Radio Opole » Muzyka

Felietony muzyczne

2017-09-18, 13:01

Legendy polskiego rocka zagrają na urodzinach Radia Opole

[fot. Jörg Schreier / flickr.com]
[fot. Jörg Schreier / flickr.com]
Kiedy planowaliśmy skład koncertu rocznicowego Radia Opole, chcieliśmy podarować naszym słuchaczom nie tylko zestaw kilkunastu utworów po prostu odegranych na deskach opolskiego amfiteatru. Przede wszystkim chcieliśmy rozbudzić wspomnienia i przygotować widowisko, o którym będzie się mówiło, bo będzie niepowtarzalne.

Radio Opole odegrało w historii polskiej muzyki ważną rolę. Nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Tym bardziej warto o tym mówić. Zaprosiliśmy do udziału w naszym koncercie prawdziwych gigantów polskiego rocka: TSA, SBB i Piersi. Skład dopełni "wschodząca" artystka Sabina SAGO.

Pozwolę sobie na małą retrospekcję. Pamiętam, jako nastolatek, godzinami wczytywałem się w okładki płyt: "TSA", "Live", "Heavy Metal World". Byłem dumny, że polska kapela, potrafi brzmieć tak ciężko i ostro, jak brytyjscy klasycy rocka. Nie miałem jeszcze świadomości, że muzycy wywodzą się z mojego miasta. Dowiedziałem się o tym później, i od tamtego momentu jestem przekonany, że Opole powinno wykorzystać ich promocyjnie, tak jak Liverpool wykorzystuje The Beatles.

SBB to osobna historia. Czy jest prawdziwy fan polskiego rocka, który nie zna pierwszych słów Józefa Skrzeka z debiutanckiej płyty "SBB"? "Mamy dla Was muzykę...". To nie była tylko zapowiedź koncertu w warszawskiej "Stodole", ale zapowiedź tego, co miało wywrócić polską scenę rockową w drugiej połowie lat 70. I znowu pojawiamy się my Radio Opole. To właśnie u nas SBB zarejestrowało najważniejsze nagrania przełomu dekad 70/80.

Z kolei Piersi są wyjątkowe, od kultowego wręcz statusu w środowisku kontrkultury do "drugiej młodości" i największego hitu komercyjnego ostatnich lat, przeboju "Bałkanica", grupa zawsze pokazywała, że ma dystans do siebie i rzeczywistości. Dała tego dowód w prześmiewczych tekstach i zabawie formami muzycznymi. Potrafią zagrać prawie wszystko.

Sabina SAGO, która szuka jeszcze swojego przełomowego utworu, rozgrzeje opolską publiczność przed występami gwiazd. Dla takich wykonawców jak ona, możliwość pojawienia się na jednej scenie z TSA, SBB i Piersiami to prawdziwa nobilitacja.

Z niecierpliwością czekamy na piątek 22 września o 19:00. Kiedy zajdzie słońce, amfiteatr wypełni się dźwiękami mocnej, polskiej muzyki, która łączy pokolenia, i co najważniejsze, jest silnie związana z Opolem i naszym radiem. Marzenia o historycznym koncercie staną się faktem, a taki skład może się już nigdy nie powtórzyć.
2017-08-16, 15:12

Przebojowa "Duma" Andrzeja Nowaka i Złych Psów już we wrześniu na winylu!

Andrzej Nowak z zespołu Złe Psy [fot. Justyna Krzyżanowska]
Andrzej Nowak z zespołu Złe Psy [fot. Justyna Krzyżanowska]
„Duma” Andrzeja Nowaka i Złych Psów to album doskonale znany słuchaczom Radia Opole. Chociaż płyta trafiła do oficjalnej sprzedaży 9 czerwca, mieliśmy przyjemność prezentować przedpremierowo jej obszerne fragmenty już w lutym w audycji „Dobre Granie”.



Płyta zaskakuje muzyczną dojrzałością i niewymuszonym eklektyzmem. Obok typowych dla twórczości zespołu kompozycji na pograniczu hard i blues rocka takich jak „Prawda” i „Dzieci Miasta”, otrzymujemy wiele niespodzianek. Szczególnie zaskakuje fortepianowa ballada „Miłości moc”, gdzie Nowaka wokalnie wspomaga znakomita wokalistka jazzowa Karolina Glazer. Artystka nie jest jedynym gościem na albumie. Bogate aranżacje na „Dumie” to zasługa rozbudowanego składu zespołu. Złe Psy to aktualnie również Wojciech Pilichowski, czyli jeden z najlepszych basistów w Polsce, klawiszowiec Krzysztof „Alladyn” Imiołczyk oraz sekcja dęta, która daje znakomity popis w przebojowym „Wstrzymaj konia”. Piosenka urzeka energią i bezpretensjonalnym przekazem. Na albumie znajdziemy też utwory o bardziej poważnym, patriotycznym przesłaniu - takie jak „Dumny z pochodzenia” z wplecionymi przemówieniami Jana Pawła II, Stefana Starzyńskiego i Jana Paderewskiego.

Zasygnalizowana różnorodność wydaje się największym atutem najnowszego dzieła Andrzeja Nowaka i Złych Psów. „Duma” nie pozwala na chwilę nudy. Uwagę przykuwa również organiczna produkcja materiału. Płyta powinna ucieszyć słuchaczy, którzy cenią sobie ciepłe, analogowe brzmienie. Nie dziwi więc, że na wrzesień planowana jest premiera winylowej wersji albumu.
2017-08-08, 11:47

Klasyczne rozterki

klasyka w obiektywie © [fot. Małgorzata Ślusarczyk]
klasyka w obiektywie © [fot. Małgorzata Ślusarczyk]
Jak mówić o muzyce, jak ją nazywać i określać? To rozterki, które pojawiają się, gdy trochę mocniej wchodzi się w muzyczny świat. Słabość do muzyki "Bacha, Beethovena i innych chłopaków" budzi czasem kompleks i potrzebę usilnego tłumaczenia się, że to muzyka normalna, nie gorsza od rocka czy metalu. W świecie zdominowanym przez POP i wszechgatunki dźwiękowej rozrywki (swoją drogą coraz trudniejszej do określenia gatunkowo) termin "muzyka elitarna" brzmi jak obelga.

Z jednej strony świat "klasyki", czyli muzyki nazywanej niesprawiedliwie "poważną", sam naraził się trochę na szyderstwa. Przez lata wielu artystów i krytyków próbowało czynić się lepszymi, elitą właśnie. A przecież historia muzyki jest jaka jest i nikt nie podważa początków naszej europejskiej tożsamości na gruncie muzycznym. Co najwyżej niektórzy o tym zapominają, ale i tacy muszą istnieć. Tak dla równowagi. Współcześnie (dla odmiany) próbuje się natomiast udowodnić, że słabość do muzyki rodem z filharmonii czy opery nie jest dowodem obłąkania... Z drugiej strony jednak, świat klasyczny, tak jak świat muzyki tzw. rozrywkowej (czy też popularnej), coraz bardziej zmienia się i przenika z jazzem, rockiem i innymi. Przykładem idealnym może być ostatni koncert promenadowy. W Filharmonii Opolskiej mogliśmy bowiem usłyszeć fenomenalny kwartet smyczkowy, który z powodzeniem może walczyć o serca słuchaczy z najlepszymi jazz-bandami czy kapelami rockowymi! O zjawiskowym Atom String Quartet, może jednak innym razem.

A co z tą klasyką, poważną, artystyczną, nie-rozrywkową? Z pomocą przychodzi David W. Barber, który pisze: "Jako termin opisowy "klasyczny" nie jest wcale dokładny (...). Problem jednak w tym, że nikt nie wymyślił lepszej nazwy, albo przynajmniej takiej, którą ludzie gotowi byliby zaakceptować. Niektórzy nazywają ją muzyką artystyczną, by odróżnić ją od muzyki popularnej - jakby to miało oznaczać, że Bach nie może być popularny albo że nie ma artyzmu w muzyce Beatlesów. Inni nazywają ją poważną, a są określenia jeszcze mniej uprzejme. Jakby na to nie spojrzeć, nie ma dobrej nazwy".

Coraz częściej przekonuję się, że problematyczność nazywania muzyki "Bacha i spółki" pojawia się głównie wtedy, gdy trzeba o niej rozmawiać, choćby pół-oficjalnie. W każdym innym przypadku etykietki, łatki i kategorie nie istnieją. Włącza się płytę lub idzie na koncert - tak po prostu. Człowiek sięga po to, czego potrzebuje - bez względu na to, czy rządzi nim chęć dokarmienia pasji czy przeżycia przygody przez odkrycie nieznanego świata. I coraz mocniej podpisuję się pod stwierdzeniem, że istnieją tylko dwa rodzaje muzyki: dobra i zła, przy czym dobra, to ta, która porusza najczulszą strunę duszy... Mówiąc wprost: dobra muzyka, to taka, która do nas przemawia, bo najzwyczajniej w świecie nam się podoba. A muzo-różnorodność czyni świat ciekawszym.
2017-07-24, 23:50

Muzyka zawsze jest rozrywką. O zaskakujących obliczach wiolonczeli

"Jazzowa After Party" w ramach IV MAW [fot. Małgorzata Ślusarczyk]
"Jazzowa After Party" w ramach IV MAW [fot. Małgorzata Ślusarczyk]
Nie tak dawno przeżyliśmy jeden z koncertów urodzinowych zorganizowany pod budynkiem Radia Opole. Co wspólnego może mieć to wydarzenie z zakończoną właśnie IV Międzynarodową Akademią Wiolonczelową (MAW)? Wbrew pozorom wiele. Pod opolską rozgłośnią rozbrzmiewał nie tylko wokal, ale i klawisze, trąbka czy skrzypce, a więc takie instrumenty, które równie dobrze mogą służyć "klasyce", co "rozrywce". Inna sprawa, że rozumienie i zastosowanie tych pojęć jest równie proste, co struktura klucza wiolinowego. A jak to się ma do MAW? W skrócie: przez niemal 2 tygodnie w Nysie mogliśmy podziwiać (wizualnie i słuchowo!) wiolonczele śpiewające, jazzujące, improwizujące, grające muzykę popularną, a nawet podpięte do nagłośnienia. Śliczne wiolonczelistki i przystojni wiolonczeliści oczywiście też byli, a w dodatku ich gra była wyśmienita!

Zaczęło się klasycznie - od występu Polish Cello Quartet (PCQ), czyli jedynego polskiego kwartetu wiolonczelowego (!), którego działalność bazuje na wynajdywaniu i prezentowaniu literatury muzycznej (czyt. utworów) przeznaczonej oryginalnie na 4 wiolonczele. Oczywiście panowie z PCQ nie ograniczają się wyłącznie do muzycznych wykopalisk. Współcześni kompozytorzy sami się zgłaszają z propozycjami, ale może o tym innym razem. Ważniejsze jest to, że koncert inauguracyjny zawsze stawia bardzo wysoko poprzeczkę uczestnikom MAW i rozbudza apetyty słuchaczy. Nie jest to jednak muzyczna obietnica bez pokrycia. W tym roku słuchacze mieli do dyspozycji łącznie 7 zróżnicowanych koncertów. Mówienie o wiolonczelach, które śpiewają, tańczą, jazzują i kontemplują nie jest przesadzone. A i repertuar bez trudu trafiał w gusta najbardziej wybrednych i sceptycznie nastawionych do "niezbyt ciekawej wiolonczeli". Już po pierwszym koncercie, który przedstawiał "muzykę współczesną" (zwaną także "muzyką nową"), można było łatwo stwierdzić, że Tomasz Daroch, Wojciech Fudala, Krzysztof Karpeta i Adam Krzeszowiec (czyli Polish Cello Quartet) zamierzają świetnie bawić się muzyką i łamać schematy myślenia o niej. Przy okazji wciągnęli w zabawę publiczność, a raczej publiczność sama się wciągnęła.

Nie inaczej było w kolejnym dniu koncertowym, kiedy do gry włączone zostały południowoamerykańskie klimaty. Tym razem smyczek w smyczek grali i wykładowcy MAW i studenci. Bisów jednak nie było - zamiast tego artyści zaprosili na drugi koncert czyli Jazzowe After Party, które przerodziło się Jam Session. Klimatyczny występ Karpeta Jazz Brothers był tylko rozgrzewką, a zabawa rozkręciła się na dobre, kiedy jeden z wykładowców MAW, Jakob Kullberg (Royal College of Music w Londynie) nie tylko podłączył swoją wiolonczelę do wzmacniacza (podobnie zresztą jak Krzysztof Karpeta), ale... zaczął grać na wiolonczeli jakby była gitarą! I to jak!

Świetną zabawą okazał się też koncert, w którym studenci musieli grać "na żywca" w kwartetach utwory... widziane po raz pierwszy na oczy. Taki trening jest bezcenny dla każdego muzyka, tu obowiązek przerodził się w muzyczną fetę, a powszechnie wiadomo, że nie ma nic lepszego, jak nauka przez zabawę. Nie mniej ekspresji i emocji wywołał koncert wykładowców MAW. Nie jest tajemnicą, że najlepszy nauczyciel to ten, który nie tylko opowiada i poucza, ale daje dobry przykład. Uczniowie MAW nie mogą narzekać w tej materii i - jak się finalnie okazało - nie narzekali nawet po 10 dniach przesyconych ćwiczeniami, próbami, koncertami i wykładami. Mało tego! Nie przestawali się uśmiechać i mówić o dobrej zabawie. Warte przemyślenia, zwłaszcza przez zwolenników nazywania muzyki klasycznej "poważną" i "snobistyczną". Trzeba jednak zaznaczyć, że IV Międzynarodowa Akademia Wiolonczelowa wyszła na przeciw także i tym, którzy w muzyce szukają wytchnienia i momentów zadumy. Bez dwóch zdań taki opis pasuje do koncertu "Bach w kościele". Tym razem główną ideą było nawet nie tyle spotkanie z dziełami Bacha na wiolonczelę solo, co wrażenia akustyczne. Wyobraźcie sobie: barokowy kościół i dobiegające z różnych stron dźwięki wiolonczeli. Słychać muzykę napływającą z prezbiterium, za chwilę ucho otula muzyka Bacha docierająca gdzieś z końca kościoła, zza pleców... a nie! Już gra z bocznej nawy, a teraz z drugiej strony. Ten żałosny opis oczywiście nijak się ma do tego co się dzieje, gdy te dźwięki odbijają się od ściany do ściany by gdzieś po drodze dotrzeć do uszu słuchaczy. I pomyśleć, że gdyby Bach przebywał na tym terenie, mógłby siedzieć w tym samym kościele...

A wracając na ziemię: finał festiwalowej części Międzynarodowej Akademii Wiolonczelowej zawsze budzi najwięcej emocji. Ponoć gdy się na jednej scenie znajdzie dużo wiolonczel i zaczną razem grać, mogą buczeć. Nie jestem w stanie stwierdzić czy to prawda, bo uczestnikom i wykładowcom MAW nie udaje się uzyskać takiego efektu. Sprawiają natomiast, że przyjemny dreszcz przelatuje przez skórę, kiedy niemal 60 osób otulających swoje wiolonczele gra tak, jakby tworzyli zespół od 20 lat. A przy okazji wiolonczela występuje jako instrument melodyczny, harmoniczny i... perkusyjny! W tym roku wiolonczele zagrały na wszelkie - wyobrażalne i niewyobrażalne sposoby - także za sprawą utworu Przemysława Michalaka. Do serii atrakcji IV MAW możemy więc dopisać jeszcze światowe prawykonanie utworu "3 landscapes".

Wiele słów padło i można by napisać jeszcze więcej. Żadne słowa nie są jednak w stanie oddać tego co się dzieje, kiedy da się szansę - sobie i muzyce - by przeżyć zaskakującą, wiolonczelową przygodę. Ponoć jedyny podział muzyki, jaki istnieje, to taki, w którym dzieli się muzykę na dobrą i złą. Muzyka, która przez 10 dni unosiła się nad Nysą była wyśmienita. Za rok Międzynarodowa Akademia Wiolonczelowa wystartuje po raz piąty. Możemy być pewni, że jeśli tak się stanie, atrakcji nie zabraknie! A w oczekiwaniu na kolejną MAW można się rozkoszować krążkiem "Discoveries" czyli debiutancką płytą Polish Cello Quartet...
2017-07-11, 11:54

Mozart: do kotleta czy na półce z rockiem?

II koncert promenadowy 2017 [fot. Michał Grocholski/Filharmonia Opolska]
II koncert promenadowy 2017 [fot. Michał Grocholski/Filharmonia Opolska]
II koncert promenadowy 2017 [fot. Michał Grocholski/Filharmonia Opolska]
II koncert promenadowy 2017 [fot. Michał Grocholski/Filharmonia Opolska]
Podczas niedzielnego (09.07) koncertu promenadowego, w którym dominowała muzyka Mozarta, trudno było oprzeć się wrażeniu, że na chwilę wróciliśmy do czasów współczesnych kompozytorowi. Może filharmonia to nie pałac królewski, a letnia scena to nie królewskie ogrody, ale różnica niewielka. Zwłaszcza gdy podczas spaceru i podjadania w plenerze przygrywa nam zawodowa orkiestra, a do uszu dociera wykwintna muzyka.

Czy to obraza dla Mozarta? A może w takich okolicznościach.... przyrody, mógłby poczuć się jak u siebie? Podobne dylematy nieustanne dręczą wielu ludzi związanych z tzw. poważną, czyli z założenia nudną i nadętą muzyką. Mozart trochę robi tu za kij w mrowisku, bo nawet ci, którzy muzyką "Bacha, Beethovena i innych chłopaków" gardzą, łatwo poddają się urokowi mozartowskiego brzmienia, skocznych rytmów i śpiewnych melodii. Mozart brzmi wszak niekiedy jak pozytywka, przywołująca miłe wspomnienia z dzieciństwa. Jak jednak sprawić, by koledzy Wolfiego też mieli szansę swymi dźwiękami otulić ucho, nieoswojone z klasyką? Włączanie repertuaru rozrywkowego do programów, wprowadzanie instrumentów klasycznych do świata rozrywki i opracowywanie rozrywki na instrumenty klasyczne - to główne pomysły. Do tego dochodzą koncerty plenerowe, wzorowane na słynnych "Promsach" [pierwszy koncert "The Proms" odbył się w 1895 roku!]. Niektórzy mówią, że takie zabiegi to uatrakcyjnianie na siłę muzyki, przeznaczonej dla elit. Może i tak, tylko czego życzyłby sobie Mozart?

Marcin Kydryński proponuje układ: Mozart plus grupa Van Halen.

- Można nawet zestawić te nagrania, co ja zrobiłem zauważywszy, że legendarny, rockowy gitarzysta Eddie Van Halen nazwał swojego syna Wolfgang z miłości do Mozarta. I uważałem, że nie ma żadnych przeszkód, żeby ich twórczość zestawić, co np. w większości programów radiowych nie mogłoby mieć miejsca, bo są bardzo sformatowane na ten czy inny gatunek.

Czy takie pomysły to zamach na "sztukę wysoką"? A może niepotrzebnie "upupiamy" artystów i kompozytorów, tworząc z ich dorobku pomniki, które po chwili beznamiętnie mijamy. Wracając jednak do Mozarta w plenerowej odsłonie: w takim wydaniu brzmiał jeszcze bardziej ludzko, swojsko i... naturalnie.

PS Całą rozmowę z Marcinem Kydryńskim będzie można usłyszeć (16.07) w audycji "Opolskie klasycznie" (DAB+).
2017-06-21, 18:07

Echo w Pokoju

skrzypce © [fot. Małgorzata Ślusarczyk]
skrzypce © [fot. Małgorzata Ślusarczyk]
W jednej ze scen "Pana Tadeusza": "(...) wszystkim się zdawało, że Wojski wciąż gra jeszcze, a to echo grało". W niewielkiej miejscowości o wdzięcznej nazwie Pokój (powiat namysłowski) było wręcz przeciwnie.

Od 14 lat na trzy dni Pokój staje się wielkim salonem muzycznym i ambasadą twórczości niemieckiego kompozytora doby romantyzmu. Wszystko zaczyna się w dzień Uroczystości Bożego Ciała. Chodzi oczywiście o Festiwal Muzyki Zabytkowych Parków i Ogrodów im. Carla Marii von Webera, którym już drugi rok opiekuje się opolski muzyk i muzykolog, szef Orkiestry Symfonicznej Państwowej Szkoły Muzycznej I i II st. im. F. Chopina w Opolu - Hubert Prochota. Jedną z głównych idei festiwalu jest popularyzacja muzyki Carla Marii von Webera. Nie przypadkowo rzecz dzieje się właśnie w Pokoju. W pewnym momencie swego życia (a ściślej: tuż, po wrocławskim epizodzie), kompozytor rozpoczął działalność pedagogiczną - uczył gry na fortepianie. Wśród podopiecznych znalazła się m.in. dama dworu księżnej Luizy Wirtemberskiej, niejaka panna Belondt. To za jej namową Weber napisał list do księcia Eugeniusza Wirtemberskiego z prośbą o protekcję. Odpowiedź przyszła we wrześniu 1806 roku:
"Niech Pan przyjmie tę nominację (na intendenta muzycznego) wraz z nadaniem tytułu szlacheckiego na dowód, że ja i moja żona uznajemy Pański talent artystyczny i oddajemy mu pełną sprawiedliwość. Nominacja ta niech będzie namacalnym dowodem, że cenimy Pańskie cechy, zalety i przymioty charakteru".

List zawierał także zaproszenie, z którego Weber skorzystał. Przebywał w Pokoju (ówczesnym Carlsruhe) na przełomie 1806 i 1807 roku. I w tym miejscu ujawnia się pierwsze echo: właśnie w otoczeniu lasów, terenów rekreacyjnych (nie mówiąc o zabytkowym dziś parku!), powstawała koncepcja najsłynniejszego dzieła kompozytora - opery "Wolny strzelec" (niem. "Der Freischütz"). W tych niezwykłych okolicznościach przyrody powstały także dwie symfonie, 7 wariacji op. 7 na temat arii „Vien qua Dorina bella” Francesco Bianchiego oraz Koncert na róg i orkiestrę e-moll op. 45. Niektórzy przypuszczają, że z pobytem w Pokoju związane jest także powstanie utworu zatytułowanego „Andante i rondo węgierskie” op. 35 (oryg. "Andante e rondo ongarese"), gdyż w refrenie słychać melodię śląskiego tańca "miotlorza". Tyle w kwestii echa kompozytora na Ziemi Opolskiej.

Festiwal Weberowi poświęcony, nie jest jednak wydarzeniem monograficznym, choć ostatnie dwie edycje pokazują, że utworów tego kompozytora na festiwalu przybywa. I tak, rok temu zabrzmiały jego arie i pieśni oraz "Kyrie" z Mszy Es-dur, podczas gdy zakończona niedawno XIV edycja przyniosła dodatkowo prezentację całej mszy i Wariacje op. 33 na klarnet i fortepian. Smaku całości dodaje fakt, że wśród artystów pojawiła się sopranistka pochodząca z Pokoju - Agnieszka Węgrzynowska.

W tym roku do głosu doszły też wyremontowane organy kościoła ewangelickiego Księżej Zofii. I tu także echo towarzyszy.

- Ciekawe rozwiązanie jest w tym kościele - opowiadał w wywiadzie dla Radia Opole Michał Blechinger, na co dzień organista kościoła w Nowej Wsi Królewskiej i wykładowca Diecezjalnego Instytutu Muzyki Kościelnej w Opolu. - Część piszczałek, tj. piszczałki drugiego manuału [należących do drugiej klawiatury ręcznej - przyp. red.], są ustawione zupełnie z tyłu kościoła, a właściwie w wieży. Sprawia to wrażenie, że brzmią zupełnie z oddali. Jest to bardzo ciekawy efekt brzmieniowy, ale też wyzwanie dla grającego, dlatego że ten dźwięk z oddali dociera z pewnym opóźnieniem do grającego. Trzeba się tak postarać, żeby to wszystko jednak zabrzmiało równo.

Prawdziwe echo i chyba najbardziej finezyjne w tym zestawieniu, pozostało na deser. Jest to muzyka barokowa w wydaniu Elliptique Ensemble. Fenomenalny kwartet skrzypcowy (!) z gościnnym udziałem wiolonczelistki Anny Cierpisz i wsparty przez Orkiestrę Kameralną PSM w Opolu wykonał m.in. utwór Antonio Vivaldiego o tajemniczym tytule: "Concerto con violino principale con altro per eco in lontano" RV 552. Więcej wyjaśnia skład wykonawczy, który tworzą: skrzypce solo, smyczki i continuo oraz echo złożone ze skrzypiec solo i 2 akompaniujących skrzypiec. Echo jak żywe! A w dodatku barokowe wnętrze ewangelickiej świątyni, w której znajdują się dwa piętra balkonów, umożliwiły ulokowanie muzyków tak, żeby publiczność usłyszała prawdziwe echo, bez zbędnych manipulacji w obrębie dynamiki.

- Wymyśliliśmy sobie, że zagramy taki koncert na dwoje skrzypiec - mówi Marzena Malinowska z Elliptique Ensemble, wcielająca się w rolę echa. - Ale żeby nie było jednolicie, bo koledzy grali też Bacha na dwoje skrzypiec, to znaleźliśmy taki koncert "Echo". Mnie to osobiście bardzo zdziwiło, ponieważ myślałam, że takie koncerty, gdzie jeden z muzyków (lub kilku) stoi gdzieś indziej niż na scenie, powstawały w późniejszym czasie niż barok, a tu niespodzianka. Więc chociaż nie znaliśmy tak naprawdę tego dzieła i nie wiedzieliśmy na ile jest trudne i wymagające, to zachęciła nas sama idea i pomysł do wykonania go. I jakoś tam udało nam się to przeprowadzić przy pomocy właśnie tych pięknych i wspaniale pomyślanych balkonów tegoż kościoła.

Na finał warto wspomnieć tylko jedno: Festiwal Muzyki Zabytkowych Parków i Ogrodów im. Carla Marii von Webera odbija się coraz szerszym echem w kraju i za granicą. Nie tylko wśród dawnych mieszkańców małego-wielkiego Pokoju.
2017-06-14, 14:47

Nowa płyta zespołu HORYZONT to konsekwentna kontynuacja debiutu

"W świetle miast" to najnowsza płyta Horyzontu, poprzednia ukazała się w 2013 roku
"W świetle miast" to najnowsza płyta Horyzontu, poprzednia ukazała się w 2013 roku
Pochodzący z Nysy zespół, jest jednym z najbardziej wyrazistych w naszym regionie. Muzycy mają masę pomysłów i determinacji, czego dowodem jest drugi już album, który właśnie pojawił się w sprzedaży. Od momentu wydania debiutanckiego krążka "Pochłania mnie", minęły trzy lata.

Płyta „W świetle miast” została wydana w dwóch wersjach językowych, a album w języku angielskim nosi tytuł „City Lights”. Promowało go kilka singli, między innymi: "Ogień" i "Krzyk", które spotkały się z uznaniem fanów i dziennikarzy muzycznych. Wszystkie utwory gościły na listach przebojów rozgłośni radiowych w kraju i zagranicą.

Płyta prezentuje zupełnie inne brzmienie niż pierwszy krążek, jest mocniejsza i bardziej rockowa. Zespół jest coraz bardziej rozpoznawalny, przez co często zapraszany jako gwiazda muzyczna na różne wydarzenia i koncerty, które umożliwiają publiczności wspólne przeżywanie najnowszych utworów HORYZONTU.
2017-06-04, 21:58

Czy godzi się... poprawiać mistrza?

Chaconne d-moll BWV 1004 J.S. Bacha, fragment [fot. www.imslp.org]
Chaconne d-moll BWV 1004 J.S. Bacha, fragment [fot. www.imslp.org]
Ile razy można poprawiać mistrza? Takie pytanie można sobie zadać, kiedy natrafia się na coraz to nowsze wersje tego samego utworu. Kto ma odwagę by jakkolwiek przerabiać samego Johanna Sebastiana Bacha!? Odpowiedź brzmi: wybitni kompozytorzy późniejszych epok. Czyżby w historii nowożytnej muzyka ponownie stała się dyscypliną sportową, a twórcy stanęli w wyścigu? Niekoniecznie.

Transkrypcja, to zjawisko w muzyce, oznaczające opracowanie utworu muzycznego na inny, niż pierwotnie instrument (oczywiście równie dobrze w obu przypadkach może być to głos wokalny lub dowolny zespół). Mianem transkrypcji określa się też efekta takich "przeróbek". Już sama definicja sugeruje, że nie jest to żaden zamach na spuściznę danego twórcy. Należy wręcz pójść o krok dalej. Dla wielu twórców, tworzenie transkrypcji to hołd złożony innemu kompozytorowi. Oczywiście transkrypcji dokonuje się też (dziś chyba częściej niż w przeszłości) z przyczyn prozaicznych, kiedy popularyzacja dzieła nie idzie w parze ze składem wykonawczym, jakim się dysponuje. Pozostańmy jednak przy hołdzie. Twórczość Bacha, mimo upływu czasu, nie przestaje zaskakiwać. Zmyślność i doskonałość w każdym detalu nie mogły nie odcisnąć piętna na kompozytorach wieków późniejszych. Nie tylko Felix Mendelssohn-Bartholdy, któremu w dużej mierze dziś możemy zawdzięczać znajomość dzieł Bacha, pozostawał pod silnym wpływem lipskiego kantora. Doskonała twórczość "boskiego Bacha" jest wdzięcznym materiałem dla rozwijania muzycznej wyobraźni i ćwiczeń w zakresie instrumentacji. Jeśli kompozytor uzyskał niezrównaną polifonię za sprawą jednego, z natury raczej melodycznego instrumentu, jakim są skrzypce (4 palce na 4 strunach), to jakie cuda można osiągnąć za sprawą fortepianu (10 palców na 88 klawiszach), nie mówiąc o całej orkiestrze? Tak też się stało - w wielkim skrócie rzecz ujmując - z Chaconną, ostatnim ogniwem Partity d-moll BWV 1004 przeznaczonej na skrzypce solo. Felix Mendelssohn-Bartholdy (1809-1847), Robert Schumann (1810-1856), Johannes Brahms (1833-1897) czy Ferruccio Busoni (1866-1924), to zaledwie kilka nazwisk, a lista jest znacznie dłuższa. Stała się też inspiracją do letniego cyklu w audycji "Opolskie klasycznie". Czy rzeczywiście kolejne transkrypcje odpowiadają na pytanie "co by było, gdyby w dawnych wiekach istniało silnie respektowane prawo autorskie"? A może raczej sprawiają, że nieśmiertelność muzyki Bacha zyskuje nowe oblicze? Warto przekonać się samemu.
2017-05-29, 14:09

Gitarowe brzmienie i dobre melodie. Pop-rockowy Sen promuje debiutancki album

Utwory z płyty "W dobrą stronę" zespół Sen zaprezentuje 16 czerwca podczas koncertu „Dobre granie” w Radiu Opole.
Utwory z płyty "W dobrą stronę" zespół Sen zaprezentuje 16 czerwca podczas koncertu „Dobre granie” w Radiu Opole.
Opolsko-wrocławski zespół Sen pokazuje, jak szybko polscy muzycy potrafią się uczyć na światowych wzorcach. Nie jest to jednak naśladownictwo, ale próba połączenia nowych trendów z doświadczeniem młodych muzyków i poszanowanej dla tradycji polskiego pop-rocka.

Największym atutem wydanego niedawno albumu W dobrą stronę jest jego spójność brzmieniowa. Muzycy wiedzą dokładnie, jak komponować i produkować piosenki, by utrzymać je w stylistycznych ryzach. Co więcej, szukają dobrych refrenów, czego przykładem są Nad ranem, Jedna, Drogowskazy, które pilotują album.

Gitarowe brzmienie zespołu, za które odpowiada Waldek Orłowski, jest zdecydowane, pełne i odpowiednio umiejscowione w całości brzmienia. Przez to muzyka zespołu Sen zyskuje na dojrzałości. Trudno się dziwić wysokiej jakości tego produktu, gdy spojrzymy na listę wykonawców, z którymi grali członkowie Snu: Patrycja Markowska, Ewelina Lisowska, czy IRA.

Materiał z nowej płyty zespół Sen zaprezentuje 16 czerwca podczas koncertu „Dobre granie”, w ramach Nocy Kultury w Radiu Opole. Będzie to nie tylko możliwość przetestowania utworów na żywo, ale też okazja zobaczenia w akcji zespołu, który przy odpowiedniej promocji może zagrozić tuzom polskiego pop-rocka.

Zespół Sen, założony w maju 2014, tworzą obecnie: Waldemar Orłowski, Wojciech Sitnik, Paweł Kwaśny, Paweł Mrocheń, Marcin „Joseph” Bracichowicz.
2017-05-11, 12:13

Współpraca Radia Opole i szkoły muzycznej przyniosła niezwykły album. Zapis koncertu jubileuszowego z okazji 70-lecia PSM

"Orkiestra Pokoleń" - nowa płyta Towarzystwa Przyjaciół PSM i Radia Opole [fot. Małgorzata Ślusarczyk]
"Orkiestra Pokoleń" - nowa płyta Towarzystwa Przyjaciół PSM i Radia Opole [fot. Małgorzata Ślusarczyk]
Tygodnie przygotowań i godziny prób, by 3 lutego w Filharmonii Opolskiej odbył się koncert. Ciężka praca muzyków i Radia Opole nad rejestracją i transmisją. Wreszcie godziny spędzone w studiu. Owocem tych wszystkich działań jest pamiątkowa płyta wydana wspólnie przez Towarzystwo Przyjaciół Państwowej Szkoły Muzycznej I i II stopnia im. Fryderyka Chopina w Opolu oraz Radio Opole. Znalazł się na niej zapis koncertu "Orkiestra Pokoleń".

Ponad godzina muzyki, która przez lata scalała kolejne roczniki młodych instrumentalistów, uczących się sztuki gry orkiestrowej pod dyrekcją Huberta Prochoty. Dziś wszyscy zaangażowani w projekt mogą z dumą trzymać w rękach album, który nie tylko jest zapisem koncertu, ale też hołdem dla szkoły - jubilatki i miasta, świętującego 800-lecie.

Warto zaznaczyć, że nad jakością dźwięku zapisanego na płycie pracował nieoceniony Arkadiusz Tomasz Czyżewski - realizator Radia Opole, skrzypek i absolwent Państwowej Szkoły Muzycznej I i II stopnia im. Fryderyka Chopina w Opolu (PSM) w jednej osobie.

Dla wielu ludzi płyta "Orkiestra Pokoleń" to nie tylko wspaniała pamiątka, lecz także nośnik emocji i to nie tylko tych muzycznych. Powodów jest kilka, ale podsumować to można jednym zdaniem: koncert, zatytułowany "Orkiestra Pokoleń", był unikatowym wydarzeniem. Po raz pierwszy bowiem na jednej scenie zagrali dawni członkowie szkolnej orkiestry, pochodzący z różnych roczników.

Kilkudziesięcioosobowy skład symfoniczny został poprowadzony przez wieloletniego dyrygenta orkiestry, Huberta Prochotę, który w latach 1992-1997 pełnił funkcję dyrektora szkoły, a od lat jest także nauczycielem przedmiotów teoretycznych. Wydaje się banalne, ale sam dyrygent w wywiadach i rozmowach przeprowadzonych na antenie Radia Opole przyznawał, że było to nie lada wyzwanie.

Krążek "Orkiestra Pokoleń" mieści Wariacje "Enigma" op. 36 Edwarda Elgara oraz dzieła z udziałem solistów (absolwentów opolskiej PSM). Obok "Wariacji" na płycie wysłuchać można więc "Poème" op. 25 na skrzypce i orkiestrę Ernesta Chausson z udziałem Piotra Kosargi oraz "Tryptyk Śląski" na sopran i orkiestrę Witolda Lutosławskiego, gdzie partie solowe wykonała Alina Adamska-Raitarovskyi.

Jest i prawdziwa perła: nagranie światowego prawykonania nowej wersji Koncertu na obój i orkiestrę Józefa Świdra (1930-2014) - kompozytora, któremu Opole nie było obojętne, bliscy mu też byli opolscy muzycy, w tym dawny uczeń - Hubert Prochota. Spotkania z mistrzem Świdrem odnotował niegdyś także i solista obojowego koncertu - Sławomir Lackert. Oboista, na co dzień koncertujący w Niemczech, blisko 20 lat temu wspólnie z Hubertem Prochotą przygotowywał prawykonanie pierwszej wersji koncertu Józefa Świdra. W lutym tego roku obaj panowie ponownie podjęli wyzwanie, by zmierzyć się ze światowym prawykonaniem dzieła o nietuzinkowej harmonii, dzieła zmyślnie napisanego do wykonania na obój lub sopran. I obaj panowie, wraz z Orkiestrą Pokoleń, śpiewająco wywiązali się z zadania powierzonego dyrygentowi przez kompozytora na kilka tygodni przed śmiercią...

Tak plączą się i łączą losy wielu ludzi, rozrzuconych po świecie niczym nuty na pięciolinii. A jednak gdy się te nuty zbierze razem, powstają piękne akordy, zdolne poruszyć niejedno serce i niejedne, wrażliwe uszy. Czy rzeczywiście? Warto przekonać się samemu!
123456
Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej »