Radio Opole » Radiowy Radar Rocka

Felietony

2017-01-20, 10:39

Mike Oldfield powraca z 'Return to Ommadawn'

[Fot.Piano piano/flickr.com]
[Fot.Piano piano/flickr.com]
Mike Oldfield wraca do brzmienia , które przyniosło mu światowe uznanie jeszcze w latach 70. Czy jesteśmy gotowi na "Return To Ommadawn''?

Krążek, który swoją europejską premierę ma w piątek (20.01) zawiera dwuczęściową suitę opartą przede wszystkim na brzmieniu instrumentów akustycznych.

Całość została zrealizowana oraz wyprodukowana przez samego artystę w jego domowym studio w Nassau, także mamy gwarancję , że zamysł autora dotyczący przekazu jest raczej niezakłócony przez udział osób trzecich.

"Po czterdziestu latach ludzie wciąż cenią sobie najbardziej moje trzy pierwsze albumy, przy czym 'Ommadawn' bije popularnością nawet 'Tubular Bells'" - mówi brytyjczyk swoim fanom na jednym z portali społecznościowych.

"Nagrywanie 'Return To Ommadawn' to jak powrót do mojego prawdziwego ja" - dodaje artysta.

Oldfield stał się znany jeszcze w latach, kiedy w 1973 roku debiutował albumem "Tubular Bells".

Początkowo agencje wydawnicze odmówiły mu wydania tego materiału twierdząc, że nie znajdzie on wielu odbiorców, ale rozpoczynająca wtedy działalność wydawniczą wytwórnia Virgin Records postanowiła zaryzykować.

Long play okazał się sukcesem, tak artystycznym, jak i komercyjnym - a popularne także w Polsce 'Dzwony Rurowe' - otwierająca je część została wykorzystana w filmie Egzorcysta.

Oldfield próbował wskrzesić pamięć fanów o tym wydawnictwie dwukrotnie wydając sequele 'Turbular Bells' w 1992 i 1998 roku, ale odbiór tych koncepcji miał się już bardzo słabo w porównaniu z debiutem, który w zasadzie otworzył karierę młodemu i dość zamkniętemu w sobie muzykowi.

Jego nowa płyta to oczywiście nawiązanie do produkcji Ommadawn z 1975 roku , na której Oldfield zaprezentował swój nieprzeciętny talent instrumentalny grając m in na siedmiu rodzajach gitar, mandolinie, organach , syntezatorze oraz instrumentach perkusyjnych.

Mam nadzieję , że to będzie piękna zimowa podróż 'back in time', mocno wierzę jednak , iż dostarczy nam nowych wrażeń.
2017-01-13, 08:26

Ray Davies z grupy the Kinks z królewskimi zaszczytami

[Fot.ultomatt/flickr.com]
[Fot.ultomatt/flickr.com]
Ray Davies z grupy the Kinks rycerzem jej królewskiej mości.
Zaszczytny tytuł odebrał w towarzystwie m in. tenisisty Andyego Murraya, słynnego biegacza Mo Farah oraz redaktor naczelnej magazynu Vogue - Anny Wintour.

- Po ogłoszeniu listy byłem zaskoczony, odrobinę zakłopotany , ale pomyślałem , że to honory także na dla mojej rodziny, fanów i wszystkich osób, które przez lata inspirowały mnie do komponowania utworów dla the Kinks - powiedział muzyk w wywiadzie dla BBC.

Lider The Kinks dołączył do grona wyróżnionych już tym zaszczytem takich znakomitości jak Paul McCartney, Elton John, Mick Jagger, Van Morrison oraz Rod Stewart.

David Bowie odmówił przyjęcia tytułu w 2003 roku:
- Nigdy nie miałbym zamiaru przyjmować takich tytułów. W rzeczywistości nie bardzo wiem, za co te honory, wiem jednak , że to nie dla takich rzeczy poświęcam swoje życie -tłumaczył Bowie.

John Lennon swego czasu jeszcze będąc w The Beatles też zwrócił przyznany przez królową order Imperium Brytyjskiego wysyłając królowej list.
Z resztą ostatnio oryginał tego pisma wypłynął na jednej z internetowych aukcji, ach ta niezależność największych gwiazd świata muzyki.

W sumie na liście, obejmującej obok tytułów rycerskich, również oznaczenia niższego rzędu, znajduje się niemal 1200 osób.

Większość wyróżnionych to odznaczeni orderami niższego rzędu zwykli Brytyjczycy, którzy codziennie ciężko pracują na rzecz społeczności, stanowią 3/4 nagrodzonych i może to jest najważniejszy wymiar docenienia ich poświęcenia .

Nie trudno byłoby znaleźć sporo argumentów by orderami jak choinkę obwiesić Raya Daviesa , ale z drugiej strony miliony podziękowań od fanów za tak doniosłe rzeczy jak chociażby You Really Got Me z 1964 roku mają chyba dużo większe znaczenie.

Lata mijają , a 'You Really Got Me', czy 'Lola' wciąż kręcą się na domowych prywatkach, takie surowe, może gorzej wyprodukowane, ale who cares?
2017-01-04, 11:37

Kto zagra na inauguracji prezydentury Donalda Trumpa?

[Fot.E Photos/flickr.com]
[Fot.E Photos/flickr.com]
Od dłuższego czasu w Ameryce dość mocno jest dyskutowana sprawa zapewnienia bezpieczeństwa podczas uroczystej inauguracji prezydentury Donalda Trumpa. Teraz dochodzi jeszcze problem rzekomo zbyt mało atrakcyjnej listy wykonawców, którzy mieliby uświetnić to wydarzenie.

Jeden z wpisów na Twitterze prezydenta elekta: nie potrzebuję celebrytów, a zależy mi raczej na zwykłych obywatelach USA - mógł uspokoić jedynie tych mniej rozeznanych w specyfice prestiżu, który powinien towarzyszyć takiemu otwarciu.

Dostaliśmy trochę sygnałów w rodzaju: naprawdę nie ma zainteresowanych pokazaniem się na inauguracji? - mówi Ken Levitan, manager m.in. takich gwiazd jak Kings of Leon, Hank Williams Jr., Lynyrd Skynyrd czy Emmylou Harris.

Nieoficjalnie propozycje występu na inauguracji odrzucili m.in. Elton John, Garth Brooks oraz Celine Dion, ale jakąś nadzieją mogą być zaprawieni już w takich prezydenckich bojach The Beach Boys - grali dla Ronalda Reagana, Billa Clintona oraz George'a W. Busha.

Na liście artystów, których występ potwierdzono, są m.in. chór mormonów Tabernacle, the Radio City Rockettes oraz 16-letni piosenkarz Jackie Evancho.

Praktycznie 'domówione' jest pokazanie się na inauguracji bardziej rozpoznawalnych gwiazd jak Ted Nugent oraz Kid Rock, którzy mocno wspierali Trumpa w kampanii, ale jedynie takimi nazwiskami prestiżu się nie zbuduje.

Chętnych do tzw. zagrania za kasę nie brakuje wśród wykonawców młodszego pokolenia.

Wokalista The 1975 Matt Healy powiedział BBC - jasne że zagram, ale najpierw kasa na stół. Ile bym chciał? No wiecie, on ma podobno złote zapięcia w pasach swojego samolotu więc myślę, że milion USD wystarczy.

Część artystów jak chociażby Sam Moore, wokalista popularnego w USA Sam and Dave wyraził gotowość zagrania za umożliwienie publicznego wysłania komunikatu, że artyści potrzebują większego wsparcia z tytułu praw autorskich, ale decyzji, że będzie mógł wystąpić z takim apelem nie ma.

- Prawie połowa społeczeństwa głosowała na tego faceta. Mam też u siebie pro-republikańskich wykonawców - mówi Allen Kovac, manager Motley Crue, którego wokalista Vince Neil nie dostał zaproszenia na inaugurację.

- Wykonawcy w jakiś dziwny sposób oficjalnie chcą być bardziej liberalni niż reszta społeczeństwa i może to jest wytłumaczenie tej very very short listy dla prezydenta Trumpa - konkluduje.
2016-12-28, 11:56

Roger Waters przygotowuje materiał na solową płytę

[Fot.Erik F. Brandsborg/flickr.com]
[Fot.Erik F. Brandsborg/flickr.com]
Roger Waters pracuje nad pierwszą od blisko 25 lat płytą z autorskim materiałem.
'Wokale na nowy album' - brzmi lakoniczny podpis pod czarno-białą fotką muzyka na facebook'owym profilu.

Produkcją materiału zajmuje się Nigel Godrich znany ze współpracy z Radiohead czy Beckiem, a muzycy spotkali się jeszcze w 2015 roku, gdy Godrich zajmował się koncertowym wydawnictwem „Roger Waters: The Wall” pokazującym trasę koncertową obejmującą lata 2010-2013.

- To tak naprawdę płyta o miłości - o czym zresztą są wszystkie moje long play'e - mówił kilka miesięcy temu Waters.

- Rozmyślam nie tylko nad tym, dlaczego zabijamy nasze dzieci. Zastanawiam się też nad chwilami pełnymi miłości - jeśli dane jest nam jej doświadczyć - i pozwalam tej miłości rozświetlać wszystko i wszystkich - dodał Waters.

Podczas jednego z wywiadów na początku października Roger Waters sugerował, że nowy krążek może mieć formułę czegoś na kształt słuchowiska radiowego, co biorąc pod uwagę chociażby jego wcześniejszą produkcję 'Radio K.A.O.S.' nie powinno aż tak mocno dziwić.

Płyta ma się rozpocząć od dwuminutowego monologu o niewłaściwym wychowywaniu nowego pokolenia, marnującego przed komputerem najważniejszy czas budowania swojej wrażliwości.

Kilka przenikających się wątków ma skłonić do refleksji, a teksty jak zawsze w przypadku Watersa warto będzie dokładnie przejrzeć z dołączanej do płyty książeczki.

Nie wiadomo, kiedy zakończą się prace nad oczekiwanym z dużym zainteresowaniem materiałem, trzeba cierpliwie czekać na jakiś komunikat agencji wydawniczej.

Na lato 2017 jest planowana pięciomiesięczna trasa po Ameryce Północnej zatytułowana „Roger Waters – Us + Them” - nawiązująca do jednego z nagrań „The Dark Side of the Moon” z 1973 roku. Rozpocznie się 26 maja w Kansas City.

Ostatni regularny long play Rogera Watersa to "Amused to Death" z września 1992 roku, także nasze oczekiwanie na tę nową płytę jest ogromne. To może być jeden z mocniejszych akcentów 2017 roku i trzeba mieć nadzieję, że 'producencki perfekcjonizm' artysty nie wystawi naszej cierpliwości na zbyt dużą próbę.
2016-12-21, 15:49

Noel Gallagher mocno pracuje nad nową płytą

[Fot.Paul Padshewscky/flickr.com]
[Fot.Paul Padshewscky/flickr.com]
W tym tygodniu na Radiowy Radar Rocka łapiemy aktualną sesję nagraniową Noela Gallaghera. 'Zaskakujący' - jak go określa - krążek ma być gotowy do czerwca przyszłego roku na festiwal Glastonbury.

Brzmienie następcy znakomicie przyjętej płyty "Chasing Yesterday" ustawi David Holmes.

- Teraz mogę już być bardziej konkretny. Dano mi deadline i wszystko, czyli mastering, oprawa graficzna, teledyski, mają być gotowe, zanim zagram w czerwcu na Glastonbury - powiedział Noel Gallagher w rozmowie z BBC 6 Music.

Wcześniej Anglik dawał do zrozumienia, że płyta może być gotowa do końca 2016 roku, ale najwyraźniej dbałość o szczegóły zwyciężyła i jest jeszcze kilka pomysłów, które warto zastosować na tej sesji.

- Kiedy zdecydowałem się na nagrania z Davidem Holmesem, musiałem zgodzić się z jego metodami pracy, a jedna z nich zakłada, że cały materiał powstaje w studiu. Zaczęliśmy u niego w domu w Belfaście. Wcześniej nigdy tak nie pracowałem. Czyli nie wiadomo, co z tego wyjdzie, dopóki praca nie będzie zakończona. Wszystko cały czas się zmienia i to jest wspaniałe - dodał Gallagher.

Wcześniej w jednym z wywiadów David Holmes mówił z kolei, że fani Noela będą zaskoczeni - jak to określa - 'zabawowym feelingiem' krążka.

Nagrywanie materiału jest już za półmetkiem, do studia wchodzą ponownie zaraz po świętach.

Przypomnijmy, płyta "Chasing Yesterday" wydana pod szyldem Noel Gallagher's High Flying Birds była promowana także w Polsce w trakcie imprezy Orange Warsaw Festival.

Jest chyba duża szansa, że 2017 znów udanie zaznaczy się w dyskografii jednego z braci Gallagherów, a po Glastonbury może jakaś duża wakacyjna impreza w Polsce?
2016-12-13, 21:33

Guns N Roses ze Slashem na koncercie w Polsce!

[Fot.Carlos Varela/flickr.com]
[Fot.Carlos Varela/flickr.com]
W tym tygodniu łapiemy na radar przyszłoroczny koncert Guns N' Roses
w ramach europejskiej części trasy Not In This Lifetime.

Axl Rose i spółka wystąpią 20 czerwca na Stadionie Energa Gdańsk w ramach stadionowej trasy, która rozpocznie się 27 maja i obejmie 18 koncertów na terenie Wielkiej Brytanii i Europy.

Sprzedaż biletów już trwa , a warto dodać, że zainaugurowana w tym roku trasa Not In This Lifetime uchodzi za jedną z najbardziej udanych z wynikiem 2 mln sprzedanych wejściówek.

Za kuliminację powodzenia Gunsów w trakcie tych występów trzeba uznać 13 wyprzedanych koncertów stadionowych w Ameryce Południowej.

Obecnie grupa koncertuje w rozbudowanym składzie Axl Rose (wokal, fortepian), Duff McKagan (bas), Slash (gitara prowadząca), Dizzy Reed (klawisze), Richard Fortus (gitara rytmiczna), Frank Ferrer (perkusja), and Melissa Reese (klawisze).

Guns N Roses w tak mocnym zestawieniu zawita do naszego kraju pierwszy raz w swojej trwającej od 1985 roku karierze.

Młodszym słuchaczom RRR przypomnę, że wydana w 1987 roku płyta "Appetite for Destruction", znajdując ponad 30 mln nabywców stała się najbardziej spektakularnym debiutem w USA i to z tego krążka pochodzą 'emblematy' twórczości Gunsów jak 'Sweet Child o' Mine", "Paradise City" czy "Welcome to the Jungle".

Najważniejszy jednak pozostaje fakt, iż będzie to pierwsza okazja do zobaczenia zespołu w Polsce ze Slashem i Duffem McKaganem w składzie i są chyba spore szanse , że pokażą u nas już część nowego materiału, czyli następcy long playa „Chinese Democracy.
2016-12-07, 15:20

Powstaje obszerny dokument o twórczości Prince'a

[Peter Tea/flickr.com]
[Peter Tea/flickr.com]
W tym tygodniu "łapiemy na radar" duży dokument pokazujący obszernie i wieloaspektowo karierę Prince'a , w którym naszą wiedzę o jednym z najbardziej charyzmatycznych twórców muzyki soulowej wzbogacimy o wywiady o nim z takimi sławami jak chociażby: Mick Jagger, Lenny Kravitz, Billy Idol oraz Bono.

Produkcja zatytułowana 'Prince: R U listening?' pokaże artystę od jego bardzo wczesnego etapu rozwoju, aż do statusu gwiazdy rozpoznawalnej w świecie showbiznesu i to niezależnie od tego, którego z gatunków muzyki dotyczy.

Jego towarzysze z zespołu przede wszystkim Sheila E, ale także Dez Dickerson - z którym
koncertował w latach 80 oraz basista Andre Cymone, członek jego pierwszej grupy Grand Central - opowiadają o kulisach powstawania najważniejszych nagrań.

Całość wyprodukuje Michael Kirk, znany z reżyserowania i produkcji popularnej w USA serii dokumentalnej Frontline, także zapowiada się to bardzo interesująco.

Co ciekawe, film w pierwszej kolejności będzie pokazywany w Europie, a to za sprawą nabycia do niego praw przez jednego z niemieckich dystrybutorów, który już zapowiedział premierę dokumentu w krajach niemieckojęzycznych: Niemczech, Austrii i Szwajcarii.

Zgodnie z oczekiwaniami, po śmierci wybitnego twórcy, raz po raz ukazują się w różnych miejscach niepublikowane dotąd nagrania w bardzo różnym stanie zaawansowania technicznego. Ostatnio piosenka 'Moonbeam Levels' została dołączona do kompilacyjnego zestawu ' Prince 4ever'.

Układamy w całość jedną z najbardziej fascynujących muzycznych historii świata - życzyłbym kolejnemu pokoleniu czegoś na miarę 'Purple Rain'. Mijają właśnie 32 lata , a 'Let's Go Crazy', 'When Doves Cry' i oczywiście tytułowy 'Purpurowy Deszcz' wciąż ładują akumulatory. Are you listening?
2016-11-30, 18:40

Nowa płyta The Rolling Stones - mocne otwarcie grudnia!

[Brandon Carson/flickr.com]
[Brandon Carson/flickr.com]
Nowa płyta The Rolling Stones "Blue & Lonesome" ukaże się w piątek (02.12) i byłoby pewnie przesadą stwierdzić, że to najbardziej oczekiwany krążek ostatnich miesięcy, ale nie zapoznać się z tym, co nagrali po ponad 10 latach studyjnej przerwy, byłoby co najmniej nieostrożne.

Wcześniej Stonesi zapowiadali, że "coś" ważnego w ich twórczości wydarzy się 6 października, ale nasze mocne podekscytowanie musiało zostać zaspokojone jedynie jednym nowym nagraniem. Obok 'Blue & Lonesome' nie radzę przechodzić obojętnie, na zasadzie: "Stonesi, ...eee co tam oni jeszcze mogą wymyślić". Choćby z szacunku do Keitha Richardsa i Micka Jaggera warto będzie posłuchać, jak zinterpretowali tak doniosłe w historii muzyki rzeczy, jak chociażby 'I Can't Quit You Baby' z 1956 roku znakomicie wykonywane niegdyś przez Led Zeppelin czy 'Just Like I Treat You' z 1961 roku z repertuaru Howlin Wolf.

Na nową płytę ma trafić dwanaście utworów, z których dwa zostały nagrane z udziałem gości na "Everybody Knows About My Good Thing" pojawia się gitara Erica Claptona, a w "Hoo Doo Blues" gości gitarzysta Jim Keltner.

Producencko możemy być spokojni - brzmienie ustawiał Don Was przy wyraźnych sugestiach Jaggera i Richardsa, choć zaledwie trzydniowa sesja w jednym ze studiów w Londynie, czyli tam gdzie rozpoczynali ponad 50 lat temu, może co niektórym sugerować, że chcą jedynie odciąć kupony.

Zapewniam, że nie. Ta płyta to manifest powrotu do korzeni , do bluesa, pod którego wpływem Jagger był zawsze, a teraz klamruje to sesją , która w moim odczuciu będzie bardzo ważna w dyskografii Stones'ów.

Let's get back to the roots guys
we can't get no satisfaction
if you don't make it the bluesy way!

2016-11-23, 07:52

Foo Fighters potwierdzają przyjazd na Open'er 2017

[Ed Vill/flickr.com]
[Ed Vill/flickr.com]
Taki skład może się już w historii polskich festiwali nie powtórzyć! Miesiąc po po ogłoszeniu koncertu Radiohead, do line-upu Open’er Festival 2017 dołącza jedna z największych rockowych grup ostatnich dekad – Foo Fighters.

Współczesna muzyka rockowa bez Foo Fighters byłaby nie tyle uboższa, co niekompletna. To zespół, który mimo statusu gwiazdy nadal ma ogromny dystans do siebie, poczucie humoru i co najważniejsze, potrafi wytworzyć z fanami dość osobliwą więź sympatii.

Założony w 1994 roku jako projekt Dave Grohla, perkusisty Nirvany Foo Fighters miał być formą odreagowania traumy po śmierci Kurta Cobaina, ale debiutancki materiał nagrany i wyprodukowany w całości przez Grohla trochę dla zabawy, znalazł się w centrum uwagi największych wytwórni w USA.

Dziś mają za sobą ponad dwie dekady historii sukcesów artystycznych i sprzedażowych i ciągle im mało, choć mam wrażenie , że to właśnie swoisty dystans do tego co robią paradoksalnie sprzyja tworzeniu znaczących dla rocka rzeczy.

Są jednym z najlepszych gitarowych zespołów z Ameryki i mają na koncie całkiem sporą liczbę utworów, które znają nawet przypadkowi słuchacze: „Everlong”, „Monkey Wrench” czy „My Hero” - a Amerykanie mają to nie tylko w samochodowych odtwarzaczach.

Ostatni album Foo Fighters „Sonic Highways” ma interesującą koncepcję to 8 utworów nagranych w ośmiu różnych studiach na terenie Stanów, a każde miejsce to osobna opowieść, w którą jest zaangażowany miejscowy muzyk - 'an awesome idea that makes you still want more of them'.

'There is Nothing Left To Lose”, „One by One” i „In Your Honour”, czyli trzy kolejne albumy Foo Fighters przyniosły 4 nagrody Grammy, w tym dwie statuetki dla najlepszych rockowych albumów, ale kulminacja uznania nastąpiła w 2012 roku, kiedy to płyta i utwory z albumu „Wasting Light” zdobyły łącznie 5 z tych najważniejszych muzycznych nagród.

W ramach promocji „Sonc Highways” Foo Fighters ruszyli w trasę koncertową, przerwaną po złamaniu nogi przez Grohla w trakcie występu w Szwecji .

Latem 2017 roku Foo Fighters wracają do Europy zagrać odwołane koncerty, ale również dotrzeć do kilku innych miejsc pokazując m in koncertowe rozbudowania pomysłów z 'Sonic Highways'.

29 czerwca 2017 Gdynia -Lotnisko Kosakowo - Dave keep it rollling please!
2016-11-16, 07:37

Londyński zespół The xx na koncertach w Poznaniu i Warszawie

[Fot.Mr Seb/flickr.com]
[Fot.Mr Seb/flickr.com]
Pierwsze od ponad dwóch lat koncerty The xx zagrają w Polsce: 30 listopada w Hali nr 2 Międzynarodowych Targów Poznańskich, dzień później formacja pojawi się w Warszawie i zagra w Nowym Teatrze. Oficjalnym suportem na obu koncertach będzie norweska artystka Jenny Hval.

The xx to Romy Madley Croft, Oliver Sim i Jamie Smith. Londyńskie trio wydało dotychczas dwa albumy - debiut nagrodzony Mercury Music Prize oraz jego następcę - "Coexist", sprzedając obie produkcje w blisko 2,5-milionowym nakładzie.

Zagrali wyprzedaną trasę koncertową, byli headlinerami największych światowych festiwali, w tym swojej własnej imprezy - Night + Day Festival.

Ostatni raz zeszli wspólnie ze sceny 5 listopada 2014 r. w nowojorskim Guggenheim Museum. Warto dodać, że w tym samym składzie, choć nie pod szyldem The xx można było ich usłyszeć w ubiegłym roku na solowym albumie Jamiego, który jako Jamie xx wydał jedną z najlepszych elektronicznych płyt 2015 roku - "In Colour".

The xx obecnie pracują w studiu nad swoim trzecim albumem. - Ciężko pracowaliśmy nad kompozycjami i nagrywaniem nowej muzyki w kilku różnych miejscach na świecie - mówią.

Spędzili kilka tygodni w mieście Marfa, w stanie Texas, a następnie szukali inspiracji na Islandii.

Po kontynuowaniu sesji w Londynie całość realizacji koncepcji zakończą w Los Angeles.

The xx u nas jakże pięknie trafione właśnie teraz jesienią na długie wieczory... Prawie jak za najlepszych czasów Cocteau Twins, This Mortal Coil i w ogóle podopiecznych wytwórni 4AD.

Warto przypomnieć sobie 'Angel' albo 'Fiction' z krążka 'Coexist' nieźle nastrajają do 'remanentów' w kończącym się powoli roku.

Let's get to the sentimental groove!! I am in guys!
123456
Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej »