Radio Opole » Radiowy Radar Rocka

Felietony

2017-07-22, 22:13

Brian May skończył 70 lat!

Brian May [fot. Elias Ruiz Monserrat/flickr.com]
Brian May [fot. Elias Ruiz Monserrat/flickr.com]
Muzyk legendarnych Queen przyszedł na świat 19 lipca 1947 roku w Londynie. Artysta uznawany jest za jednego z bardziej wpływowych gitarzystów w historii rocka. Regularnie potwierdzają to rankingi i plebiscyty organizowane przez tak prestiżowe czasopisma jak „Rolling Stone”, „Guitar World” czy „Daily Telegraph”.

Niewiele młodsza od naszego szacownego jubilata jest jego gitara „Red Special”. Instrument został skonstruowany przez 16- letniego Maya i jego ojca Harolda z części starego kominka, zdezelowanego motocykla i masy perłowej. Muzyk pozostaje wierny czerwonej wybrance do dziś. Kiedy podczas wczorajszego (19.07) święta odwiedził go James Hetfield z Metalliki, skorzystał z szansy pogrania na jednym z bardziej unikatowych instrumentów na świecie. Na zdjęciach dokumentujących spotkanie widać dziecięcą radość gitarzysty legendy thrash metalu. Filozofia „zrób to sam” była również bliska Mayowi przy wyborze kostki do gry. Muzyk uderza w struny sześciopensową monetą.

Wkład Briana Maya w muzykę rozrywkową to nie tylko z miejsca rozpoznawalne brzmienie gitary. Muzyk jest kompozytorem największych przebojów Queen. Spod jego ręki wyszły tak ważne utwory jak „Tie Your Mother Down”, „We Will Rock You”, „Who Wants to Live Forever” czy „I Want It All”. Gitarzysta dysponuje również dużą skalą głosu, co było szczególnie przydatne przy budowaniu rozwiniętych harmonii wokalnych charakterystycznych dla twórczości Królowej. Wspólne brzmienie głosów muzyków Queen świenie obrazuje, jak niezwykłą galerią osobowości był ten zespół. May wydawał się idealnie uzupełniać z Freddiem Mercurym. Podczas gdy nieodżałowany wokalista do dziś uchodzi za uosobienie gwiazdy rocka, May pozostaje skromnym chłopakiem z sąsiedztwa. Potwierdzają to wszyscy dziennikarze, którzy mieli zaszczyt rozmawiać z gitarzystą. Publicyści nie muszą go jednak pytać o to, czym zajmowałby się, gdyby nie został muzykiem. May może pochwalić się tytułem doktora astronomii. Jest również Komandorem Orderu Imperium Brytyjskiego.
2017-07-14, 19:33

Steven Wilson powraca z nową płytą i koncertami w Polsce

Steven Wilson [fot. chorus/flickr.com]
Steven Wilson [fot. chorus/flickr.com]
„To prawdopodobnie najbardziej radosny i jednoznacznie popowy kawałek, jaki kiedykolwiek napisałem”. Słowa wypowiedziane przez Stevena Wilsona wprawiły w osłupienie wielu fanów rocka progresywnego. Uważany za mesjasza tego gatunku artysta odniósł się do swojego najnowszego singla „Permanating”. Piosenka zwiastuje płytę „To the Bone”, która ma ukazać się 18 sierpnia. Muzyk określił kompozycję, jako swoje wyobrażenie o tym, jak brzmiałoby wspólne dzieło ABBY i Electric Light Orchestra wyprodukowane przez Daft Punk. Utwór rzeczywiście zaskakuje tanecznym pulsem i radosnym śpiewem Wilsona. Choć jak zastrzega artysta, reszta albumu będzie bardziej melancholijna, płyta ma być ukłonem w stronę ambitnego popu spod znaku Petera Gabriela, Kate Bush czy Tears For Tears.

Mimo że w listopadzie Wilson świętować będzie 50. urodziny, wciąż pozostaje jednym z bardziej twórczych i poszukujących muzyków na świecie. Kiedy w 2010 roku zawiesił działalność Porcupine Tree, przytaczał zmęczenie formułą zespołu jako główną przyczynę swojej decyzji. Choć legendarna grupa nie stroniła od eksperymentów i wolt stylistycznych w swojej karierze, to dopiero działalność solowa pozwoliła Wilsonowi na odrzucenie wszelkich szufladek.

Jego debiutancki album „Insurgentes” był hołdem złożonym post – punkowym i shoegazowym legendom lat 80. Dwie kolejne płyty świadczyły o fascynacji artysty muzyką jazz fusion. „Hand. Cannot. Erase.”, czyli czwarty album Brytyjczyka, był zwrotem w kierunku nowocześniejszych brzmień. Choć nie zabrakło na nim rozbudowanych kompozycji, pojawiły się również chwytliwe piosenki z popowymi refrenami. Zgodnie z zapowiedzią Wilsona, nowa płyta powinna usatysfakcjonować zwolenników bardziej przebojowego podejścia.

O tym, jak na żywo brzmi nowy materiał, będą mieli okazję przekonać się Polscy fani artyści. W lutym 2018 roku muzyk wystąpi w Zabrzu i Poznaniu.
2017-07-07, 16:16

Znakomity bilans tegorocznej edycji festiwalu Open'er

Open
Open'er Festival 2017 pierwszy dzień [fot.Mariusz Majeran]
Organizatorzy Open’era po raz kolejny mogą mówić o sukcesie. 16. edycja imprezy przyciągnęła 120 tysięcy uczestników. Choć na festiwalu reprezentowane były wszystkie gatunki muzyczne, szczególnie dopieszczeni byli fani gitarowych brzmień. Tym bardziej, że gdyński festiwal mógł pochwalić się tymi samymi headlinerami, co brytyjski Glastonbury. Mowa o Radiohead i Foo Fighters, które wystąpiły na głównej scenie Open’era pierwszego i drugiego dnia festiwalu. Wydawałoby się, że to artyści z zupełnie innych światów, ale to najlepszy dowód na piękno, tkwiące w bogactwie rocka.

Radiohead zagrali mistyczny koncert na przekór plenerowym standardom. Ich występ zaczął się od wyciszonego, niemal ambientowego "Daydreaming". Publiczność zgromadzona na lotnisku Gdynia - Kosakowo szczególnie żywo reagowała na utwory z obchodzącej 20. urodziny płyty „OK Computer”. Najwięcej wzruszeń wywołały wyciszone „Let Down” i „Lucky”.

Znacznie mniej lirycznych momentów dostarczył koncert Foo Fighters. Amerykanie pokazali, że w pełni zasługują na status jednego z ostatnich stadionowych zespołów na świecie. Chociaż grupa opiera swój repertuar na sprawdzonych hitach, w trakcie jej koncertów nie może być mowy o rutynie. Najbardziej zapadł mi w pamięć moment, kiedy podczas wykonywania "Monkey Wrench” Dave Grohl zszedł ze sceny i obiegł wzdłuż i wszerz fosę dla ochroniarzy i fotoreporterów. Wyjątkowe było również wykonanie premierowej kompozycji „Lee Dee Da” z gościnnym udziałem Alison Mosshart. Charyzmatyczna wokalistka i jej The Kills dali elektryzujący koncert tuż przed występem Foo Fighters.

Trudno zliczyć wszystkie magiczne momenty rozgrywającego się na pięciu scenach festiwalu. Mi najbardziej utkwiły w pamięci nocny występ Amerykanek z Warpaint na scenie namiotowej i koncert supergrupy Prophets of Rage na scenie głównej festiwalu. Zespół, w skład którego wchodzą instrumentaliści Rage Against The Machine, bardzo chętnie wracał do repertuaru kultowej formacji. Możliwość usłyszenia na żywo takich klasyków jak "Killing In The Name”, "Guerilla Radio” czy "Bullet In The Head” wprawiło zgromadzoną pod sceną publiczność w niekontrolowane szaleństwo.
2017-06-23, 19:34

Queens Of The Stone Age kończą pracę na nową płytą

[Fot.A2H2Z/flickr.com]
[Fot.A2H2Z/flickr.com]
Queens Of The Stone Age potwierdzają , że następca krążka 'Like Clockwork ' z 2013 jest już gotowy. Josh Homme określa ten materiał jako nieco szybszy, ale także bardziej ryzykowny, choć może się okazać najlepszą z dotychczasowych płyt.

Biorąc pod uwagę dotychczasową dyskografię gratuluję odwagi charyzmatycznemu liderowi, ale usiedzieć spokojnie nie potrafię.

Wiadomo, że na sesję tym razem nie zapraszano żadnych specjalnych gości, a atmosferę oczekiwania na nowe nagrania QOTSA podgrzewają na kanałach społecznościowych tajemniczymi obrazkami z inskrypcją 25 , ale nie wiem, czy to tytuł płyty, nagrania , czy może cena...wolne żarty.

Ostatnio w wywiadzie dla nadającej w Nowej Zelandii stacji radiowej Rock Fm Homme powiedział, że czuje się jak pantera , która przygotowuje się do skoku przed oficjalną datą premiery, ale dociskany przez dziennikarza, nie zdradził niczego konkretnego, co mogłoby nas zainteresować , poza tym, że uważa te nagrania za jedne z najlepszych w dotychczasowym repertuarze.

Queens of the Stone Age zostali ostatnio dodani do zestawu wykonawców wrześniowego festiwalu Riot Fest w Chicago i jest to tylko jeden z zaledwie 4 tegorocznych koncertów w Ameryce Północnej.

Z poza amerykańskiej aktywności w w wakacje mają zakontraktowane występy w Nowej Zelandii, Australii i Japonii. Czekam na płytę i rezerwuje dla nich resztę roku robiąc już miejsce na półce.
2017-06-16, 10:09

Koncert Guns N' Roses 20 czerwca w Gdańsku!

[Fot.dave1968/flickr.com]
[Fot.dave1968/flickr.com]
W zeszłym roku doszło do reaktywacji zespołu z oryginalnymi siłami napędowymi Gunsów, Slashem i Duff McKaganem po raz pierwszy po 20 latach i jak przyznał ostatnio w jednym w wywiadów gitarzysta Richard Fortus, wiele wskazuje na to, iż możemy mieć całkiem uzasadnione oczekiwania dotyczące wydania za jakiś czas nowego long playa.

Zespół nie pracował wspólne w studiu od czasu wydanej w 2008 r. i mocno opóźnianej wtedy 'Chinese Democrasy' , która powstawała z przerwami kilkanaście lat, a Slash i McKagan po raz ostatni działali razem na pamiętnej sesji ‘The Spaghetti Incident?’ z 1993.

Teraz Richard Fortus (formalnie od 2002 gitarzysta Gunsów) mówi o planach zorganizowania sesji w wywiadzie dla portalu StageLeft.

- Na razie nie nagrywamy jeszcze konkretnych rzeczy, ale są pomysły i jest wola, by to skonkretyzować. Sama możliwość, że gramy obecnie razem, jest atmosfera, to zbyt kusząca opcja, by tego nie zrealizować - mówi Fortus.

Gitarzysta Gunsów wychwala też w wywiadzie Axela Rosa i jego 'amazing' jak mówi zdolności pisania piosenek.

- Ma rzeczywiście jakiś niesamowity zmysł składania elementów, które pozornie do siebie nie pasują, łączy to w całość i później zastanawiasz się "jak mogłem tego nie słyszeć przecież to takie oczywiste". Nie spotkałem jeszcze gościa o takim zmyśle i wyobraźni - konkluduje Richard Fortus.

Zapewne podczas gdańskiego koncertu Guns N' Roses nie usłyszymy jeszcze nowych dźwięków, ale możliwość zobaczenia na jednej scenie Axla Rose'a, Slasha i Duffa McKagana to nie lada gratka dla fanów rockowych brzmień.

Guns N' Roses wystąpi na stadionie Energa Gdańsk we wtorek (20.06) w ramach trasy promującej płytę Not In This Lifetime.

Na scenie zobaczymy Axla Rose’a, (wokal), Duffa McKagana (bas), Slasha (gitara prowadząca), Dizzy’ego Reeda (klawisze), Richarda Fortusa (gitara rytmiczna), Franka Ferrera (perkusja) oraz Melissę Reese (klawisze).
2017-06-10, 09:07

28 lipca nowa płyta Arcade Fire. Pierwszego singla wydali na winylu!

[Fot.Liliane Callegari/flickr.com]
[Fot.Liliane Callegari/flickr.com]
Arcade Fire udostępniają nowe nagranie ‘Everything Now’ i ogłaszają na lipiec premierę piątej płyty.

Tradycjonaliści z Kanady rozpoczęli promocję od wydania piosenki w formie analogowego singla, ale nowego utworu można obecnie posłuchać już w wielu miejscach w internecie.

Następcę long playa 'Reflektor' ustawiali brzmieniowo Tom Banghalter (Daft Punk), Steve Mackey (Pulp) oraz Markus Dravs (Coldplay, Mumfords).
Płytę 'Everything Now' poznamy 28 lipca, a nagrywano ją w trzech studiach : Boombox w Nowym Orleanie, Sonovox w Montrealu oraz Gang Recording Studio w Paryżu.

Lider zespołu Win Butler zapowiedział na antenie BBC wydanie tego materiału na kompakcie, kasecie oraz winylu, który trafi do sprzedaży w 20 różnych wariantach okładki w różnych językach. Nie trudno się domyślić, że niektóre z nich z racji ograniczonego nakładu szybko będą zyskiwać na kolekcjonerskiej wartości.

Arcade Fire odnotowali 3 czerwca bardzo udany występ jako headliner prestiżowego Primavera Sound w Barcelonie.

Portal New Variety potwierdził też podpisanie przez grupę dwupłytowego kontraktu z Columbia Records stanowiącą obecnie część Sony Music Entertainment.

Przypomnę , że nagrodzony Grammy krążek 'Reflektor' wydała Capitol Records należąca do grupy Universal Music.

W ramach promującej płytę ‘Everything Now’ trasy koncertowej Arcade Fire można zobaczyć m in całkiem blisko nas: 16 czerwca w hali Tanzbrunnen w Kolonii, 2 lipca w Wulheide w Berlinie, a 4 i 5 lipca będą w Londynie.

6 sierpnia rozpoczną serię prawie 30 występów w USA i rodzimej Kanadzie.
2017-06-02, 08:04

Orange Warsaw Festival 2017

Two Door Cinema Club [Fot.Mrs Gemstone/flickr.com]
Two Door Cinema Club [Fot.Mrs Gemstone/flickr.com]
Na mocny początek piątkowych (02.06) koncertów wystąpili Kings Of Leon i była to najważniejsza gwiazda pierwszego dnia imprezy.

Amerykanie najwyraźniej mają słabość do Polski, gdyż poza wrześniowym (2016) halowym występem w Krakowie byli już u nas dwukrotnie na Open'er Festival w Gdyni (2009 i 2013), a udany debiut na Orange Warsaw Festival zaliczyli już przed trzema laty.

Kings of Leon promowali w Polsce przede wszystkim wydaną w połowie października 2016 r. siódmą studyjną płytę "Walls", którą brzmieniowo ustawiał Markus Dravs - producent nagrań (m.in. Arcade Fire, Coldplay, Florence + The Machine).

Warto dodać, że ostatnia płyta Kings Of Leon jako pierwsza z ich dotychczasowego dorobku dotarła do pierwszego miejsca amerykańskiego zestawienia Billboardu i choć w wywiadzie dla Rolling Stone perkusista Nathan Followil zapewniał, że nagrywając materiał nie w głowie im były takie honory, to z pewnością 'jedynka' w gronie 200 najchętniej kupowanych płyt za oceanem nie zaszkodzi.

Ostatnio Kings of Leon mają najwyraźniej duży apetyt na spotkania z publicznością i wydłużyli swoją amerykańską trasę dodając 25 występów!

W muzycznym menu dwudniowej imprezy na Torze Wyścigów Konnych "Służewiec" mieliśmy dość duży przekrój wykonwaców:

W piątek (02.06) na głównej scenie Orange od godz 17 Kodaline, Years & Years, a po koncercie Kings of Leon - znakomity holenderski DJ i producent muzyczny Martin Garrix.
Równolegle na 'scenie warszawskiej' od godz 16. SuuMoo, Little Simz, Łona i Webber, Maria Peszek oraz Kamp.

W sobotę (03.06) na głównej scenie od godz 17: Daria Zawiałow, Two Door Cinema Club, Imagine Dragons oraz na finał coś spod znaku electro-house czyli Justice. Na 'scenie warszawskiej' natomiast od godz 16: Rosalie, Lor, Miuosh, You Me At Six oraz na finał Natalia Nykiel.

Czerwiec zapowiada się w Polsce na najmocniejszy 'koncertowo' miesiąc roku.

28 czerwca rozpoczyna się w Gdyni Open'er z takimi gwiazdami jak chociażby Radiohead, Foo Fighters, The Kills, czy Solange, ale poświęcimy temu wydarzeniu jeden z najbliższych RRR.
2017-05-26, 12:32

Reedycja "White Album" The Beatles z 1968 jeszcze w tym roku

[Fot.Roger/flickr.com]
[Fot.Roger/flickr.com]
Giles Martin, syn producenta nagrań The Beatles George'a Martina potwierdza, że jest już przygotowywana reedycja emblematycznej płyty "White Album" z 1968.

Pretekst "technicznego wskrzeszania" największych dokonań czwórki z Liverpoolu jest niebagatelny - to 50. rocznica wydania krążka "Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band", co upamiętniono już ponownym przygotowaniem płyty w standardzie stereo i właśnie podczas wywiadu w BBC promującego wydawnictwo, Giles Martin potwierdził, że takich "perełek" będzie więcej.

Techniczne czyszczenie materiału zrealizował ze znakomitym inżynierem dźwięku Samem Okellem, także jest gwarancja, że lepiej to już chyba nie można, choć "White Album" "poprawiano" już od strony produkcji kilkakrotnie.

- Moja motywacja, by pokazać "White Album" w maksymalnym technicznym aspekcie była prosta - powiedział - wydana w 1968 roku studyjna płyta Beatlesów zmieniła bieg muzycznej historii i jeśli ktoś usłyszy taką tezę za kilkanaście, kilkadziesiąt lat, na pewno zechce tego posłuchać i musi to mieć w należytej jakości, nie może powiedzieć... ok niezłe, ale brzmi jakoś archaicznie - argumentuje.

Półwiecze od wydania Białego Albumu jest upamiętniane na bardzo różne sposoby.
Firma odzieżowa Pretty Green Liama Gallaghera proponuje specjalną linię odzieży na tę okazję, gwiazda R&B Frank Ocean dziękuje zespołowi za inspirację, która pozwalała mu przetrwać trudne chwile, a sklepy muzyczne na Wyspach, m.in. ten w Liverpoolu przy Matthew Street 1, do 11 czerwca jeszcze proponują szereg wydarzeń upamiętniających premierę legendarnego krążka i rzecz nie kończy się na pamiątkowych koszulkach, kubkach i innych takich.

Warto dodać, że w 2015 roku egzemplarz "The White Album" należący do Ringo Starra, o numerze 0000001, został sprzedany na aukcji za 790 000 USD i wiele wskazuje na to, że to niezła lokata kapitału.

Nagrodzony Grammy dwupłytowy zestaw pokazał ogromny potencjał zespołu, którego ograniczanie do dwuminutowych "radiowych" kawałków nie miało już racji bytu.

Teraz dostaniemy to w "perfekcyjnym brzmieniowo" opracowaniu - ja rozpocznę chyba od Helter Skelter.
2017-05-19, 07:57

Arcade Fire ruszają w trasę koncertową z The Kooks

[Fot.Liliane Callegari/flickr.com]
[Fot.Liliane Callegari/flickr.com]
Arcade Fire potwierdzili, że The Kooks będą im towarzyszyć w trakcie europejskiej trasy koncertowej. Kanadyjska grupa zapowiada obecność na najważniejszych festiwalach, a rozpoczynają już w czerwcu koncertem w ramach Primavera Festiwal w Barcelonie.

Premiera nowej płyty kanadyjskiej grupy wciąż jest odkładana. Teraz w planach przede wszystkim spotkania z publicznością, które mają potrwać z niewielkimi przerwami prawie 2 lata!

W programie pierwszej części koncertowych zajęć do połowy lipca są Dublin, Belfast, Manchester oraz prestiżowy festiwal Isle Of Wight.

Pytania fanów o nową płytę, która miała się ukazać w kwietniu wciąż bez odpowiedzi.
W styczniu ukazało się ich pierwsze nowego nagranie od 2 lat "I Give You Power" - całkiem udany efekt współpracy z Maviesem Staplesem, ale pozostałych nagrań z ostatniej sesji jak na razie nie widać.

Natomiast The Kooks wydali właśnie składankę swoich najlepszych nagrań "The Best Of So Far" z tak rozpoznawalnymi kawałkami jak "Naive", "She Moves In Her Own Way", "Ooh La", "Always Where I Need To Be" i "Shine On". Z myślą o promocji krążka zespół nagrał też dwa nowe utwory "Be Who You Are" oraz "Broken Vow".

W oczekiwaniu na nową płytę Arcade Fire, pozostaje nam posilać się tegorocznym solowym albumem Tima Kingsburiego, basisty i kontrabasisty kanadyjskiej grupy zatytułowanym "Yeah You, And I", ale to jednak daleko, daleko od macierzystego zespołu.
2017-05-14, 13:19

Koncertowa emerytura The Who?

[Fot.protestphotos1/flickr.com]
[Fot.protestphotos1/flickr.com]
Lider The Who Roger Daltrey nie wyklucza, że po zakończeniu obecnej trasy koncertowej, legendarnego zespołu nie zobaczymy już na żywo.

Weterani rocka mieli mocno zapełniony grafik występów w ciągu ostatnich dwóch lat, a latem jeszcze odbędzie się seria występów w USA, po czym - jak mówi Daltrey dziennikarzowi NME - we definitely need some time off!

- Oczywiście jako wokalista i klient banków muszę spłacać zadłużenie, także śpiewanie mam wpisane w moją działalność zawodową.

- Jeśli wezmę rok wolnego, to pewnie już nie będę w stanie do tego wrócić, ale trudno mi sprecyzować jak się będę realizował - mówi Daltrey.

Kulminacją tegorocznych występów The Who będzie seria sześciu koncertów w Caesars Palace w Las Vegas od 29 lipca do 11 sierpnia i warto zauważyć, że będą pierwszym zespołem rockowym, który da tam koncert od 2003 roku.

- Najbardziej stresująca jest konieczność występowania zgodnie z zakontraktowanym planem, nie możesz mieć dnia niedyspozycji - argumentuje jeden z założycieli słynnego zespołu - a każdy występ musi być zrealizowany na maksimum możliwości.

- Różne miasta, różne warunki nagłośnienia, życie w ciągłym biegu, mieszkanie w hotelach, robię to od 53 lat i wiem o czym mówię. Kocham was moi fani, ale come on - konkluduje.

Jakby na to nie spojrzeć w marcu Roger Daltrey skończył 73 lata, wśród bardzo doniosłych pozycji swojego repertuaru grupa posiada takie rzeczy, jak chociażby wydany przez Decca Records debiutancki album "My Generation" z 1965 roku, który inspirował następne pokolenia młodych zespołów, aż do czasów ogromnej popularności punk rocka w latach 70.

W latach świetności grali niesamowite koncerty, niszczyli na scenie instrumenty, demolowali pokoje hotelowe, ale przede wszystkim zapisali się w historii rocka pokazaniem jak silne i inspirujące może być "łamanie konwencji". Ech bez nich to już nie to samo...
1234567
Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej »