Radio Opole » Radiowy Radar Rocka

Felietony

2017-11-20, 09:50

Czy jesteśmy gotowi na nową płytę Bjork?

[Failuresque/flickr.com]
[Failuresque/flickr.com]
Jedna z bardziej oczekiwanych płyt ostatniego czasu 'Utopia' trafi do sprzedaży 24 listopada. 9 w dyskografii islandzkiej piosenkarki krążek jest już promowany w rozgłośniach radiowych singlem 'The Gate'.

Na okładce płyty - trochę w konsekwencji wcześniejszych produkcji solowych - dostaniemy artystycznie przygotowany portret Bjork - tym razem to będzie 'kolorowa fantazja' przygotowana przez studio pochodzącego z Japonii, a mieszkającego obecnie w Londynie Jesse Kanda.

- Jestem ogromnie podekscytowana przed premierą mojej nowej płyty - mówi Bjork- mam nadzieję, że efekty wspólnej pracy kilku zaufanych mi osób nie rozczarują, a główny przekaz dotyczy oczywiście miłości, której poszukujemy , do której dążymy , którą mamy w swojej wyobraźni, kiedy już przychodzi to spełnia się nasz najważniejszy sen...

Plany koncertowe są jeszcze mocno 'up in the air' , ale wiadomo, że pochodząca z Islandii piosenkarka wystąpi jako główna gwiazda angielskiego festiwalu All Points East - 27 maja, a będą jej towarzyszyć m.in. Beck, Father John Misty, Flying Lotus 3D, Sylvan Esso, Alexis Taylor oraz Agoria Live.

W prestiżowej manifestacji nietuzinkowego podejścia do muzyki zaprezentują się też LCD Soundsystem, The xx, Lorde, The National, The War On Drugs .

9 płyta w katalogu Bjork zawiera 14 utworów i sama artystka zachęca by kupić ją wykorzystując kryptowaluty jak Bitcoin, Litoin czy AudioCoin i jest to pierwszy taki przypadek jeśli chodzi o wykonawców światowego formatu.

Co więcej nabywając płytę bezpośrednio z poziomu stron internetowych Bjork lub wytwórni płytowej One Little Indian dostajemy w prezencie 100 jednostek audiocoin, po kursie 0.25 dolara - słowem business woman pełną twarzą.
2017-11-13, 13:37

Kolekcjonerski album The Beatles trafi na aukcję

[Roger/flickr.com]
[Roger/flickr.com]
Najbardziej osobliwy album The Beatles idzie pod młotek. Niegdyś własność Johna Lennona, ozdobiony odręcznymi szkicami najsłynniejszego z całej "czwórki z Liverpoolu" może osiągnąć cenę ponad 200 tys. dolarów.

Pierwotna wersja krążka "Yesterday and Today" zawiera niesławne ujęcie Fab Four w przebraniu rzeźników i pozostaje jedną z nielicznych na świecie kopii, po tym jak managerowie wytwórni płytowej nakazali zniszczyć cały nakład płyt z okładkami, które w ich odczuciu mogły spowodować skandal.

Prywatna kopia Lennona, która trafi na aukcję, została podarowana kolekcjonerowi pamiątek po zespole Dave'owi Morrelowi jeszcze w 1972 roku w zamian za zarejestrowany przez niego materiał bootlegowy i kilka jeszcze innych osobliwych pamiątek po zespole.
Na okładce pamiętnej płyty jest nawet specjalna dedykacja od Lennona dla Morella datowana na 7 grudnia 1971 roku.

Gary Shrum, dyrektor sekcji "pamiątki muzyczne" w domu aukcyjnym Heritage Auctions powiedział Daily Mail: "Określenie "światowa klasa" jest być może trochę nadużywane jeśli chodzi o pamiątki z showbiznesu, ale w przypadku prawdziwego białego kruka - jakim jest ten long play - jest jak najbardziej uprawniony".

Nie tylko jest to płyta, która nie trafiła w ogóle do sprzedaży, ale dodatkowo jest to wersja robocza-prototypowa i okładka została przygotowana tylko z jednej strony, a poza tym była prywatną własnością Johna Lennona.

Dodatkowego smaczku dodaje fakt, że krążek został zarejestrowany w wersji stereo, a takich wyszło podobno z wytwórni - przed decyzją o wycofaniu - zaledwie kilkanaście.
2017-11-04, 17:09

Gorillaz pierwszym headlinerem Open'era 2018

[Fot.Wonker/flickr.com]
[Fot.Wonker/flickr.com]
Animowana supergrupa, która stała się światowym fenomenem, po raz pierwszy wystąpi na festiwalowej scenie w Polsce! 6 lipca 2018 Damon Albarn z zespołem pojawią się w Gdyni!

Od czasu ich pierwszego wydawnictwa w 2001 r. Gorillaz okazali są jednym z najbardziej unikalnych zespołów. Debiutancki album sprzedał się w nakładzie 6 milionów egzemplarzy i zawierał mocno ogrywany dziś także w rozgłośniach radiowych singiel "Clint Eastwood", ale następca debiutu - wydany w 2005 roku „Demon Days” - przyniósł im jeszcze większą popularność, a single „DARE", „Dirty Harry” i nagrodzony Grammy "Feel Good Inc.” stały się hitami w Europie i Ameryce.

Ten moment to także ich pierwszy nr 1 w Wielkiej Brytanii - na szczyt listy wspiął się "DARE".

W 2010 roku Gorillaz powrócili ze swoją trzecią płytą zatytułowaną „Plastic Beach”, swoistą podróżą ze Wschodu na Zachód w towarzystwie tak zróżnicowanych gości, że trudno było w tamtym czasie o większy eklektyzm.

Razem z Gorillaz nagrywali Lou Reed i Snoop Dogg, De La Soul i Mos Def, ale także The Syrian National Orchestra Of Arabic Music i pokręcona jazzowa formacja Hypnotic Brass Ensemble.

Do składu dołączyli też wtedy znani z The Clash Mick Jones i Paul Simonon, którzy zagrali razem po raz pierwszy od czasu rozpadu swojej macierzystej formacji.

Przy okazji „Plastic Beach” Gorillaz zagrali pierwszą pełną trasę koncertową obejmującą zarówno występy festiwalowe, jak i koncerty w wielkich halach i najpewniej sporo pomysłów z tego krążka usłyszymy na przyszłorocznym Openerze.

Wydany w tym roku „HUMANZ”, Murdoc, Noodle, Russel i 2D jak zwykle zaprosili do współpracy grono uznanych artystów (wśród nich m.in. Jehnny Beth z Savages, Danny’ego Browna, Benjamina Clementine’a, De La Soul, Grace Jones) i ponownie pokazują, że ich pomysły na fuzję stylów nie są jeszcze na wyczerpaniu.

Lista Openera będzie się z każdym tygodniem wydłużać. Wiadomo, że gwiazdą soboty 7 lipca na głównej scenie będzie Bruno Mars.

Aktualizowany na bieżąco line-up wykonawców można sprawdzać na stronie organizatora.
2017-10-30, 07:57

Bruce Dickinson otwarcie o walce z rakiem i przyszłości Iron Maiden

[dr zoidberg/flickr.com]
[dr zoidberg/flickr.com]
Ikona heavy metalu wydaje niebawem swoją autobiografię, w której z dystansem pisze o swoich najwspanialszych latach na scenie.

W wywiadzie dla NME 59-letni Dickinson po raz pierwszy otwarcie mówi o swojej konfrontacji z diagnozą o nowotworze oraz książce zatytułowanej "Do czego służy ten przycisk?".

- Pierwszą myślą, która przychodzi ci do głowy po tym jak lekarz, do którego masz zaufanie, mówi o dużym ryzyku nowotworu to to, że to już koniec, że nie ma nadziei. Od teraz jesteś już na równi pochyłej z bardzo dużym spadem, ale najgorsze jest to, że w zasadzie teraz jeszcze czujesz się całkiem dobrze i nie chcesz niczego zmieniać w dotychczasowym stylu życia, przecież wszystko jest jak dawniej, tylko z tyłu głowy ta czerwona lampka - mówi wokalista Iron Maiden.

- Miałem guza wielkości piłeczki golfowej na języku i jeszcze cztery mniejsze na węzłach chłonnych, więc sprawa wyglądała poważnie. Kiedy masz taką perspektywę, zdajesz się mocniej trzymać życia, dostrzegać jego wyjątkowość, sprawy, które dotąd uważałeś za oczywiste, urastają do rangi jakiejś nagrody, że jesteś tu, spotykasz ludzi, możesz się realizować itd. - podkreśla.

Po radioterapii możliwości wokalne Dickinsona zostały ograniczone do poziomu praktycznie wykluczającego funkcjonowanie w zawodzie, choć - jak przyznaje w wywiadzie z lekką ironią - wysokie tony wydobywa się jakoś łatwiej i wydają się być czystsze.

Bruce Dickinson wrócił do koncertowania z Iron Maiden i z optymizmem patrzy na plany występów.

- Dopóki zdrowie pozwoli, dopóki widzę na koncertach młodych ludzi, kolejne pokolenie, których jakoś inspiruje to co robimy, będziemy grać, będę szczęśliwcem, któremu było dane robić tak fantastyczne rzeczy - dodaje w wypowiedzi dla NME.

- Ktoś mówi, że rak pokona cię w kilka miesięcy, a 2 lata później parkujemy naszego 747 z napisami Iron Maiden i robimy koncert dla 50 tysięcy ludzi - nie jestem specjalnie religijny, ale to daje to myślenia, wzmacnia, buduje pokorę i sprawia, że rośnie poczucie wdzięczności za bycie tu i teraz - mówi.

Tough it out Bruce!
2017-10-21, 13:51

Roger Waters z koncertem w Gdańsku

[Fot.Michel Curi/flickr.com]
[Fot.Michel Curi/flickr.com]
Klasyki Pink Floyd, nowe piosenki i solowa twórczość podczas europejskiej trasy koncertowej Rogera Watersa zaplanowanej na 2018 rok, a w jej ramach także występ 5 sierpnia 2018 w gdańskiej Ergo Arenie.

Przedsprzedaż biletów na koncerty w ramach tournée Us+Them prowadzą portale Live Nation, Ticketmaster oraz salony sieci Empik.

Będzie okazja, by na żywo zapoznać się z utworami nie tylko z najważniejszych autorskich płyt Rogera Watersa, ale przede wszystkim nagrań Pink Floyd z tak znaczących wydawnictw jak "Wish You Were Here", "The Wall", czy "Dark Side of The Moon".

Nie ma wątpliwości, że w trakcie sierpniowego występu w Gdańsku nie zabraknie też utworów z nowego, zbierającego doskonałe recenzje albumu "Is This The Life We Really Want?”.

Nazwa trasy nawiązuje do utworu z 1974 roku "Us And Them” ze sprzedanego w wielomilionowym nakładzie albumu Pink Floyd "Dark Side of The Moon".

– Wyruszamy z nowym show w trasę – powiedział Roger Waters. – To będzie mieszanka rzeczy z mojej długiej kariery, z moich lat z Pink Floyd i nowości. Najprawdopodobniej 80% to będzie stary materiał, a 20% nowy – ale wszystko połączone tematem ogólnym. Obiecuję, że czeka Was świetne show. Spektakularne – tak jak wszystkie moje poprzednie – zapewnił artysta.

Koncerty Rogera Watersa zwykle na długo pozostają w pamięci dzięki bardzo zaawansowanej produkcji audiowizualnej oraz kwadrofonicznemu systemowi dźwiękowemu. Ta trasa nie będzie odbiegać od reguły, po miesiącach starannych przygotowań i wizjonerskich pracach będzie inspirować tłumy swoją siłą i zabierze publiczność w muzyczną podróż – czytamy na stronie organizatora.

Roger Waters Us+Them to pierwsza europejska trasa artysty od wyprzedanej The Wall Live (2010-2013), którą widziało ponad 4 miliony fanów na całym świecie, w tym także w Polsce.

Warto dodać, że zorganizowanych wtedy 219 koncertów osiągnęło łącznie największy sukces komercyjny z wszystkich tras solowych artystów w historii.
2017-10-12, 22:14

Mariusz Duda trzyma formę. "Lunatic Soul" powrócił z płytą "Fractured"

Mariusz Duda [fot. Jaime Pérez / flickr.com]
Mariusz Duda [fot. Jaime Pérez / flickr.com]
- Na tym albumie nie ma elektrycznych gitar ani żadnych żeńskich wokali. Deklaracja zawarta we wkładce do płyty „Fractured” Lunatic Soul nie powinna dziwić fanów Mariusza Dudy. Kiedy prawie 10 lat temu lider Riverside powołał do życia swój solowy projekt, postanowił pokazać nieznaną stronę swojej muzycznej wrażliwości.

Jednym z założeń, które mu wtedy przyświecały było niewykorzystywanie gitary elektrycznej. Dzięki temu muzyka na debiucie Lunatic Soul ma mocno ilustracyjny charakter. Płyta zdradza fascynację Dudy muzyką świata. Pełna ambientowych pogłosów, przestrzenna produkcja przywodzi na myśl dokonania Dead Can Dance i twórczość Petera Gabriela ze ścieżki dźwiękowej do „Ostatniego kuszenia Chrystusa”. W 2010 roku ukazał się drugi album Lunatic Soul, który był utrzymany w podobnej konwencji do debiutu. Płyty dopełniło wydawnictwo „Impressions” z muzyką instrumentalną.

„Walking on a Flashlight Beam” z 2014 roku stanowił nowe otwarcie dla Lunatic Soul. Po pierwsze Duda zrezygnował ze współpracy z multiinstrumentalistą Maciejem Szalenbaumem, który pomagał mu przy wcześniejszych nagraniach projektu. Po drugie lider Riverside postanowił zminimalizować etniczne wpływy. Na czwartej płycie Lunatic Soul akustyczne brzmienia ustępują miejsca elektronice. Duda wielokrotnie przyznawał, że w latach 90. dużo słuchał królującego wtedy trip hopu. Dlatego na „Walking on a Flashlight Beam” wyraźnie słychać echa twórczości Massive Attack, Archive czy Hooverphonic.

Tegoroczny „Fractured” wydaje się podążać ścieżką wytyczoną przez poprzedni album. Elektronika jeszcze mocniej zdominowała nową płytę Lunatic Soul, a utwory takie jak „Anymore” to jawny ukłon w stronę brzmienia lat 80. spod znaku Depeche Mode. Lider Riverside nie zrezygnował na szczęście z wpadających w ucho melodii. Wszystkie płyty Lunatic Soul opowiadają spójną historię o podróży w zaświatach. Najnowsze wydawnictwo stanowi w tej narracji swojego rodzaju prequel, bo zdradza co działo się z głównym z bohaterem za życia. Na albumie nie brakuje również wątków autobiograficznych. Płyta powstawała bowiem w bardzo trudnym okresie dla artysty. W 2016 roku w przeciągu kilku miesięcy zmarli grający w Riverside na gitarze Piotr Grudziński i ojciec Mariusza Dudy. Mimo to na albumie obok sporej melancholii jest miejsce na optymizm i nadzieję.
2017-10-05, 19:43

„Niebezpieczne czasy wymagają niebezpiecznych dźwięków”. Prophets of Rage debiutują z przytupem

[fot. Jash Grafstein / flickr.com]
[fot. Jash Grafstein / flickr.com]
Debiutancki album Prophets of Rage odnotowuje bardzo dobre wyniki sprzedaży. W pierwszym tygodniu po premierze płyta znalazła 21 tysięcy odbiorców w samych Stanach Zjednoczonych, plasując się na 16. miejscu notowania Billboard’s Top 200.

Zespół tworzą instrumentaliści kultowych Rage Against The Machine, czyli perkusista Brad Wilk, basista Tim Commerfold i wizjoner gitary Tom Morello. W skład grupy wchodzą również raper Chuck D i Dj Lord z Public Enemy oraz B – Real, znany jako frontman Cypress Hill.

Trudno takiej konstelacji nie nazwać supergrupą. Innego zdania jest jednak Morello. Muzyk określa formację jako „jednostkę specjalną rewolucyjnych muzyków zdeterminowanych, żeby walczyć z Himalajami powyborczej hipokryzji za pomocą hałasu ze wzmacniaczy Marshalla”.

Choć artyści stworzyli wspólny skład dopiero w trakcie kampanii prezydenckiej Donalda Trumpa, ich muzyczne spotkanie wydaje się czymś zupełnie naturalnym. W swojej pełnej wściekłości i społecznego zaangażowania twórczości Public Enemy bardzo często samplowali rockowe nagrania. Z kolei drugi album Cypress Hill, zatytułowany Black Sunday, miał ogromny wpływ na rodzący się wtedy nurt rap metalu. Muzycy Rage Against The Machine bardzo często wymienili właśnie te dwie grupy jako swoje ulubione rapowe formacje. Starsi koledzy z kolei szybko poznali się na talencie rockowego zespołu i już na początku lat 90. zabierali go w trasy koncertowe.

Nie dziwi więc, że wspólna kolaboracja, którą muzycy stworzyli pod szyldem Prophets of Rage brzmi bardzo naturalnie. Debiutancka płyta zespołu przesiąknięta jest klasycznymi, przywodzącymi na myśl lata 70. gitarowymi riffami. Obecność raperów powoduje jednak, że muzyka ma jeszcze więcej groovu od dokonań Rage Against The Machine. Utwory jak „Living On The 110”, „Fire A Shot” czy „Take Me Higher” cechuje wręcz funkowy puls.

Zespół zdążył odwiedzić Polskę w ramach tegorocznej edycji Open’er Festival. W repertuarze ich elektryzującego koncertu dominowały przede wszystkim kompozycje Rage Against The Machine. Podczas kolejnej wizyty nad Wisłą będą mogli bez wstydu prezentować autorskie numery.
2017-10-01, 09:55

Co nowego w sprawie nowej płyty Guns N' Roses?

Getty Images
Getty Images
Ma być "magiczna", jak określa to w wywiadzie gitarzysta Richard Fortus i bezpośrednio po zakończeniu światowej trasy koncertowej "Not In This Lifetime" 29 listopada w Los Angeles mają zabrać się do pracy!

Oczekiwanie na pierwszą sesję nagraniową z prawdziwego zdarzenia od czasu zarejestrowania w 2008 roku "Chinese Democracy" jest ogromne.

Fortus, który dołączył do grupy w 2002 roku, powiedział w wywiadzie dla Post-Dispatch, że podekscytowanie w zespole przed tą sesją jest też ogromne i ma się wrażenie, że jak tylko odpoczną po wyczerpującym tournée, "naładowani pomysłami" znów zarejestrują rzeczy na miarę jednego z bardziej cenionych zespołów rockowych na świecie.

Na początku września członkowie hip hopowej NWA DJ Yella i MC Ren zdradzili, że niewiele brakowało, a jeszcze w latach 90. pojechaliby w trasę z Gunsami, ale ich ówcześni managerowie postawili zbyt wygórowane warunki i do wspólnych koncertów nie doszło.

Powrót Slasha i Duffa McKagana do składu Guns N' Roses był ogromnym wydarzeniem dla wszystkich fanów formacji.

Kolejne miesiące, wyprzedane koncerty i ogromne zyski potwierdzały, że muzycy dobrze się dogadują, a nam pozostaje mieć nadzieję, że nowy LP w ich dorobku to jedynie kwestia czasu i że zarejestrowanie materiału zajmie trochę mniej niż prawie 14 lat, jak miało to miejsce w przypadku osławionej "Chinese Democracy".

8 października w Philadelphii wznawiają trasę po Ameryce Północnej, w ramach której w czerwcu odwiedzili też Gdańsk, a finał występów - 29 listopada w sali The Forum w Los Angeles.
2017-09-24, 12:30

Czy to już koniec Black Sabbath?

[Fot.Robert Nyman/flickr.com]
[Fot.Robert Nyman/flickr.com]
28 września w 1500 kinach na świecie zostanie pokazany paradokument "The End Of The End" ilustrujący ostatni koncert zespołu zarejestrowany w Genting Arena w Birmingham.

W ramach tournée "The End" grupa zagrała 81 koncertów na czterech kontynentach, a gitarzysta Black Sabbath Tony Iommi ujawnił, że z ostatnich występów zostanie przygotowana też płyta koncertowa.

Finałowy koncert zagrali w rodzinnym Birmingham, prezentując 15 nagrań z całego przekroju swojego muzycznego dorobku, zamykając to fenomenalnie wykonanym "Paranoid" - tytułowym utworem z wydanej w 1970 roku płyty. Nie zabrakło takich klasyków jak "War Pigs", "Iron Man" oraz "Children of the Grave".

Kiedy na scenie pojawiają się Ozzy Osbourne, Tony Iommi oraz Geezer Butler, którzy współtworzyli legendarną grupę w 1968 roku i dziś grają takie rzeczy, to bez wątpienia ma się poczucie uczestniczenia w czymś wyjątkowym.

W wywiadzie dla NBC Iommi powiedział też, że zakończenie koncertów wcale nie oznacza definitywnego zawieszenia działalności grupy. - Kończymy koncertowanie, nie zaś istnienie jako Black Sabbath, a to duża różnica - powiedział.

W wywiadzie dla Planet Rock mamy tego potwierdzenie: Jeszcze nie precyzowaliśmy co dalej, byłbym jednak daleki od stwierdzenia, że to koniec Sabbathów.

Iommi zdradził też, że ma odłożonych sporo ciekawych riffów gitarowych, które mogą trafić na jego solową płytę.

W listopadzie 2016 podczas jednego z wywiadów Osborne mówił, że po ostatnich koncertach jest gotów nadal funkcjonować muzyczne nagrywając nowe rzeczy. - To nie ja przechodzę na emeryturę, to Black Sabbath - podkreślił w wywiadzie dla Ultimate Classic Rock.

Przypomnę, że w styczniu w wieku 68 lat zmarł klawiszowiec Sabbathów Geoff Nicholls, który występował w Black Sabbath przez 25 lat.

Po Black Sabbath nic już nie będzie takie same - powiedzą Państwo - kto dziś tak gra, czy w dobie smartfonów, tabletów i studyjnych gadżetów, które czynią cuda z bardzo przeciętnego brzmienia zespołów, dostajemy na scenie równie duży ładunek emocji?

Moi rówieśnicy powiedzą: wszystko już było, dziś żyjemy w świecie coverów, nowych opracowań starych rzeczy... ale młodsi odbiorcy nawet nie zatrzymają się nad taką konkluzją. Oni mają swoich bohaterów, żyją pewnie szybciej, w wielu przypadkach jednak niesie ich witalność, prawo wieku i zaznaczenia swojej obecności właśnie teraz, kiedy mają po dwadzieścia kilka lat.

Życzę, by tworzyli i mogli odbierać rzeczy równie doniosłe.

Kiedy powstawał "Paranoid" Osbourne też miał 22 lata.
2017-09-16, 13:29

David Byrne pracuje nad nowym materiałem z Brianem Eno

[Fot. Alterna 2/flickr.com]
[Fot. Alterna 2/flickr.com]
David Byrne pracuje nad nowym materiałem z Brianem Eno oraz Daniele Lopatinem znanym bardziej jako Oneohtrix Point Never.

W trakcie jednego z ostatnich spotkań dyskusyjnych z internautami założyciel Talking Heads potwierdził, że nagrania w znakomitej większości są praktycznie na ukończeniu i ma nadzieję, iż long play trafi do sprzedaży w przyszłym roku.

Wiadomo też, że premierze wydawnictwa ma towarzyszyć trasa koncertowa choć dziś ten plan jest jeszcze zdecydowanie 'up in the air'.

Jeden z internautów zapytał, czy są na horyzoncie jakiekolwiek szanse na nowy materiał Talking Heads? Byrne odparł, iż o ile mu wiadomo mogą to być najwyżej jakieś nowe opracowania już znanych rzeczy, bo źródełko pomysłów z emblematem TH jest raczej wyschnięte.

W dyskusji poruszano też temat obecnego funkcjonowania rynku muzycznego i w opinii Byrne'a - wciąż jednego z najtrudniejszych do sklasyfikowania twórców - jest dziś bardzo dużo młodych ludzi dysponujących talentem na miarę gwiazd lat 60 czy 70, mają nowe możliwości pokazania tego co robią, a co za tym idzie, większe szanse na zaistnienie.

Zmienia się także odbiór muzyki - staje się bardziej fragmentaryczny i trudno powiedzieć, czy wrócą jeszcze czasy analitycznego podejścia do nowych nagrań, chyba nie pomaga w tym mnogość nurtów muzycznych i tempo w jakim powstają nowe utwory.

Potencjał takich artystów jak chociażby Bon Iver, Lambchop, Sinkane czy PJ Harvey jest imponujący i zazdroszczę im witalności - ocenił Byrne.

Dla mnie David Byrne jest synonimem kompletnej osobowości twórczej - a taka płyta jak "My Life In The Bush Of Ghosts" nagrana wspólnie z Brianem Eno potwierdza, że dla takich umysłów nie ma ograniczeń stylistycznych i zacieram ręce w oczekiwaniu na ten nowy projekt.

Do spotkania tych dwóch panów doszło jeszcze w roku 1977, kiedy to zaintrygowany debiutem Talking Heads Eno przyjął posadę producenta drugiej płyty zespołu. Od razu znalazł wspólny język z Byrnem i zostali dobrymi przyjaciółmi.

Amerykanin szkockiego pochodzenia, ikona awangardy, producent, właściciel wytwórni płytowej, od czasów "Psycho Killer" wydanego 40 lat temu nie wolno go tracić z oczu i tym razem też nie radzę.
1234567
Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej »