nie trudno jest stracić motywację, ale określić siebie i konsekwentnie podążać swoją drogą... Do tego trzeba sporej determinacji.

Najbardziej widać to u dzieciaków, kiedy są podatne na wpływy świata dorosłych, ale nie każdy idzie z prądem, indywidualności daje się zauważyć bardzo szybko i trzeba je pielęgnować.

Beck inspirował się ostatnio nagraniami Strokesów, pozostając pod sporym wpływem ich twórczości od czasu wspólnego letniego koncertu w Hyde Parku w 2015 roku. Choć jakieś daleko idące naśladownictwo na pewno nie wchodzi w grę. Jest to zdecydowanie samodzielny twórca.

Najważniejsze albumy Becka Hansena to, przypomnę młodszym słuchaczom Radaru: "Odelay" oraz "Sea Change", a magazyn "Rolling Stone" obydwa zamieścił w rankingu najważniejszych płyt wszech czasów.

W swej twórczości Amerykanin sięga po folk, funk, soul, hip-hop, alternatywny rock, country i psychodelię. Dotychczasowy dorobek Becka zamyka nagrodzony Grammy longplay "Morning Phase" z lutego 2014 roku. Czym teraz nas zaskoczy?
2017-03-03, 13:28

50 lecie muzycznej kariery Neila Diamonda i 50 nagrań na 3 płytowym zestawie to już 31 marca

[Fot.neal whitehouse piper/flickr.com]
[Fot.neal whitehouse piper/flickr.com]
Wszystko zaczęło się od wydanego na singlu w 1966 roku nagrania "Solitary Man", ale liczbą przebojów, jakie ma na swoim koncie mógłby obdarować co najmniej kilku wykonawców.
Czy pamiętają Państwo, że komponował m.in. dla The Monkees, a słynny przebój UB 40 "Red Red Wine" pochodzi właśnie z jego repertuaru?

Neil Diamond sam proponował dobór nagrań do tego zestawu i doglądał produkcji.

Od czasu singla "Solitary Man" wydanego pół wieku temu niejednokrotnie umieszczał swoje nagrania na bardzo wysokich miejscach list przebojów, a na najwyższym stopniu podium stawał z utworami "Cracklin' Rosie", "Song Sung Blue" oraz "You Don't Bring Me Flowers" - ten ostatni to oczywiście efekt bardzo udanej współpracy z Barbra Streisand.

Trzeba też odnotować znakomitą ścieżkę dźwiękową do filmu Jazz Singer z 1980 roku, w którym z resztą sam zagrał i wylansował dzięki produkcji, tak znanej w USA rzeczy jak: "Love on the Rocks", "Hello Again" oraz "America".

Neil Diamond na 50 lecie w trasie koncertowej? Myślą Państwo, że to niemożliwe?
Ależ jak najbardziej.

Rozpoczynają 7 kwietnia we Fresno w Kalifornii, a zakończą dwoma wieczorami w hali Forum in Los Angeles 10 i 12 sierpnia.

Pytany przez Rolling Stone o te występy powiedział:
- Chcę stworzyć listę nagrań nie wykonywanych wcześniej na koncertach, "If You Go Away", czy "Suzanne" to przykładowe, znakomite propozycje, znane wyłącznie w wersji studyjnej.

Lista już prawie gotowa, ale pozwólcie też przygotować trochę niespodzianek.

Diamond rozpoczynał karierę pisząc piosenki dla Brill Building, Jay and the Americans oraz the Monkees . "I'm a Believer" i "A Little Bit Me, a Little Bit You" wyszły właśnie spod jego pióra.

Inni wykonawcy też odwoływali się do jego repertuaru, to m.in. Elvis Presley, Frank Sinatra, Johnny Cash oraz UB 40 – rozsławiając jego "Red Red Wine" z 1968 roku i zdobywając tym nagraniem szczyty list przebojów.

Sentymentalnie tak jakoś, ależ to zleciało...
2017-02-24, 13:04

Po 7 latach przerwy wracają z nową płytą Jamiroquai

[Fot. Eva Rinaldi/flickr.com]
[Fot. Eva Rinaldi/flickr.com]
Na razie mamy w sieci dwa nagrania z krążka "Automaton", który trafi do sprzedaży 31 marca. Czy efekty ostatniej sesji to kontynuacja pomysłów z "Rock Dust Light Star" wydanej w 2010, czy może zupełnie nowe otwarcie ?

Drugi z utworów umieszczonych w sieci "Cloud 9" sugeruje, pewien powrót do stylistyki
jeszcze z połowy lat 90 i bardzo popowego, acz oryginalnego klubowego grania, z którego Anglicy zasłynęli już od pierwszej płyty "Emergency On Planer Earth" wydanej w 1993 roku.

Inspiracją dla "Automaton", jak mówił w jednym z wywiadów prasowych lider zespołu - Jay Kay (entuzjasta szybkich aut o cenach powyżej 200 tysięcy funtów, ma z resztą w swoich garażach całkiem sporą kolekcję) - jest wszechobecny postęp technologiczny, który coraz częściej sprawia, że zapominamy o ludzkich odruchach takich, jak bezinteresowność, wrażliwość, kontakt z przyrodą, czy dbałość o środowisko.

W dobie zachwytu nad gadżetami techniki i oczekiwania na stworzenie sztucznej inteligencji to, co czyni nas ludźmi schodzi na dalszy plan, degradując nasze wnętrza.

W dniu premiery płyty 31 marca będzie można wyskoczyć do Roundhouse w Londynie na koncert promujący na żywo ten nowy materiał, ale okazji by ich zobaczyć tego lata w innych miejscach nie zabraknie.

17 czerwca będą w Atenach, 11 lipca we Florencji, a 22 lipca u naszych południowych sąsiadów w Ostrawie.

Od 1993 roku cztery swoje płyty zdołali umieścić na pierwszym miejscu w podsumowaniu sprzedaży, 9 nagrań trafiło do pierwszej dziesiątki najlepszych singli, a sprzedali na świecie ponad 26 mln płyt.

Mają styl, osobliwy drive, rozpoznawalne brzmienie i świetnie się to ogląda na teledyskach.

Zapowiada się chyba niezły funkowy początek wiosny.
2017-02-17, 07:59

Nick Cave & The Bad Seeds wystąpią 24 października na Torwarze

[Fot. Emily Tan/flickr.com]
[Fot. Emily Tan/flickr.com]
Grupa przyjedzie do Polski promować zeszłoroczny album „Skeleton Tree”.

Australijski muzyk, poeta, pisarz i aktor, znany przede wszystkim z występów w zespole Nick Cave and the Bad Seeds był także członkiem zespołów Grinderman, The Birthday Party i The Boys Next Door.

Gdyby co niektórzy młodsi słuchacze Radaru chcieli sobie poszerzyć horyzont, polecam sięgnięcie także do tego repertuaru, zwłaszcza The Birthday Party i płyt "Prayers on Fire" z roku 1981 oraz "Junkyard" z roku 1982, co uzmysłowi jaką drogę w eksplorowaniu gatunków muzycznych przeszedł australijski twórca.

Europejska trasa koncertowa rozpocznie się w Bournemouth w Wielkiej Brytanii 24 września.

Do Europy Cave przyjedzie na koncerty po serii występów w Australii i USA.

Podczas tej trasy, po raz pierwszy w Europie będzie prezentował utwory z płyty „Skeleton Tree” wydanej w ubiegłym roku. To niezwykle osobisty przekaz po tragicznej śmierci jego nastoletniego syna.

Nick Cave trochę w nim opowiada, trochę milczy, zastanawia się i przystaje w bezsilności po stracie 15-letniego syna Arthura – dzieciak po zażyciu środków halucynogennych spadł z klifu i nie udało się go uratować.

Koncerty Cave'a to trudna do sensownego opisania mistyka. Kiedy już wchodzi na scenę, od razu ustawia klimat tego spotkania z publicznością.

Kiedy pomyślisz sobie jak wiele mu zawdzięczamy, ile razy pomógł podnieść się, ale także pogrążyć w budującej pokorę zadumie, jesteś zaszczycony, że możesz w tym uczestniczyć.

Nick Cave został też niedawno uhonorowany przyznawaną w jego rodzimej Australii "nagrodą honoru" za wyjątkowe znaczenie jego twórczości dla społeczeństwa.

Muzyk, autor tekstów, kompozytor i aktor został uznany za najważniejszego przedstawiciela australijskiej kultury, którego twórczość stanowi bardzo cenny wkład w dziedzictwo kulturalne tego kraju.

Warto zarezerwować sobie "muzyczną jesień" na Torwarze.
2017-02-10, 14:09

Kings Of Leon headlinerem pierwszego dnia Orange Warsaw Festival

[Fot. Quique/flickr.com]
[Fot. Quique/flickr.com]
Amerykanie najwyraźniej mają słabość do Polski - poza wrześniowym halowym występem w Krakowie byli już u nas dwukrotnie na Open'er Festival w Gdyni (2009 i 2013), a udany debiut na Orange Warsaw Festival zaliczyli już przed trzema laty.

"Polska to jedno z moich ulubionych miejsc do grania" - mówił wokalista i gitarzysta Kings Of Leon Caleb Followill ze sceny Tauron Areny Kraków we wrześniu 2016 r.

Amerykanie będą główną gwiazdą pierwszego dnia Orange Warsaw Festival (2 czerwca), który odbędzie się na Torze Wyścigów Konnych "Służewiec". Organizatorzy potwierdzili wcześnie, że na festiwalu zagrają również Imagine Dragons i Justice.

Ostatnio zespół ma najwyraźniej duży apetyt na długie granie, bo właśnie wydłużyli swoją amerykańską trasę dodając 25 występów!

Kings of Leon będą promować w Polsce przede wszystkim wydaną w połowie października 2016 r. siódmą studyjną płytę "Walls", którą brzmieniowo ustawiał Markus Dravs -producent nagrań (m.in. Arcade Fire, Coldplay, Florence + The Machine).

Warto dodać, że ostatnia płyta Kings Of Leon jako pierwsza z ich dotychczasowego dorobku dotarła do pierwszego miejsca amerykańskiego zestawienia Billboardu i choć w wywiadzie dla Rolling Stone perkusista Nathan Followil zapewniał, że nagrywając materiał nie w głowie im były takie honory, to z pewnością jedynka w gronie 200 najchętniej kupowanych płyt za oceanem nie zaszkodzi.

Welcome back guys in Poland!!!
1234567
Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej »