Radio Opole » Radiowy Radar Rocka » Felietony

Felietony

2018-09-23, 11:05

Kaiser Chiefs nagrywają płytę i zapowiadają pierwsze koncerty na 2019 r.

Kaiser Chiefs - Everyday I Love You Less and Less
Kaiser Chiefs potwierdzili, że wydadzą niebawem nową płytę, a będą ją promować na długiej trasie koncertowej na Wyspach Brytyjskich.

Pochodzący z Leeds weterani brzmienia indie następcę krążka 'Stay Together' z 2016 roku wydadzą ponownie w swojej macierzystej agencji Polydor.

- Odsłaniamy wreszcie karty, komponujemy i koncertujemy, tak jak zawsze koncertujemy. Podpisujemy nowy kontrakt, nagrywamy nowy krążek, a jak się już ukaże, to pewnie tak jak zwykle powiemy, że jest najlepszy z dotychczasowych – mówi lider Ricky Wilson.


Grupa na razie nie chce określać, jakiego brzmienia możemy się spodziewać po zorientowanym bardziej na pop krążku ‘Stay Together‘.

- Zobaczymy jak to się poukłada, nie mamy jakiegoś szczególnego planu, a w wytwórni nie ma też zwykle żadnych wytycznych, robimy swoje - mówią członkowie Kaiser Chiefs.
Około 20 koncertów w Wielkiej Brytanii zaplanowano na styczeń i luty 2019 roku.
Za wcześnie, by mówić o występach w innych częściach Europy, przyjdzie na to czas po zakończeniu pierwszej serii występów, kiedy będzie jasne, czy efekty najnowszej sesji spodobają się publiczności.

Kaiser Chiefs, przypomnę, funkcjonują na scenie od mniej więcej 20 lat, a na koncie mają sporo znaczących dokonań, np. kapitalne radiowo single "I Predict A Riot" oraz 'Everyday I Love You Less and Less' z wydanego przed 13 laty krążka 'Employment', czy szalenie popularny także w naszych rozgłośniach radiowych "Ruby" (numer 1 brytyjskiej listy singli), pochodzący z podwójnie platynowej na Wyspach płyty "Yours Truly, Angry Mob', a wydanej w 2007 roku.

Cudne jest to, że występujący w sześcioosobowym składzie zespół trudno jest jednoznacznie sklasyfikować, a najczęściej przykładane im łatki to indie rock, post-punk revival, czy najbardziej chyba pojemna w naszym wyobrażeniu - nowa fala.

Od lat są mocno rozpoznawalnym filarem brytyjskiej fonografii, świetni warsztatowo, atrakcyjni na koncertach – zawodowcy, na których nowe pomysły zdecydowanie warto czekać.
2018-09-20, 08:46

Massive Attack wracają z reedycją 'Mezzanine'

Massive Attack - Inertia Creeps
Massive Attack ogłosili reedycję emblematycznej w ich dorobku płyty Mezzanine z 1998 roku, upamiętniając 20-lecie wyjątkową sesją.

Trzecia płyta w katalogu pochodzącego z Bristolu zespołu zawiera tak ważne w ich dorobku single, jak chociażby ‘Teardrop’ czy ‘Angel’, ale na jubileuszowym krążku, który dostaniemy w kilku wersjach, pojawią się ich specjalne wersje.

Wydawnictwo Mezzaninie 2018 będzie też zawierać specjalnie przygotowane na tę okoliczność ilustracje, których autorami są założyciel grupy Robert Del Naja oraz znakomity artysta fotografik Nick Knight.

Ten drugi zajmuje się zasadniczo fotografowaniem dla potrzeb branży modowej i współpracuje m.in. z tak uznanymi projektantami jak Yohji Yamamoto, John Galliano, Alexander McQueen, ale jego prace to coś znacznie więcej, niż pstrykanie odważnych kreacji na najbardziej prestiżowych wybiegach świata.

Wśród zestawów, jakie przygotowano z okazji tego rocznicowego wydarzenia, zwracam uwagę na dwupłytowy winyl oraz trzypłytowy kompakt, na który trafią niepublikowane wcześniej remiksy oryginalnych nagrań przygotowane przez Neila Frasera znanego jako Mad Professor.

Wsławił się przede wszystkim bardzo ciekawie przygotowanymi wersjami nagrań z repertuaru wykonawców reggae takimi jaki chociażby Sly and Robbie, czy Horace Andy oraz oczywiście Lee 'Scratch' Perry.

Poprzez oficjalne strony dystrybutorów można już zamawiać box set oraz płyty kompaktowe, a ich wysyłka rozpocznie się w listopadzie. Na winyle trzeba będzie poczekać do grudnia.

Wersja 2 CD, poza remiksami, będzie też zawierać reprodukcję oryginalnego wydania Mezzanine w formacie digipack - zgrabnie pomyślane dla największych entuzjastów Massive Attack.

Dla wielu słuchaczy, także dla mnie, Massive Attack to przede wszystkim niezrównane nagranie Karmacoma z płyty Protection w 1994 roku, w którym wystąpił też Trickie.

Kiedy wracałem z tą płytą zakupioną dla radia w jednym z największych wtedy sklepów płytowych w Warszawie, nie mogłem uwierzyć, że ten klimat jakiejś trudnej do zdefiniowania hipnozy, kapitalnie proste, a z drugiej strony wnikające w podświadomość nagranie ustawi ich tak mocno w przestrzeni nowatorskiego grania.

Wcześniej przecież na debiutanckiej sesji Blue Lines z 1991 dostaliśmy kompletnie inne Unfinished Sympathy, uwzględnione przez czytelników magazynu NME w setce najważniejszych dokonań wszechczasów.

Jak większość zespołów mieli lepsze i gorsze okresy, ale nie ma co ukrywać, że twórcy nurtu trip hop to jedna z najsolidniejszych marek brytyjskiej fonografii lat 90.
2018-09-13, 22:59

Feniks odradza się z popiołów. Riverside wracają z nową płytą

Mariusz Duda z Riverside [fot. Andre/flickr.com]
Mariusz Duda z Riverside [fot. Andre/flickr.com]
Wielkimi krokami zbliża się triumfalny powrót Riverside. Nowy album naszego progresywnego towaru eksportowego będzie nazywać „Wasteland” i ukaże się 28 września. Na płycie znajdzie się dziewięć utworów, które mają dotyczyć świata postapokaliptycznego. Frontman zespołu Mariusz Duda zapowiedział, że wydawnictwo będzie najbardziej dojrzałym i emocjonalnym albumem w karierze Warszawiaków.

Taka deklaracja nie dziwi, biorąc pod uwagę, że to pierwsza płyta nagrana po tragedii, która wstrząsnęła Riverside dwa lata temu. W lutym 2016 roku wskutek nagłego zatrzymania krążenia zmarł grający w grupie na gitarze Piotr Grudziński. Dalsza kariera zespołu stanęła pod znakiem zapytania. Na szczęście po kilku miesiącach pojawiło się oświadczenie Mariusza Dudy, Piotra Kozieradzkiego i Michała Łapaja, w którym poinformowali, że zamierzają kontynuować działalność jako trio. Pod koniec feralnego roku wydali kompilacyjny album „Eye of the Soundscape”, na którym znalazły się instrumentalne kompozycje zespołu nagrane jeszcze z Grudzińskim.

Z kolei rok po tragedii ruszyli w trasę, na której pomagał im Maciej Meller, którego gitarowe partie są znane fanom Quidam. Choć koncerty wypadły fantastycznie i miały dla zespołu terapeutyczny charakter, a muzycy Riverside nazywają Mellera „bratnią duszą”, na razie nie zdecydowali się na włączenie go do swojego składu. Artysta pojawia się co prawda na „Wasteland”, ale tylko jako jeden z kilku zaproszonych gitarzystów.

Postapokaliptyczna tematyka albumu to z jednej strony komentarz do aktualnej sytuacji na świecie, a z drugiej nawiązanie do nieszczęścia, jakie spotkało zespół. Fani Riverside pomogli zresztą Dudzie w opracowaniu myśli przewodniej wydawnictwa. Wokalista poprosił w kwietniu, aby słuchacze nadesłali odpowiedzi na następujące pytania: 1. Co się właśnie skończyło 2. Czego nie ma już od dawna? 3. Co należy odbudować/naprawić? Zebrane odpowiedzi pomogły mu w odniesieniu się do współczesności za pomocą postapokaliptycznych obrazów.

Jesienią Riverside wyruszy oczywiście w trasę koncertową promującą Wasteland, która poza Polską obejmie m.in. Niemcy, Portugalię czy Hiszpanię. Najbliżej nas zespół wystąpi we wrocławskim A2 14.10.

Do tej pory ukazały się dwa single zapowiadające nowy album. Ciężki, riffowy „Vale Of Tears” I balladowo – akustyczny „River Down Below”.
2018-09-10, 23:36

Triumf sceny Seattle. Alice in Chains nigdy nie zawodzi

William DuVall w trakcie koncertu [fot. ·S/flickr.com]
William DuVall w trakcie koncertu [fot. ·S/flickr.com]
„Grunge nie umarł”, „Wyjmijcie z szafy flanelowe koszule i wypastujcie martensy”, „Znowu Nadajemy z Seattle”. To nagłówki tylko niektórych artykułów zawierających recenzję powrotu fonograficznego Alice in Chains. Bez wątpienia świetnie przyjęty „Rainier Fog” to jedna z najgorętszych premier rockowych ostatnich miesięcy.

Chociaż muzycy zespołu nigdy nie przepadali za grunge’ową łatką, zawsze podkreślali swoje przywiązanie do Seattle i do muzycznej sceny, które narodziła się w tym mieście. Szósta płyta Amerykanów to jawny hołd złożony ich korzeniom. Tytuł albumu to określenie mgły okalającej górę Rainier, czyli najwyższy szczyt w Waszyngtonie. Ulokowany na południowym wschodzie stanu stratowulkan jest w słoneczne dni dobrze widziany z Seattle.

Nazwa albumu nie jest pustą deklaracją. „Rainier Fog” to bowiem pierwszy od 1995 roku album zespołu częściowo nagrany w ich rodzinnym mieście. Muzycy powrócili do Studia X (niegdyś znanego jako Bad Animals Studio), w którym wcześniej nagrali płytę zatytułowaną po prostu „Alice in Chains”. Chociaż część materiału zarejestrowano również w Los Angeles i Nashville, zdaniem basisty Mike’a Ineza to właśnie powrót do rodzinnego miasta nadał płycie jej charakter. „Musieliśmy napić się tej wody, pooddychać tym powietrzem. Z tym miastem związanych jest tyle historii. Każdy zaułek przywołuje jakieś wspomnienia” - stwierdził muzyk, przyznając jednocześnie, że inicjatorem nagrań w Seattle był Sean Kinney grający w zespole na perkusji.

O brzmienie albumu po raz trzeci z rzędu zadbał z kolei Nick Raskulinecz, który wyrósł w ciągu ostatnich kilkunastu lat na czołowego producenta muzyki rockowej. Współpracował do tej pory m.in. z Foo Fighters, Rush czy Deftones.

I tym razem spisał się na medal, doskonale uwypuklając atuty brzmieniowe Alice in Chains. Z miejsca rozpoznawalne riffy dowodzącego zespołem Jerry’ego Cantrella brzmią potężnie i mięsiście. „The One You Know”, „Reinier Dog” czy „Red Giant” mogą bez kompleksów stawać w szranki z największymi hitami zespołu.

Na płycie równie przekonująco wypadł William DuVall, któremu już dawno udało się zerwać łatkę zastępcy Layne’a Staleya. Muzyk jest już składzie 12 lat i zdążył nagrać z Alice in Chains tyle samo długogrających płyt, co tragicznie zmarły poprzedni frontman. I co najważniejsze jego głos równie pięknie brzmi w harmoniach wokalnych nagrywanych z Jerrym, które odgrywają w muzyce Amerykanów tak samo ważną rolę, co gitarowy ciężar.

DuVall rozkręcił się poza tym jako kompozytor. „So Far Under” to bowiem pierwszy utwór Alice in Chains w całości stworzony przez wokalistę i gitarzystę rytmicznego. Muzyk współkomponował poza tym „Never Fade”, czyli wzruszający hołd dla nieodżałowanego Chrisa Cornella z Soundgarden. Duch tragicznie zmarłego muzyka jest zresztą obecny na płycie za sprawą należącej do niego akustycznej gitary, którą z Jerrym i Williamem podzieliła się siostra Chrisa. Muzycy postanowili wykorzystać instrument w nagraniach.
2018-09-06, 23:23

The D Is Back! Jack Black i Kyle Gass zapowiedzieli nowy album

Tenacious D [fot. whittlz / flickr.com]
Tenacious D [fot. whittlz / flickr.com]
Tenacious D ogłaszają wielki powrót! Najbardziej niesamowity zespół świata, bo tak właśnie tytułują swój skład Jack Black i Kyle Gass, zapowiedział szczegóły nowej płyty. Czwarty studyjny album Kalifornijczyków będzie nazywał się „Post - Apocalypto” i ukaże się 2 listopada. Premierę wydawnictwa poprzedzi emisja sześciu odcinków animacji o takim samym tytule. Miniserial ukaże się wyłącznie na youtubie. Pierwszy odcinek zapowiedziano na 28 września. W sieci krąży już nawet zwiastun prymitywnej, niby- dziecięcej kreskówki. Akcja animacji będzie rozgrywać się w postapokaliptycznym świecie, gdzie Jables i Rage Kage odwiedzą Biały Dom, udadzą się w podróż w kosmos i odnajdą maszynę czasu. Co najważniejsze, każdemu z odcinków towarzyszyć będzie nowa piosenka ze zbliżającej się płyty.

To nie koniec wieści z obozu The D. Podczas jednego z ostatnich koncertów Jack Black podał informację, która zelektryzowała fanów zespołu. Ukaże się kontynuacja „Kostki przeznaczenia” z 2006 r. Choć film okazał się komercyjną klapą, w środowisku fanów muzyki rockowej uchodzi za kultową pozycję. Rubaszny humor i podszyte sympatią zadrwienie metalowych stereotypów idealnie wpisały się w konwencję Tenacious D. Biorąc zresztą pod uwagę dystans do życia, który niewątpliwie cechuje nieustępliwy duet, finansowa porażka produkcji, stała się znakomitą pożywką tematyki Rize of the Fenix, czyli trzeciej płyty zespołu z 2012 r.

Na „Post-Apocalypto” przyszło nam czekać 6 lat. Wszystko jednak wskazuje na to, że było warto. Chociaż esencją twórczości Kalifornijczyków są humor, heavymetalowy wokal Jacka Blacka i akustyczno-gitarowy duet, który tworzą z Kylem, zespół zawsze dobierał sobie znakomitych współpracowników. Nie inaczej jest tym razem. Na nowej płycie na perkusji po raz kolejny zagra Dave Grohl. Dla formalności dodam bębniarz Nirvany i frontman Foo Fighters. Album wyprodukuje z kolei John Spiker, czyli studyjny i koncertowy basista The D, który miksował poprzedni album formacji. Wliczając skity, na „Post - Apocalypto” znajdzie się 20 utworów.
2018-09-04, 23:04

Slash powraca z nowym albumem!

Slash [fot. _titi/flickr.com]
Slash [fot. _titi/flickr.com]
21 września ukaże się „Living The Dream”, czyli czwarta solowa płyta gitarzysty legendarnych Guns N’ Roses. Muzyk po raz kolejny postanowił skorzystać w studiu z pomocy Mylesa Kennedy, który na co dzień śpiewa w Alter Bridge, i wprawionego w koncertowych bojach zespołu The Conspirators.

Nowością jednak okazał się sposób rejestracji zbliżającego się wydawnictwa. Slash postanowił bowiem po raz pierwszy od czasów Velvet Revolver na nagranie płyty w całości cyfrowo. Gitarzysta zaznaczył, że zdecydował się na taki krok przede wszystkim ze względów ekonomicznych. Zauważył, że korzystanie z analogowego sprzętu jest bardzo drogie i biorąc pod uwagę realia przemysłu muzycznego, trudno liczyć, że poniesione koszty się zwrócą.

Fani ciepłego, organicznego brzmienia nie mają jednak powodów do obaw. Za produkcję „Living The Dream” odpowiada Michael „Elvis” Baskette, który współpracował ze Slashem przy „World On Fire”, czyli poprzedniku zbliżającego się albumu. Gitarzysta i tym razem nie kryje uznania dla producenta. Zaznacza, że płyta brzmi tak żywo i miękko, że ukaże się również na winylu.

Zapowiadające album „Driving Rain” i „Mind Your Manners” nie zwiastują repertuarowej rewolucji. To przebojowe, hardrockowe numery z melodyjnymi solówkami, z których słynie Slash. Na albumie znajdzie się jeszcze 10 utworów.

Gitarzysta zapowiedział też amerykańsko- kanadyjską trasę promującą „Living The Dream” i zasygnalizował, że prawdopodobnie zrezygnuje w trakcie solowych występów z grania utworów z repertuaru Guns N’ Roses.

Powodem jego decyzji jest reaktywacja kultowej formacji. Dwa lata temu Slash pojednał się z Axlem Rosem i Duffem McKaganem i zaczął ponownie grać rockowe evergreeny w oryginalnym składzie. Trwająca już trzeci rok trasa „Not in This Lifetime... Tour” jest czwartym najbardziej dochodowym tournee w historii muzyki. Reaktywowany zespół odwiedził Polskę dwukrotnie. Ostatni raz niecałe dwa miesiące temu na nowe otwarcie Stadionu Śląskiego w Chorzowie. Uczetnicy koncertu długo nie zapomną spektakularnego show, które trwało 3,5 godziny!

To chyba najlepszy dowód na to, że relacje w zespole są coraz lepsze. Da się zresztą zaobserwować, że powracające jak bumerang pytanie o możliwość nagrania nowej płyty w klasycznym składzie, spotyka się z coraz mniejszą irytacją Slasha i jego kolegów. Panowie twierdzą, że źródłem nieporozumień w latach 90. był wpływ osób spoza zespołu. Axl Rose zarejestrował podobno sporo pomysłów i niewykluczone, że przerodzą się w kolejną płytę Guns N’ Roses.
2018-08-30, 08:46

Jack White w znakomitej formie przed koncertami w Polsce

https://www.youtube.com/watch?v=IywnLQwkaPY
Jack White dał ostatnio darmowy koncert dla pracowników firmy Tesla w jednej z zakładowych hal we Fremont w Kalifornii.

Fenomenalny muzyk, lider White Stripes i właściciel agencji płytowej Third Man Records, od lat jest pod dużym wrażeniem jak dyrektor Tesli Elon Musk rewolucjonizuje światową motoryzację, proponując coraz to nowe rozwiązania w zakresie elektromobilności.

W poście na Instagramie sprzed dwóch lat nazwał go nawet Henrym Fordem naszych czasów, porównując znaczenie tego co robi do wejścia na rynek samochodów Ford na przełomie XIX i XX wieku.

Sam też z resztą jeździ Teslą Modelem S, stając się nieformalnie jedną z twarzy koncernu.

Podczas zeszłotygodniowego koncertu w Seattle oddał hołd pochodzącym z tego miasta Pearl Jam, wykonując nagranie Daughter z ich repertuaru.

Wcześniej podczas letniego festiwalu NOS Alive razem z zespołem wykonali wspólnie klasyk Neila Younga ‘Rockin’ In The Free World‘, także ta muzyczna współpraca i wzajemny szacunek ma już pewną historię.

Jack White, przypomnę, przyjedzie jesienią na cztery koncerty do Polski. Od 6 do 10 października wystąpi w Gdyni, Poznaniu, Warszawie i Krakowie!

Mimo zakończenia formalnie sezonu dużych festiwali, występy White'a aspirują do jednego z najważniejszych wydarzeń roku.

Po raz pierwszy artysta zdecydował się na zagranie w Polsce nie jednego koncertu, ale całej trasy w ramach promocji najnowszej płyty „Boarding House Reach” z mocno obecnymi w radiowych playlistach 'Connected By Love’ oraz ‘Respect Commander’.

Stał na czele dwóch super grup – The Raconteurs i The Dead Weather.

Z każdym ze swoich projektów wystąpił w Polsce, gromadząc wielotysięczną publiczność, nie inaczej będzie pewnie tym razem.

W 2011 roku, po wydaniu 6 albumów, White Stripes zakończyli działalność, a Jack White skoncentrował się na karierze solowej.

Wszystkie jego autorskie albumy wylądowały na szczycie listy Billboardu najchętniej kupowanych płyt w USA.

Jest laureatem 12 nagród Grammy, wielkim entuzjastą płyt winylowych i cenionym producentem lansującym też we własnej agencji wydawniczej mniej znanych, acz bardzo obiecujących wykonawców reprezentujących bardzo różne gatunki muzyki.

Artysta zagra 6 października w gdyńskiej Arenie, 7 października w poznańskiej Hali nr 2 MTP, 9 października wystąpi na warszawskim Torwarze, a cały tour zakończy 10 października w Tauron Arenie Kraków.

Can't wait to see ya Jack...
2018-08-24, 08:42

New Order ogłaszają premierę dokumentu o ich koncertach

[Fot.swimfinfan/flickr.com]
[Fot.swimfinfan/flickr.com]
Film, jak czytamy w oficjalnym zwiastunie, gwarantuje unikalną szansę wejścia w mocno chroniony dotąd prywatny świat zespołu.

Dokument zatytułowany 'Dekady' będzie mieć swoją premierę w kanale Sky Arts we wrześniu i ilustruje przygotowania grupy do kapitalnej serii koncertów So It Goes zrealizowanej przy współpracy z Liamem Gillickiem - bardzo pomysłowym wizjonerem wydarzeń koncertowych, który zaproponował zespołowi występy z 12-osobową sekcją syntezatorową w ramach zeszłorocznego międzynarodowego festiwalu w Manchesterze.

Film będzie też pokazywał współpracę grupy z innymi artystami, nie zabraknie fragmentów wywiadów z tymi, którzy zafascynowani twórczością Bernarda Sumnera i jego kolegów, mieli pomysł jak poszerzyć ich stylistykę, np. o współpracę z symfonikami.

W zeszłym roku, przypomnę, New Order doprowadzili do ugody z basistą Peterem Hookiem, który miał pretensje o wykorzystanie praw autorskich na koncertach po 2007, od kiedy przestał formalnie pokazywać się z zespołem.

Bernard Sumner, Stephen Morris oraz Gillian Gilbert odetchnęli, mając wreszcie za sobą kwestię tantiem, co komplikowało koncerty, na których fani domagali się nieco starszych nagrań zarejestrowanych jeszcze z Hookiem.

Po 2007 mieli prawie czteroletnią przerwę w koncertach, mówiło się o definitywnym rozpadzie spadkobierców Joy Division, ale w 2011 reaktywacja pochodzącego z Manchesteru zespołu stała się faktem.

W Polsce New Order kojarzymy przede wszystkim z wydanym w 1983 roku singlem Blue Monday - najlepiej sprzedającym się w historii 12-calowym singlem z wynikiem ponad 3 mln egzemplarzy, ale nie wolno zapominać o płytach Power, Corruption & Lies, dzięki której agencja Qwest skutecznie wprowadziła ich na rynek amerykański, czy Low Life z 1985, a nawet Brotherhood z 1986 choć ten krążek to już raczej nowe terytoria muzyki popularnej, w których w zasadzie pozostają do dziś.

Jasne , że nie sposób zestawiać tego co dziś robią z Joy Division, to już od lat kompletnie inna bajka, panowie mają swoje lata, ustatkowani emocjonalnie nie zdobywają już świata, nie mają pretensji o niesprawiedliwość, ot naturalna kolej rzeczy, ale cieszę się , że od czasu do czasu dostajemy od nich coś nowego, ot siła sentymentu.
2018-08-17, 08:02

29 sierpnia koncert Thirty Seconds to Mars w Krakowie

[Fot.maddish/flickr.com]
[Fot.maddish/flickr.com]
Amerykanom najwyraźniej podoba się to jak ich muzyka jest odbierana w naszym kraju. 18 kwietnia wystąpili w łódzkiej Atlas Arenie, choć koncert w ramach europejskiej trasy The Monolith Tour przyciągnął zaledwie kilkanaście tysięcy fanów.

Formacja uchodząca za jedną z najlepszych współczesnych grup koncertowych promowała swój najnowszy, piąty album studyjny "America", ale bardzo dobrych recenzji tego krążka jak na lekarstwo.

Członkowie Thirty Seconds To Mars, czyli charyzmatyczny Jared Leto i spółka, przypomnieli jednak także swoje największe przeboje. Pomysłowa scenografia i sprytnie wymyślona gra świateł robiła wrażenie, choć nie zabrakło głosów , że oczekiwano więcej. Jak będzie tym razem?

Mija praktycznie 20 lat od momentu kiedy debiutowali i są chyba szanse , że zechcą to jakoś upamiętnić.

Jared Leto wokalista i aktor - wziął udział m.in w takich produkcjach jak "Podziemny krąg", "American Psycho" czy "Requiem dla Snu" i dostał nawet Oscara za odważną rolę w "Witaj w klubie' - musi mocno popracować nad utrzymaniem bardzo mocnej niegdyś pozycji wśród zespołów dających najlepsze koncerty na świecie.

Kręcą znakomite teledyski , mają wielu fanów skłonnych wybaczyć jakąś 'chwilową niedyspozycję', ale poprzeczkę zawiesili tak wysoko, że teraz trudno to utrzymać, a wciąż bardzo wysoki jak na Europę standard występów na żywo może nie wystarczyć.

Trzeba wierzyć, że w krakowskiej Tauron Arenie 29 sierpnia to będzie jakiś ' breakthrough', z udziałem fanów grupy właśnie w Polsce, to byłoby coś.

Może trochę mniej syntezatorów, a więcej gitarowego solidnego grania , które nie tworzy wrażenia , że nagrali to jedynie po to by świetnie brzmiało w radiu i żeby to jak najlepiej sprzedać.

Thirty Seconds to Mars, w składzie Jared Leto, Shannon Leto i Tomo Milicevic, mają na koncie ponad 15 milionów sprzedanych albumów i wyprzedane areny na całym świecie. Są laureatami wielu nagród i wyróżnień, w tym kilkanaście MTV Awards oraz Billboard Music Award.

Potencjał - nie wątpię - jest , trzeba jedynie jakieś ekstra motywacji by przypomnieć fanom z jaką łatwością na początku drogi wypracowali sobie od razu tak mocną pozycję.
2018-08-12, 10:57

Nick Cave and The Bad Seeds wydają we wrześniu koncertowe EP

Nick Cave & The Bad Seeds - Distant Sky - Live in Copenhagen
Na takie mini płytki warto zwracać uwagę. Choć nie są kluczowym elementem katalogu konkretnego wykonawcy, to znakomicie go uzupełniają m.in. dlatego, że zawarte na nich nagrania w unikalnych wersjach koncertowych, znakomicie przygotowane od strony technicznej, występują przeważnie tylko w tym jednym miejscu.

Na EP „Distant Sky – Live From Copenhagen” dostaniemy cztery nagrania zarejestrowane podczas występu w Royal Arena w Kopenhadze w październiku 2017 roku.

Film dokumentujący koncert można było obejrzeć w tym roku na specjalnej jednorazowej prezentacji 12 kwietnia w 500 kinach na całym świecie i widać było, że Cave położył nacisk nie tylko na utwory z płyty „Skeleton Tree”, ale pokazał także ważniejsze nagrania z całego ponad 30-letniego dorobku.

Na uwagę zwraca w gronie tych 4 utworów fenomenalny Distant Sky, w którym gościnnie podczas tego koncertu wystąpiła duńska sopranistka Else Torp.

Poza studyjną płytą Skeleton Tree sprzed dwóch lat, w zeszłym roku Cave and The Bad Seeds wydali też kompilację the best of zatytułowaną „Lovely Creatures” , ale koncertówka, nawet z tak krótką listą nagrań, to w moim odczuciu w przypadku Australijczyka rzecz obowiązkowa.

EP-ka zostanie wydana w wersji cyfrowej oraz winylowej 28 września i będzie zawierać nagrania Jubilee Street, Distant Sky, From Here To Eternity oraz The Mercy Seat.

Tymczasem w trakcie jednego z niedawnych koncertów w Londynie na scenie obok Cave'a i jego kolegów pojawiła się Kylie Minogue, by wykonać wylansowany w 1995 roku wspólnie z grupą „Where The Wild Roses Grow”.

Wspaniała historia, na koncertach właśnie dostajemy to, czego brakuje na sterylnych płytach studyjnych.

1234567
Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej »