Radio Opole » Muzyka

Felietony muzyczne

2017-05-11, 12:13

Współpraca Radia Opole i szkoły muzycznej przyniosła niezwykły album. Zapis koncertu jubileuszowego z okazji 70-lecia PSM

"Orkiestra Pokoleń" - nowa płyta Towarzystwa Przyjaciół PSM i Radia Opole [fot. Małgorzata Ślusarczyk]
"Orkiestra Pokoleń" - nowa płyta Towarzystwa Przyjaciół PSM i Radia Opole [fot. Małgorzata Ślusarczyk]
Tygodnie przygotowań i godziny prób, by 3 lutego w Filharmonii Opolskiej odbył się koncert. Ciężka praca muzyków i Radia Opole nad rejestracją i transmisją. Wreszcie godziny spędzone w studiu. Owocem tych wszystkich działań jest pamiątkowa płyta wydana wspólnie przez Towarzystwo Przyjaciół Państwowej Szkoły Muzycznej I i II stopnia im. Fryderyka Chopina w Opolu oraz Radio Opole. Znalazł się na niej zapis koncertu "Orkiestra Pokoleń".

Ponad godzina muzyki, która przez lata scalała kolejne roczniki młodych instrumentalistów, uczących się sztuki gry orkiestrowej pod dyrekcją Huberta Prochoty. Dziś wszyscy zaangażowani w projekt mogą z dumą trzymać w rękach album, który nie tylko jest zapisem koncertu, ale też hołdem dla szkoły - jubilatki i miasta, świętującego 800-lecie.

Warto zaznaczyć, że nad jakością dźwięku zapisanego na płycie pracował nieoceniony Arkadiusz Tomasz Czyżewski - realizator Radia Opole, skrzypek i absolwent Państwowej Szkoły Muzycznej I i II stopnia im. Fryderyka Chopina w Opolu (PSM) w jednej osobie.

Dla wielu ludzi płyta "Orkiestra Pokoleń" to nie tylko wspaniała pamiątka, lecz także nośnik emocji i to nie tylko tych muzycznych. Powodów jest kilka, ale podsumować to można jednym zdaniem: koncert, zatytułowany "Orkiestra Pokoleń", był unikatowym wydarzeniem. Po raz pierwszy bowiem na jednej scenie zagrali dawni członkowie szkolnej orkiestry, pochodzący z różnych roczników.

Kilkudziesięcioosobowy skład symfoniczny został poprowadzony przez wieloletniego dyrygenta orkiestry, Huberta Prochotę, który w latach 1992-1997 pełnił funkcję dyrektora szkoły, a od lat jest także nauczycielem przedmiotów teoretycznych. Wydaje się banalne, ale sam dyrygent w wywiadach i rozmowach przeprowadzonych na antenie Radia Opole przyznawał, że było to nie lada wyzwanie.

Krążek "Orkiestra Pokoleń" mieści Wariacje "Enigma" op. 36 Edwarda Elgara oraz dzieła z udziałem solistów (absolwentów opolskiej PSM). Obok "Wariacji" na płycie wysłuchać można więc "Poème" op. 25 na skrzypce i orkiestrę Ernesta Chausson z udziałem Piotra Kosargi oraz "Tryptyk Śląski" na sopran i orkiestrę Witolda Lutosławskiego, gdzie partie solowe wykonała Alina Adamska-Raitarovskyi.

Jest i prawdziwa perła: nagranie światowego prawykonania nowej wersji Koncertu na obój i orkiestrę Józefa Świdra (1930-2014) - kompozytora, któremu Opole nie było obojętne, bliscy mu też byli opolscy muzycy, w tym dawny uczeń - Hubert Prochota. Spotkania z mistrzem Świdrem odnotował niegdyś także i solista obojowego koncertu - Sławomir Lackert. Oboista, na co dzień koncertujący w Niemczech, blisko 20 lat temu wspólnie z Hubertem Prochotą przygotowywał prawykonanie pierwszej wersji koncertu Józefa Świdra. W lutym tego roku obaj panowie ponownie podjęli wyzwanie, by zmierzyć się ze światowym prawykonaniem dzieła o nietuzinkowej harmonii, dzieła zmyślnie napisanego do wykonania na obój lub sopran. I obaj panowie, wraz z Orkiestrą Pokoleń, śpiewająco wywiązali się z zadania powierzonego dyrygentowi przez kompozytora na kilka tygodni przed śmiercią...

Tak plączą się i łączą losy wielu ludzi, rozrzuconych po świecie niczym nuty na pięciolinii. A jednak gdy się te nuty zbierze razem, powstają piękne akordy, zdolne poruszyć niejedno serce i niejedne, wrażliwe uszy. Czy rzeczywiście? Warto przekonać się samemu!
2017-04-26, 09:35

"Chwyty barowe" - nowa płyta Krzysztofa Nurkiewicza zyskuje z każdym kolejnym przesłuchaniem

20170426 091902 001[1]
20170426 091902 001[1]
Opolski poeta, bard, autor tekstów, muzyki i wykonawca własnych, nastrojowych piosenek - Krzysztof Nurkiewicz wydał nowy album. Na “Chwytach barowych” znalazło się 12 nowych, autorskich kompozycji. Płyta została zarejestrowana w studiu muzycznym Radia Opole, w tym samym, w którym już w sobotę Nurkiewicz zaprezentuje najnowszy materiał.

To propozycja dla wszystkich, którzy cenią w muzyce kameralny nastrój, akustyczne brzmienia i ciepłą, liryczną, choć czasami gorzką refleksję nad życiem.

W sesji nagraniowej płyty "Chwyty barowe" wzięli udział opolscy muzycy: Kuba Mielcarek, grający na kontrabasie, Mirosław Sitkowski na perkusji i Jacek Mielcarek na saksofonie. Gościnnie zagrali też: akordeonista Bronisław Schmidt, skrzypek Arkadiusz Czyżewski oraz Bogdan Żulewski na gitarze elektrycznej.

"W czasie sesji nagraniowej cieszyło mnie, że zaproszonym muzykom, po prostu podobało się to, co skomponowałem. Bawiliśmy się tymi utworami", wspomina sesję Nurkiewicz, który zajął się również produkcją. Realizatorem dźwięku był Andrzej Czubiński. Produkcją zajął się sam autor.

Krzysztof Nurkiewicz nawiązuje w swoich utworach do najlepszych tradycji polskiej piosenki literackiej, czasami traktującej rzeczywistość z lekkim przymrużeniem oka. Trudno się dziwić, bo ten urodzony w Opolu artysta, już na początku lat 80-tych był twórcą i autorem programów kabaretu „Knur”. Później, jako wykonawca piosenek autorskich, był laureatem między innymi Nagrody Ministerstwa Kultury.

W 1998 r. wziął udział w XVI Ogólnopolskim Przeglądzie Piosenki Autorskiej i został laureatem „Złotej Piątki”. Rok później, otrzymał tam Nagrodę Główną im. Jonasza Kofty. To z kolei zaowocowało nagraniem pierwszej płyty autorskiej „Do utraty snu”, w towarzystwie znakomitych muzyków jazzowych: Krzysztofa Ścierańskiego i Zbigniewa Lewandowskiego.

"Chwyty barowe" - to czwarty album płytowy artysty. Wcześniej powstały: “Bliska nieobecność” (2011), “Bardziej” (2005) oraz “Do utraty snu” (2000).
2017-04-26, 09:44

"Chwyty barowe" - nowa płyta Krzysztofa Nurkiewicza zyskuje z każdym kolejnym przesłuchaniem

20170426 091902 001[1]
20170426 091902 001[1]
Opolski poeta, bard, autor tekstów, muzyki i wykonawca własnych, nastrojowych piosenek - Krzysztof Nurkiewicz wydał nowy album. Na “Chwytach barowych” znalazło się 12 nowych, autorskich kompozycji. Płyta została zarejestrowana w studiu muzycznym Radia Opole, w tym samym, w którym już w sobotę Nurkiewicz zaprezentuje najnowszy materiał.

To propozycja dla wszystkich, którzy cenią w muzyce kameralny nastrój, akustyczne brzmienia i ciepłą, liryczną, choć czasami gorzką refleksję nad życiem.

W sesji nagraniowej płyty "Chwyty barowe" wzięli udział opolscy muzycy: Kuba Mielcarek, grający na kontrabasie, Mirosław Sitkowski na perkusji i Jacek Mielcarek na saksofonie. Gościnnie zagrali też: akordeonista Bronisław Schmidt, skrzypek Arkadiusz Czyżewski oraz Bogdan Żulewski na gitarze elektrycznej.

"W czasie sesji nagraniowej cieszyło mnie, że zaproszonym muzykom, po prostu podobało się to, co skomponowałem. Bawiliśmy się tymi utworami", wspomina sesję Nurkiewicz, który zajął się również produkcją. Realizatorem dźwięku był Andrzej Czubiński.

Krzysztof Nurkiewicz nawiązuje w swoich utworach do najlepszych tradycji polskiej piosenki literackiej, czasami traktującej rzeczywistość z lekkim przymrużeniem oka. Trudno się dziwić, bo ten urodzony w Opolu artysta, już na początku lat 80-tych był twórcą i autorem programów kabaretu „Knur”. Później, jako wykonawca piosenek autorskich, był laureatem między innymi Nagrody Ministerstwa Kultury.

W 1998 r. wziął udział w XVI Ogólnopolskim Przeglądzie Piosenki Autorskiej i został laureatem „Złotej Piątki”. Rok później, otrzymał tam Nagrodę Główną im. Jonasza Kofty. To z kolei zaowocowało nagraniem pierwszej płyty autorskiej „Do utraty snu”, w towarzystwie znakomitych muzyków jazzowych: Krzysztofa Ścierańskiego i Zbigniewa Lewandowskiego.

"Chwyty barowe" - to czwarty album płytowy artysty. Wcześniej powstały: “Bliska nieobecność” (2011), “Bardziej” (2005) oraz “Do utraty snu” (2000).
2017-04-04, 13:20

Kasia Puma Piasecka zapowiada nowy album. Pilotuje go piosenka "Every Time"

[fot. strona www artystki]
[fot. strona www artystki]
Katarzyna Puma Piasecka EVERY TIME OFFICIAL VIDEO
Trudno chyba znaleźć drugą opolankę, która tak konsekwentnie realizuje zamierzony plan artystyczny. Od momentu kiedy Kasia Puma Piasecka ukończyła Instytut Jazzu Akademii Muzycznej w Katowicach, oddała całe serce muzyce.

Nie można jej zaszufladkować, bo tak jak świetnie czuje się w jazzie, zupełnie swobodnie wkracza w dojrzały pop z odcieniem soulu.

Nie dziwi też jej zamiłowanie do amerykańskiej tradycji muzycznej. Kształciła swój warsztat Berklee College of Music w Bostonie w Stanach Zjednoczonych, gdzie współpracowała z amerykańskimi artystami wielkiego formatu. Ogromny wpływ miały na nią zainteresowania ojca – Krzysztofa Pumy Piaseckiego, doskonałego gitarzysty jazzowego.

Wszystkie te muzyczne fascynacje słychać w najnowszej piosence Kasi – „Every Time”. Początek piosenki trochę w stylu Basi Trzetrzelewskiej z najlepszych czasów, potem jednak nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z mieszanką pop i soul wysokiej próby. Głos Kasi jest ciepły i subtelny, celowo zrezygnowała z drapieżności, by nadać piosence zrelaksowany nastrój, z którego na moment wyrywa nas gitarowe solo. Szybko wracamy jednak do rozmarzonego klimatu określanego na świecie jako „smooth”.

Artystka zdradziła nam swoje plany nagraniowe. Jesienią zamierza wydać kolejną płytę autorską oraz ciekawy projekt z muzyką soul i r&b. Jeśli płyta będzie taka jak singiel „Every Time”, to warto zaczekać kilka miesięcy.
2017-03-23, 13:51

Nowy singiel Sabiny SAGO - "Wolna". Krok w stronę nowych brzmień

Posłuchaj nowego singla Sabiny SAGO - "Wolna"
Mamy energetyczną zapowiedź płyty Sabiny SAGO. Wybrana na singiel piosenka „Wolna” trafiła do stacji radiowych i wyostrza apetyt na cały album pochodzącej z Opola wokalistki.
Sabina Golanowska jest obdarzona charakterystyczną barwą głosu, ostrą, z lekką chrypką, jednym słowem - nietuzinkową.

Potrafi łączyć w muzyce „ogień z wodą”, sprawdza się zarówno w stylistyce muzyki rockowej, soulowej, jak i popowej. Kiedy rozmawiałem z nią kilka dni temu powiedziała, że stara się przełamać muzyczne schematy, ale jednocześnie tworzyć muzykę atrakcyjną i przystępną. Trzeba przyznać, że nie brakuje jej wyobraźni i świadomości nowych brzmień, co słychać nie tylko w piosence "Wolna", ale też w drugim singlu „Feeling”.

SAGO współpracowała między innymi z takimi artystami jak: zespół BRACIA, Jacek MEZO Mejer, DJ Adamus, Opole Gospel Choir (Nagroda Dziennikarzy na KFPP w Opolu 2006) czy Patrycja Markowska. Nad autorskim solowym albumem pracuje z gitarzystą Marcinem Juszczyszynem.

W sierpniu 2014 roku ukazała się jej płyta „ACOUSTIC”, na której można usłyszeć nagrane w wersjach akustycznych wybrane utwory z repertuarów innych wykonawców oraz kilka autorskich kompozycji Sabiny. Wystąpiła również w popularnym programie THE VOICE OF POLAND, w którym swoimi występami podbiła serca jurorów i zdobyła wielu wiernych fanów.

Jej artystyczna ofensywa jest dowodem na to, że z naszego regionu pochodzą naprawdę świetne wokalistki. Są zdecydowane, pewne siebie i swoich możliwości. Nie boją się manifestować poglądów i nie mają żadnych kompleksów. A my radiowcy, czekamy na ich nowe piosenki z nadzieją na ogólnopolski przebój.
2017-03-14, 13:29

Hey faworytem tegorocznych Fryderyków!

Kasia Nosowska i zespół Hey [fot. Marcin Skomudek]
Kasia Nosowska i zespół Hey [fot. Marcin Skomudek]
Rodzima legenda rocka została nominowana przez Związek Producentów Audio - Video w trzech kategoriach. Zespół ma szansę na statuetki za teledysk roku, utwór roku i rockowy album roku. Wyróżnienie grupy umacnia ją na pozycji najbardziej utytułowanego wykonawcy w 22-letniej historii Fryderyków. Hey ma bowiem na koncie aż 29 statuetek i 69 nominacji do nagrody ZPAV!

Dla nieprzychylnych polskiej branży muzycznej to kolejny dowód na to, że stanowi ona skostniałe środowisko, które nagradza swoich kolegów po fachu. Należy jednak pamiętać o tym, że Hey nigdy nie był zespołem, który odcinał kupony od sławy, konsumując status legendy. Najlepszym dowodem ich kreatywnej postawy jest ewolucja, którą przeszedł zespół.

Kiedy prawie 25 lat temu Piotr Banach powoływał do życia Hey nie krył swojej fascynacji królującym w latach 90. grungem. Jako główny kompozytor repertuaru grupy, Banach stał się autorem największych hitów młodzieńczego, jak przyznaje sam muzyk, lekko hippisowskiego oblicza zespołu. Choć ostatecznie gitarzysta opuścił formację, a Hey porczucił stylistykę Seatle na rzecz alternatywnego rocka, pozostali członkowie zespołu szanują dorobek Banacha. Nie dali się jednak nigdy stłamsić statusowi ikony. Już w trakcie ostatniej dekady XX w. Katarzyna Nosowska sięgała do dokonań muzyki elektronicznej. „Puk. Puk”, debiutancka płyta wokalistki Hey, stanowi mocno inspirowany Massive Attack triphopowy manifest. Jej twórcza odwaga zainspirowała kolegów z zespołu. Ewolucję grupy niektórzy porównują nawet do muzycznych poszukiwań Radiohead. Ukoronowaniem artystycznej drogi formacji są nagrane z producentem Maricnem Borsem płyty „Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!” i „Do rycerzy, do szlachty, doo mieszczan”. Przepełnione elektroniką i eksperymentalnymi rozwiązaniami albumy świadczą o odwadze twórczej i bezkompromisowości Szczecinian.

O dojrzałości stylistycznej zespołu mogli również przekonać się opolscy widzowie, którzy szczelnie wypełnili Amfiteatr NCPP podczas zeszłorocznego koncertu Hey w ramach otwarcia Muzeum Polskiej Piosenki. Kultowy zespół wsparli gościnnymi występami tak uznani artyści jak Marek Piekarczyk, Grażyna Łobaszewska czy Natalia Przybysz. Każdy z nich wziął na warsztat wybraną piosenkę Hey. Mi najmocniej utkwiła w głowie interpretacja post- punkowej „Wody”, której brawurowo dokonała Łobaszewska. Najbardziej jednak urzekało wzruszenie Nosowskiej. Artystka wydawała się przytłoczona nieformalnym benefisem swojego zespołu. Na każdym kroku podkreślała, że czuje się zaszczycona, że tak uznani wykonawcy mierzą się z jej repertuarem. Mam nadzieję, że przez wrodzoną skromność nie umknęło jej, ile satysfakcji z tej współpracy czerpały tuzy polskiej muzyki rozrywkowej.
2017-03-03, 14:29

Chopin obdarty z fortepianu

[fot. Malgorzata Slusarczyk - Radio Opole]
[fot. Malgorzata Slusarczyk - Radio Opole]
Czy potrzeba ogłuszenia, by nauczyć się słuchać? Taka myśl zrodziła się pod wpływem rozmowy z Michałem Zadarą, reżyserem spektaklu muzycznego „Chopin bez fortepianu” wystawionego w Filharmonii Opolskiej.

Sztuka polega na przedstawieniu koncertów fortepianowych Fryderyka Chopina… pozbawionych partii solowej. A właściwie partia fortepianu zostaje zastąpiona skrupulatnie przygotowaną opowieścią o tym, co dzieje się we fragmentach powierzonych soliście. Słowo zastępuje muzykę i jednocześnie z muzyką współgra, ponieważ opowieść musi zgrać się w czasie z akompaniamentem orkiestry. Paranoja lub wręcz absurd! Czy na pewno?

Gdy pomyślimy o tym zabiegu jak o interpretacji muzyki, to rzeczywiście mamy do czynienia z próbą zamachu na muzyczną świętość narodową. I nie zamierzam nikogo przekonywać, że pomysł jest świetny. Każdy ma prawo do własnych odczuć. Nie chodzi o wartościowanie, ale o zastanowienie się nad naszym myśleniem o tym, czego doświadczamy dźwiękowo.

Co mamy w głowie, gdy idziemy na koncert lub sięgamy po płytę? Czasem kieruje nami głód. Dźwiękowy głód – podobny do tego fizycznego. Pustka, którą próbujemy zapełnić. Czasem to ciekawość, bo ktoś polecił jakiś utwór, twórczość jakiegoś kompozytora, tak jak poleca się książkę, film lub… nieznaną potrawę. Innym razem to może być odpowiedź dla poszukującej natury – odkryć nieznany ląd, zbadać uchem nieznane obszary.

Jak smakować muzyczne „potrawy”, które pochodzą z polskiej spiżarni? Pochłonąć bezmyślnie, czy kroić, analizując każdą warstwę? Jeśli zastanawiamy się nad składnikami znajomej potrawy, to dlaczego słuchać muzyki bez znajomości formy, gatunku, budowy, zamysłu twórczego i warunków w jakich powstawała?

„Nie umiemy słuchać Chopina” – powiedział reżyser spektaklu przekonując, że słyszymy utwory naszego rodaka bez przygotowania i bez zaangażowania. Słyszeć czy słuchać, oto jest pytanie! I nagle, koncerty fortepianowe obdarte z partii fortepianu, za to wzbogacone skrupulatnymi objaśnieniami – bez muzykologicznego zadęcia (!) – zmuszają, by wsłuchać się w Chopina na nowo.

Tylko czy można porównać odbiór sztuki muzycznej do świadomego rozkoszowania się potrawą? Muzyka to przecież „strawa” dla duszy. Ocena pozostaje sprawą indywidualną.
2017-02-24, 11:12

Girls On Fire sięgają po najlepsze tradycje współczesnego R&B. Rezultat jest obiecujący

Girls On Fire [fot. GoF]
Girls On Fire [fot. GoF]
Mieszanka pop, funky, R&B, i kobiecej energii, tak można opisać trio Girls on Fire, które w jednej trzeciej (Marta Dzwonkowska) pochodzi z Opola. Ich muzyka zapowiada się nieźle i wyostrza apetyt na przyszłe produkcje.

Do stacji radiowych trafiły właśnie dwie debiutanckie piosenki G.o.F.: „Siła kobiet” i „Kto da więcej”. Dwa single jednocześnie stają się powoli regułą w biznesie muzycznym. Media mogą same wybierać te utwory, które bardziej pasują do formatu. Pierwszy singiel przywołuje dobre wspomnienia amerykańskich, żeńskich grup R&B z lat 90. w stylu En Vogue. Drugi, to motoryczne i matematycznie precyzyjne funky z charakterystycznym motywem elektro.

Girls on Fire tworzą – jak same o sobie piszą - kobiety z pasją i przyjaciółki. Finalistki III edycji programu X Factor związane ze środowiskiem teatralno-muzycznym Wrocławia. Piszą, komponują, koncertują po całej Polsce. Wyróżnia je magnetyzm, niepowtarzalne brzmienie i charyzma sceniczna. Łączą w sobie dynamikę, temperament, liryczność i wrażliwość.

Wokalistki przekonują, że ich pierwsza płyta - „Siła kobiet” to projekt nie tylko o muzyce, sile przyjaźni, determinacji, spełnianiu marzeń, ale także o działaniu na rzecz kobiet. Kiedy słuchamy ich piosenek, poznajemy kobiece spojrzenie na muzykę i rzeczywistość opisaną w autorskich tekstach. To spojrzenie jest jak kobieta: zmienne, dynamiczne, pełne energii, zmysłowe, sentymentalne i zaskakujące.

Premiera albumu "Siła kobiet" już 8 marca 2017.
2017-02-13, 14:57

Fair Weather Friends promują w Opolu nowe utwory

Fair-Weather-Friends Fot Maciej Gapinski edit
Fair-Weather-Friends Fot Maciej Gapinski edit
Młode polskie zespoły funkcjonują dzisiaj w trudnych realiach rynkowych. Na zysk z fizycznych nośników nie można liczyć. Jedynie winyle notują wzrosty sprzedaży, ale nie każdego wykonawcę stać na ich wydanie. Skutecznym modelem biznesowym jest oparcie dochodów o koncerty i płatny dostęp do strumieniowanej muzyki w Internecie. Obecność w serwisach muzycznych to już konieczność. Niezłe zyski może też przynieść oglądalność teledysków, ale warunkiem jest wielomilionowa widownia.

Stąd wykonawcy dużą wagę przykładają do koncertów. Właściwie to klubowe tournée i festiwale stają się najpoważniejszym źródłem utrzymania. Pretekstem do zagrania na żywo może być np. wydanie EP-ki lub promocja nowej muzyki jeszcze przed wydaniem płyty. Tak jest w przypadku zespołów Fair Weather Friends i JÓGA, którzy zagrają w piątek 17.02, w Narodowym Centrum Polskiej Piosenki w Opolu, by promować swoje najnowsze wydawnictwa.

Wydawać by się mogło, że ich style znajdują się na przeciwległych biegunach – jedni rozpalają parkiety przebojowością, która porywa tłum do tańca, drudzy stawiają na budowanie intymnego, hipnotyzującego klimatu. To zespoły, które zdążyły już zaliczyć największe polskie festiwale plenerowe.

Fair Weather Friends to jeden z najciekawszych zespołów polskiej sceny, o czym świadczą m.in. uznanie najbardziej opiniotwórczych dziennikarzy muzycznych, grono fanów w całym kraju oraz występy na największych festiwalach. Teraz prezentują nowe utwory, zapowiadające drugi długogrający album.

Premiera najnowszej EP-ki „Hello Sunday" miała miejsce w połowie września. Jednak podczas koncertu nie zabraknie dobrze znanych fanom FWF utworów jak – „Fortune Player” czy „Fake Love”. Ich autorskie brzmienie to połączenie współczesnej elektroniki, klimatu 70 'soulu i funku, elektropopowych melodii i punkowej wręcz energii.
2017-02-06, 08:41

Czas zaklęty w muzyce

Orkiestra pokolen 2017 [fot. Małgorzata Ślusarczyk]
Orkiestra pokolen 2017 [fot. Małgorzata Ślusarczyk]
Żadne słowa nie oddadzą tego, co wydarzyło się 3 lutego 2017 roku w Filharmonii Opolskiej. Można jednak spróbować nakreślić parę faktów.

Takiego wydarzenia nie było w całej, 70-letniej historii Państwowej Szkoły Muzycznej I i II st. im. F. Chopina w Opolu. Ponad siedemdziesięciu absolwentów, dawnych orkiestrowych wychowanków Huberta Prochoty, odpowiedziało na zaproszenie Katarzyny Karwaczyńskiej i Piotra Kosargi. Idea w założeniu banalna: stworzyć "Orkiestrę Pokoleń". Pod jedyną możliwą dyrekcją: niezastąpionego Huberta Prochoty. Na tydzień "porzucili" więc najlepsze orkiestry kraju i zagranicy, by jak za dawnych czasów uczestniczyć w wielogodzinnych, intensywnych próbach podczas warsztatów w Głuchołazach. A wszystko po to, by po latach wystąpić wspólnie na jednej scenie, uświetniając jubileusz szkoły muzycznej, ale i 800-letniego Opola. Miejsca by nie starczyło, by zacytować tęskne wyznania tych, którzy nie mogli dołączyć do tego niecodziennego składu.

A dlaczego "Orkiestra Pokoleń"? Bo obok siebie zasiedli muzycy różnych roczników, o rozmaitych doświadczeniach muzycznych. Jedni rozpoczynali przygodę ze szkolna orkiestrą w czasach, kiedy Hubert Prochota (także absolwent opolskiej PSM) stawiał pierwsze kroki jako nauczyciel. Inni opuścili mury szkoły zaledwie parę lat temu, choć wielu z nich na pytanie "zagrasz ze mną?" reaguje pozytywnie i to bez chwili namysłu. W tej masie brzmieniowej znaleźli się także obecni nauczyciele szkoły, zasiadając na scenie obok swoich dawnych uczniów. Wszyscy wpatrzeni w ręce i błyszczące oczy "Pana" - bowiem dla każdego z nich, dyrygent orkiestry (także dyrektor szkoły w latach 1992-1997), Hubert Prochota, to po prostu "Pan". Oni mówią z uśmiechem "Pan z nami", a pan odpowiada "Action!". I znowu wszystko gra. Ale nie jak rok czy 10 lat temu. Gra jak nigdy.

Dla większości postronnych ludzi to dziwne i niezrozumiałe hasła. Dla orkiestrowiczów wszechroczników to morze wspomnień, ocean wrażeń i doświadczeń, które ukształtowały dojrzałych dziś muzyków. To przygoda życia, która doczekała się swojego festiwalu w ramach siedemdziesiątych urodzin szkoły.

Wszyscy znamy powiedzenie, że muzyka łagodzi obyczaje. Jak się okazuje, potrafi też zakrzywić czasoprzestrzeń. A ponadto skumulować niewyobrażalny ładunek emocjonalny, bo piątkowy koncert to było apogeum wrażeń, zsumowanych z niemal 30-letniej historii i pomnożony przez liczbę uczestników. A jeśli dodamy, że na widowni również zasiedli absolwenci, wychowani w orkiestrze "Pana" - cóż więcej dodać?
123456
Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej. Dowiedz się więcej »