Radio Opole » Radiowy Radar Rocka » Felietony

Felietony

2017-03-10, 11:23

Beck zakończył sesję na swoją 10 płytę, która ukaże się jeszcze wiosną

[Fot.Anima/flickr.com]
[Fot.Anima/flickr.com]
Czy wydane dotąd dwa single "Wow" oraz "Dreams" , a także piosenka jaką napisał na ścieżkę dźwiękową do gry FIFA mogą oddawać klimat następcy - nagrodzonej Grammy "Morning Phase"?

Pamiętając o wrodzonej tendencji solisty, do łamania schematów nie sądzę, by tak się stało.

Nowy zestaw nagrań miał trafić do sprzedaży jeszcze w 2015 roku. Po poprawkach płyta była gotowa na listopad zeszłego roku, ale coś nie zagrało tak, jak powinno i autor słynnego "Loser" z 1994 roku czy "Devil's Haircut" w rozmowie z dziennikarzem New York Times zapowiada premierę podrasowanego materiału dopiero teraz tzn. lada tydzień.

10 utworów - jak mówi Beck - jest napędzanych prostym, ale podnoszącym na duchu przekazem, jak pozostać prawdziwym wobec tylu szablonów do naśladowania?
Dziś nie trudno jest stracić motywację, ale określić siebie i konsekwentnie podążać swoją drogą... Do tego trzeba sporej determinacji.

Najbardziej widać to u dzieciaków, kiedy są podatne na wpływy świata dorosłych, ale nie każdy idzie z prądem, indywidualności daje się zauważyć bardzo szybko i trzeba je pielęgnować.

Beck inspirował się ostatnio nagraniami Strokesów, pozostając pod sporym wpływem ich twórczości od czasu wspólnego letniego koncertu w Hyde Parku w 2015 roku. Choć jakieś daleko idące naśladownictwo na pewno nie wchodzi w grę. Jest to zdecydowanie samodzielny twórca.

Najważniejsze albumy Becka Hansena to, przypomnę młodszym słuchaczom Radaru: "Odelay" oraz "Sea Change", a magazyn "Rolling Stone" obydwa zamieścił w rankingu najważniejszych płyt wszech czasów.

W swej twórczości Amerykanin sięga po folk, funk, soul, hip-hop, alternatywny rock, country i psychodelię. Dotychczasowy dorobek Becka zamyka nagrodzony Grammy longplay "Morning Phase" z lutego 2014 roku. Czym teraz nas zaskoczy?
2017-03-03, 13:28

50 lecie muzycznej kariery Neila Diamonda i 50 nagrań na 3 płytowym zestawie to już 31 marca

[Fot.neal whitehouse piper/flickr.com]
[Fot.neal whitehouse piper/flickr.com]
Wszystko zaczęło się od wydanego na singlu w 1966 roku nagrania "Solitary Man", ale liczbą przebojów, jakie ma na swoim koncie mógłby obdarować co najmniej kilku wykonawców.
Czy pamiętają Państwo, że komponował m.in. dla The Monkees, a słynny przebój UB 40 "Red Red Wine" pochodzi właśnie z jego repertuaru?

Neil Diamond sam proponował dobór nagrań do tego zestawu i doglądał produkcji.

Od czasu singla "Solitary Man" wydanego pół wieku temu niejednokrotnie umieszczał swoje nagrania na bardzo wysokich miejscach list przebojów, a na najwyższym stopniu podium stawał z utworami "Cracklin' Rosie", "Song Sung Blue" oraz "You Don't Bring Me Flowers" - ten ostatni to oczywiście efekt bardzo udanej współpracy z Barbra Streisand.

Trzeba też odnotować znakomitą ścieżkę dźwiękową do filmu Jazz Singer z 1980 roku, w którym z resztą sam zagrał i wylansował dzięki produkcji, tak znanej w USA rzeczy jak: "Love on the Rocks", "Hello Again" oraz "America".

Neil Diamond na 50 lecie w trasie koncertowej? Myślą Państwo, że to niemożliwe?
Ależ jak najbardziej.

Rozpoczynają 7 kwietnia we Fresno w Kalifornii, a zakończą dwoma wieczorami w hali Forum in Los Angeles 10 i 12 sierpnia.

Pytany przez Rolling Stone o te występy powiedział:
- Chcę stworzyć listę nagrań nie wykonywanych wcześniej na koncertach, "If You Go Away", czy "Suzanne" to przykładowe, znakomite propozycje, znane wyłącznie w wersji studyjnej.

Lista już prawie gotowa, ale pozwólcie też przygotować trochę niespodzianek.

Diamond rozpoczynał karierę pisząc piosenki dla Brill Building, Jay and the Americans oraz the Monkees . "I'm a Believer" i "A Little Bit Me, a Little Bit You" wyszły właśnie spod jego pióra.

Inni wykonawcy też odwoływali się do jego repertuaru, to m.in. Elvis Presley, Frank Sinatra, Johnny Cash oraz UB 40 – rozsławiając jego "Red Red Wine" z 1968 roku i zdobywając tym nagraniem szczyty list przebojów.

Sentymentalnie tak jakoś, ależ to zleciało...
2017-02-24, 13:04

Po 7 latach przerwy wracają z nową płytą Jamiroquai

[Fot. Eva Rinaldi/flickr.com]
[Fot. Eva Rinaldi/flickr.com]
Na razie mamy w sieci dwa nagrania z krążka "Automaton", który trafi do sprzedaży 31 marca. Czy efekty ostatniej sesji to kontynuacja pomysłów z "Rock Dust Light Star" wydanej w 2010, czy może zupełnie nowe otwarcie ?

Drugi z utworów umieszczonych w sieci "Cloud 9" sugeruje, pewien powrót do stylistyki
jeszcze z połowy lat 90 i bardzo popowego, acz oryginalnego klubowego grania, z którego Anglicy zasłynęli już od pierwszej płyty "Emergency On Planer Earth" wydanej w 1993 roku.

Inspiracją dla "Automaton", jak mówił w jednym z wywiadów prasowych lider zespołu - Jay Kay (entuzjasta szybkich aut o cenach powyżej 200 tysięcy funtów, ma z resztą w swoich garażach całkiem sporą kolekcję) - jest wszechobecny postęp technologiczny, który coraz częściej sprawia, że zapominamy o ludzkich odruchach takich, jak bezinteresowność, wrażliwość, kontakt z przyrodą, czy dbałość o środowisko.

W dobie zachwytu nad gadżetami techniki i oczekiwania na stworzenie sztucznej inteligencji to, co czyni nas ludźmi schodzi na dalszy plan, degradując nasze wnętrza.

W dniu premiery płyty 31 marca będzie można wyskoczyć do Roundhouse w Londynie na koncert promujący na żywo ten nowy materiał, ale okazji by ich zobaczyć tego lata w innych miejscach nie zabraknie.

17 czerwca będą w Atenach, 11 lipca we Florencji, a 22 lipca u naszych południowych sąsiadów w Ostrawie.

Od 1993 roku cztery swoje płyty zdołali umieścić na pierwszym miejscu w podsumowaniu sprzedaży, 9 nagrań trafiło do pierwszej dziesiątki najlepszych singli, a sprzedali na świecie ponad 26 mln płyt.

Mają styl, osobliwy drive, rozpoznawalne brzmienie i świetnie się to ogląda na teledyskach.

Zapowiada się chyba niezły funkowy początek wiosny.
2017-02-17, 07:59

Nick Cave & The Bad Seeds wystąpią 24 października na Torwarze

[Fot. Emily Tan/flickr.com]
[Fot. Emily Tan/flickr.com]
Grupa przyjedzie do Polski promować zeszłoroczny album „Skeleton Tree”.

Australijski muzyk, poeta, pisarz i aktor, znany przede wszystkim z występów w zespole Nick Cave and the Bad Seeds był także członkiem zespołów Grinderman, The Birthday Party i The Boys Next Door.

Gdyby co niektórzy młodsi słuchacze Radaru chcieli sobie poszerzyć horyzont, polecam sięgnięcie także do tego repertuaru, zwłaszcza The Birthday Party i płyt "Prayers on Fire" z roku 1981 oraz "Junkyard" z roku 1982, co uzmysłowi jaką drogę w eksplorowaniu gatunków muzycznych przeszedł australijski twórca.

Europejska trasa koncertowa rozpocznie się w Bournemouth w Wielkiej Brytanii 24 września.

Do Europy Cave przyjedzie na koncerty po serii występów w Australii i USA.

Podczas tej trasy, po raz pierwszy w Europie będzie prezentował utwory z płyty „Skeleton Tree” wydanej w ubiegłym roku. To niezwykle osobisty przekaz po tragicznej śmierci jego nastoletniego syna.

Nick Cave trochę w nim opowiada, trochę milczy, zastanawia się i przystaje w bezsilności po stracie 15-letniego syna Arthura – dzieciak po zażyciu środków halucynogennych spadł z klifu i nie udało się go uratować.

Koncerty Cave'a to trudna do sensownego opisania mistyka. Kiedy już wchodzi na scenę, od razu ustawia klimat tego spotkania z publicznością.

Kiedy pomyślisz sobie jak wiele mu zawdzięczamy, ile razy pomógł podnieść się, ale także pogrążyć w budującej pokorę zadumie, jesteś zaszczycony, że możesz w tym uczestniczyć.

Nick Cave został też niedawno uhonorowany przyznawaną w jego rodzimej Australii "nagrodą honoru" za wyjątkowe znaczenie jego twórczości dla społeczeństwa.

Muzyk, autor tekstów, kompozytor i aktor został uznany za najważniejszego przedstawiciela australijskiej kultury, którego twórczość stanowi bardzo cenny wkład w dziedzictwo kulturalne tego kraju.

Warto zarezerwować sobie "muzyczną jesień" na Torwarze.
2017-02-10, 14:09

Kings Of Leon headlinerem pierwszego dnia Orange Warsaw Festival

[Fot. Quique/flickr.com]
[Fot. Quique/flickr.com]
Amerykanie najwyraźniej mają słabość do Polski - poza wrześniowym halowym występem w Krakowie byli już u nas dwukrotnie na Open'er Festival w Gdyni (2009 i 2013), a udany debiut na Orange Warsaw Festival zaliczyli już przed trzema laty.

"Polska to jedno z moich ulubionych miejsc do grania" - mówił wokalista i gitarzysta Kings Of Leon Caleb Followill ze sceny Tauron Areny Kraków we wrześniu 2016 r.

Amerykanie będą główną gwiazdą pierwszego dnia Orange Warsaw Festival (2 czerwca), który odbędzie się na Torze Wyścigów Konnych "Służewiec". Organizatorzy potwierdzili wcześnie, że na festiwalu zagrają również Imagine Dragons i Justice.

Ostatnio zespół ma najwyraźniej duży apetyt na długie granie, bo właśnie wydłużyli swoją amerykańską trasę dodając 25 występów!

Kings of Leon będą promować w Polsce przede wszystkim wydaną w połowie października 2016 r. siódmą studyjną płytę "Walls", którą brzmieniowo ustawiał Markus Dravs -producent nagrań (m.in. Arcade Fire, Coldplay, Florence + The Machine).

Warto dodać, że ostatnia płyta Kings Of Leon jako pierwsza z ich dotychczasowego dorobku dotarła do pierwszego miejsca amerykańskiego zestawienia Billboardu i choć w wywiadzie dla Rolling Stone perkusista Nathan Followil zapewniał, że nagrywając materiał nie w głowie im były takie honory, to z pewnością jedynka w gronie 200 najchętniej kupowanych płyt za oceanem nie zaszkodzi.

Welcome back guys in Poland!!!
2017-02-03, 07:53

Alice In Chains nagrywają nową płytę potwierdził basista zespołu Mike Inez

[Fot.cb2vi3/flickr.com]
[Fot.cb2vi3/flickr.com]
Jaki będzie następca "The Devil Put Dinosaurs Here" wydanej w 2013? Pracują podobno po kilkanaście godzin dziennie, a większość zeszłego roku spędzili na koncertach kończąc w październiku dużą trasę po USA.

Zespół rozpoczął pracę w studiu kilka tygodni temu, a basista grupy udzielił ostatnio wywiadu przedstawicielom producenta gitar Framus & Warwick.

- Przebywanie w studiu nagrań przez 20 godzin dziennie to nic zabawnego, ale mam poczucie bardzo dobrze wykonanej pracy - powiedział Inez.

- Studio jest naszym drugi domem, miejscem do krótkiego relaksu, jadalnią i zdarza się miejscem na krótką drzemkę, ale spędzamy tam maksymalnie dużo czasu, by uchwycić wszystko od razu, złapać klimat na gorąco - dodał basista Alice In Chains.

Pracujemy, spotykamy się w jednym mieście, gramy rozumiejąc się bez jakiegoś szczególnego wymyślania bardzo nowych rewolucyjnych rzeczy - konkluduje Mike Inez.

Alice In Chains ostro koncertowali w zeszłym roku, przede wszystkim w USA.

Otwierali w kwietniu kilka koncertów przed Guns N' Roses, a w listopadzie weterani rocka nagrali też własną wersję słynnego nagrania grupy Rush - utwór "Tears", który oryginalnie pojawił się na wydanej w 1976 roku płycie "2112", a teraz trafił na pięknie wydaną z okazji 40 rocznicy reedycję.

Na zmieniarce w samochodzie wskoczył mi ostatnio 'Man In The Box' - o rany to już 27 lat??? Dobrze, że AIC ciągle w formie, od razu jakoś raźniej.
2017-01-27, 07:57

Reaktywacja The Smashing Pumpkins coraz bardziej prawdopodobna

[Fot.Minyoung Chol/flickr.com]
[Fot.Minyoung Chol/flickr.com]
Lider grupy Billy Corgan pracował ostatnio z Rickiem Rubinem przy swojej solowej płycie, ale w wywiadzie dla stacji radiowej 97.9 The Loop nadającej z Chicago potwierdził, że jest zaawansowany plan reaktywacji oryginalnego składu i pokazania go na trasie koncertowej.

Corgan powiedział, że "rzeczy mają się dobrze" jeśli chodzi o ponowne wspólne zagranie z
gitarzystą zespołu Jamesem Iha. Muzyk dołączył do nich na scenie w zeszłym roku, po 16 latach przerwy.

A co z resztą oryginalnego składu?
- Niczego nie da się zapewnić, ale też wykluczyć, świat trochę się zmienił od czasów, kiedy graliśmy razem po raz ostatni. Ludzie mają różne oczekiwania - you know what I mean - mówi.

Jak podaje zwykle dobrze poinformowane źródło informacji Consequence Of Sound, Billy Corgan przygotowuje reaktywacyjną trasę The Smashing Pumpkins już na to lato.
Gdyby doszło to do skutku, byłyby to pierwsze koncerty zespołu od 2000 roku.

Od momentu jak ich drogi się rozeszły, Corgan sięgał zarówno po mało parlamentarne określenia swoich kolegów, jak i próbował doprowadzić do pojednania w imię lepszej sprawy, którą niewątpliwie jest tworzenie ponadprzeciętnego repertuaru.

Z drugiej strony kontynuuje działalność solową i nie wyklucza utworzenia nowego zespołu z Jeffem Schroederem, który dołączył do grupy po pierwszej reaktywacji w 2007 roku i był już podczas trasy koncertowej promującej pamiętny long play Zeitgeist.

Choć podobno w tym pobocznym projekcie Corgan chce realizować zupełnie inne, dalekie od Pumpkins rzeczy.

Dwutygodniową sesję zorganizowali sobie w Kalifornii, kiedy to wyjdzie nie wiadomo.
2017-01-20, 10:39

Mike Oldfield powraca z "Return to Ommadawn"

[Fot.Piano piano/flickr.com]
[Fot.Piano piano/flickr.com]
Mike Oldfield wraca do brzmienia, które przyniosło mu światowe uznanie jeszcze w latach 70. Czy jesteśmy gotowi na "Return To Ommadawn''?

Krążek, który swoją europejską premierę ma w piątek (20.01), zawiera dwuczęściową suitę opartą przede wszystkim na brzmieniu instrumentów akustycznych.

Całość została zrealizowana oraz wyprodukowana przez samego artystę w jego domowym studio w Nassau, także mamy gwarancję, że zamysł autora dotyczący przekazu jest raczej niezakłócony przez udział osób trzecich.

- Po czterdziestu latach ludzie wciąż cenią sobie najbardziej moje trzy pierwsze albumy, przy czym "Ommadawn" bije popularnością nawet "Tubular Bells" - mówi Brytyjczyk swoim fanom na jednym z portali społecznościowych.

- Nagrywanie "Return To Ommadawn" to jak powrót do mojego prawdziwego ja - dodaje artysta.

Oldfield stał się znany już w latach siedemdziesiątych, kiedy w 1973 roku zadebiutował albumem "Tubular Bells".

Początkowo agencje wydawnicze odmówiły wydania tego materiału twierdząc, że nie znajdzie on wielu odbiorców, ale rozpoczynająca wtedy działalność wydawniczą wytwórnia Virgin Records postanowiła zaryzykować.

Long play okazał się sukcesem, zarówno artystycznym, jak i komercyjnym, a popularne także w Polsce "Dzwony Rurowe" (otwierająca je część) zostały wykorzystane w filmie "Egzorcysta".

Oldfield próbował wskrzesić pamięć fanów o tym wydawnictwie wydając dwukrotnie sequele "Turbular Bells" w 1992 i 1998 roku. Jednak odbiór tych koncepcji miał się już bardzo słabo w porównaniu z debiutem, który w zasadzie otworzył karierę młodemu i dość zamkniętemu w sobie muzykowi.

Jego nowa płyta to oczywiście nawiązanie do produkcji Ommadawn z 1975 roku, na której Oldfield zaprezentował swój nieprzeciętny talent instrumentalny grając m.in. na siedmiu rodzajach gitar, mandolinie, organach, syntezatorze oraz instrumentach perkusyjnych.

Mam nadzieję, że to będzie piękna zimowa podróż, taki "back in time". Mocno wierzę jednak, iż dostarczy nam nowych wrażeń.
2017-01-13, 08:26

Ray Davies z grupy The Kinks z królewskimi zaszczytami

[Fot.ultomatt/flickr.com]
[Fot.ultomatt/flickr.com]
Ray Davies z grupy The Kinks rycerzem Jej Królewskiej Mości. Zaszczytny tytuł odebrał w towarzystwie m.in. tenisisty Andyego Murraya, słynnego biegacza Mo Faraha oraz redaktor naczelnej magazynu Vogue - Anny Wintour.

- Po ogłoszeniu listy byłem zaskoczony, odrobinę zakłopotany, ale pomyślałem, że to honory także dla mojej rodziny, fanów i wszystkich osób, które przez lata inspirowały mnie do komponowania utworów dla The Kinks - powiedział muzyk w wywiadzie dla BBC.

Lider The Kinks tym wyróżnieniem dołączył do grona takich znakomitości jak Paul McCartney, Elton John, Mick Jagger, Van Morrison oraz Rod Stewart.

David Bowie odmówił przyjęcia tytułu w 2003 roku. - Nigdy nie miałem zamiaru przyjmować takich tytułów. W rzeczywistości nie bardzo wiem za co te honory, wiem jednak, że to nie dla takich rzeczy poświęcam swoje życie - tłumaczył Bowie.

John Lennon swego czasu, jeszcze będąc w The Beatles, także zwrócił przyznany przez królową order Imperium Brytyjskiego i wysłał królowej list. Z resztą ostatnio oryginał tego pisma wypłynął na jednej z internetowych aukcji. Ach ta niezależność największych gwiazd świata muzyki...

W sumie na liście obejmującej tytuły rycerskie, znajduje się niemal 1200 osób z odznaczeniami niższego rzędu.

Większość wyróżnionych to odznaczeni orderami niższego rzędu zwykli Brytyjczycy, którzy codziennie ciężko pracują na rzecz społeczności, stanowią oni 3/4 nagrodzonych i może to jest najważniejszy wymiar docenienia ich poświęcenia.

Nie trudno byłoby znaleźć sporo argumentów, by orderami jak choinkę obwiesić Raya Daviesa, ale z drugiej strony miliony podziękowań od fanów za tak doniosłe rzeczy, jak chociażby "You Really Got Me" z 1964 roku mają chyba dużo większe znaczenie.

Lata mijają, a "You Really Got Me" czy "Lola" wciąż kręcą się na domowych prywatkach, takie surowe, może gorzej wyprodukowane, ale who cares?
2017-01-04, 11:37

Kto zagra na inauguracji prezydentury Donalda Trumpa?

[Fot.E Photos/flickr.com]
[Fot.E Photos/flickr.com]
Od dłuższego czasu w Ameryce dość mocno jest dyskutowana sprawa zapewnienia bezpieczeństwa podczas uroczystej inauguracji prezydentury Donalda Trumpa. Teraz dochodzi jeszcze problem rzekomo zbyt mało atrakcyjnej listy wykonawców, którzy mieliby uświetnić to wydarzenie.

Jeden z wpisów na Twitterze prezydenta elekta: nie potrzebuję celebrytów, a zależy mi raczej na zwykłych obywatelach USA - mógł uspokoić jedynie tych mniej rozeznanych w specyfice prestiżu, który powinien towarzyszyć takiemu otwarciu.

Dostaliśmy trochę sygnałów w rodzaju: naprawdę nie ma zainteresowanych pokazaniem się na inauguracji? - mówi Ken Levitan, manager m.in. takich gwiazd jak Kings of Leon, Hank Williams Jr., Lynyrd Skynyrd czy Emmylou Harris.

Nieoficjalnie propozycje występu na inauguracji odrzucili m.in. Elton John, Garth Brooks oraz Celine Dion, ale jakąś nadzieją mogą być zaprawieni już w takich prezydenckich bojach The Beach Boys - grali dla Ronalda Reagana, Billa Clintona oraz George'a W. Busha.

Na liście artystów, których występ potwierdzono, są m.in. chór mormonów Tabernacle, the Radio City Rockettes oraz 16-letni piosenkarz Jackie Evancho.

Praktycznie 'domówione' jest pokazanie się na inauguracji bardziej rozpoznawalnych gwiazd jak Ted Nugent oraz Kid Rock, którzy mocno wspierali Trumpa w kampanii, ale jedynie takimi nazwiskami prestiżu się nie zbuduje.

Chętnych do tzw. zagrania za kasę nie brakuje wśród wykonawców młodszego pokolenia.

Wokalista The 1975 Matt Healy powiedział BBC - jasne że zagram, ale najpierw kasa na stół. Ile bym chciał? No wiecie, on ma podobno złote zapięcia w pasach swojego samolotu więc myślę, że milion USD wystarczy.

Część artystów jak chociażby Sam Moore, wokalista popularnego w USA Sam and Dave wyraził gotowość zagrania za umożliwienie publicznego wysłania komunikatu, że artyści potrzebują większego wsparcia z tytułu praw autorskich, ale decyzji, że będzie mógł wystąpić z takim apelem nie ma.

- Prawie połowa społeczeństwa głosowała na tego faceta. Mam też u siebie pro-republikańskich wykonawców - mówi Allen Kovac, manager Motley Crue, którego wokalista Vince Neil nie dostał zaproszenia na inaugurację.

- Wykonawcy w jakiś dziwny sposób oficjalnie chcą być bardziej liberalni niż reszta społeczeństwa i może to jest wytłumaczenie tej very very short listy dla prezydenta Trumpa - konkluduje.
1234567
Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej »