Radio Opole » Radiowy Radar Rocka

Felietony

2017-12-09, 20:43

Neil Young udostępnia swoje muzyczne archiwum 50-lecia

[Fot.Takahiro Kyono/flickr.com]
[Fot.Takahiro Kyono/flickr.com]
Muzyk zdecydował się umożliwić fanom "bezprecedensowy dostęp" do swojego katalogu, łącznie z sesjami, które nie doczekały się wydania na płytach.

Archiwum można przesłuchać nieodpłatnie z poziomu strony wykonawcy i znajdą tam Państwo nie tylko solowe dokonania Younga, ale także utworu z repertuaru Crosby, Stills, Nash & Young oraz Buffalo Springfield.

Jak podaje portal Uproxx, Neil Young zapowiedział udostępnienie swojego katalogu w specjalnym liście do fanów, w którym napisał "Przygotowaliśmy ten zestaw z myślą o fanach rocka, a także tych, którzy dokumentują wydarzenia fonograficzne i próbują je jakoś rozsądnie skatalogować".

- Założenie było oczywiste, to musi być wstępnie chronologicznie ustawione i powszechnie dostępne - dodał Young.

W tej muzycznej kronice można też znaleźć materiał niepublikowany wcześniej oraz sporo utworów w wersjach bardzo surowych, które dopiero za jakiś czas w "wypolerowanej" wersji trafiły do oficjalnego katalogu muzyka.

Young ocenia archiwum jako wciąż aktualizowany zbiór jego dokonań, wzbogacany o materiał wideo z sesji nagraniowych, koncertów oraz pewne detale dotyczące przede wszystkim rzeczy zarejestrowanych dawniej - słowem w przyszłości praktycznie gotowy materiał do przygotowania autobiografii.

Jeśli interesują Państwa inne pamiątki po Neilu Youngu, polecam aukcję jego kolekcji modeli pociągów oraz aukcję kilku samochodów już w wymiarze 1:1 z jego kolekcji aut vintage.

Wystarczy się zarejestrować, mieć w portfelu trochę nadwyżki i już - licytacje można sprawdzić w domu akcyjnym Juliens w LA w stanie Kalifornia.

Zanim wylicytuję jakąś lokomotywę, to rzetelnie przesłucham to co przygotował w tym dodatkowym zestawie.
2017-12-03, 10:05

Don Henley po 40 latach od wydania "Hotel California": wciąż nie mamy dość!

[Fot. Michael Coghlan/flickr.com]
[Fot. Michael Coghlan/flickr.com]
Don Henley o reedycji płyty "Hotel California", przyszłości The Eagles oraz o tym jak radzi sobie, kiedy nie ma już Glenna Freya.

W tym roku mija 40 lat od wydania bestsellerowej piątej płyty "Hotel California", a do przygotowywanej z tej okazji jubileuszowej edycji planują dodać niepublikowane wcześniej nagrania koncertowe zarejestrowane w 1976 roku podczas występu w Forum w Los Angeles.

- Byłem oczarowany energią i pewną chropowatością nagrań zarejestrowanych podczas naszego występu wtedy na żywo - mówi wokalista i zarazem perkusista Eagles Don Henley.

- Z technicznego punktu widzenia jesteśmy o rok spóźnieni, biorąc pod uwagę, że long play "Hotel California" oryginalnie trafił do sprzedaży w grudniu 1976 roku. Dobrze jednak, że mieliśmy przeczucie, by to zarejestrować - uzupełnia muzyk.

The Eagles koncertowali ostatnio 29 października w Grand Ole Opry w Nashville i ten występ zakończył pierwszą trasę po śmierci współzałożyciela The Eagles, Glenna Freya.

Teraz pokazują się publiczności w nieco awaryjnym składzie z gwiazdą muzyki country Vincem Gillem oraz 23-letnim synem Freya - Deaconem grającym na gitarze i wspomagającym partie wokalne.

Wydawanej w przyszłym roku "Hotel California" w wersji deluxe po raz pierwszy w historii zespołu będzie towarzyszyć poszerzenie wydawnictwa o bonus koncertowy.

Dlaczego chcą tak wyeksponować właśnie to wydawnictwo, a nie na przykład debiut Eagles z 1972? Don Henley odpowiada: bo to właśnie ten krążek zdeterminował później nasze podejście do nagrań studyjnych.

Co ciekawe, wydana w 1976 roku płyta została mocniej pokazana na radiowych playlistach dopiero rok później, ale do dziś klasyki z "Hotel California" słychać nie tylko w mainstreamowych rozgłośniach USA.

Jakie plany na 2018? - Trudno powiedzieć odpowiada Don Henley - mamy już po 70 lat, grać będziemy tak długo jak pozwoli na to zdrowie oraz nasza pewność, że technicznie dajemy radę. Only god knows how long this will last...
2017-11-25, 18:06

My Bloody Valentine wydają w przyszłym roku nową płytę

[Fot.Greg Dunlap/flickr.com]
[Fot.Greg Dunlap/flickr.com]
Tym razem sprawa wygląda bardzo poważnie, a następcy long playa "m b v" będzie towarzyszyć letnia trasa koncertowa.

Nieoficjalne informacje o planach nagraniowych krążyły od dłuższego czasu w mediach, ale kiedy w wywiadzie dla portalu Pitchfork lider grupy Kevin Shields potwierdził, że w 2018 przygotują "na sto procent" nowy materiał, bomba poszła w górę.

Muzycy My Bloody Valentine koncentrowali się ostatnio nad reedycją swoich starych krążków w winylowej postaci: „Loveless” oraz „Isn’t Anything”.

Perkusista My Bloody Valentine (Colm Ó Cíosóig) był także w trasie koncertowej ze swoim drugim zespołem Hope Sandoval & the Warm Inventions.

- Początkowo miała być to EP-ka, ale zdałem sobie sprawę, że wszystko zmierza w kierunku pełnego albumu - powiedział Kevin Shields. - Całość będzie trwać około 40 minut, ale jeszcze nie potrafię powiedzieć ile utworów się na niej znajdzie. Prawdopodobnie siedem czy osiem - dodał.

Potwierdzono też że latem 2018 r. MBV ruszą w trasę koncertową.

W jednym z wcześniejszych wywiadów perkusista grupy Colm Ó Cíosóig stwierdził, że uważany przez wielu za najgłośniej grający zespół świata ostatnio trochę się ociągał i trzeba będzie to jakoś nadrobić.

"Muzyka powinna wypełniać twoją głowę w takim stopniu, byś poczuł ekstazę" - niezła zapowiedź tego co się może wydarzyć w przyszłym roku.

Od debiutanckiego LP "Isn't Anything" minie 30 lat i nie mam wątpliwości, że jeden z bardziej nietuzinkowo grających zespołów z Wysp Brytyjskich stanie na wysokości zadania proponując jedną z najważniejszych płyt roku.

Koncerty to już zupełnie inna liga, ale trzeba wiedzieć, że MBV "łoją" konkretnie i jak tylko pojawią się konkrety, będzie o tym w RRR.
2017-11-20, 09:50

Czy jesteśmy gotowi na nową płytę Björk?

Nowa płyta Björk promowana jest singlem "The Gate"
Jedna z bardziej oczekiwanych płyt ostatniego czasu "Utopia" trafi do sprzedaży 24 listopada. Dziewiąty w dyskografii islandzkiej piosenkarki krążek jest już promowany w rozgłośniach radiowych singlem "The Gate".

Na okładce płyty - trochę w konsekwencji wcześniejszych produkcji solowych - dostaniemy artystycznie przygotowany portret Björk - tym razem to będzie "kolorowa fantazja" przygotowana przez studio pochodzącego z Japonii, a mieszkającego obecnie w Londynie Jesse Kanda.

- Jestem ogromnie podekscytowana przed premierą mojej nowej płyty - mówi Björk - mam nadzieję, że efekty wspólnej pracy kilku zaufanych mi osób nie rozczarują, a główny przekaz dotyczy oczywiście miłości, której poszukujemy, do której dążymy, którą mamy w swojej wyobraźni, kiedy już przychodzi to spełnia się nasz najważniejszy sen...

Plany koncertowe są jeszcze mocno "up in the air", ale wiadomo, że pochodząca z Islandii piosenkarka wystąpi jako główna gwiazda angielskiego festiwalu All Points East - 27 maja, a będą jej towarzyszyć m.in. Beck, Father John Misty, Flying Lotus 3D, Sylvan Esso, Alexis Taylor oraz Agoria Live.

W prestiżowej manifestacji nietuzinkowego podejścia do muzyki zaprezentują się też LCD Soundsystem, The xx, Lorde, The National, The War On Drugs.

Dziewiąta płyta w katalogu Björk zawiera 14 utworów i sama artystka zachęca, by kupić ją, wykorzystując kryptowaluty jak Bitcoin, Litecoin czy AudioCoin i jest to pierwszy taki przypadek jeśli chodzi o wykonawców światowego formatu.

Co więcej, nabywając płytę bezpośrednio z poziomu stron internetowych Björk lub wytwórni płytowej One Little Indian, dostajemy w prezencie 100 jednostek audiocoin, po kursie 0,25 dolara - słowem business woman pełną twarzą.
2017-11-13, 13:37

Kolekcjonerski album The Beatles trafi na aukcję

[Roger/flickr.com]
[Roger/flickr.com]
Najbardziej osobliwy album The Beatles idzie pod młotek. Niegdyś własność Johna Lennona, ozdobiony odręcznymi szkicami najsłynniejszego z całej "czwórki z Liverpoolu" może osiągnąć cenę ponad 200 tys. dolarów.

Pierwotna wersja krążka "Yesterday and Today" zawiera niesławne ujęcie Fab Four w przebraniu rzeźników i pozostaje jedną z nielicznych na świecie kopii, po tym jak managerowie wytwórni płytowej nakazali zniszczyć cały nakład płyt z okładkami, które w ich odczuciu mogły spowodować skandal.

Prywatna kopia Lennona, która trafi na aukcję, została podarowana kolekcjonerowi pamiątek po zespole Dave'owi Morrelowi jeszcze w 1972 roku w zamian za zarejestrowany przez niego materiał bootlegowy i kilka jeszcze innych osobliwych pamiątek po zespole.
Na okładce pamiętnej płyty jest nawet specjalna dedykacja od Lennona dla Morella datowana na 7 grudnia 1971 roku.

Gary Shrum, dyrektor sekcji "pamiątki muzyczne" w domu aukcyjnym Heritage Auctions powiedział Daily Mail: "Określenie "światowa klasa" jest być może trochę nadużywane jeśli chodzi o pamiątki z showbiznesu, ale w przypadku prawdziwego białego kruka - jakim jest ten long play - jest jak najbardziej uprawniony".

Nie tylko jest to płyta, która nie trafiła w ogóle do sprzedaży, ale dodatkowo jest to wersja robocza-prototypowa i okładka została przygotowana tylko z jednej strony, a poza tym była prywatną własnością Johna Lennona.

Dodatkowego smaczku dodaje fakt, że krążek został zarejestrowany w wersji stereo, a takich wyszło podobno z wytwórni - przed decyzją o wycofaniu - zaledwie kilkanaście.
2017-11-04, 17:09

Gorillaz pierwszym headlinerem Open'era 2018

[Fot.Wonker/flickr.com]
[Fot.Wonker/flickr.com]
Animowana supergrupa, która stała się światowym fenomenem, po raz pierwszy wystąpi na festiwalowej scenie w Polsce! 6 lipca 2018 Damon Albarn z zespołem pojawią się w Gdyni!

Od czasu ich pierwszego wydawnictwa w 2001 r. Gorillaz okazali są jednym z najbardziej unikalnych zespołów. Debiutancki album sprzedał się w nakładzie 6 milionów egzemplarzy i zawierał mocno ogrywany dziś także w rozgłośniach radiowych singiel "Clint Eastwood", ale następca debiutu - wydany w 2005 roku „Demon Days” - przyniósł im jeszcze większą popularność, a single „DARE", „Dirty Harry” i nagrodzony Grammy "Feel Good Inc.” stały się hitami w Europie i Ameryce.

Ten moment to także ich pierwszy nr 1 w Wielkiej Brytanii - na szczyt listy wspiął się "DARE".

W 2010 roku Gorillaz powrócili ze swoją trzecią płytą zatytułowaną „Plastic Beach”, swoistą podróżą ze Wschodu na Zachód w towarzystwie tak zróżnicowanych gości, że trudno było w tamtym czasie o większy eklektyzm.

Razem z Gorillaz nagrywali Lou Reed i Snoop Dogg, De La Soul i Mos Def, ale także The Syrian National Orchestra Of Arabic Music i pokręcona jazzowa formacja Hypnotic Brass Ensemble.

Do składu dołączyli też wtedy znani z The Clash Mick Jones i Paul Simonon, którzy zagrali razem po raz pierwszy od czasu rozpadu swojej macierzystej formacji.

Przy okazji „Plastic Beach” Gorillaz zagrali pierwszą pełną trasę koncertową obejmującą zarówno występy festiwalowe, jak i koncerty w wielkich halach i najpewniej sporo pomysłów z tego krążka usłyszymy na przyszłorocznym Openerze.

Wydany w tym roku „HUMANZ”, Murdoc, Noodle, Russel i 2D jak zwykle zaprosili do współpracy grono uznanych artystów (wśród nich m.in. Jehnny Beth z Savages, Danny’ego Browna, Benjamina Clementine’a, De La Soul, Grace Jones) i ponownie pokazują, że ich pomysły na fuzję stylów nie są jeszcze na wyczerpaniu.

Lista Openera będzie się z każdym tygodniem wydłużać. Wiadomo, że gwiazdą soboty 7 lipca na głównej scenie będzie Bruno Mars.

Aktualizowany na bieżąco line-up wykonawców można sprawdzać na stronie organizatora.
2017-10-30, 07:57

Bruce Dickinson otwarcie o walce z rakiem i przyszłości Iron Maiden

[dr zoidberg/flickr.com]
[dr zoidberg/flickr.com]
Ikona heavy metalu wydaje niebawem swoją autobiografię, w której z dystansem pisze o swoich najwspanialszych latach na scenie.

W wywiadzie dla NME 59-letni Dickinson po raz pierwszy otwarcie mówi o swojej konfrontacji z diagnozą o nowotworze oraz książce zatytułowanej "Do czego służy ten przycisk?".

- Pierwszą myślą, która przychodzi ci do głowy po tym jak lekarz, do którego masz zaufanie, mówi o dużym ryzyku nowotworu to to, że to już koniec, że nie ma nadziei. Od teraz jesteś już na równi pochyłej z bardzo dużym spadem, ale najgorsze jest to, że w zasadzie teraz jeszcze czujesz się całkiem dobrze i nie chcesz niczego zmieniać w dotychczasowym stylu życia, przecież wszystko jest jak dawniej, tylko z tyłu głowy ta czerwona lampka - mówi wokalista Iron Maiden.

- Miałem guza wielkości piłeczki golfowej na języku i jeszcze cztery mniejsze na węzłach chłonnych, więc sprawa wyglądała poważnie. Kiedy masz taką perspektywę, zdajesz się mocniej trzymać życia, dostrzegać jego wyjątkowość, sprawy, które dotąd uważałeś za oczywiste, urastają do rangi jakiejś nagrody, że jesteś tu, spotykasz ludzi, możesz się realizować itd. - podkreśla.

Po radioterapii możliwości wokalne Dickinsona zostały ograniczone do poziomu praktycznie wykluczającego funkcjonowanie w zawodzie, choć - jak przyznaje w wywiadzie z lekką ironią - wysokie tony wydobywa się jakoś łatwiej i wydają się być czystsze.

Bruce Dickinson wrócił do koncertowania z Iron Maiden i z optymizmem patrzy na plany występów.

- Dopóki zdrowie pozwoli, dopóki widzę na koncertach młodych ludzi, kolejne pokolenie, których jakoś inspiruje to co robimy, będziemy grać, będę szczęśliwcem, któremu było dane robić tak fantastyczne rzeczy - dodaje w wypowiedzi dla NME.

- Ktoś mówi, że rak pokona cię w kilka miesięcy, a 2 lata później parkujemy naszego 747 z napisami Iron Maiden i robimy koncert dla 50 tysięcy ludzi - nie jestem specjalnie religijny, ale to daje to myślenia, wzmacnia, buduje pokorę i sprawia, że rośnie poczucie wdzięczności za bycie tu i teraz - mówi.

Tough it out Bruce!
2017-10-21, 13:51

Roger Waters z koncertem w Gdańsku

[Fot.Michel Curi/flickr.com]
[Fot.Michel Curi/flickr.com]
Klasyki Pink Floyd, nowe piosenki i solowa twórczość podczas europejskiej trasy koncertowej Rogera Watersa zaplanowanej na 2018 rok, a w jej ramach także występ 5 sierpnia 2018 w gdańskiej Ergo Arenie.

Przedsprzedaż biletów na koncerty w ramach tournée Us+Them prowadzą portale Live Nation, Ticketmaster oraz salony sieci Empik.

Będzie okazja, by na żywo zapoznać się z utworami nie tylko z najważniejszych autorskich płyt Rogera Watersa, ale przede wszystkim nagrań Pink Floyd z tak znaczących wydawnictw jak "Wish You Were Here", "The Wall", czy "Dark Side of The Moon".

Nie ma wątpliwości, że w trakcie sierpniowego występu w Gdańsku nie zabraknie też utworów z nowego, zbierającego doskonałe recenzje albumu "Is This The Life We Really Want?”.

Nazwa trasy nawiązuje do utworu z 1974 roku "Us And Them” ze sprzedanego w wielomilionowym nakładzie albumu Pink Floyd "Dark Side of The Moon".

– Wyruszamy z nowym show w trasę – powiedział Roger Waters. – To będzie mieszanka rzeczy z mojej długiej kariery, z moich lat z Pink Floyd i nowości. Najprawdopodobniej 80% to będzie stary materiał, a 20% nowy – ale wszystko połączone tematem ogólnym. Obiecuję, że czeka Was świetne show. Spektakularne – tak jak wszystkie moje poprzednie – zapewnił artysta.

Koncerty Rogera Watersa zwykle na długo pozostają w pamięci dzięki bardzo zaawansowanej produkcji audiowizualnej oraz kwadrofonicznemu systemowi dźwiękowemu. Ta trasa nie będzie odbiegać od reguły, po miesiącach starannych przygotowań i wizjonerskich pracach będzie inspirować tłumy swoją siłą i zabierze publiczność w muzyczną podróż – czytamy na stronie organizatora.

Roger Waters Us+Them to pierwsza europejska trasa artysty od wyprzedanej The Wall Live (2010-2013), którą widziało ponad 4 miliony fanów na całym świecie, w tym także w Polsce.

Warto dodać, że zorganizowanych wtedy 219 koncertów osiągnęło łącznie największy sukces komercyjny z wszystkich tras solowych artystów w historii.
2017-10-12, 22:14

Mariusz Duda trzyma formę. "Lunatic Soul" powrócił z płytą "Fractured"

Mariusz Duda [fot. Jaime Pérez / flickr.com]
Mariusz Duda [fot. Jaime Pérez / flickr.com]
- Na tym albumie nie ma elektrycznych gitar ani żadnych żeńskich wokali. Deklaracja zawarta we wkładce do płyty „Fractured” Lunatic Soul nie powinna dziwić fanów Mariusza Dudy. Kiedy prawie 10 lat temu lider Riverside powołał do życia swój solowy projekt, postanowił pokazać nieznaną stronę swojej muzycznej wrażliwości.

Jednym z założeń, które mu wtedy przyświecały było niewykorzystywanie gitary elektrycznej. Dzięki temu muzyka na debiucie Lunatic Soul ma mocno ilustracyjny charakter. Płyta zdradza fascynację Dudy muzyką świata. Pełna ambientowych pogłosów, przestrzenna produkcja przywodzi na myśl dokonania Dead Can Dance i twórczość Petera Gabriela ze ścieżki dźwiękowej do „Ostatniego kuszenia Chrystusa”. W 2010 roku ukazał się drugi album Lunatic Soul, który był utrzymany w podobnej konwencji do debiutu. Płyty dopełniło wydawnictwo „Impressions” z muzyką instrumentalną.

„Walking on a Flashlight Beam” z 2014 roku stanowił nowe otwarcie dla Lunatic Soul. Po pierwsze Duda zrezygnował ze współpracy z multiinstrumentalistą Maciejem Szalenbaumem, który pomagał mu przy wcześniejszych nagraniach projektu. Po drugie lider Riverside postanowił zminimalizować etniczne wpływy. Na czwartej płycie Lunatic Soul akustyczne brzmienia ustępują miejsca elektronice. Duda wielokrotnie przyznawał, że w latach 90. dużo słuchał królującego wtedy trip hopu. Dlatego na „Walking on a Flashlight Beam” wyraźnie słychać echa twórczości Massive Attack, Archive czy Hooverphonic.

Tegoroczny „Fractured” wydaje się podążać ścieżką wytyczoną przez poprzedni album. Elektronika jeszcze mocniej zdominowała nową płytę Lunatic Soul, a utwory takie jak „Anymore” to jawny ukłon w stronę brzmienia lat 80. spod znaku Depeche Mode. Lider Riverside nie zrezygnował na szczęście z wpadających w ucho melodii. Wszystkie płyty Lunatic Soul opowiadają spójną historię o podróży w zaświatach. Najnowsze wydawnictwo stanowi w tej narracji swojego rodzaju prequel, bo zdradza co działo się z głównym z bohaterem za życia. Na albumie nie brakuje również wątków autobiograficznych. Płyta powstawała bowiem w bardzo trudnym okresie dla artysty. W 2016 roku w przeciągu kilku miesięcy zmarli grający w Riverside na gitarze Piotr Grudziński i ojciec Mariusza Dudy. Mimo to na albumie obok sporej melancholii jest miejsce na optymizm i nadzieję.
2017-10-05, 19:43

„Niebezpieczne czasy wymagają niebezpiecznych dźwięków”. Prophets of Rage debiutują z przytupem

[fot. Jash Grafstein / flickr.com]
[fot. Jash Grafstein / flickr.com]
Debiutancki album Prophets of Rage odnotowuje bardzo dobre wyniki sprzedaży. W pierwszym tygodniu po premierze płyta znalazła 21 tysięcy odbiorców w samych Stanach Zjednoczonych, plasując się na 16. miejscu notowania Billboard’s Top 200.

Zespół tworzą instrumentaliści kultowych Rage Against The Machine, czyli perkusista Brad Wilk, basista Tim Commerfold i wizjoner gitary Tom Morello. W skład grupy wchodzą również raper Chuck D i Dj Lord z Public Enemy oraz B – Real, znany jako frontman Cypress Hill.

Trudno takiej konstelacji nie nazwać supergrupą. Innego zdania jest jednak Morello. Muzyk określa formację jako „jednostkę specjalną rewolucyjnych muzyków zdeterminowanych, żeby walczyć z Himalajami powyborczej hipokryzji za pomocą hałasu ze wzmacniaczy Marshalla”.

Choć artyści stworzyli wspólny skład dopiero w trakcie kampanii prezydenckiej Donalda Trumpa, ich muzyczne spotkanie wydaje się czymś zupełnie naturalnym. W swojej pełnej wściekłości i społecznego zaangażowania twórczości Public Enemy bardzo często samplowali rockowe nagrania. Z kolei drugi album Cypress Hill, zatytułowany Black Sunday, miał ogromny wpływ na rodzący się wtedy nurt rap metalu. Muzycy Rage Against The Machine bardzo często wymienili właśnie te dwie grupy jako swoje ulubione rapowe formacje. Starsi koledzy z kolei szybko poznali się na talencie rockowego zespołu i już na początku lat 90. zabierali go w trasy koncertowe.

Nie dziwi więc, że wspólna kolaboracja, którą muzycy stworzyli pod szyldem Prophets of Rage brzmi bardzo naturalnie. Debiutancka płyta zespołu przesiąknięta jest klasycznymi, przywodzącymi na myśl lata 70. gitarowymi riffami. Obecność raperów powoduje jednak, że muzyka ma jeszcze więcej groovu od dokonań Rage Against The Machine. Utwory jak „Living On The 110”, „Fire A Shot” czy „Take Me Higher” cechuje wręcz funkowy puls.

Zespół zdążył odwiedzić Polskę w ramach tegorocznej edycji Open’er Festival. W repertuarze ich elektryzującego koncertu dominowały przede wszystkim kompozycje Rage Against The Machine. Podczas kolejnej wizyty nad Wisłą będą mogli bez wstydu prezentować autorskie numery.
1234567
Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej »