Radio Opole » Muzyka » Felietony muzyczne

Felietony muzyczne

2018-10-14, 19:04

Płyta tygodnia: ścieżka dźwiękowa z filmu "Narodziny gwiazdy"

A Star Is Born (2018 soundtrack)
A Star Is Born (2018 soundtrack)
5 października ukazała się ścieżka dźwiękowa z filmu „Narodziny gwiazdy” (A Star Is Born). Główne role zagrali w nim Lady Gaga oraz Bradley Cooper. Co ciekawe, Cooper zasiadł także na fotelu reżysera. Lady Gaga pojawia się w obrazie pod prawdziwym imieniem i nazwiskiem, Stefani Germanotta, i wciela się w Ally, aspirującą piosenkarkę, której talent odkrywa gwiazdor country, Jackson Maine (Bradley Cooper). Para zaczyna współpracę zawodową, a przy okazji nawiązuje romans. Jednak im większą popularność zyskuje dziewczyna, tym trudniejsze stają się jej relacje z mentorem.

Premiera filmu w Polsce jest zaplanowana na 30 listopada. Na prezentowanym w tym tygodniu wydawnictwie znajduje się 19 różnorodnych stylistycznie utworów oraz 15 dialogów z filmu. Wszystkie są śpiewane przez Lady Gagę i Bradleya Coopera, solo lub w duecie.

To już czwarta kinowa wersja tej opowieści. W oryginale z 1937 roku zagrali Janet Gaynor i Fredric March. W produkcji George’a Cukora z 1954 wystąpili Judy Garland oraz James Mason, a w 1976 na ekranie pojawili się Barbra Streisand oraz Kris Kristofferson.
Soundtrack jest dostępny na CD oraz na winylu.
2018-10-07, 18:19

Płyta tygodnia: Paul McCartney - Egypt Station

Paul McCartney Egypt Station
Paul McCartney Egypt Station
Paul McCartney wciąż w świetnej formie. Ex-Beatles zaprasza w muzyczną podróż z "Egypt Station".

Tytuł krążka nosi również jeden z obrazów namalowanych przez Paula McCartneya. To pierwsze wydawnictwo legendarnego muzyka od wydanej w 2013 roku płyty "NEW". Pierwsze dwa single z albumu to "I Don’t Know" oraz "Come On To Me". Producentem płyty jest Greg Kurstin (Adele, Beck, Foo Fighters). Sesje nagraniowe odbywały się w Los Angeles, Londynie oraz Sussex.

– Bardzo podoba mi się połączenie słów "Egypt Station". Przypomina mi to czasy, w których muzycy robili albumy z prawdziwego zdarzenia, a nie zbiory przypadkowych piosenek. "Egypt Station" rozpoczyna się jak podróż na stacji z pierwszą piosenką, a każdy kolejny utwór to nowy przystanek na trasie. Piosenki stworzyłem wokół tego pomysłu. Myślę, że to wymarzona lokalizacja, z której emanuje muzyka – opowiada Paul McCartney.

Zgodnie z zapowiedziami byłego muzyka The Beatles, "Egypt Station" to fascynująca podróż z 14 utworami, która zaczyna i kończy się instrumentalnymi "Station I" oraz "Station II". Każdy kawałek opowiada o miejscu lub momencie, by potem przenieść słuchacza do kolejnego przystanku. Wśród nich znajduje się akustyczna medytacja na temat zadowolenia z bieżącej chwili ("Happy With You"), ponadczasowy hymn, który pasowałby do każdego albumu z każdego okresu twórczości McCartneya ("People Want Peace") oraz epicki, wielowymiarowy, 7-minutowy kawałek, który nawiązuje do dużych projektów artysty ("Despite Repeated Warnings").

Album jest mieszanką klasycznych, ale zarazem współczesnych melodii oraz wyjątkowej wrażliwości tekstowej, z której słynie Paul.
2018-10-01, 13:52

Płyta tygodnia: Varius Manx - ENT

Varius Manx - ENT
Varius Manx - ENT
Jesienią Varius Manx promuje na koncertach swój najnowszy album ENT, którego premiera odbyła się jeszcze przed wakacjami. Historia zespołu pisze się dalej...
Po 21 latach od rozstania zespołu z Kasią Stankiewicz i po 7 latach od ostatniego albumu, zespół znowu jest w świetnej formie.

Piękne, hipnotyzujące melodie zostały ubrane w poetyckie teksty Kasi Stankiewicz, która o tej płycie mów tak: „Z tego nieoczekiwanego spotkania wyszła zaskakująco piękna płyta. Sama uwielbiam do niej wracać, gdyż jest pełna dobrej energii, a słuchając jej, czuję się jakbym leżała na ciepłym piasku, ze słońcem na skórze i w głowie”.

W większości kompozycji muzykom towarzyszy kwartet smyczkowy, a nad produkcją muzyczną płyty czuwało dwóch realizatorów dźwięku: Leszek Kamiński i Paweł Marciniak. Dodatkową wartością jest wizualna oprawa albumu - zaproszeni artyści, malarze i graficy zainspirowani utworami stworzyli baśniowy niepowtarzalny świat.

„Czuję, że oddałam tej płycie najpiękniejszą część siebie w tym momencie. Polecam" - Katarzyna Stankiewicz.

Piosenki z najnowszego albumu Varius Manx, w Radiu Opole codziennie o godzinie 7:15.
2018-09-03, 10:30

Mocna strona słabej płci. Koncert wokalistek programu Dobre Granie Ekstra

Koncert "Dobre Granie Ekstra" [fot. Marek Bohdan]
Koncert "Dobre Granie Ekstra" [fot. Marek Bohdan]
Każda z opolskich wokalistek prowadzących program Dobre Granie Ekstra w Radiu Opole ma swój niepowtarzalny wizerunek sceniczny. Kamila Dauksz jest subtelna i rozmarzona, Basia Beuth poetycka i wrażliwa, Natalia Kryjom żywiołowa i spontaniczna, Sabina SAGO tajemnicza i zwiewna, Magdalena Meg Krzemień odważna i pewna siebie. Wszystkie te cechy poznaliśmy podczas piątkowego (31.08) koncertu Dobre Granie Ekstra w Filharmonii Opolskiej. Było to pewnego rodzaju podsumowanie ośmiu miesięcy programu radiowego, który znalazł swoich wiernych słuchaczy.

Wprowadzając nową ramówkę 2018 postanowiliśmy przeprowadzić pewien antenowy eksperyment. Oddaliśmy godzinę czasu radiowego opolskim wokalistkom młodego pokolenia, które są rozpoznawalne w naszym regionie i małymi krokami przebijają się również na ogólnopolską scenę. Robią to w bardzo różny sposób. Biorą udział w programach telewizyjnych, występują podczas festiwali, grają koncerty w klubach i podczas imprez plenerowych. Powoli, ale skutecznie budują bazę fanów.

Dzięki pomysłowi Radia Opole mogły się też sprawdzić w roli prowadzących program radiowy. Trzeba przyznać, że ze swojego zadania wywiązują się bardzo sumiennie. Potrafią powiedzieć wiele fachowych słów o muzyce, którą prezentują, bo same są wykonawczyniami i doskonale wiedzą, ile pracy kosztuje kreacja estradowa. Mają również świetny kontakt z innymi twórcami, np. tekściarzami i producentami, których zapraszają do swoich audycji. Dla wszystkich dziewczyn to wyjątkowa przygoda z mediami.

Jednak ich prawdziwym żywiołem jest scena. Czują się na niej bardzo swobodnie. Widać, że mają już duże doświadczenie w relacjach z publicznością. Każda z nich prezentuje inny styl muzyki popularnej. Kamila Dauksz coraz śmielej porusza się w stylistyce singer/songwriter, Basia Beuth nadaje nowego blasku tzw. „piosence z tekstem”, Natalia Kryjom i jej zespół Ravel to prawdziwy wulkan popowej energii, Sabina SAGO czaruje nawiązaniami do estetyki retro-popu, natomiast Magdalena Meg Krzemień odważnie łączy nowe brzmienia z tradycją pop-rocka. Mimo różnic artystycznych, wszystkie panie łączy miłość do muzyki i szacunek dla bogatego dorobku polskiej piosenki. Dały temu wyraz wykonując na finał „Lipstick On The Glass” z repertuaru Kory i Maanam, oddając jednocześnie hołd zmarłej niedawno wokalistce.

Radio Opole jest zawsze blisko regionalnych artystów, bo właśnie na takim, lokalnym poziomie rozpoczyna się każda kariera. Wokalistki prowadzące Dobre Granie Ekstra nie są nowicjuszkami. Są świadome swojego potencjału i co najważniejsze, zdeterminowane, by osiągnąć ogólnopolski sukces. Radio Opole mocno im kibicuje i na swój sposób pomaga, chociażby takimi imprezami jak ostatni koncert Dobre Granie Ekstra.
2018-08-27, 07:48

Podarte smyczki - koniec klasyki czy narodziny "nowej" klasyki?

smyczek z popękanym włosiem © [fot. Małgorzata Ślusarczyk]
smyczek z popękanym włosiem © [fot. Małgorzata Ślusarczyk]
Co robić gdy kwartet czy kwintet smyczkowy nie wypełnia sali koncertowej? Podpiąć wzmacniacze i grać - tak mocno, aż posypie się włosie w smyczkach! Czy to przepis na sukces? Sam wzmacniacz nie wystarczy.

Może się wydawać, że muzycy klasyczni rzeczywiście, dramatycznie łapią się metod, które przyciągają publiczność i doskonale sprawdzają się w świecie rozrywki. I w gruncie rzeczy kto zabroni szukania sposobu na dotarcie do ludzi i przekonanie, że skrzypce nie muszą skrzypieć? Zaczęło mnie jednak zastanawiać czy coraz większa popularność zespołów łączących różne style (klasyka, jazz, folk), a co za tym idzie - narodziny kolejnych formacji - to pewien trend czy może już nowy rozdział w najnowszej historii muzyki. Nie mam wątpliwości, że artyści z takich zespołów jak Vołosi czy Atom String Quartet (a wbrew pozorom to stuprocentowo polskie zespoły!) idą wytyczoną przez siebie drogą, bo tak czują, chcą iść własną drogą. Wcale zresztą nie odrzucają tradycji, a mocno z tej tradycji czerpią, nadając jej nowy kształt. To nie są kopie czegoś co dobrze znamy, lecz zupełnie nowa jakość. Otóż to! Jakość - słowo klucz. I odpowiedź na pytanie dlaczego sam wzmacniacz to za mało. Tak jak marny gitarzysta rockowy czy słaby jazzman nie przekona słuchacza (podobnie zresztą jak klasyk, który kaleczy materię muzyczną walcząc przy okazji z instrumentem), tak samo nikogo nie porwie "pitolenie" atakujące z głośników. I choćby nawet rytualnie roztrzaskiwać instrumenty - przyciągnie to co najwyżej ludzi żądnych sensacji, a nie wrażliwych muzycznie, otwartych i poszukujących ludzi.

Czy ten nowy rozdział muzyki przetrwa? To pokaże czas i publiczność. Nie jest to jednak z pewnością zamach na klasykę, bo wszystkie te zespoły, szukające własnego języka i stylu, czerpiąc pełnymi garściami z tego, co dostarczają dotychczasowe zdobycze muzyczne, do klasyki mają wielki szacunek, z klasyki się wywodzą (mają skończone akademie muzyczne!) i klasykę kochają. We własnej twórczości chcą jednak czegoś więcej. Nie wystarcza im szukanie kolejnych interpretacji tego samego zapisu nutowego, lecz chcą się muzyką bawić i pokazać publiczności, że "smyczki" też mogą być porywające. Nie martwię się też o klasykę, bo każdy odbiorca znajdzie "swoją muzykę". A zachwyt jedną muzyką czy zespołem nie przekreśla szacunku i przywiązania do innych gatunków. Klasyka miała, ma i będzie miała swoich miłośników, którzy - podobnie jak sami muzycy - od czasu do czasu szukają urozmaiceń.

A że niektórym muzykom smyczki zużywają się szybciej? To nic, przynajmniej lutnicy nie muszą martwić się o pracę.
2018-08-13, 11:48

Daj szansę sobie i muzyce... czyli rzecz o doświadczaniu muzyki

kontrabas © [fot. Małgorzata Ślusarczyk]
kontrabas © [fot. Małgorzata Ślusarczyk]
Czy da się zrozumieć klasyczną muzykę współczesną? Pewnie się da, ale czy zawsze jest to konieczne? Na to pytanie nie umiem Wam odpowiedzieć, bo to sprawa dość złożona i indywidualna. Natomiast z całą pewnością genialną sprawą jest móc jej doświadczyć. I czasami potrzeba tylko jednego koncertu, żeby zrozumieć, że tzw. współczecha może być bardziej doświadczeniem dźwiękowym niż muzyką do słuchania - w tradycyjnym i najbardziej oczywistym dla nas rozumieniu tego słowa. Co jakiś czas przekonuję Słuchaczy o różnorodności muzyki współczesnej, bo w istocie tak jest. Niby czemu mielibyśmy odrzucać wszystko co po romantyzmie, skoro muzyka XX czy nawet XXI wieku ma wiele odcieni, włącznie z różnymi neo-nawiązaniami do epok minionych (neoromantyzm, neoklasycyzm etc.). Ale co z tym obszarem muzyki współczesnej, któremu z melodią i znajomą nam harmonią nie zawsze po drodze?

Niedawno, będąc na koncercie polskiej muzyki współczesnej, doświadczyłam dźwiękowych wrażeń, które przyniosły zupełnie nowe spojrzenie i nowe refleksje. I jednoczesnie odpowiedź na postawione przed chwilą pytanie, bo tym razem chodzi właśnie o typowe utwory określane jako "muzyka trudna". Wbrew pozorom ta muzyka, przez samych artystów zapowiadana jako "trudna", wcale taką nie była. A stało się tak z kilku powodów. Genialni wykonawcy to raz, bo wspaniały muzyk o bogatej wyobraźni muzycznej z pewnością łatwiej przekona słuchacza niż ktoś kto sprawia wrażenie toczącego walkę z oporna materią. Świetny dobór i układ programu - to drugi powód, a uwierzcie mi, że konstruowanie programów to wielka sztuka i niekiedy wręcz połowa sukcesu! Wreszcie najważniejsze: akustyka jednego z opolskich kościołów. Powiedzmy sobie szczerze: dla wykonawców taki pogłos mógł być koszmarem, zwłaszcza w przypadku fragmentów bardziej żywiołowych. Z perspektywy słuchacza pozwoliło to natomiast rozkoszować się dźwiękami bogatymi w alikwoty, dźwiękami wzbogaconymi licznymi odbiciami. Nakładanie się dźwięków, barw, fal dźwiękowych o (siłą rzeczy!) różnej dynamice i właśnie wzmocnione dzięki akustyce niuanse dynamiczne. To wszystko sprawiało niesamowite wrażenie, dodatkowo spotęgowane, gdy choć na chwilę zamknęło się oczy. I wiecie co? O dziwo wcale nie trzeba było doszukiwać się melodii i brzmień wygodnych dla ucha, a przecież w jakimś sensie schematycznych.

W tej dźwiękowej otulinie przyszła jeszcze jedna refleksja: takie momenty bezwzględnie trzeba przeżyć na żywo. Nie da się doświadczyć takich dźwiękowych wrażeń słuchając płyty. To jest też odpowiedź dlaczego tak trudno jest muzykę współczesną przedstawiać w radiu. Oczywiście dotyczy to tylko części utworów i zawsze trzeba próbować, choćby przedstawiając zaledwie fragmenty dzieł. Tego zresztą zamierzam się trzymać. Warto natomiast samemu spróbować i doświadczyć muzyki pozornie niezrozumiałej i nieprzystępnej, poznać ją w bezpośrednim kontakcie. Zamknąć oczy i dać się porwać. Jeśli nie dziś, to następnym razem. Jeśli nie ten koncert to może inny, w innym czasie i innych okolicznościach. Warto dać szansę: sobie i muzyce.

Ja dałam sobie taką szansę i choć temat akustyki intryguje mnie odkąd pamiętam, w tamtej, koncertowej chwili, zdałam sobie sprawę, jak wielką wagę w doświadczeniu muzyki nieznanej i pozornie nieprzystępnej, może mieć akustyka...
2018-08-03, 14:19

Jedna z najciekawszych, młodych grup metalowych zagra jesienią w Radiu Opole. Internal Quiet chce wydać płytę live

WhenTheRainComesDown-okładka
WhenTheRainComesDown-okładka
To nie są łatwe czasy dla zespołów metalowych. Masowa publiczność już dawno uciekła od rocka do brzmień popowych i tanecznych. Jednak przykład światowych gwiazd metalu jest wciąż kuszący dla nowych zespołów, które marzą o pełnych stadionach. Metalowi towarzyszy typowa stylistyka. Powinny być - jak krytycy mówili o klimacie Black Sabbath – „doom and gloom”, czyli zagłada i mrok. Kwintesencja metalu, którą realizuje również Internal Quiet.

Mówią o sobie, że grają konceptualną muzykę będącą wypadkową hard’n’heavy, progressive i power. Spośród innych kapel, wyróżnia ich podejście do tworzenia, grania koncertów, logistyki, promocji, jak i samych fanów.

Lider Sławomir Papis przyznaje, że chcą utrzymać ducha lat osiemdziesiątych, aby było tak, jak kiedyś, kiedy to zespoły grały konkretne trasy koncertowe i liczyło się profesjonalne podejście.

Muzycznie, na płycie „When The Rain Comes Down” z 2016 roku, znajdziemy odniesienia do klasyki metalu z dużym poszanowaniem dla wszystkich nurtów metalowych, które narodziły się w ostatnich 40 latach. Słychać też ambicje progresywne w strukturze kompozycji i odważne zastosowanie obrazowych efektów brzmieniowych, jak np. szum deszczu.

Zespół Internal Quiet hołduje staremu stylowi pracy zespołów: stawia na kontakt z publicznością w czasie koncertów. Jesienią planuje trzydzieści koncertów. Wcześniej grali już trasę z zespołem Turbo i zostali tak dobrze przyjęci, że teraz wracają w kilka miejsc.

- Spotkaliśmy się tam wówczas z bardzo dobrym przyjęciem ze strony publiczności i klubów. Wiem, że podczas bookingu tegorocznych koncertów promotorzy cieszą się, że zagramy ponownie właśnie u nich. Nikt z rodzimych młodych zespołów w stylistyce hard’n’heavy nie gra tras koncertowych, kapele nie idą tak daleko – podkreśla Sławomir Papis.

Radio Opole ma doskonałe warunki do organizowania koncertów, dla takich składów jak Internal Quiet. Dlatego już jesienią, kilkadziesiąt osób w Studiu M będzie miało okazję posłuchać tego zespołu na żywo. Zespół planuje wydać ten materiał w oczekiwaniu na kolejny studyjny album.

Koncert może być wydarzeniem, bo zespół Internal Quiet poważnie podchodzi do tematu. Długo pracował nad stworzeniem właściwej setlisty, która częściowo zachowuje kolejność nagrań z płyty i utrzymuje dynamikę koncertu na właściwym poziomie.

- Ilość energii zgromadzonej w nas samych, w sposób naturalny przekłada się na jakość i dramaturgię koncertów – zapowiadają muzycy Internal Quiet.
2018-07-24, 11:28

Kompakty słabo się sprzedają. Handel może zatrzymać trend, pod jednym warunkiem

fot. pixabay.com
fot. pixabay.com
Płyty cd się już nie sprzedają, takie stwierdzenie słychać dzisiaj z ust wszystkich uczestników rynku muzycznego. Powtarzają to: wykonawcy, wydawcy, menedżerowie i na końcu słuchacze. Brzmi trochę jak samospełniająca się przepowiednia. Nie sprzedają się, trudno, szukajmy innego sposobu zarabiania. Tak też się dzieje, artyści stawiają bardziej na koncerty i kontakt z fanami w sieci. Wytwórnie wciąż cenią media, będące mocnym kanałem promocji.

Płyta kompaktowa jako nośnik już dosyć stary (premiera formatu odbyła się w pierwszej połowie lat 80.), ma prawo odchodzić do lamusa, szczególnie w obliczu silnej konkurencji w postaci muzyki strumieniowanej w Internecie. To nie podlega dyskusji. Uważam jednak, że za fatalne wyniki sprzedaży płyt cd jest odpowiedzialne – niechlujstwo i „tumiwisizm” handlu. Podam przykład.

Każdy dzisiaj ma dzisiaj możliwość zakupów online. Jednak czasami ma się ochotę wybrać do jakiegoś tradycyjnego salonu sprzedaży płyt i pogrzebać w tak zwanym „back catalogue”, czyli zbiorze najważniejszych dzieł artysty. Dla kaprysu kupiłbym płytę ulubionego wykonawcy, której nie mam jeszcze na półce. Niestety z takich poszukiwań wychodzę najczęściej zawiedziony.

Ostatnio trafiłem do dużego opolskiego salonu, który handluje jeszcze płytami. Sprawdzam rubrykę „AC/DC” – pusto, sprawdzam przedział „The Rolling Stones” – dwa tytuły: nowość i jedna stara składanka, sprawdzam kanon klasycznego rocka, braki w podstawowych wykonawcach. O co chodzi? Płyty chaotycznie porozrzucane po kategoriach gatunkowych. Przypadkowość i mizeria. Klienci, których obserwuję kątem oka, też przechodzą ze zrezygnowaniem obok regałów.

Taki obraz wyłania się z wielkopowierzchniowego handlu dorobkiem kultury ostatniego półwiecza. Nie ma się co spodziewać, że w taki sposób zdobędziemy kolejnych osłuchanych miłośników muzyki. Prawda, każda płyta jest na YouTube, ale wielu klientów, nawet tych młodych, szuka czegoś więcej. Nośnika, który można postawić na półce i delektować się muzyką najwyższej jakości. Niestety, wielkiemu handlowi nie zależy na tym, aby rzetelnie podejść do tematu. Z kolei małe sklepy muzyczne znikają z miast całego świata, bo nie są w stanie się utrzymać.

Zmiany w sposobie konsumpcji muzyki są nieodwracalne i z tym nie można dyskutować. Proponuję jednak szefom wytwórni płytowych, którzy narzekają na spadającą sprzedaż płyt, wybrać się do najbliższego salonu multimedialnego i spróbować znaleźć najważniejsze płyty ostatnich dekad. Zadanie trudne i prawie niewykonalne. Jeśli przemysł muzyczny, chce odroczyć zmierzch płyty kompaktowej, powinien przyjrzeć się, z jaką niefrasobliwością handel traktuje fizyczne nośniki. Może lepsza współpraca spowoduje, że klasyka będzie zawsze dostępna i fachowo wyeksponowana. Przecież to od niej wszystko w muzyce się zaczyna, niezależnie czy to J.S.Bach, czy AC/DC.
2018-06-29, 14:33

Autograf artysty

Fragment autografu ze zbiorów własnych © [fot. Małgorzata Ślusarczyk]
Fragment autografu ze zbiorów własnych © [fot. Małgorzata Ślusarczyk]
"Tradycja zbierania autografów niestety dziś już zanika". To zdanie Barbary Hortyńskiej, dyrektora artystycznego Festiwalu "Muzyczne Święto Kwitnących Azalii" w Mosznej, nie daje mi spokoju. Nie wiem jak to wygląda w świecie rozrywki i pewnie zależy od grupy wiekowej, ale w świecie klasyki coś jest na rzeczy. Czy kiedyś zbieranie autografów sprawiało ludziom większą radość? Dla mnie przez wiele lat był to istny rytuał. Kolekcjonowanie podpisów najwybitniejszych muzyków w specjalnym albumie czasem wymykało się spod kontroli i przybierały bardziej spontaniczne formy. Zdarzało się polowania na plakat koncertu, na którym swoje podpisy składali artyści. Koniecznie komplet solistów (co było pewnym wyzwaniem, gdy solistów było kilku i każdego trzeba było łapać osobno).

Kiedy po latach przerwy zaczęłam znów regularniej bywać na koncertach, powrócił dawny bakcyl, choć oczywiście w tak zwanym międzyczasie zdarzało mi się zgarnąć parę podpisów. I to na różnych nośnikach - od kawałków przypadkowych kartek przez płyty, programy koncertowe po nuty i kartki z pytaniami pomocniczymi do wywiadu. Tak zupełnie spontanicznie. No właśnie.... podpisów. Autograf to nie tylko sam podpis, choć odręcznie zapisane imię i nazwisko przez artystę światowej sławy już staje się bezcenną pamiątką. Są jednak takie sławy, które chętnie dopisują parę dodatkowych słów, czasem pozostawiają rysunki (jak trąbka na załączonym obrazku. Tak, to jest trąbka!). I tym sposobem zwykłe "z najlepszymi życzeniami" staje się bardziej indywidualnym przekazem. Czy warto zbierać autografy? Niektórzy patrzą na to jak na sprawę biznesową. "Kiedyś ten podpis będzie wiele warty" mówią. Ale dla osoby, dla której kolekcjonowanie autografów, nawet takie spontaniczne zbieractwo, to ciekawa przygoda, te podpisy stają się bezcenne. A nawet nie tyle same podpisy, co spotkanie, bezpośredni kontakt, spojrzenie w oczy znanej osobie. Stanięcie oko w oko, uśmiech w uśmiech z kimś, kogo się zna z gazet, ekranu telewizora, kina albo z portali mówiącym o wielkim świecie. Każde, choćby w pośpiechu i niedokładnie nakreślone znaki, tworzące autograf, stają się swoistym albumem niezwykłych wspomnień i zdarzeń. A czasem śladem, który uświadamia nam jak blisko wielkiej historii może być zwykły człowiek. Jakiś czas temu zmarła legenda polskiej wiolinistyki, Wanda Wiłkomirska. Kiedy o tym usłyszałam, w jednej chwili przypomniałam sobie, że pozostawiła mi po sobie swój ślad. Byłam zbyt mała, żeby w pełni zdawać sobie sprawę z tego czyjej gry słucham na koncercie. I zbyt mała żeby rozumieć tak naprawdę kim jest ta miła pani w oczach całego świata. Kiedy te parę dni temu uświadomiłam sobie, że jest zeszyt, w którym wielka skrzypaczka zapisała mi kilka słów, pośpiesznie odszukałam ten niepozorny album, otworzyłam go i przeczytałam: "Mojej bardzo młodej koleżance Małgosi na pamiątkę koncertu w Mosznej. Wanda Wiłkomirska".... Pani Wando, dziękuję! A Wam wszystkim, życzę z całego serca takich pięknych wspomnień, nawet jeśli nie zawsze są uświadomione na czas...

PS Autorem uroczych zawijasów na załączonym obrazku jest genialny włoski trębacz Andrea Tofanelli. To oczywiście tylko fragment wpisu, resztę zachowam dla siebie! ;-)
2018-06-19, 10:04

Darmowa platforma wymiany muzyki. Pomysł nowojorczyków może zrewolucjonizować rynek

[fot. Jörg Schreier / flickr.com]
[fot. Jörg Schreier / flickr.com]
Świat muzyki niezależnej powinien pójść w tym kierunku. Powinien pokazać, co ma najlepszego i podzielić się ze wszystkimi, którzy chcą poznawać nowe brzmienia. Internet daje takie wprawdzie możliwości od lat, ale wszędzie gdzie tylko przybywa użytkowników, tam pojawia się pieniądz, reklamy, abonamenty i subskrypcje. Kilkanaście miesięcy temu narodził się pomysł, który być może zrewolucjonizuje muzykę. Niekomercyjna platforma do wymiany i dzielenia się twórczością.

P-e-o-p-l-e.com to rozwojowy projekt grupy artystów (wystartował 6 czerwca w wersji testowej). Narodził się z pragnienia stworzenia niezależnej i przyjaznej przestrzeni, w której muzyka ma charakter współpracy, spontaniczności i ekspresji.

Twórcy platformy "LUDZIE”, bo tak ją nazywają, usunęli wszelkie niepotrzebne przeszkody w dystrybucji muzyki. Patronami i inspiratorami są muzycy amerykańskiej alternatywy, zespołów The National i Bon Iver. W planach mają inicjowanie europejskich warsztatów muzycznych, podczas których będą powstawały nowe kompozycje. Pomysłodawcom zależy przede wszystkim na przełamywaniu granic gatunkowych i stworzeniu przestrzeni wirtualnej, w której muzycy z całego świata będą mogli udostępnić swoje utwory.

Sceptycy mogą powiedzieć, że przecież są już: Soundcloud, YouTube, Spotify, Tidal i inne. Są to jednak produkty w założeniach komercyjnie. Użytkownik musi przebrnąć przez gąszcz reklam, logowań, wyskakujących okienek, poddać się algorytmom i automatycznym podpowiedziom. Owszem, artyści zarabiają na klikalności, ale jeszcze więcej zarabiają same serwisy.

Trudno przewidzieć, czy nowatorska idea nowojorczyków rozwinie się do globalnych rozmiarów, jednak warto jej kibicować. To będzie również kopalnia wartościowej muzyki dla stacji radiowych, szczególnie radia publicznego, które ma miejsce antenowe na promocję muzyki ambitnej i niezależnej.

Internet jako źródło muzyki i informacji jest potężny, ale problem w tym, że jest to informacja rozproszona. Dlatego też siła oddziaływania jest słabsza, bo czasami trudno skutecznie dotrzeć do właściwych odbiorców. Muzycy często nie mają czasu i siły na samodzielnie promowanie. O ile łatwiej będzie umieścić swoje utwory w przestrzeni, którą przeszukują świadomi użytkownicy. Być może szybciej dotrą do poszukiwanych kompozycji poszerzających granice sztuki.

Internet jest demokratyczny, ale wszędzie tam, gdzie robi się ruch, pojawia się chęć komercjalizacji produktu. Miejmy nadzieję, że innowacyjna platforma do dzielenia się muzyki będzie prekursorem zmian w konsumpcji utworów w sieci i takich miejsc powstanie więcej. W ten sposób wartościowe produkcje zostaną pokazane całemu światu. Skorzystamy na tym wszyscy.
1234567
Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej »